poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
WOJCIECH LIGĘZA
Pani w żółtym szlafroku
Dekada Literacka 2011, nr 4 (247)

Michał Piętniewicz
Odpoczynek po niczym
Wydawnictwo Miniatura, Kraków 2011


Książka z wierszami Michała Piętniewicza zasługuje na uwagę czytelniczą, gdyż jest dokonaniem na wskroś oryginalnym. Wrażenie, iż poeta sili się na ekscentryczność wyrazu, że gustuje w nonszalanckich pozach, albo że z egotyzmu czyni rodzaj cnoty, szybko mija, bowiem gry literackie mają tu mniejsze znaczenie, a uchwycony w słowie obraz świata odnosi się do autentycznych, traktowanych serio doświadczeń. Oczywiście, podróż po labiryntach ludzkiej psychiki, po obszarach cierpienia i lęku, ale też marzeń i pragnień, poszukuje artystycznego zapośredniczenia. Toteż poetyka Piętniewicza jest rozmaita, zmienna, krystalizacje własnych przeżyć wchodzą w intertekstualny dialog, a intensywne doznania piękna i grozy świata spotykają się z uważną autoanalizą, czyli studiowaniem własnego przypadku. Dodajmy, że życiu – tak jak chorobie – należy postawić diagnozę.

Tom Odpoczynek po niczym poprzedził debiut Piętniewicza Oddział otwarty. Oba tytuły wskazują na odosobnienie, odgrodzenie, zastygnięcie, bierność, także – wyzwanie, jakie niesie choroba. Odpoczywa się przecież po jakimś wysiłku. Tymczasem dla Piętniewicza owo wyłączenie aktywnych działań staje się punktem wyjścia. Chwilowe zawieszenie obowiązków, przerwanie więzi z innymi, uchylenie troski codziennej, dystans wobec zdarzeń małych i większych, zgoda na „życie bez zdarzeń” sprzyjają ruchowi wyobraźni. Pusta kontemplacja i letargiczne czuwanie to stany poetyckie, przeklęte i błogosławione zarazem. W ten sposób „odpoczynek” przechodzi w swe przeciwieństwo.

Michał Piętniewicz własny odrębny świat umieszcza na pograniczu realności i fantasmagorii, rzeczy istniejących oraz kreowanych dla potrzeb prywatnego mitu, brutalnego (cielesnego) konkretu i niepochwytnych marzeń, miałkiej jawy i niepokojących snów, niekiedy mocno zderzając ze sobą te wizje rzeczywistości. Poeta prezentuje odbiorcy zwielokrotniony autoportret – człowieka zamkniętego, melancholijnego, wędrującego, poszukującego, niepewnego, ale przede wszystkim wrażliwego, eksperymentującego z materią życia. Lęk przed demonami, jakie lęgną się w ludzkim ciemnym wnętrzu, w tych lirykach spotyka się z dążeniem ku światłu, z mirażami bezpiecznego świata, jaki powinien być. Omawiany zbiór rozpoczyna się od dotkliwie odczuwanej winterreise, która przynosi doświadczenie szpitalne, uświadamia – przypominającą ranę – różnicę między „ja” i dotykalną rzeczywistością, w kontraście z baśniowym dzieciństwem wprowadza wieloznaczny obraz kresu istnienia (wiersz Podróż zimowa). Mogą się w tym miejscu pojawić dwa odsyłacze: do egzystencjalnego programu Schuberta i melancholijnej cudowności Andersena. Wędrowanie w pejzażu zimowym posiada też wymiar poznawczy – czytania niejasnych znaków i prób rozumienia obsesyjnych obrazów. Zimowe motywy będą wciąż powracać, jak w wierszach igiełką, szpilką, białą nitką, po leku czy odpoczynek po niczym. Z tego repertuaru pochodzą też indywidualne symbole, takie jak „lodowa księżniczka”, której patronuje Bruno Schulz, lodowce, zimne morza i jeziora, kurtyny z lodu.

Wskazane składniki wyobraźni najczęściej przywodzą na myśl nieprzyjazną przestrzeń istnienia, zakłócone relacje z innymi, stygnięcie uczuć i złudzeń. W utworach Piętniewicza cienka jest granica między banalną normą a szalonymi zwidami – wyzwalanymi przez chorobę (mówiący niekiedy wskazuje na farmakologiczne źródła wizji). Zwrócić należy uwagę na operowanie zimnym błękitem kojarzonym z barwa szpitala, a zarazem poza-ziemską przestrzenią oraz intensywną żółcią, kolorem choroby, ale też słońca i nadziei (np. „pani w żółtym szlafroku” z wiersza o papierosie, kawie i miłości). Skojarzenie z „dewiacyjnymi” zestawieniami kolorów w malarstwie nie wydaje się dowolne.

Michał Piętniewicz restytuuje typ poezji wyobraźniowej, w której istotną rolę odgrywa rytm swobodnie przepływających obrazów, onirycznych wizji, chorobowych majaczeń, halucynacji, urojeń, fantazji badających swe granice. Weźmy tak sugestywne obrazy, jak „Jezus w prześcieradle ze światła” (przesłanie), wiersz jako „suto wypchana sakiewka archanioła” (wyzwolenie), „skóra [która] istnieje w ciemnych płomieniach” (skóra). Twórczo zostaje rozwinięta linia poezji nadrealistycznej, w której ważną rolę odgrywa niespodzianka, zaskoczenie, gra, nierozstrzygalność sensów, absurd, nieraz przewrotny humor. Można też mówić o osobnej wyobraźni onirycznej. Jednak poeta nie zadowala się łowieniem niezwykłości, wycofuje się z nagonki na efekty poetyckie, choć sporo obrazów uderza niepokojącą siłą. Jak to już zaznaczałem, piszący nie cofa się przed utrwalaniem lęków, obsesji, nadwrażliwych zachowań, gdyż pragnie wypowiedzieć siebie do końca.

Warto na chwilę zatrzymać się przy autoprezentacjach. Narracje pacjenta, eschatologiczne lęki przerażonego, fantazmaty miłosne marzyciela powstają w okolicznościach bardzo zwyczajnych. Bohatera wierszy zastajemy wciąż przy kawie i papierosach. Bytuje on w przestrzeniach wyłączonych, często wypełnionych nudną jednostajnością (jak szpital, biuro, kawiarnia, prywatny dom); ale pozorny letarg wyzwala myślenie poetyckie. Pochwała papierosów i kawy przewija się w tych wierszach i wariacyjnie zmienia. Ten obsesyjny obraz może nawet denerwować, ale u Piętniewicza ma on istotne znaczenie, bowiem nie tylko odsyła on do słynnego filmu Jima Jarmuscha, nie tylko konkuruje z obrazami poetyckimi Marcina Świetlickiego, ale również kawa i papierosy to instrumenty skupienia oraz narzędzia powstawania refleksji. Stany wewnętrzne poeta określa poprzez zewnętrzne rekwizyty. Dlatego „ja” mówiące przywiązuje tak dużą wagę (na przykład) do części garderoby, tak pisząc o kurtkach, marynarkach, swetrach, piżamach, czapkach, jakby miał na myśli fluktuacje stanów wewnętrznych lub też drgania duszy.

Na przeciwległym biegunie tendencji nadrealizującej lokuje się wrażliwość na szczegół codzienny, bowiem wiersze Michała Piętniewicza wykorzystują okruchy autobiografii – z konkretną topografią (krakowską, tarnowską, nowosądecką), przywoływanymi fragmentami opowieści o dzieciństwie, dyskretnie wprowadzonymi zapisami inicjacji (np. w utworach myśli rzeczne znad Dunajca, w biurze z małym mistrzem, wspomnienie z przyszłości czy Wycieczka z Sasetką). Nie należy przeoczyć dwóch nakładających się na siebie poetyckich opowieści: miłosnej – kreującej prywatny mit niedosięgłej, nieobecnej, zaklinanej Anny, oraz erotycznej – związanej z wątkiem Sasetty. Obecność drugiej osoby przynależy do sfery jasności, gdyż nawiązanie kontaktu oswaja w jakiejś mierze lęki i fobie. Michał Piętniewicz operuje szeroką skalą stylów: poeta od słowa trywialnego i dosadnego (nieco nadużywana wulgarność przechodzi w słowa pełne czułości), poprzez „neutralny” język anegdoty lirycznej przechodzi do żarliwej liryki apelu oraz konstrukcji wyszukanych, retorycznie kunsztownych. Niekiedy zestawianie różnych dykcji podporządkowane jest ironii.

W tomie Odpoczynek po niczym ważną rolę odgrywa dialog literacki i kulturowy. Piętniewicz chętnie sięga po cytaty, wprowadza głosy oraz postaci pisarzy, czytanie traktuje jako ważną część biografii, nie zaciera też śladów inspiracji, niekiedy tylko nadmiar odwołań może być odebrany jako sprawozdanie z przebiegu polonistycznej edukacji. Mistrzowie nie tyle dostarczają gotowych recept, co wskazują drogę. Własne postrzeganie złych i dobrych mocy, niedopasowania, buntu oraz wrażliwości na sprawy ostateczne zostaje w ten sposób ukierunkowane i potwierdzone. I tak Michał Piętniewicz przytacza Mickiewicza i Miłosza, odwołuje się do Schulza, Brzozowskiego, Charlesa Bukowskiego, Faulknera, wymienia Baudelaire’a, Stachurę, Leopolda Buczkowskiego, Hłaskę, wspomina i o filmach Bergmana, i Lyncha.

W tomie Odpoczynek po niczym do relacji o chwilach pięknych i uporczywych niedogodnościach życia dołącza refleksja o pisaniu: o ograniczeniach języka i niemożliwości znalezienia oczekiwanego wyrazu. Umykanie sensu w słowie łączy się ściśle z komplikacją proporcji między wnętrzem a zewnętrznością. W wierszach Michała Piętniewicza zapisy lęku i cierpienia spotykają się z poszukiwaniem słonecznego świata: „skóra przechodzi na chwilę w światło by potem / znowu zasnąć myśląc o sobie samej jako o bolącej skórze”.

Wojciech Ligęza






 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas