poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
DARIUSZ PAWELEC
Przeciw (młodym) poetom
Dekada Literacka 2008, nr 2-3 (228-229)

Wypada zacząć od patrona tytułu niniejszego szkicu, choć nie chcę bynajmniej przywoływać słynnego eseju „Przeciw poetom”, lecz bardziej w tym miejscu przydatne słowa, które wypowiada Gombrowiczowski Pimko: - „Cip, cip, cip - zawołał. - Maluś, maluś, maluś...” W tej eliptycznej formule zamknąć można istotę dyskursu krytycznoliterackiego, który operuje pojęciem „młodej poezji”. Dla lepszego wprowadzenia do tematu nie zaszkodzi przywołać słów Pimki, nie zredukowanych jeszcze do cytowanej formuły, z pierwszej wersji „Ferdydurke”: „Kocham tych małych człowieczków, właśnie dlatego że mali. Dużych, wąsatych, dorosłych nie cierpię, z nimi trzeba być na równej stopie. Cóż za szczęście, że człowiek nie rodzi się od razu, ale powoli, skutkiem czego nawet Napoleon miał kiedyś zasmarkany nosek. Drobiazg kocham [...]”1. I tak samo w krytyce polskiej zdumiewająco często oglądamy kolejne wcielenia profesora Pimki, przechadzające się z upodobaniem po tym samym wciąż szkolnym korytarzu. Biegają po nim „młodzi poeci” zapełniający strony „prasy młodoliterackiej” i strojący miny w kierunku „krytyki młodopoetyckiej”. Ta zaś w rewanżu podsumowuje „dokonania młodopoetyckie ostatniego dwudziestolecia” i układa ranking „najlepszych tomików młodopoetyckich ostatniej dekady”, wskazuje przy okazji „obsesje” i „bohaterów młodej liryki”. Dla odmiany, spojrzenie ponad szkolnym korytarzem, albo jak nazwą rzecz inni, spojrzenie sięgające poza „młodoliterackie getto”, oznaczać będzie dla miłośników „drobiazgu” wejście na „strupieszały Parnas” (określenie Karola Maliszewskiego2). Z jego szczytu zresztą, przyznajmy, rozlegają się czasami pomruki niechętne jakimkolwiek zmianom, w tym także hierarchii.

Dwa równoległe modele opisu krytycznego powracają w ostatnich latach na prawach atawizmu. Dobrze uchwytne, jak każda maniera czy konwencja, w „produkcji masowej”, osiągającej często graniczną wręcz kuriozalność, do drugiego planu i „drugiego garnituru” się wszakże nie ograniczają. Zarówno obrońców „strupieszałego Parnasu”, jak i naśladowców Pimki odnajdziemy pośród najwytrawniejszych krytyków. Postawy te świetnie i modelowo poniekąd ilustrują na przykład dwa klasyczne już wystąpienia krytyczne warte przy tej okazji odnotowania. W głośnym szkicu w „Skamandrze” w roku 1935 zatytułowanym „Pegaz to nie samochód bezkołowy” Karol Wiktor Zawodziński bronił zakresu pojęcia liryki przed inwazją praktyk awangardowych. Z przekonaniem i znawstwem przedmiotu wyznaczył ramy dla „nowatorstwa, a to, co w tych ramach się nie ułoży - pisał - liryką nie jest, nawet <>”. Niedojrzałości i młodości Zawodziński w poezji najwyraźniej nie cenił. Wiek autora i czas życia tendencji poetyckiej były tu zresztą bez znaczenia, jak na przykład „awangardzizm”, który „choć nie najmłodszy latami był dla niego jeszcze w stadium ząbkowania dziwactwami”, i jak dodawał krytyk „niestety, w tym wypadku chronicznym”. „Pozory radykalizmu artystycznego” miały tu stanowić zgubną pokusę dla młodości. W efekcie miast książki czy tomu wierszy, a zatem „czegoś poważnego”, nowator, w przekonaniu Zawodzińskiego, przedstawiał tylko to, co „od zewnątrz” mogło tym właśnie (książką, tomem wierszy) się wydawać, pozostając „w gruncie rzeczy ekspektoracją młodości naiwnej i bezradnie idącej za powiewem mody w ukształtowaniu”3.

Tylko pozornie po tej samej stronie obrońców „strupieszałego Parnasu” sytuuje się inne głośne wystąpienie krytyczne, a mianowicie przedstawiony w trzydzieści lat po tekście Zawodzińskiego referat Jerzego Kwiatkowskiego z Ogólnopolskiego Festiwalu Poezji w Łodzi (1967) „Najmłodsza poezja polska”, opublikowany później pod znamiennym tytułem „Przestańcie mówić jakimś sztucznym basem. O najmłodszej poezji polskiej”. W pouczeniu tym, inaczej niż w niechętnym wszelkiej niedojrzałości tradycjonalizmie Zawodzińskiego, nie wyraża się wszelako żadna obawa przed nowatorstwem czy innością. Wręcz przeciwnie. Na przykład przy okazji rozprawiania się z teorią Rymkiewicza Kwiatkowski zdecydowanie nie uzna za właściwe, by „rezygnować z oryginalności i nowatorstwa w rozwoju sztuki i języka poetyckiego”. W tytułowym apelu krytyk wyraźnie obawia się jedynie przedwczesnej dojrzałości swoich podopiecznych. Czyżby oczekując, by „zamiast normalnego głosu” niczym Gombrowiczowski Józio „dobyli z siebie głos piskliwy?. Niepowodzenia najmłodszej poezji - pisze Kwiatkowski - w znacznej mierze wynikają z jej wysokich, nieco zbyt pochopnie powziętych ambicji, podrwiwamy sobie ze zwyczaju cytowania i powoływania się na Eliota, jaki stał się udziałem młodej poezji”. W innym miejscu patos cytowanego przez siebie wiersza rozładowuje krytyk odkryciem w poecie ucznia, „co w zestawieniu z młodzieńczą, legitymacyjną fotografią (jeszcze maturalną chyba) umieszczoną na odwrocie książki - daje efekt rozrzewniający”. Poeta uczniem podszyty musi zapamiętać też, że nie każdy może być od razu Leśmianem”. Kwiatkowski chciałby „młodej poezji” pomóc w odnalezieniu „własnej tonacji”, młodych poetów zachęca, „by wyruszyli na poszukiwanie samych siebie”4.

Bywa i tak, że w wypowiedziach tego samego krytyka spotykają się dwa interesujące nas modele lektury. Życzliwe wsparcie dla poetyckiej młodzieży - grupy jako „młodzi poeci” właśnie definiowanej, idzie w parze ze zdecydowaną obroną starego porządku. Myślę tu przede wszystkim o ważnych i zawsze przecież uważnych wobec obserwowanego przedmiotu szkicach Mariana Stali. Przywołam tylko dwa spośród nich, najlepiej ilustrujące opisywaną przeze mnie prawidłowość. W obydwu krytyk konsekwentnie wyodrębnia dokonania „młodej poezji ostatnich lat”, czyniąc z nich tło dla zjawisk naprawdę w jego przekonaniu istotnych, czyli dla książek Starych Mistrzów. W syntetycznym szkicu z roku 1995 „Cały ten zgiełk” Marian Stala przenikliwie, choć z sympatią, a nawet w poszukiwaniu jakiegoś usprawiedliwienia, punktuje grzechy „bezkarnej młodości: młoda poezja zawieszona pomiędzy żądaniem autentyczności doświadczenia a przeświadczeniem, iż wszystko jest tylko grą, ta właśnie młoda poezja rozpatrywana jako całościowa wypowiedź o świecie, sprawia wrażenie maszyny produkującej chaos”. Wśród propozycji młodych poetów krytyk potrafi oczywiście docenić „kilka książek, kilkadziesiąt wybitnych wierszy”. Kiedy jednak zmierza do ustalenia „kręgu ważnych zjawisk” dla pierwszych kilku lat po roku 1989, dla „czasu przemiany”, i stawia pytanie „czy pośród owych rzeczy ważnych znajdą się tomy młodych?”, w odpowiedzi przedstawia listę nazwisk, którą otwierają Różewicz z Miłoszem, Szymborska, Julia Hartwig, Tadeusz Nowak i Stanisław Barańczak5. W opublikowanym w roku 2000 szkicu „Coś się skończyło, nic się nie chce zacząć” Marian Stala ponownie podsumowuje „czas przejścia: Na początku lat dziewięćdziesiątych młodzi poeci (i rówieśni im krytycy) gwałtownie zakwestionowali porządek panujący wówczas w poezji. Młodzi poeci urzeczywistnili część swych zamierzeń, ale konsekwencje ich działań okazały się różne od planowanych”. Krytyk rzetelnie wymienia to, co się młodym poetom w ostatniej dekadzie wieku udało, ale w ich sukcesie, „dwuznacznym i połowicznym”, upatruje ostatecznie i przewrotnie przyczyn porażki: „Może więc nie należy się dziwić temu, iż dekada rozpoczynająca się euforycznym świętem młodości kończy się lekcją starych mistrzów, rozważania o poezji lat dziewięćdziesiątych można i trzeba kończyć słowami Miłosza, Szymborskiej, Różewicza, Herberta...”6

Z ważnych głosów krytycznych odwołujących się do pojęcia „młodej poezji” chciałbym przywołać w sukurs moim własnym tezom wystąpienie Edwarda Balcerzana „O młodych i najmłodszych” ogłoszone drukiem w roku 1970. Trudno nie zgodzić się z nim, kiedy zauważa, że „samo pojęcie” obecne w tytule jego referatu, „jest dosyć niewygodne w działaniu krytycznym”. Balcerzan podkreśla przede wszystkim nietrwałość i tymczasowość zakresu pojęcia „młodzi i najmłodsi”, pisząc na przykład: „rekonstruujemy mianowicie splot faktów, gotowych się każdego dnia najniespodziewaniej rozpleść, wchodząc w inne zupełnie od poprzednich związki”.

Zadaniem przenikliwego krytyka powinno być zatem, w moim przekonaniu, wychwytywanie i odnotowywanie owych momentów i miejsc rozplatania się faktów literackich wiążących nowego twórcę z pojęciem „młodej poezji”. Zgodne jest to zresztą z zupełnie naturalnym dążeniem samych twórców, „ponieważ młodzi - jak przytomnie zauważa Balcerzan -czynią wszystko, aby się z tej swojej młodości wyzwolić”. Problem polega na tym, że rządzące dyskursem krytycznoliterackim klisze czynią wszystko, aby tę młodość poetom coraz bardziej i ponad miarę przedłużać. Pod tym względem zdaje się to przypominać strategie marketingowe koncernów wytwarzających kosmetyki typu „stop age”. „Sytuacja debiutanta -zacytujmy raz jeszcze Balcerzana - staje się zatem nieznośna”7.

Z jednej strony może spodziewać się on odrzucenia w imię niechęci wobec wszystkiego, co „nowe”, utożsamiane synonimicznie z młodością. To właśnie przywoływany przypadek oporu Zawodzińskiego wobec awangardy. „Nowe” staje się w takim odczytaniu równoznaczne z niedojrzałością, co zasługuje na bezlitosne wykpienie na przykład przez zaliczenie twórcy we „wzrastające szeregi ciurów <>”. W modelu myślenia o sztuce reprezentowanym przez takich krytyków jak Zawodziński „nowe” uchodzi za podejrzanie łatwe do naśladowania, a przez to traci powagę godną dojrzałych estetyk. Znamiennym argumentem unieważniającym uzurpacje młodych poetów może być więc na przykład przywołana w „Pegazie...” „twórczość siedemnastoletniego młodzieńca, który wydając już drugi tomik (!), a jednocześnie przechodząc kurs siódmej klasy, na pewno ani nie rozumie w pełni postulatów swych mistrzów, ani nie ma czasu, żeby biedzić się nad ich spełnieniem”8. Figura poety uczniem podszytego powracająca w głośnym eseju Jerzego Kwiatkowskiego służyła już zgoła odmiennym celom niż gest sprzeciwu, wyśmiania i odrzucenia w stylu Zawodzińskiego. Nieznośność sytuacji debiutanta bierze się tu raczej z nie dość radykalnej, w ocenie krytyki, manifestacji młodości, oryginalności, naturalności. Dojrzałość i powaga dykcji zostaną odczytane przenikliwie jako maskowanie objawów mutacji albo doklejanie sztucznych wąsów. Obserwowane bowiem w stałym odniesieniu do wieku autora - „młodego poety” będą prowokowały „efekt rozrzewniający”.

Młodopoetyckie etykiety przydzielane w dyskursach krytycznych już niezależnie od modelu budują efekt wykluczenia oznaczanej w ten sposób twórczości. Zważywszy na stopień ich zużycia trudno też uwolnić się od swoistego, i deprecjonującego przecież obiekt opisu, poczucia komizmu, jakie towarzyszy często stosowaniu określenia „młody poeta” Z jednej strony, posługuje się tym pojęciem krytyka opresywna, pozostająca we władzy autorytetu. Z drugiej strony - krytyka pedagogiczna, insynuująca twórcom naiwność. Obydwie jednakowo stanowią przykład dyskursywnej przemocy i retorycznego stawiania oporu nieznanemu. Biorąc to wszystko pod uwagę jestem zdecydowanie przeciw „młodym poetom” w książkach i recenzjach młodych i starych krytyków. Marzy mi się zatem sytuacja, aby młody poeta mógł od samego początku, od debiutu, zostać Starym Mistrzem. W końcu obserwacja historii literatury potwierdza, że takie przypadki są możliwe. Zadaniem krytyki byłoby tylko podjęcie wysiłku, by przypadki te zauważać. Zamiast: wygodnego i bezpiecznego fortyfikowania „strupieszałego Parnasu” i zamiast: belferskiego i anachronicznie groteskowego „wydobywania świeżości i naiwności młodzieńczej” w duchu Profesora Pimki. Spotkać „na równej stopie” drobiazg z wąsatymi - oto prawdziwe wyzwanie dla krytyka dzisiaj.

Dariusz Pawelec

PRZYPISY:

1 Cytat za: Jerzy Jarzębski, „Gra w Gombrowicza”, Warszawa 1982, s. 220.
2 Karol Maliszewski, „Czytanie na wyspie”, „Twórczość” 1998, nr 11.
3 Karol Wiktor Zawodziński, „Pegaz to nie samochód bezkołowy. Szkice krytyczne”, Warszawa 1989, s. 103-129.
4 Jerzy Kwiatkowski, „Najmłodsza poezja polska”, w: „Rzecz poetycka. Festiwale”, Łódź 1970, s. 157187.
5 Marian Stala, „Cały ten zgiełk. Kilka uwag o sytuacji i świadomości nowej poezji, zapisanych jesienią 1995 roku”, w: tegoż, „Druga strona. Notatki o poezji współczesnej”, Kraków 1997, s. 169177.
6 Marian Stala, „Coś się skończyło, nic się nie chce zacząć”, „Tygodnik Powszechny” 2000, nr 2; przedruk w: tegoż, „Przeszukiwanie czasu. Przechadzki krytycznoliterackie”, Kraków 2004, s. 291-303.
7 Edward Balcerzan, „O młodych i najmłodszych”, w: „Rzecz poetycka...”, dz. cyt., s. 188-192.
8 Karol Wiktor Zawodziński, „Pegaz to nie samochód bezkołowy” , dz. cyt., s. 127-128.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas