poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
KINGA URMAŃSKA
Dzidzia jako wór
Dekada Literacka 2010, nr 3 (241)

W ostatnich latach coraz częściej daje się słyszeć hasło o powrocie polskiej prozy w przestrzeń dyskusji społecznych i politycznych. Niemal zawsze, gdy pojawia się powieść, do której przypięta zostaje etykietka „proza zaangażowana”, towarzyszy jej szereg krytycznych opinii. Towarzyszą jej dobrze znane głosy: „że poznawczy wymiar dzieła został spłycony”, „że dzieło literackie staje się jak telewizyjny serwis informacyjny czy publicystyczny felieton”. Co w tej perspektywie można powiedzieć o drugiej powieści Sylwii Chutnik Dzidzia? Najprostsza odpowiedź byłaby bardzo krótka: w nurt literatury zaangażowanej wpisuje się doskonale – ze wszystkimi tego konsekwencjami. 

W przypadku Dzidzi nie da się uniknąć etykiety zaangażowania, bowiem sama autorka, obierając za motto swojej powieści słowa Claude’a Lanzmanna: „Czesławowi Borowemu i jego żonie w 1942 roku urodziło się dziecko monstrum, to historia wydała przez nich to monstrum, to był protest przeciwko temu, co się wokół działo [ … ]”, podkreśla zasadniczy wektor działania powieści. To sprzeciw, bunt i apel. Problem tylko w tym, czy literatura to najlepsze miejsce do zabierania głosu w ważnej sprawie przez działaczkę społeczną, prezeskę fundacji MaMa, zajmującą się od lat prawami matek, członkinię Porozumienia Kobiet 8 Marca?

W swojej debiutanckiej książce, Kieszonkowym atlasie kobiet (2008), Sylwia Chutnik snuła opowieść o kobietach wykluczonych: staruszkach, niegrzecznych dziewczynkach, kloszardkach, alkoholiczkach. Choć to tematy znane z interwencyjnych programów telewizyjnych, w Kieszonkowym atlasie… wybór takiej tematyki był zamierzonym chwytem pisarskim, którego celem było opisanie stereotypowych ról społecznych, społecznych etykiet, jakie przypina się kobietom. Chutnik w swoim debiucie celowo wybrała sytuacje, w których role społeczne odbierają wolność. Doskonale obnażyła schematy myślenia o ludziach, trwale funkcjonujące we współczesnym polskim społeczeństwie. Do tego opowiadała w sposób sprawny, wzruszający, barwny i ciekawy. Dzięki temu jej debiutancka powieść nie raziła nadmiarem publicystycznych uproszczeń, lecz szukała punktów literackiego uprawomocnienia społecznego tematu. Trzeba zatem postawić pytanie, co sprawiło, że dobrze zapowiadający się pisarski projekt załamuje się w drugiej książce Chutnik? 

Pierwsze rozdziały Dzidzi przenoszą w czasy II wojny światowej, w wydarzenia związane z powstaniem warszawskim. Stefania Mutter w podwarszawskich Gołąbkach wydaje w ręce Niemców dwie Polki, tym samym skazując je na śmierć. Zaraz jednak przenosimy się o pół wieku naprzód. Życie toczy się dalej, o wojnie praktycznie już zapomniano, jednak naród znad Wisły wciąż nosi głęboko odciśnięte piętno martyrologii. Poznajemy wnuczkę Stefanii, Danutę, która rodzi upośledzoną fizycznie i umysłowo córkę – karę za grzechy swej babki: „Czwarta córeczka Danuty Mutter urodziła się z wodogłowiem i bez kończyn. Cierpi na padaczkę, porażenie wszystkiego i łupież. Obecnie ma 16 lat, a nazywa się Dzidzia Warzywko, bo nic zupełnie nie może robić. Leży całymi dniami i robi pod siebie. Matka musi sprzątać, matka musi przebierać i obmywać. Bierze taką puchatą gąbkę i szoruje zeschnięte resztki jedzenia wokół kącików ust. Trzeba To karmić, przecież Dzidzia nie ma rąk, żeby chociaż spróbować trzymać w nich łyżkę. Wyciska się więc ze strzykawki wodę, tylko wodę, bo reszta nie jest tolerowana”.

Już ten krótki opis pokazuje, że Dzidzia to wykreowana przez Chutnik bohaterka‑monstrum. To przez nią jej matka Danuta zostaje uwięziona w ciężkim żywocie matki na zawsze, bez wyjścia. W chwilach zwątpienia próbuje pozbyć się córki, na przykład chce sprzedać ją na targu, jak świeżego kurczaka. Jednocześnie, jako Matka Polka, musi kochać swoją córkę i ciągle udowadniać społeczeństwu, że dobrze opiekuje się Dzidzią. Społeczeństwo w swych wysokich standardach jest jednak bezwzględne i chwila matczynego zwątpienia kończy się zabraniem dziecka przez opiekę społeczną. Zrozpaczona Danuta daje się przekonać, że za córkę, za tę Dzidzię, którą została nie z własnej winy obarczona, coś jej się należy. To ona bowiem musiała i musi cierpieć za wojenne grzechy matki, za hańbę, za chorobę córki, to ona została wydana na pośmiewisko i poniewierkę. To w nią wymierzona została niesprawiedliwość dziejowa. Udaje się więc do Warszawy, do sądu z wnioskiem o zadośćuczynienie. Całość losów Danuty Mutter domyka w powieści rozdział pod łatwym do rozszyfrowania tytułem Wielka Improwizacja, monolog umęczonej Matki Polki.

W kolejnych rozdziałach książki stopniowo i konsekwentnie budowany jest alegoryczny portret tytułowej bohaterki, Dzidzi. To symbol traumy wojennej („dzidzia jako kara”), umęczonej patriarchatem Matki Polki („dzidzia jako spisek”), hipokryzji polskiego katolicyzmu, antysemityzmu („dzidzia jako święta”), a przede wszystkim – Polski („dzidzia jako trup”). Dzidzia okazuje się więc powieścią zbudowaną ze stereotypów. A raczej – prób ich obnażania i łamania. Jednak takie nagromadzenie, niemal wyliczenie, podkreślone przez tytuły kolejnych rozdziałów, nie służy konstrukcji całej powieści. Opowiedziana przez Chutnik historia Dzidzi Warzywko, powiązana z dramatycznymi losami naszego kraju, rozczarowuje. Pisarka chciała uczynić ze swej bohaterki symbol negatywnego wymiaru polskości, a tymczasem stworzyła worek, do którego wrzuciła wszystko, co wrzucić do niego się dało. Trudno nie spytać w tym miejscu o wytrzymałość, literacką wytrzymałość, tego typu workowej konstrukcji.

Niezwykle ważna jest w tej powieści przeszłość. Chutnik stara się unaocznić znaną prawidłowość, która głosi, że zło wypuszczone w świat zawsze powraca, jeśli nawet nie od razu, to na pewno w kolejnych pokoleniach. Danuta ponosi odpowiedzialność za czyny swych przodków. Dziecko‑kadłubek jest przedstawiane jako medium mające łączność z wojenną, głównie powstańczą, rzeczywistością. Przez Dzidzię przelewa się ogrom oskarżeń wobec tragicznej historii Polski: „Skąd w niej tyle buntu, a za co to. Przecież każdy wie, czemu akurat ona ma takiego debila na wychowanie. Zbrodnia i Kara. Jak kto nie czytał, to niech streszczenie przejrzy”.

Chutnik konsekwentnie buduje w Dzidzi wizję Polski straumatyzowanej, wykorzystywanej, nieudolnie zarządzanej. Czyni ze swej książki opowieść o naszym narodowym charakterze, kompleksach i zatrważającej głupocie. Dzidzia ostatecznie zamienia się więc w próbę apelu o wyzbycie się narodowych win i kar, a co za tym idzie – w apel o swoistą normalność. To próba demitologizacji polskich mitów. Chutnik odchodzi od patosu, w groteskowej konwencji stara się zmierzyć z romantycznymi mitami, ciągle jeszcze stawianymi na czele narodowych opowieści: „Dodajcie Polskę do swojego newslettera. Dajcie jej szansę, a czeka was możliwość wzięcia udziału w losowaniu wspaniałych nagród, jakimi są, uwaga: wyjazd stąd w pizdu, do jasnej cholery i na zawsze”. Na równi z narodowym mitem martyrologicznym pojawia się w tej powieści, i zostaje od razu bezwzględnie rozmontowana przez jej sprowadzenie w przestrzeń prywatności, martyrologia Matki Polki: „Ciało Danuty, wykończone przenoszeniem ciała córki, rozdymało resztki mięśni przy najmniejszym wysiłku. Najdziwniejsze były nogi, pokryte niekończącą się mapą żylaków, na które żadne maści nie pomagały. [ … ] Do tego wykręcone na wszystkie strony palce stóp. Szpotawość, płaskostopie oraz odciski uniemożliwiały skorzystanie z letnich promocji w sklepach obuwniczych. Zero japonek czy klapeczek, choćby leczniczych, bo jak do nich wcisnąć obolałe stopiszcza niepodobne do niczego”.

Dzidzia to więc także kolejny głos w sprawie kobiet, stereotypu Matki Polki trwale pielęgnowanego w przestrzeni publicznej. 

Głos ten jednak niewiele różni się od haseł wykrzykiwanych podczas manify. Najnowsza powieść Chutnik okazuje się książką o walce kobiet o sprawiedliwość, równość, prawo do głosu, powieścią o ich zmaganiu się z funkcjonującymi w polskim społeczeństwie stereotypami, o kobiet polskich upokorzeniu, poniżeniu i ciągłym zabieganiu o odrobinę tolerancji. „Śpiewam dziś Pieśń Oburzenia, pieśń tworzenia nowej mnie. Siła i dzielność pozwalają mi krzyczeć, stać tu prosto z rozwianymi włosami i umorusanym płaszczem wyszarpniętym spod tyłka Polski” – wykrzykuje Danuta Mutter na schodach sądu w swej Wielkiej Improwizacji. I cała właściwie powieść Chutnik to taki krzyk. Czy literatura jest jednak w stanie udźwignąć tak monolityczny, jednowymiarowy gest w przestrzeni dyskursu publicznego? Czy taki krzyk można przemienić w wartościową literaturę? 

Moim zdaniem Dzidzia udowadnia, że nie. Choć niewątpliwie druga książka pokazuje, że Chutnik posiada indywidualny styl, to jednak najciekawsze elementy jej pisarskiego idiomu przykryte zostają tu publicystycznymi, nazbyt prostymi chwytami. O ile w pierwszej swej powieści Chutnik zaskakiwała żywym, nasyconym humorem językiem, o tyle w Dzidzi ten wartki język bez reszty podporządkowany demitologizacyjnym gestom, nie działa już tak sprawnie. Co więcej, a uznać to można za konsekwencję uwagi poprzedniej, zbyt często wnioski, jakie czytelnik powinien wyciągnąć z lektury samodzielnie, podawane są wprost, i do tego przez megafon. Czytelnik Dzidzi odnosi więc ostatecznie wrażenie, że ktoś tu chce myśleć za niego, że podsuwa mu ciągle gotowe rozwiązania, że ubezwłasnowolnia jego lekturowe poczynania. 

Dzidzia pozostaje więc ostatecznie bliżej publicystyki, i to publicystyki jednowymiarowo zaangażowanej, niż literatury. Jak mi się wydaje, bunt, krzyk i próba realnej przemiany świata wychodzą Chutnik zdecydowanie lepiej w działaniach na innych polach. Dzidzia to niewątpliwie książka pisana w gniewie, solidarności z cierpiącymi i przeciw wojnie, przeciw wszelkiej głupocie i przeciw stereotypom. Emocje wzięły jednak górę, co znacznie obniżyło literacką jej wartość. Co zatem pozostaje? Nadzieja, że kolejna książka pisarki będzie (literacko) lepsza i ciekawsza. 

Kinga Urmańska




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas