poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
TOMASZ CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI
cmc, gal etc. O kilku wierszach Aleksandry Kaźmierczak
Dekada Literacka 2011, nr 4 (247)

„O postawie postmodernistycznej myślę jak o postawie człowieka, który kocha jakąś nader wykształconą kobietę i wie, że nie może powiedzieć jej »kocham cię rozpaczliwie«, ponieważ wie, że ona wie (i że ona wie, że on wie), iż te słowa napisała już Liala. Jest jednak rozwiązanie. Może powiedzieć: »Jak powiedziałaby Liala, kocham cię rozpaczliwie«” – pisał niespełna 30 lat temu Umberto Eco w Dopiskach na marginesie „Imienia róży”. W roku 2003 Joanna Mueller w wierszu pt. Metapokolenie – szkicującym stan świadomości pewnej generacji – powtarzała te słowa, zaopatrując je w następujący poetycki komentarz: „czyli zawsze cytat // Śmiejmy się z siebie Nie / jesteśmy śmieszni Wierni reliktom / marginesom okładkom Biblioteka / ta nasza otchłań Korekta / grafomania nasza Dłonie / siecią spętane Tanatycznym / gestem Serca prujemy na / włókna wierszy Palimpsestów / strony”. Choć daje się z tego komentarza wyczytać świadomość „spętania” przez nowe, sieciowe medium, to jednak „wierność” nakazuje mówić o miłości raz jeszcze wobec Biblioteki, zamykać swoją opowieść na stronach spiętych okładką.

Aleksandra Kaźmierczak – poetka, która zdążyła już zadebiutować w bieżącym roku na łamach „Lampy” (nr 1/2) – pisze wiersze o miłości. Ten – rzec by można – „odwieczny” liryczny temat nie mieści się już w palimpsestowej świadomości podpowiadanej przez utwór Mueller. Czym zatem różnią się frazy „zawsze cytat” od „session default”?

Najprostsza odpowiedź brzmieć musi – zmienił się rodzaj komunikacji. „Wykształcona kobieta” rzadko usłyszy miłosne wyznanie – zwykle zobaczy je na ekranie swojego komputera, tableta, iPhone’a czy innego posłańca dobrych wieści, jednym słowem – dzięki dobrodziejstwom computer-mediated communication (CMC).

„Żyjemy zgodnie z dominującymi poetykami, które kierują sposobami, na jakie słowa i inne znaki składają się na daną kulturę. W ramach wysoce uprzemysłowionej i stechnicyzowanej kapitalistycznej społeczności […] jesteśmy otoczeni przez muzykę popularną, reklamy, przez zestawiane kolumny informacji w gazetach, […] przez efekty filmowych i telewizyjnych montaży, przez rozmieszczenia elementów na ekranach naszych komputerów. […] »Get a life!« [GAL – przyp. mój, T.C.-S.] oznacza często zaproszenie nie tyle do bycia autonomicznym, co raczej do związania się z życiową drogą rozmówcy” – tak naszą współczesność opisuje J. Hillis Miller w roku 2007. Cytuję tu tekst The Poetics of Cyberspace: Two Ways to Get a Life, by – za wskazaniami jego autora – opisać nasz czas jako epokę przejścia pomiędzy kulturą druku i kulturą digitalną. Hillis Miller wprowadził na scenę swojego szkicu dwie postacie. Horacy rozpoczynał swoją akademicką edukację w roku 1946 (podobnie zresztą, jak sam krytyk) – czyta dużo książek (papierowych); jako dziecko „czasu papieru”, otoczony jest przez różne jego formy – jego tożsamość wspomagają nie tylko książki, ale i papierowe świadectwo, papierowy dowód tożsamości etc.; Horacy nie ma wyjścia, musi zostać molem książkowym (i krytykiem literackim) – musi wreszcie powiedzieć „papier to ja”. Horacy zmienia swoje życie (get a life!) radykalnie tylko dzięki książkom! Jimjima spotykamy o godzinie trzeciej w nocy w roku 2003 – przy komputerze, oczywiście; robi pięć rzeczy na raz: przygotowuje pracę na zajęcia, gra w grę komputerową (online, w grupie osób z całego świata), słucha muzyki ściągniętej wcześniej w formacie MP3, odpowiada na maile, które przychodzą co kilka minut, w jednym z okienek ma zaś stale otwarty czat z przyjaciółmi z uczelni. Jimjim jest maniakiem komputerowym (pisze też wiersze i krótkie prozy) – musi powiedzieć „piksel to ja”, a jego życie zmienia się na miarę jego aktywności w cyberprzestrzeni. Pomiędzy tymi skrajami współczesności – pisze Hillis Miller – jest jednak szerokie pasmo „egzystencji zmieszanej”, żyć podwójnych – zarazem partycypujących w kulturze druku, jak i digitalnej.

W wierszach Aleksandry Kaźmierczak odnajduję taką właśnie świadomość „egzystencji zmieszanej”. W automatyczne mechanizmy komputerowej komunikacji Autorka wmontowuje życie – wiersz dzień powszedni z życia 105, jak mogę się domyślać, powstał przez prosty zabieg „copy – paste” rozkładu jazdy (na dzień powszedni) linii 105 (w Krakowie te autobusy jeżdżą pomiędzy Czerwonym Prądnikiem i Dworcem Głównym) i wpisanie, wmontowanie w pierwszą linijkę (tak skonstruowany został tytuł) frazy „z życia”.

Czy nie można by jednak prościej (choć te wiersze nie są nadmiernie skomplikowane), bez tego rozbudowanego zaplecza powiedzieć „kocham cię”? Odpowiem najkrócej – Aleksandra Kaźmierczak jest nader wykształconą kobietą.

Tomasz Cieślak-Sokołowski


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas