poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PAULINA MAŁOCHLEB
Parodia Sprawy
Dekada Literacka 2010, nr 1-2 (239-240)

György Spiró
Mesjasze
W.A.B., Warszawa 2009

Dyskusja nad powieścią Spiró – opowiadającą o emigrantach polistopadowych we Francji − przybrała kształt typowy dla naszych współczesnych rozmów o literaturze: zarejestrowało ją parę dzienników i tygodników, a także paru bloggerów, obyło się bez hałasu, ale i bez uniesień. Wszyscy podkreślili, że powieść zgrabna, wielokształtna, no i ma osiemset stron. Nic więcej – a przecież Spiró naruszył naszą narodową świętość, wyśmiał Mickiewicza i Słowackiego, napisał powieść o Żydzie‑polskim patriocie, pokazał polskich emigrantów jako bosych, rozpolitykowanych i rozerotyzowanych głupców. Włożył tym samym kij w mrowisko, obrazoburczym gestem sięgnął do mitów tworzących polską tożsamość, którą budujemy przecież, w kolejnych pokoleniach biorąc za podstawę stosunek do romantyzmu. Nasuwa się więc niepoprawne politycznie i złośliwe pytanie – czy powieść Spiró czytelnik polski zignorował, bo autor jest Węgrem? Czy kłócilibyśmy się, dyskutowalibyśmy więcej, gdyby napisał ją polski autor? Czy też raczej nie wzbudziła ona zainteresowania, bo romantyzm nikogo spoza uniwersytetu już nie obchodzi?

Tymczasem Mesjasze warci są głębszego zainteresowania i niesłusznie powieść tę zignorowano. Spiró podejmuje tu z czytelnikiem grę – wymaga od niego nie tylko wiedzy o dziejach polskiego romantyzmu emigracyjnego, ale też znajomości konwencji postmodernistycznej powieści historycznej. Za definicją Lindy Hutcheon można by powiedzieć, że Mesjasze to historiograficzna metapowieść, nie zaś literacki apokryf czy monografia. Spiró buduje bowiem gigantyczną narrację operującą między historiografią a literaturą, porusza się między archiwum i muzeum a fikcją. Jego niezwykły talent polega zaś na tym, że potrafi wyważyć te sprzeczne tendencje, zrównoważyć historyczne pragnienie poznania prawdy i literacki pęd do aktywizacji wyobraźni, by podjąć próbę udzielenia odpowiedzi na pytania przez źródła przemilczane.

Akcja powieści obejmuje okres od upadku powstania listopadowego do śmierci Mickiewicza, choć autor sięga w przeszłość, cofając się do lat dziecinnych spędzonych przez bohaterów na Litwie, a także antycypuje wydarzenia z lat 60. i 70. XIX wieku, wskazując rozwój życiowych dróg postaci i ich nowe uwikłania w politykę. Bohaterami są emigranci zgromadzeni we Francji, choć przenosimy się wraz z nimi do Szwajcarii, Anglii, Turcji czy do guberni rosyjskich. Pozornie więc oddaje nam w ręce realistyczną powieść historyczną, jednak na poziomie narracji kreacja narratora trzecioosobowego, wszechwiedzącego i zdystansowanego do świata przedstawionego, ustępuje postmodernistycznemu sposobowi pisania: narrator wypowiada się wprost, obnażając niereferencjalność i fikcyjność tego świata, główny bohater pojawia się dopiero na 130 stronie i zostaje usunięty na margines po 2/3 powieści, by pojawić się na nowo w finałowej scenie. Sytuacja powieściowa komplikuje się tu nie tylko z powodu przenikania się epiki i historiografii, ale także dzięki wykorzystaniu różnych konwencji powieściowych, poprzez wprowadzenie „nadświadomości” kwestionującej każde ze słów zebranych na tych ośmiuset stronach, a także całościowe wyobrażenie historii i wiarygodność samej opowieści. Dopiero na tych ruchomych piaskach rozpina autor losy swoich bohaterów, podejmuje intertekstualną grę z polskim romantyzmem i naszym koturnowym o nim wyobrażeniem. 

Spiró opisuje mesjaszy, czyli grupę wyznawców Towiańskiego, trzeciego po Jezusie i Napoleonie zbawcy ludzkości, prowadzącego świat do odnowy moralnej. Tej wzniosłości tworzonej w powieści poprzez odniesienia do pism gnostyków, mistyków, frankistów i Biblii towarzyszy śmieszność Braci wadzących się w sprawach dnia codziennego, małostkowych, zazdrosnych o sławę, uwagę tłumu, zmagających się z freudowskimi kompleksami i determinującym losem. Mickiewicz jest przedstawiony jako typ egotyczny, zarozumiały, zafiksowany na punkcie własnej sławy, przekonany o roli, jaką każe mu odegrać historia. Towiański to nudny, małomówny typek, pozbawiony poczucia humoru i pogrążony w milczeniu, zakompleksiony Mesjasz i pruderyjny Zbawiciel. Obaj ustępują tu jednak pola innej postaci – Gerszona Rama, Żyda z Litwy, wiernego poddanego Sprawy, którego obecność wzmacnia ironiczność tekstu. 

Ironia w Mesjaszach pojawia się na czterech poziomach. Po pierwsze, w ukształtowaniu stylu – Spiró daleki jest od opisu patetycznego, podchodzi do swej historii z niezwykłym dystansem, konstruuje obraz romantyczny, idąc w tropy bardziej Beniowskiego niż Dziadów cz. III, na przykład gdy pisze o mieszkaniu Mickiewicza: Teraz dom ten stał się uświęconym centrum Stworzenia, punktem, skąd widać naprawdę. To przecież miejsce, gdzie 30 lipca 1841 roku zjawił się Gość! To arena Cudu! Biurko! Za nim pewnie tronował wtedy Mickiewicz. Fotel! To w nim pewnie siedział Gość. A może stał? O szczegółach Mickiewicz nie mówi, Mistrz zaś jest zajęty, nie sposób go o to wypytywać. Jednocześnie zaś ten ironiczny opis, szydzący z kultu Mickiewicza i Towiańskiego, uzupełniony jest demitologizacją symboli z nimi związanych: loku włosów wieszcza trzymanego pod szkłem przez wyznawców, jego laski, która budzi szacunek otoczenia, czy czarnego kaftana Mistrza. Podobnie ironicznie, posługując się Gombrowiczowską składnią, Spiró charakteryzuje pierwsze wystąpienie Towiańskiego: Nie wiadomo, co się stało, lecz stało się na pewno [ … ]. Nie wiadomo, co się stało, lecz skoro trzeba to było wyjaśniać, stało się tym bardziej [ … ]. Wszędzie wszak ustalili, że nic się nie stało i że nad zdarzeniem, które się nie zdarzyło, pożartują i przejdą do porządku dziennego [ … ]. Jak jednak może rzucać złe światło coś, co się nie stało? [ … ] Powszechna była opinia, że odpowiedzialność za to, co się stało, choć wcale się nie stało, spoczywa raczej na Mickiewiczu niż na Towiańskim. 

Drugi poziom ironii to świat przedstawiony, ten zaś oświetlony jest z perspektywy bohaterów Obcych / Innych: niezbyt dobrze wykształconego podporucznika Potrykowskiego, Żyda Rama, Ksawery Deybel − nimfomanki, femme fatale, charakteryzowanej jako nowożytne wcielenie greckich kapłanek świątynnych: Nie wiedzą, że tak się właśnie nazywa, mają tylko niejasne wyobrażenie Kobiety, z którą wszystko wolno, z którą nic nie jest wstydliwe. Jeśli są dostatecznie wytrwali w działalności dla Ruchu, to ją dostają. A jeśli nawet nie ją, Ksawerę, to jakąś inną, która jest dokładnie taka sama, bo Ksawera wie, jak rozbudzić pozostałe kobiety, jak przygotować, rozpalić dla nich mężczyzn, i w ten sposób tamte stają się do Ksawery podobne.

Ironia rządzi także na poziomie historiozoficznej wizji świata – nic bowiem nie ocali emigrantów, żadna idea, której się oddają, nie pozwoli na realizację ich największego pragnienia, czyli powrotu do wyzwolonego kraju. Spiró przywołuje tu ironię historii, która zawiera elementy kategorii estetycznych z tragedii antycznej: pychę, zaślepienie, błąd. Bracia działający w Ruchu, podobnie jak inni Polacy w Paryżu, ponoszą winę, której nie są winni. Choć poświęcają się wszelkim typom działalności politycznej, żyją w biedzie, gotowi do wyruszenia na ostateczny bój przeciw Rosji, to ich cierpienie i poświęcenie powoduje skutki zgoła przeciwne do zamierzonych. Wzmacniają się tylko spory między demokratami a Hotelem Lambert, Czartoryski liczy na wystąpienie Towiańskiego, bo sądzi, że ta aberracja polityczna spowoduje krańcową kompromitację demokratów.

Ostateczny zaś poziom ironii zarysowuje się w stosunku autora do historii jako nauki, pojawia się ona bowiem również jako stosunek do źródeł, nieustające kwestionowanie dokumentu, ograniczone zaufanie do świadectw przeszłości, posunięte do tego stopnia, że Spiró przedstawia sam siebie nie jako badacza, ale jako plotkarza, który tworzy pod wpływem mody: Kto nie dotarł w lekturze do tego miejsca, niech ma do siebie pretensję, że o tym nie wie [ … ]. Komu się nie podoba, niech dalej nie czyta. 

Właśnie postać Gerszona Rama, który zmienia później imię na John Andrew Ram, pozwala na krytyczne zobrazowanie polskich fiksacji narodowowyzwoleńczych. Dążenie do niepodległości podniesione do poziomu zagadnienia moralnego i religijnego, polskość sakralizowana przez katolicyzm, znajduje tu wiernego sługę w osobie starozakonnego, który wysłany zostaje jako emisariusz mający zjednać dla polskich wygnańców życzliwość Jerozolimy. Ram jest też jedynym, który z kręgu Sprawy odejdzie, „nawróci się” na racjonalizm, ten wyznawca Towiańskiego zdolny do zjednania dla Ruchu nawet księdza Edwarda Duńskiego pokona drogę powrotną, zakwestionuje nie tylko przekonanie o mesjaństwie pana Andrzeja czy Mickiewicza, lecz w ogóle ideę połączenia patriotyzmu z religijnością. Stając się apostatą sprawy polskiej, zostanie jednocześnie gorącym zwolennikiem ekonomii (Ram jest więc tu zapowiedzią Świętochowskiego i Prusa): Brat Edward otarł łzy i uśmiechnął się do człowieka, niegdyś przeciwnika, którego potężna wiara zachwiała jego ówczesną wiarą i z Szawła zrobiła Pawła. Wielka szkoda, że ten człowiek stracił tymczasem swoją wiarę. Nie jest zresztą podobny do tamtego; tamten był chudy, ten jest gruby, tamten był młody, tej jest stary, tamten miał chałat, ten ubiera się jak kapitalista, jak Anglik: garnitur z delikatnej wełny, krawat, drogie buty. A jednak to niego przysłał niegdyś Pan, jako swego anioła; trzeba by go sprowadzić na drogę prawdy. 

Mesjasze to książka świetna i ważna, pokazująca, jak Polacy w XIX wieku przeżywali szok związany z gwałtowną zmianą, z przeniesieniem z Wilna do Paryża, z głębokiej prowincji w wielki świat, jak wykuwali swoją nowoczesność narodową, o której Kijowski pisał, że narodziła się 29 listopada 1830 roku. Ale później trzeba było udźwignąć jej konsekwencje.

Paulina Małochleb




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas