poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
BOGDAN ROGATKO
Witkacy nadal pisze
Dekada Literacka 2010, nr 1-2 (239-240)

Janusz Degler
Witkacego portret wielokrotny
Szkice i materiały do biografii (1918 – 1939)
PIW, Warszawa 2009


Witkacjana wzbogaciły się w drugiej połowie 2009 roku o nową, ważną pozycję. Janusz Degler, niestrudzony i jeden z najwybitniejszych wśród badaczy dorobku Witkacego, choć może lepiej powiedzieć – spuścizny po nim, zebrał w pokaźny tom publikowane przez bez mała trzydzieści lat szkice, artykuły, przyczynki, uzupełniając je ciekawym materiałem ikonograficznym zawierającym przede wszystkim zdjęcia autora Nienasycenia i reprodukcje jego obrazów i rysunków (choć na ogół wcześniej znane, chociażby z bardzo starannie wydanej przed laty książki Anny Micińskiej). Książkę Micińskiej przywołałem w tym miejscu nieprzypadkowo, ponieważ Witkacego portret wielokrotny jest w pewnym sensie tej książki kontynuacją i uzupełnieniem. Warto zacytować opinię o niej Andrzeja Nowakowskiego, nie po to jednak, by przypominać niezbyt pochlebną ocenę książki nieżyjącej już, a przecież najbardziej zasłużonej, badaczki życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza, lecz aby zarysować punkt wyjścia dla omówienia tomu Deglera: Obrona autora Niemytych dusz przez Micińską zmierza w zdecydowanie fałszywym kierunku! Rzecz nie na tym powinna polegać, aby przytaczać – niejako na wagę – dziesiątki rozmaitych apologetycznych cytatów o Witkacym (jak gdyby nie było również zdecydowanie negatywnych!), ale podjąć, choćby nieśmiałą, próbę powiązania rozmaitych elementów zjawiska WITKACY z kulturą, z której ono wyrasta i przeciwko której się buntuje. Tak mniej więcej powinna wyglądać „gra w Witkacego”. [ … ] Biografia Witkacego jest sama w sobie literaturą, stanowi prowokację i wyzwanie wobec mieszczańskich postaw światopoglądowych i w związku z tym budziła ostre reakcje rozmaitych środowisk, które w książce Micińskiej skazane zostały na niebyt.

Otóż Degler zdecydowanie unika apologetycznego tonu, stara się przedstawić reakcję różnych środowisk, w których obracał się Witkacy, i różnych osób, mniej lub bardziej mu bliskich, na jego zachowanie, na jego sposób bycia, a także recepcję jego twórczości, nierzadko zdecydowanie negatywną.

Napisałem, że badacz zebrał w jeden tom swoje wcześniejsze teksty. Owszem, ale w rezultacie otrzymaliśmy książkę dobrze skomponowaną, podzieloną na cztery zasadnicze części, poprzedzone wstępem i uzupełnione m.in. spisem opublikowanych listów Stanisława Ignacego Witkiewicza. Teksty zamieszczone w drugiej części, zatytułowanej Po drugiej stronie lustra, w sposób możliwie chronologiczny rozwijają fakty biograficzne, uwzględnione w części pierwszej – Kronice życia i twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza (lipiec 1918–wrzesień 1939), począwszy od udziału Witkacego w ugrupowaniu formistów aż po ostatni dzień jego życia. Natomiast Appendix (część czwarta), ujawniający zdarzenia z pobytu Witkacego w Rosji w świetle dostępnych dokumentów, stanowi z kolei rozwinięcie końcowej części kroniki opracowanej przez Annę Micińską, obejmującej lata 1885 – 1918. Należy podkreślić, że większość tekstów została uzupełniona, a dwa istotne dla drugiej części rozdziały „Kocham Cię strasznie, ale swoboda to wielka rzecz”, czyli psychomachia małżeńska oraz „Jestem jak otwarta rana”. 151 dni z życia Witkacego ukazuje się po raz pierwszy. Degler zaznacza, że wykorzystał nowe materiały, przede wszystkim korespondencję – Witkacy bowiem nadal pisze. Co prawda są to wyłącznie listy, ale ich faktograficzny charakter pozwala uściślić podawane wcześniej dane i umożliwia dokładniejsze odtworzenie ważniejszych wydarzeń z lat 1918 – 1939.

Autor Matki do prowadzonej przez siebie korespondencji miał stosunek ambiwalentny. Z jednej strony, jak sam zaznaczał, nie lubił babrania się w bebechach, był przeciwnikiem biografizmu w krytyce literackiej i zupełnie nie dbał o estetyczną stronę swych listów, pisanych żywiołowo, byle gdzie i na byle czym, z drugiej strony – listy były jego pasją (listów pisanie i listów odbieranie). Przeważała w jego korespondencji tonacja bezgranicznej szczerości, jak to trafnie ujmował Stefan Morawski, i szczerości oczekiwał też Witkacy od innych. Z jednej strony listy jego miały charakter prywatny, nawet gdy pisał je do swego filozoficznego mistrza, Hansa Corneliusa – bo filozofia nie jest sama rzecz najważniejsza i pozostają jeszcze pytania życiowe i pytania o sztukę; z drugiej strony ich styl, ich język przypominały bardzo prozę autora Pożegnania jesieni. Degler przeprowadza w trzeciej części, zatytułowanej Listopisanie, interesującą analizę języka listów Witkiewicza i dochodzi do wniosku, że umożliwiały mu one śmiałe eksperymentowanie z językiem, jeszcze bardziej śmiałe, niż miało to miejsce w samej twórczości. Traktował je jako przedłużenie swego teatru życia. W listach bywał śmiertelnie poważny, ale bywał też prowokacyjny, co prowadziło niejednokrotnie do nieporozumień, wyznaniom bliskim ekshibicjonizmowi towarzyszyła błazenada i groteska lub sprawy śmiesznie błahe. Uwielbiał „słowa przebieranki”, podobnie jak lubił stroić różne miny na fotografiach. Z listów więc, podkreśla Degler, wyłania się twarz nie tylko błazeńska, ale również człowieka głęboko wrażliwego, chowającego się pod maską ironisty i dowcipnisia. Szczególnie widoczne to jest w korespondencji z żoną, Jadwigą z Unrugów. Opublikowana na razie w dwóch tomach, obejmuje lata od 1923 do 1931 roku, na wydanie czekają jeszcze dwa tomy. Witkacy prowadził dziennik tylko w okresie pobytu w Rosji. (Dziennik ten zresztą zaginął wraz z innymi rękopisami po Powstaniu Warszawskim). Później dziennik intymny zastąpiły mu listy do żony. Dla pogłębienia wiedzy o Witkacym‑człowieku mają one wartość bezcenną, to one stały się materią jednego z najciekawszych rozdziałów książki Deglera, Psychomachia małżeńska; czyta się go prawie jak epistolarną powieść o charakterze autobiograficznym, która zmierza do tragicznego końca.

Słusznie Degler zauważa, że po roku 1956 nastąpił w recepcji Witkacego zdecydowany przełom. Poznawaliśmy Witkacego‑twórcę – dramaturga i pisarza, malarza i fotografika, teoretyka sztuki i filozofa. Listy odkryją nam – pisze badacz – Witkacego‑człowieka. Zwykłego i widzianego od strony codziennego życia. Odsłonią jego prywatność, często najintymniejszą [ … ]. Ukażą go w różnych sytuacjach, zarówno śmiesznych, jak i dramatycznych, udręczonego wieloma przykrymi dolegliwościami i podupadającego na zdrowiu, a jednocześnie heroicznie walczącego z samym sobą – ze swoimi słabościami, przywarami i nałogami. Umożliwią wgląd w jego warsztat pisarski i pozwolą śledzić proces powstawania niektórych utworów [ … ]. 

Taki właśnie wielokrotny portret Witkacego szkicuje Degler w swojej najnowszej książce. Demitologizuje czarną legendę, która nie bez powodów zrodziła się już za życia Witkacego, uważanego przez otoczenie za ekscentryka, „wariata z Krupówek”, narkomana, alkoholika i erotomana. Dzięki listom samego Witkacego, ale też dzięki przytaczanym opiniom innych bliskich mu osób udało się badaczowi pokazać człowieka dobrze zorganizowanego, niezwykle pracowitego, któremu praca zarobkowa polegająca na wykonywaniu portretów zajmowała sporo czasu i nierzadko uniemożliwiała systematyczną pracę twórczą; jednocześnie człowieka słabego i chwiejnego psychicznie, panicznie bojącego się obłędu, tracącego sens życia i wiarę we własną sztukę.

Przyznaje Degler, że z około trzech tysięcy listów, które autor Pożegnania jesieni napisał, co czyni go jednym z najbardziej płodnych polskich epistolografów, dotychczas zostało opublikowanych 1397 do 65 adresatów, a zatem to tylko wierzchołek dużej góry lodowej, której poznanie będzie wymagało długiego czasu i żmudnej pracy. Możemy spodziewać się więc jeszcze różnych fascynujących odkryć, choć na pewno nie tak sensacyjnych, jak to sobie wyobraża Jacek Koprowicz, reżyser i scenarzysta ostatnio nakręconego filmu Mistyfikacja, w którym bohater finguje własną śmierć w Jeziorach na Polesiu. Książka Deglera stanowi niewątpliwie dobry początek wnikliwej, solidnie udokumentowanej i napisanej z literacką werwą biografii. To mocna podstawa dla dalszych prac badawczych. Ale na pełniejszą biografię, opartą na bogatszym i do tej pory nieodkrytym materiale, musimy jeszcze poczekać. Wiele tajemnic kryje „rosyjski okres”, omówiony z konieczności w sposób skrótowy w ostatniej, intrygującej części książki, a przecież właśnie te cztery lata uformowały Witkacego jako człowieka i artystę. Któż jednak jak nie Janusz Degler, tropiący od wielu lat ślady Witkacego w polskiej kulturze, jest do tego dzieła bardziej predestynowany?

Degler wiele uwagi poświęca też warsztatowi twórczemu Witkacego i recepcji jego dzieła. Najbardziej interesujący wydaje się pod tym względem rozdział „Piszę coraz piekielniejsze rzeczy w powieści”. O powstaniu i recepcji Nienasycenia. Na podstawie kilku wypowiedzi Witkacego, m.in. w wywiadzie udzielonym łódzkiemu dziennikowi „Republika” w roku 1927, badacz buduje hipotezę, że powieścią, którą rozpoczął w 1912 roku, i o której pisał do Heleny Czerwijowskiej, analizując jej w listach swoje stany wewnętrzne, było właśnie późniejsze Nienasycenie. Tym bardziej, że – jak mówił sam autor – chciał powieści nadać tytuł Obłęd. Hipotezę tę potwierdza odnaleziona notatka, zawierająca kilka punktów planu, który jest szkicem dwóch ostatnich rozdziałów powieści. Jedno wydaje się pewne – konkluduje Degler – zanim Witkacy zaczął na dobre pisać Nienasycenie, próbował pracować nad tekstem niedokończonej powieści. To może tłumaczyć większe niż w Pożegnaniu jesieni czy w Jedynym wyjściu nasycenie materii powieściowej, dodaje dalej badacz: [ … ] autentycznymi przeżyciami i doświadczeniami autora, kryjącego się pod postaciami głównych bohaterów. Symbolicznym potwierdzeniem może być to, że Witkiewicz po powrocie z Rosji obrał za swój pseudonim literacki imię i nazwisko bohatera Nienasycenia i wtedy jako Genezy Kapen podpisał rękopis 622 upadków Bunga. 

Ostateczna wersja powieści powstawała w trudnym okresie życia pisarza i została ukończona dopiero w grudniu 1929 roku. Pogłębiający się konflikt z żoną, dążącą do separacji, rodził stany depresyjne. W listach skarżył się Witkacy na opanowującą go niemoc twórczą i pojawiające się myśli samobójcze. 

Nienasycenie ukazało się w nakładzie 3200 egz. Sprzedawało się kiepsko i chociaż wzbudziło zainteresowanie krytyki, to w większości recenzenci nie szczędzili autorowi mocnych słów, wytykając powieści brak walorów artystycznych i ideowych, a niektórzy uważali ją wręcz za pornografię. Tylko niewielu, jak Kazimierz Czachowski, Leon Piwiński czy Konstanty Troczyński, doceniło nowy utwór Witkacego, podkreślając, że jest on obrazem ginącego świata, że jest utworem profetycznym i że kontynuuje program literacki Pałuby jako powieści pozamieszczańskiej. Witkacy, który wcześniej reagował na krytyczne uwagi recenzentów, odpowiadając im na łamach czasopism, tym razem komentował je tylko w listach do żony, ale szybko zniechęcił się ich poziomem i przestał się nimi interesować. 

Książka Janusza Deglera ukazuje życie Witkacego w jego dramatycznym wymiarze, a jego samego jako postać tragiczną. Jej tytuł nawiązuje bezpośrednio do autoportretu Witkiewicza, wykonanego jeszcze w roku 1916, gdy przebywał w Petersburgu, Portret wielokrotny, który symbolicznie ukazuje wielokierunkową działalność artysty, obecnego w kulturze na różne sposoby. Uprawiane przez niego dziedziny – jak przekonuje Degler – łączą się i warunkują, potwierdzając fundamentalna zasadę filozofii i estetyki Witkacego – jedność w wielości.

Bogdan Rogatko




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas