poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
LESZEK SZARUGA
Postmodernistyczny labirynt
Dekada Literacka 2010, nr 3 (241)

Piotr Sobolczyk
Dywan Pierrota
Tygiel Kultury, Łódź 2009

Punktem wyjścia poematu Piotra Sobolczyka Dywan Pierrota jest wiersz Paula Verlaine’a w przekładzie „Pierrota” czyli – jeśli rzecz traktować serio (co wcale nie jest oczywiste) – samego bohatera i zarazem narratora książki (jego zdjęcie pojawia się na czwartej stronie okładki). Wiersz zatytułowany Pierrot Szelma pozwala przypuszczać, że mamy do czynienia z Pierrotem przemienionym w Arlekina, zastępującym w komedii dell’arte maskę poważną maską komiczną, szelmowską właśnie, bo przecież ten Pierrot już jest nieco inny od tytułowego bohatera sonetu Verlaine’a (przy czym nie wiem, na ile uzasadnione jest podejrzenie, iż ów przełożony przez Pierrota Pierrot Szelma może być mistyfikacją Sobolczyka – nie jestem znawcą poezji Verlaine’a, francuskiego nie znam). Ale imię jest ważne: Piotr, Pierrot, Petrus:

bobo‑petrus
rodzice kładli do snu
w alfa beciku

Ta sytuacja ma swoje konsekwencje, a można ją przecież – wolno mieć wolne skojarzenia – odnieść do Huxleyowskiego „nowego wspaniałego świata”, w którym obowiązuje nakaz, iż dziecko alfa nie może się bawić z dzieckiem beta, co wydaje się o tyle uzasadnione, że świat przedstawiony w tym zbiorze zapisów i notatek lirycznych ma charakter dość, delikatnie rzecz określając, represyjny („mój strach  /  chodził wulgarnie pewnym krokiem  /  [ … ] nie podlizywałem się bałem się  /  wszystkich udawałem durnia”).

Ale skojarzeń może być więcej: choćby Piotruś Pan (tu: Pan Piotruś), podobnie jak sporo tu nawiązań do tradycji – od XV‑wiecznego anonima („osa z ciała wyleciała”), przez Kochanowskiego („wielkieś pustki uczynił w domu moim”), po Mickiewicza („polały się łzy czyste dźwięczyste”) czy nawet Tuwima („smoi na smacji kumulutywa”). No i jeszcze jedno, co rzuca się w oczy (i uszy): predylekcja do językowej zabawy, produkcji neologizmów, gier słownych, przedrzeźniań, przejęzyczeń, słownych prowokacji („fliesch macht frei”). Czy to tylko zabawa? Zapewne, choć nagromadzenie neologizmów może sprawiać wrażenie poszukiwania jakiejś lingua ignota czy tajemnej „nowowiecznej mowy”, na którą powołuje się „her armeńczyk sobolczyk”. 

No dobrze, powie ktoś, kto przebrnął przez te pierwsze moje ustalenia, ale o co chodzi? Jeśli powiem, że chodzi o nakładanie i wymienianie masek, jak to bywa w teatrze dell’arte, to przecież nie powiem wiele, choć tyle przynajmniej, że coś się tu odsłania i zasłania. Pojawiają się też przebieranki:

transwestytyzm czy transsubstancjacja
przebierę się za kurę twoją mać.

Po coś ten teatr jest uruchamiany, coś te – alfabetycznie uporządkowane w poszczególnych częściach tomu („alfa becik” niemowlaka Petrusa ma z tym pewnie coś wspólnego) – wiersze i aforyzmy mają mi komunikować. Jedno komunikują na pewno – mam do czynienia z grą, może zabawą, może nawet rozgrywką, w której nie wszystko muszę traktować poważnie, ale winienem jednocześnie wiedzieć, że niepowaga nie musi być błahostką.

Ale co jest grane? Może najpełniej główny wątek tomu wypowiedziany został w dystychu otwierającym jeden z fragmentów:

mieszkam teraz tydzień z kobietą
i zmężczam i się mój gender.

(Pewnie da się to rozszyfrować m.in. przez przesunięcia słowotwórcze drugiego wersu: „i zmężcza mi się mój gender” – tożsamość rodzajowa (płciowa) jest tu bardziej męska niż normalnie, wszakże formuła „zmężczam mi się” pozwala owo „zmężczanie genderu” upodmiotowić). Poszukiwanie owej tożsamości – bohatera? narratora? autora? – wydaje się tu sprawą fundamentalną. Bo z jednej strony pojawia się tu wyznanie: „jestem efebem”, lecz chwilę później w wierszu Efeb przeczytamy: „ty głupcze to topos  /  że jesteś głupcem”. Kwestią otwartą pozostaje w tych cytatach stosunek pierwszej i drugiej osoby liczby pojedynczej – jej tożsamości czy różności, odmienności. Pytanie o tyle uzasadnione, iż Efeb pojawia się w części tomu zatytułowanej Nie tylko w pierwszej osobie, zaś gra perspektywami narracyjnymi jest istotnym sposobem prezentowanego tu „dochodzenia do siebie”, a raczej do siebie się dobierania.

To, oczywiście, „dobieranie się” ufundowane zostało na serii poetyckich aluzji: poczynając od postaci Verlaine’a i jego romansu z Rimbaudem – dość przypomnieć film Agnieszki Holland Całkowite zaćmienie – który zakończył się odejściem tego drugiego od uprawiania poezji. Ale też nie brak i odniesień bardziej prowokacyjnych, jak choćby przytoczenie słów Alessandry Mussolini – „lepiej być faszystą niż pedałem” – opatrzone komentującym dystychem:

bliższa ciału koszula czarna
niż różowy trójkąt dejaniry.

Komentarz mocny – odsyłający do losu homoseksualistów w nazistowskich obozach koncentracyjnych. Czy zatem wciąż jeszcze jest to gra?

Do pewnego stopnia i pod pewnymi warunkami. Jeśli potraktować ludzkie istnienie – zarówno w sferze egzystencjalnej, jak w wymiarze historycznym (społecznym, politycznym) – jako rolę przypisaną w „sformatowanej” konwencji teatru dell’arte, wówczas wszystko wolno, zaś „komedia ludzka” toczy się raz na zawsze ustalonym, powtarzalnym biegiem. Do pewnego momentu – do tego mianowicie, gdy następuje wykluczenie, odczłowieczenie osoby. I tu właśnie pojawia się centralne pytanie tomu Sobolczyka:

co myślą ludzie gdy nie myślą
że inni są ludźmi?

jakim zwierzętom wkładają okulary
a w usta jakie słowniki?

Kwestia wykluczenia jest bez wątpienia centralnym tematem tego zbioru poetyckich zapisów i notatek, który w dramatyczny sposób próbuje przedrzeć się przez zasłony języka „konwencjonalnego” ku żywej materii doświadczenia, a zatem – i temu między innymi służą liczne gry językowe Sobolczyka, w szczególności zaś tak silne nagromadzenie neologizmów – dąży do tego, by „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Tak się dzieje choćby w wypadku dążenia do zrelacjonowania sytuacji Tybetu poddanego chińskim represjom:

tybet chin odbet
tybet chin trybek
chiny trybat na
tabu buta tabula

rasa
ayana.

Brzmi to jak dziecięca wyliczanka czy magiczne zaklęcie. Wydaje się – choć akurat tutaj nie do końca jestem pewien swych czytelniczych intuicji – że chodzi o postać gry komputerowej, której bohaterka Ayane, będąca „przeklętym dzieckiem” („poeta przeklęty”), opanowała do perfekcji sztukę walki ninjutsu. Tajemnicze słówko „odbet” można zapewne odczytywać jako skrót angielskiego the open‑die backward extrusion tests, przy czym ekstruzja to tyle, co wylew lawy na powierzchnię. Dalsze rozszyfrowywanie tego zapisu pozostawiam osobom bardziej kompetentnym. Jedno zdaje się nie ulegać wątpliwości – Tybet stanowi tu dla Chin jakieś nie do końca dające się zdefiniować zagrożenie, nawet poważne, być może śmiertelne.

Podobnych szyfrów przynosi tekst Sobolczyka więcej, stając się tym samym swego rodzaju łamigłówką lingwistyczną, o tyle skomplikowaną, że sam zapis określić by tu należało jako narrację rozproszoną, ułożoną w alfabetycznie uporządkowanych sekwencjach zakończonych jakby z Gombrowicza przetłumaczoną pointą „koniec i bomba, kto czytał, ten trąba”:

bła zen
bła zna
zazna
czy?
taj

Jak z tego wyjść? To pytanie akurat najmniej interesujące. Bardziej zastanawia pytanie o to, jak w to wejść. Zaproponowana w Dywanie Pierrota konstrukcja postmodernistycznego labiryntu jest dla czytelnika wyzwaniem. Można tu odnaleźć poukrywane w zakamarkach perełki (choćby Polska E – wiersz, którego technika jako żywo przypomina jakby już całkowicie zaginiony w narastającej górze tekstów tom Roberta Tekielego Nibyt), ale też mniej – przynajmniej dla mnie – przekonujące koncepty w rodzaju Pierrdów Pierrota (odwaga w sięganiu do sfer naturalistycznej cielesności raczej mi nie imponuje, choć rozumiem, że może być pociągająca dla innych).

Podoba mi się energia tych językowych gier. Przekonuje odwaga – zarówno w sferze obyczajowej, jak społeczno‑politycznej. Tyle, że owa energia zdaje się rozsadzać całość konstrukcji rozsypującej się na funkcjonujące w oderwaniu od siebie fragmenty.

Leszek Szaruga




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas