poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
BERNADETTA DARSKA
Seks w wersji pop, czyli albo go nie ma, albo lepiej, żeby go nie było
Dekada Literacka 2010, nr 3 (241)

Nie będę z pewnością oryginalna, stwierdzając, że nie tylko proza uważana za artystyczną ma duży problem z opisem seksualności. Nie bez powodu przecież, gdy przyjrzymy się pisarstwu kobiet, niemal od razu pojawia się nierozwiązalny dylemat: jak oddać język kobiecej cielesności, nie popadając w wulgarność oraz nie epatując skandalicznością. Ważna jest jeszcze inna kwestia: jak opowiedzieć przygody kobiecego ciała i jak zbudować narrację, która oddawałaby kobiecą perspektywę, rezygnując z męskiego oceniającego spojrzenia? W przypadku popularnej prozy kobiecej nie zadaje się, niestety, takich pytań. A szkoda. Bo refleksja nad literaturą popularną mogłaby dać wiele interesujących odpowiedzi związanych nie tylko z szeroko rozumianą kulturą, ale i ze społeczeństwem. Czy bohaterki powieści kobiecych uprawiają seks? Czy o seksie się mówi, czy może w odpowiednim momencie drzwi do sypialni zostają dyskretnie zamknięte, a czytelniczka po prostu wie, bo domyśla się, co dźwięk skrzypiącego łóżka oznacza? Czy bohaterki powieści popularnych mówią o swoich potrzebach i się ich domagają? Czy są obiektami miłości romantycznej, czy może pozwala się im na namiętność i miłość erotyczną? Czy są z zasady wierne jednemu partnerowi, czy może decydują się także na związki bez zobowiązań? Te i inne pytania wydają się istotne. Zadaję je bardzo świadomie, ponieważ kobieta w prozie popularnej coraz częściej jest istotą seksualną. To ważna zmiana, choć jej seksualność nie zawsze wiąże się tylko z przyjemnością, dość często jest etapem wstępnym do promowania macierzyństwa. Nie zmienia to jednak faktu, że kobiety w literaturze popularnej nie boją się seksu. Ani w kontekście tematu do przemyśleń czy rozmowy, ani jako aktywności, na którą się decydują. Seks bywa też wykorzystywany instrumentalnie – zwykle jednak to mężczyzna myśli, że przy pomocy seksu uda mu się rozwiązać każdy problem. Stereotyp kobiety romantycznej ma się całkiem dobrze, ale jednocześnie coraz bardziej widoczna jest bohaterka, która nie tylko wzdycha, spoglądając na zachód słońca, ale też uprawia seks. Ten zaś, co prawda, bywa schematyczny, ale jest. I fakt ów z pewnością ma duże znaczenie.

Nadal romantycznie…
Model seksu inspirowanego wzorcem romansowo‑melodramatycznym promowany jest w twórczości Janusza L. Wiśniewskiego. Wystarczy wspomnieć namiętne uniesienia o charakterze wirtualnym opisywane w S@motności w Sieci (2001). Bohater powieści uwodzi kobietę słowami. Można by postawić w tym miejscu tezę, iż seksualny wymiar ma w tym przypadku wymiana maili. Gdy bohaterowie spotykają się w realu, nie są sobą rozczarowani, wręcz przeciwnie – odkrywają, że to, co odczuwali, siedząc przed komputerowymi monitorami, w rzeczywistości jest jeszcze intensywniejsze. Wiśniewski buduje klasyczną narrację romansową, tyle że w konfiguracjach wykorzystujących nowe media. Internet staje się dla bohaterów rodzajem kryjówki przed światem – mogą rozmawiać o wszystkim i mogą marzyć o swoich ciałach. Idealny kochanek nie ma jednak szans w codzienności. Zawsze powszednieje. To dlatego romans musi zostać przerwany. By mit namiętności, pożądania i miłości totalnej przetrwał, musi skończyć się źle. Formuła „żyli długo i szczęśliwie” unieważniłaby szczególność erotycznej relacji nawiązanej co prawda w internecie, ale skonsumowanej w realnym świecie. 

Wiśniewski w swojej romansowej konwencji jest wyjątkowo konsekwentny. O ile jednak w S@motności w Sieci udaje się mu zbudować modelową sytuację melodramatu współczesnego, o tyle zmierzając się z historią w Bikini (2009), nazbyt mocno zbliża się do kiczu i uproszczeń rodem z elementarza. Autor uznał najwidoczniej, że warto przygotować zbeletryzowany podręcznik przybliżający czytelnikom najważniejsze wydarzenia II wojny światowej. Te zaś faktycznie zostają zaprezentowane i skrupulatnie, i w stereotypowy sposób. A że w tle pojawia się m.in. miłość, wszystko dzieje się zgodnie z regułami gatunku. Wiśniewski, chcąc napisać historyczny harlequin, zapomniał najwidoczniej, że przesada nawet w harlequinach nie popłaca. W trakcie lektury możemy się bowiem natknąć na opis namiętnego seksu młodej bohaterki z równie młodym mężczyzną. Seks ów odbywa się w trakcie nalotów dywanowych na Drezno, w zasypanym do połowy grobowcu, w którym młodzi się ukrywają, w blasku świec i z muzyką graną na skrzypcach w ramach wprowadzenia w odpowiedni nastrój. W Bikini, choć wokół trwa bombardowanie miasta, tzw. „pierwszy raz” bohaterki odbywa się w takiej scenerii, której nie powstydziłby się żaden z bohaterów serialu Moda na sukces.

Seks jako kara, seks na pogodzenie
W obu powieściach Katarzyny Enerlich seks staje się z jednej strony sposobem na skuteczne pogodzenie się, z drugiej dochodzi do niego wówczas, gdy bohaterowie są zdenerwowani, rozczarowani i mają ochotę zrobić sobie na złość. W Prowincji pełnej marzeń (2009) namiętne relacje bohaterów przerwane chwilowo nieporozumieniem kończą się tym, że rozżalona i rozzłoszczona kobieta wyjeżdża z innym mężczyzną na wycieczkę i pozwala na to, by sytuacja wymknęła się im spod kontroli. Seks z tym drugim jest więc czymś, co przypomina nauczkę dawaną ukochanemu, ale i rodzajem pocieszenia dawanego temu mężczyźnie, który tak naprawdę nie ma szansy na miłość. Bohaterka wyraźnie więc posługuje się tutaj ciałem po to, by wyrazić swoje emocje – te pozytywne i te negatywne. W Prowincji pełnej gwiazd (2010) to seks staje się dla kobiety wyznacznikiem nastrojów męża. Seks reglamentowany świadczy o kłopotach, seks radosny lub harmonijny to dla niej dowód, że wszystkie problemy minęły. Nie ma znaczenia fakt, że oprócz seksu nie padają właściwie żadne wyjaśnienia. Bohaterka więc na podstawie tego, co się dzieje w łóżku, wnioskuje, czy będzie w ich związku znowu dobrze, czy jednak ciągle źle. Nie podważam w tym momencie mowy ciała, którą zdaje się preferować przede wszystkim kobieta, lecz nie ukrywam, że zaskakuje wyjątkowa niefrasobliwość komunikacyjna. Wszelka krzywda, którą wyrządzono, zostaje tutaj unieważniona za pomocą stosunku seksualnego. 

Ciąża lekiem na całe zło
Przedstawicielki literatury popularnej wyjątkowo mocno upodobały sobie temat ciąży, promując nie tylko wątpliwą, jak powiedziałaby Elizabeth Badinter, ideę instynktu macierzyńskiego, ale też decydując się na dość karkołomne rozwiązania mające promować przyjemności wynikające z faktu bycia matką. Interesującą autorką w kontekście powyższego powiązania jest Monika Szwaja. W jej twórczości można znaleźć książki, w których promowana jest dość duża swoboda seksualna, ale też takie tytuły, w których najważniejszym celem kobiety staje się urodzenie dziecka. W Zapiskach stanu poważnego (2004) pojawia się bohaterka, która zorientowawszy się, że jest w ciąży, ma problem z ustaleniem, kto jest ojcem dziecka. Zdarzyły jej się dwa wakacyjne romanse, ale żadnego z nich nie traktowała na tyle poważnie, by kontynuować ów związek po urlopie. Kobieta nie zamierza z powodu ciąży wiązać się z żadnym z mężczyzn. Decyduje się jednak przeprowadzić z nimi rozmowy, by ten właściwy wiedział, że zostanie ojcem. Mimo nacisków rodziny bohaterka nie wstydzi się tego, że spodziewa się dziecka, że uprawiała seks i że nie ma ani męża, ani partnera. To jedna z bardziej niezależnych kobiet pojawiających się w polskiej prozie popularnej. 

W Statecznej i postrzelonej (2005) seks zamienia się w środek nacisku oraz manipulacji. Główne bohaterki organizują gospodarstwo agroturystyczne. Niespełniony grafik, który właściwie nic nie robi, ale ciągle ubolewa nad swoim przegranym życiem, i jego żona robiąca karierę naukową to małżeństwo, któremu Szwaja poświęca dość dużo uwagi. Mężczyzna będzie marzył o mieszkaniu na wsi i będzie żalił się, że żona myśli tylko o pracy na uniwersytecie. Przyjaciółka daje mu więc dobrą radę. Proponuje mu, żeby schował tabletki antykoncepcyjne żony, żeby uprawiał z nią seks bez zabezpieczenia, aby ona zaszła w ciążę, a wtedy wszystko się zmieni. Jako przyszła matka z pewnością zapomni o pracy naukowej i zechce zamieszkać na wsi. Ten infantylny pomysł, co najciekawsze, zostaje wcielony w życie, i to z sukcesem. Kobieta faktycznie zachodzi w ciążę i przestaje tak kurczowo trzymać się dużego miasta. 

Jeszcze więcej kuriozalnych zachowań seksualnych znajdziemy w Zupie z ryby Fugu (2010). Bohaterowie najnowszej powieści Szwai chcą mieć dziecko, ale nie mogą. Wszystkie perypetie będące ich udziałem sprowadzają się więc do wypróbowywania różnych możliwości, które potencjalnie mają ich zbliżyć do upragnionego celu. Seks, który początkowo jest radością i przyjemnością, bardzo szybko staje się czynnością traktowaną zadaniowo i obowiązkowo. Warto zaznaczyć, że Anita, główna bohaterka, najpierw wcale nie chce mieć dzieci. Dopiero ciągłe nagabywania teściowej oraz widok niemowlaka, będącego potomkiem kolegi, inspirują ją do rozmnażania się. Dziecko staje się dla Anity obsesją. Jej mąż właściwie nie ma nic do powiedzenia w tej kwestii, bo kobieta stawia go przed faktem dokonanym. Dość powiedzieć, że seks zamienia się w Zupie z ryby Fugu w czynność, którą należy wykonać, by osiągnąć wymarzony cel. Zostaje odarty z wszelkich uczuć i emocji. W działaniach pary bohaterów – mimo deklarowanego wzajemnego wsparcia – trudno odnaleźć ślady namiętności, miłości, pożądania. 

Cudzy mąż – nie tykać!
Jednym z trwalszych obrazów typowych dla popularnej prozy kobiecej jest zdradzona żona, opłakująca męża, który odszedł do innej, choć nic nie wskazywało na to, że coś złego w związku się dzieje. Jednocześnie tak sportretowanej porzuconej kobiecie wyraźnie towarzyszy przekonanie, że – po pierwsze – została naruszona świętość związku małżeńskiego, tak więc kochanka jest kimś złym; po drugie, że nie powinno się kusić mężczyzny, który jest żonaty; po trzecie – że trzeba sobie i tak radzić, otrząsnąć się i zacząć życie od nowa. Motyw przeżycia żałoby, opłakania małżeństwa i otworzenia się na to, co może nadejść, to zdecydowanie pozytywny przekaz płynący z popularnej prozy kobiecej, przemawiający – jak sądzę – do wielu czytelniczek. Skonstruowana w ten sposób opowieść daje pocieszenie, pełni więc funkcję terapeutyczną. Popularna seria Żaby i anioły Katarzyny Grocholi zbudowana jest właśnie na tym schemacie. Judyta to zdradzona i porzucona żona, która musi rozpocząć wszystko od początku – buduje dom, odcina się od przeszłości, poznaje nowego mężczyznę. 

W Kryształowym Aniele (2009) tej samej autorki główna bohaterka tuż przed ślubem przyłapuje przyszłego męża na uprawianiu seksu z jej najlepszą przyjaciółką. Do ślubu nie dochodzi. Drugi związek przypieczętowany węzłem małżeńskim opiera się w dużej mierze na rozsądku. Bohaterka jednak jest spragniona namiętnych uniesień. Nie umie sobie poradzić z sytuacją, gdy mężczyzna przychodzi do domu po to, by jedynie się wyspać, a żadne bliższe kontakty z ponętnie wyglądającą małżonką go nie interesują. W tle, jak łatwo się domyślić, czai się zdrada. I Grochola ponownie daje do zrozumienia, że choć oszustwo w związku boli, to jednak wiedza o nim otwiera na nowe, lepsze doświadczenia. 

W cieszącej się ogromnym powodzeniem trylogii Małgorzaty Kalicińskiej pojawia się natomiast bardzo wyraźnie wyartykułowany nakaz trzymania się z daleka od cudzych mężów. Główna bohaterka wyjaśnia przyjaciółce swojej córki, jak wiele cierpienia wywołuje miłość budowana na cudzym nieszczęściu.

Historia seksu
Przeklęte, zaklęte (2007) oraz Przebudzenie (2008) to tytuły powieści Ireny Matuszkiewicz. Gdyby spróbować wskazać jedno słowo, które definiowałoby dominujący temat obu tekstów, byłaby to historia. Rozumiana jednak specyficznie, Matuszkiewicz nie interesuje bowiem polityka, działania wojenne, władza. W centrum jej zainteresowania stoi codzienność. Obie książki to klasyczne her‑story w wersji pop, opisujące zmiany obyczajowe na przykładzie bohaterek. Trzeba też zaznaczyć, że ważnym elementem jest seksualność oraz to, w jaki sposób zmieniało się jej postrzeganie na przestrzeni lat. Przeklęte, zaklęte to opowieść o kilku pokoleniach kobiet. Prababkę, babkę, matkę, wnuczkę różni nie tylko świat, w którym się wychowały, ale też stosunek do ciała i do relacji z mężczyznami. Autorce udaje się pokazać, iż cywilizacyjny postęp wiązał się ze zmianą mentalności i z większą wrażliwością na wsłuchiwanie się w potrzeby kobiety. W przypadku Przebudzenia mamy do czynienia z interesującym opisem funkcjonowania w sytuacji granicznej – seksualność jest tutaj raczej czymś obcym, co należy oswoić, ale i co należy chronić przed zakusami nieodpowiedzialnych mężczyzn. Ciało jest więc tu przedmiotem nieustannej uwagi, uaktywnianej koniecznością pilnowania niewieściej cnoty. Seksualność zostaje nierozerwalnie powiązana z koniecznością pełnienia obowiązku wobec rodziny, dziecka, pamięci tych, którzy odeszli. 

Być lesbijką… na zawołanie
Wątki homoerotyczne są coraz częściej obecne w popularnej prozie kobiecej. Nie byłoby w tym nic zdrożnego ani sensacyjnego, gdyby ów motyw był uzasadniony fabularnie. Wówczas można by nawet próbować bronić tezy, iż echa literatury społecznie zaangażowanej wybrzmiewają także w rytmie pop, co zważywszy na liczbę odbiorców, byłoby czymś istotnym w kontekście promowania pluralizmu i tolerancji. Niestety, tak pozytywny wydźwięk może być tylko myśleniem życzeniowym. Wydawnictwa stawiające na literaturę popularną najwyraźniej uznały, iż postać lesbijki wprowadza ożywienie, posmak skandalu i stanowi odpowiedź na to, co w społeczeństwie jest dyskutowane. W związku z tym lesbijka pojawia się coraz częściej, lecz w tak absurdalnych momentach i w tak karykaturalny sposób rozrysowany jest wątek z nią związany, że zasadne jest stwierdzenie, iż zdecydowanie lepiej jest dla literatury popularnej, gdy ta nie próbuje eksperymentować z seksem. I nie ma znaczenia, czy za powyższe gry zabiera się wydawnictwo związane ze środowiskiem homoseksualistów, czy wydawnictwo z tzw. mainstreamu, które w temacie tym wyczuwa przepis na marketingowy sukces. W obu przypadkach seks między kobietami razi uproszczeniami, czytelnym podziałem ról i częstym wzorowaniem się na modelu miłości romantycznej.

Życie rodzinne świstaka (2009) Anny Arendt to propozycja otwierająca nową serię „3L – Lekka Lektura dla Lesbijek”. Choć sam pomysł wydawania literatury rozrywkowej, a jednocześnie środowiskowej, wydaje się ciekawy, to jednak trudno uznać, iż projekt ten jest propozycją przełamującą stereotypy. Niemal wszystkie kobiety, które pojawiają się w powieści, są lesbijkami. Nawet gdy spodziewamy się, że bohaterka jest heteroseksualna, szybko okazuje się, że właśnie „leczy rany” po nieudanym związku z kobietą. Na tak pomyślany świat trudno nie zareagować śmiechem. Rozumiem potrzebę autorki, by stworzyć alternatywną wizję w stosunku do heteronormatywności. Szkoda tylko, że pomysł ten zamknął się w równie homogenicznej wizji – homonormatywności. Arendt proponuje bohaterów bardzo konwencjonalnych i chętnie poddających się stereotypom płciowym. Ponieważ ich relacje dotyczą w dużej mierze seksualności, także i ta sfera opisana zostaje zgodnie z powszechnie funkcjonującymi uproszczeniami: geje okazują się zwykle najlepszymi przyjaciółmi lesbijek. Tylko im można się zwierzyć i im zaufać. Co ciekawe, to mężczyzna jest traktowany jako pogotowie seksualne – lesbijki w chwili rozpaczy decydują się u Arendt na seks z płcią przeciwną, czego konsekwencją jest dziecko. Można ów gest interpretować jako pewnego rodzaju spacyfikowanie nienormatywnych zachowań. Kobieta, gdy jest matką, mniej prowokuje seksualnie, co w efekcie służy ukryciu jej orientacji seksualnej. Lesbijki wchodzące w związku w rolę kobiety są atrakcyjne, delikatne, wrażliwe oraz – co w tej konfiguracji oczywiste – wierne, uczciwe i sprawiedliwe; z kolei te także atrakcyjne, ale ekspansywne i zdecydowane, odgrywające rolę męską, bywają zdradliwe, cyniczne i obojętne. 

Przykłady podobnych uproszczeń można by mnożyć. Zofia Staniszewska, publikując Moją les (2010), oparła się na identycznym schemacie. Miłka jest romantyczna, pisze i czyta wiersze, Dorota jest racjonalna i nie rozumie poezji; Miłka szuka okazji do intelektualnych dysput, Dorota aktywnie uprawia sport. To, oczywiście, nie wszystkie opozycje dostrzegalne w sposobie budowania postaci. Dwie lesbijki uprawiają seks. Tytułowe „moja les” ma być synonimem czułych określeń używanych między kochankami. Dość dziwny to pomysł, by miłość potwierdzać słowem akcentującym akurat orientację seksualną. Warto zauważyć, że mówienie o cielesnej stronie związku jest przywilejem kobiety odgrywającej rolę męską. Nazywa ona partnerkę „homiczkiem” i „sarenką”, a problemy próbuje rozwiązywać za pomocą seksu. Nie chcąc poruszać trudnych tematów, doprowadza wielbicielkę poezji do orgazmu. Gwarantując jej rozkosz i relaks, odsuwa niewygodny moment rozstrzygającej rozmowy. Dorota nie tylko używa seksu jako skutecznego sposobu na eliminację napięcia – i tego fizycznego, i psychicznego, jest także bardzo bezpośrednia, gdy opisuje coś, co ją poruszyło. Wówczas bardzo często stwierdza, że „cycki jej opadają”. Bohaterki nie tylko odtwarzają role heteroseksualne, ale też odczuwają instynkt macierzyński. Nie ma znaczenia, że ta bardziej kobieca ma już dwójkę dzieci. Pada trudne do zrozumienia stwierdzenie, że swoje dziecko musi mieć też ta druga. To potomstwo ma scementować ich związek. Zanim dojdzie do zapłodnienia na zamówienie, kobiety zastanawiają się, kto ma być dawcą spermy. 

Warto zwrócić uwagę na kilka innych tytułów, w których bohaterka heteroseksualna w finale zostaje lesbijką, choć wcześniej nic tego nie zapowiada. Trudno oprzeć się wrażeniu, że owa Wielka Przemiana Seksualna jest nie tyle przemyślanym rozwiązaniem fabularnym, co raczej zaplanowanym chwytem marketingowym w myśl zasady: skoro mówi się obecnie tyle o wykluczeniu, wprowadźmy ten wątek i tutaj. W powieści Przecudna (2009) Grażyny Bełzy główna bohaterka jest luksusową prostytutką. Jej zawodowa aktywność to przemyślany plan na zdobycie dużych pieniędzy. Anastazji, bo tak ma na imię bohaterka, faktycznie udaje się osiągnąć wiele. Spotyka dziewczynę, która także oddaje swoje ciało za pieniądze, tyle że dużo mniejsze. Wiele pod względem urody, higieny i statusu majątkowego można zarzucić jej klientom. Anastazja postanawia jej pomóc. W finale odkrywa, że nie interesują jej już mężczyźni – ani w życiu zawodowym jako klienci, ani w życiu prywatnym jako potencjalni partnerzy. Uświadamia sobie, że największe szczęście to związek z kobietą. Dwie byłe prostytutki decydują się zostać lesbijkami, właśnie w takim rozwiązaniu widząc spełnienie marzeń. Seks z mężczyzną jest więc tutaj sposobem na zarobienie pieniędzy, seks z kobietą stanowi natomiast zwieńczenie wcześniejszych perypetii.

Podobnie zaskakujący zwrot erotyczny znajdziemy w powieści Natalii Rogińskiej Gruba (2010). Dwudziestoośmioletnia, wyjątkowo zdolna graficzka ma problem. Jest kobietą otyłą i samotną. Chciałaby spotykać się z mężczyzną przede wszystkim dla seksu. Nie ukrywa, że właśnie ta sfera jest dla niej istotna. Gdy poznaje kilka lat młodszego mężczyznę, jest szczęśliwa i wreszcie zaspokojona. Szybko jednak odkrywa, że związek ten nie ma przyszłości. Uświadamia sobie, że prawdziwa miłość, której nie dostrzegała, była dużo bliżej – to koleżanka z pracy. Bohaterka, podobnie jak było to w Przecudnej, także nagle odkrywa swoją odmienną orientację seksualną. 

Katarzyna Wasilewska w powieści Zazdrośnica (2009) decyduje się na podobne rozwiązanie fabularne. Również mamy tu do czynienia z zaskakującym wątkiem lesbijskim, choć autorka nie unika także epatowania heteroseksualnym życiem bohaterki. Nie bez powodu mówię o epatowaniu. Czytamy bowiem, że cipka bohaterki domaga się jeszcze raz Piotra, że Kamil „wpuścił jej zaskrońca” oraz że Piotrowi „wskoczyła ochoczo na drążek”. Autorka zdecydowanie rezygnuje z romantycznej narracji erotycznej, to raczej wulgarność podrasowana bezpośredniością. 

Męski seks
Tę kobiecą tak naprawdę opowieść, którą prezentuję powyżej, warto złamać historią męską. Opowiada ją jedna z najbardziej interesujących przedstawicielek prozy środka Grażyna Plebanek. Jej Nielegalne związki to zapis romansu opisywanego z perspektywy mężczyzny. W książce znajdziemy nie tylko wiele opisów zbliżeń, ale też przekonującą relację człowieka niepewnego, czekającego na schadzkę i gotowego zrobić wszystko, by na nią się udać. Bruksela w powieści Plebanek znaczona jest śladami miłosnych uniesień – spermą, wilgotną pochwą, spojrzeniem mówiącym więcej niż słowa. Autorka portretuje erotyczne szaleństwo, w które o wiele bardziej zaangażowany jest mężczyzna, kobieta wydaje się nim bawić i sięgać po kochanka wtedy, gdy ma na to ochotę. Natomiast bohater nie potrafi myśleć o niczym innym – tylko o niej. Warto zauważyć, że Plebanek unika moralizowania. Nie znajdziemy tu sugestii, że bohater powinien opamiętać się jak najszybciej, bo ma żonę i dzieci; nie znajdziemy komentarza, że seks z ciężarną kochanką ma dla niektórych coś z wyuzdania. Plebanek pozwala uniesieniu wybrzmieć do końca – wszystkimi możliwymi akordami. Od wybuchu namiętności, przez jej celebrowanie, po okres schyłkowy, gdzie totalność odczuwanego pożądania zaczyna być mniej intensywna. I takich opisów brakuje w popularnej prozie kobiecej. Pisarki decydują się zwykle na skrótowość, na opowieść okrojoną z relacji drugiej strony, na historię, która operuje w dużej mierze schematem związku miłosnego. Plebanek w swojej powieści pozwala na chwile niepewności. I właśnie te w seksie opowiedzianym, zasygnalizowanym czy jedynie podejrzewanym są w literaturze popularnej najciekawsze. Bliżej im bowiem wtedy do historii potencjalnie możliwych, a tym samym przekonujących.

Bernadetta Darska





 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas