poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
hm
Co się nie zmieściło w Camerze
Dekada Literacka 2011, nr 4 (247)
Wspomniana w Camerze książka Roberta Reuvena Stillera Żydowskie abecadło to według podtytułu „słownik twórców literatury polskiej”, ale obejmuje także niektórych uczonych i ludzi teatru pochodzenia żydowskiego. Luki tu są jaskrawe – nie pojawia się np. Aleksander Bardini, Henryk Biegeleisen, Henryk Elzenberg, Juliusz Feldhorn, Ludwik Gumplowicz, Jerzy Kosiński, Zdzisław Libera, Chaim Löw (Leon Przemski), Maria Renata Mayenowa, Władysław i Wojciech Natansonowie, Alfred Nossig, Jan Stur, Adam Tarn, Aleksander Węgierko, Stefania Zahorska. (Wymieniam tylko niektóre postacie już nieżyjące). Natomiast mylnie anektuje Stiller do swego słownika Jerzego Broszkiewicza, Romana Ingardena, Jana Lechonia, Igora Newerlego, Leona Schillera, Kazimierza Wierzyńskiego czy Stefana Żółkiewskiego (który rzekomo uprzednio nazywał się „Grynberg”). Wprowadza w błąd czytelników, twierdząc, że „prawie na pewno Adam Mickiewicz był pochodzenia żydowskiego po matce”. W takim kontekście żydowskie pochodzenie, jakie gołosłownie przypisuje Stiller niektórym żyjącym autorom współczesnym, nie budzi zaufania.

Dorobek uwzględnionych postaci jest tu opatrzony ocenami niekiedy – eufemistycznie mówiąc – ekscentrycznymi. Zdaniem Stillera na przykład Grube ryby i Dom otwarty Bałuckiego to „perfidne intelektualnie i obyczajowo dramaty”, a tandetne jego powieści, jak antysemicka książka W żydowskich rękach, są „wybornej jakości”. Natomiast „znajomość i wyczucie żydostwa u Orzeszkowej miały niewiele wspólnego z tym, czego dokonali Wiech i Junosza, pomijając też jej klasę intelektualną i artystyczną nieporównywalną z ich pisarstwem”. Jeśli dobrze rozumiem składnię tego zdania, Wiech i Junosza reprezentowali klasę pisarską nieporównanie wyższą od klasy Orzeszkowej… Młodą Polskę cechowały „fałsze intelektualne i zły gust”, a choć „nie można jej odmówić tu i ówdzie kilku talentów (nie wyłączając paru żydowskich), ale na pewien czas przewagę zdobyła tandeta”. Kto to napisał? Stanisław Tarnowski w roku 1900? Nie, Robert Stiller w roku 2011!

Książeczka roi się przy tym od błędów. Z gruntu nieprawdziwe jest stwierdzenie, że „parszystwo, które napaćkało się wokół Bałuckiego przed stuleciem, wlecze się niepoczytalnie, bezmyślnie i niemrawo aż do dzisiaj”. Wystarczy zajrzeć do książki zbiorowej Świat Michała Bałuckiego (2002), by przekonać się, że jest z gruntu inaczej. – Roman Brandstaetter nie debiutował w roku 1941 sztuką Kupiec warszawski, lecz w roku 1928 tomem wierszy Jarzma (o jego twórczości poetyckiej sprzed roku 1939 Stiller zdaje się nie wiedzieć). – Przyczyną zgonu Janusza Kofty był nie alkoholizm, lecz powikłania po zakrztuszeniu się przy jedzeniu. – Stefan Żółkiewski nie był członkiem KPP. – Dziejbę leśną Leśmiana wydał po jego śmierci nie artysta kabaretowy Konrad Tom, lecz Alfred Tom. – Schulz nie był profesjonalnym nauczycielem matematyki, nie miał za sobą studiów tego przedmiotu. – Stryjkowski nie przebywał nigdy w Birobidżanie. – Tyrmand został aresztowany przez NKWD nie we Lwowie, lecz w Wilnie. – Henryk Vogler nie mógł skończyć na Uniwersytecie im. Franki we Lwowie polonistyki i ukrainistyki, bo studiował tam niecałe dwa lata. – Wiersz Wittlina Stabat Mater nie jest przekładem łacińskiego hymnu o tym tytule. – Czytelnik nie musi wcale „cudów dokonać, aby dowiedzieć się czegoś o twórczości Klemensa Junoszy”, bo istnieje o nim monografia Anny Wereszczyńskiej z roku 2008. – Elias Canetti nie pochodzi z Polski, lecz z rodziny Żydów sefardyjskich osiedlonych w Bułgarii (s. 149). – Ferdynanda Goetla i Artura Oppmana nie można nazywać Niemcami (s. 150). – Wręcz kuriozalna jest wiadomość o tym, jakoby kiedyś kursowała w Warszawie plotka, że powieść Maxa Frischa Stiller była poświęcona osobie Roberta Stillera (s. 61). Ale może to tylko autorski żart?

Na wstępie autor dziękuje Adamowi Pomorskiemu za to, że ustrzegł go od wielu błędów. Pomoc – jak widać – nie okazała się wystarczająca, ale aż strach pomyśleć, co by się działo na kartach tej książeczki bez owej pomocy.

hm


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas