poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANNA ŁABĘDZKA
Francuska burza wokół Jana Karskiego, czyli nieoczekiwane skutki pewnej filmowej fascynacji…
Dekada Literacka 2010, nr 1-2 (239-240)

Pewien młody pisarz francuski nazwiskiem Yannick Haenel postanowił porzucić karierę profesora licealnego i zająć się wyłącznie pisarstwem. Decyzje te ułatwiła mu dobra prasa poparta nagrodami literackimi i potrzeba dokonania życiowego bilansu związanego z wkroczeniem w trzydziesty piaty rok życia. Bilans ten odnajdujemy w nagrodzonej dwoma nagrodami powieści Krąg. Jej bohater, niczym współczesny Wilhelm Meister, pisarskie alter ego Haenela, odbywa inicjacyjno‑twórczą podróż śladem pewnej tancerki z zespołu Piny Bausch do Berlina,Warszawy i Pragi. Dla zachodnioeuropejskiej inteligencji twórczej są to obecnie miejsca o „nowej energii”, szczególnie dla niej inspirujące.

Przełomowy moment zerwania z dyscypliną życia zawodowego następuje w czasie pobytu bohatera w paryskim hoteliku położonym przy legendarnej księgarni Shakespeare & Co i kończy się symbolicznym utopieniem telefonu komórkowego w Sekwanie…

Po przejściu do nowego etapu życia zasiadł Haenel do kolejnej, nietypowej w swej twórczości, książki na temat Jana Karskiego. Odkrył tę postać przed laty w słynnym filmie Claude’a Lanzmanna i poświęcił jej wiele uwagi w swej pracy z młodzieżą. Uważając Karskiego za szczególnie fascynujący typ bohatera, postanowił Haenel „coś dla niego istotnego zrobić”. Nowa książka miała wydobyć z zapomnienia i Karskiego, i jego „podziemne państwo” – jakże inspirujące dla wyobraźni syna francuskiego oficera wywiadu.

Jako pisarz z wykształceniem literackim, zafascynowany Karskim przede wszystkim jako postacią tragicznie samotnego bohatera, wybrał Haenel dla swojej książki, będącej w dwóch trzecich czymś w rodzaju historycznego reportażu, bezpieczną formułę „powieści”. Nie miał bowiem zamiaru przekształcać się w historyka na okoliczność obranej tematyki. Powieść dzieli się na trzy części. Pierwsza z nich jest spisanym tekstem świadectwa Jana Karskiego zaczerpniętym z filmu Lanzmanna, czyli nauczonej na pamięć odezwy dwóch żydowskich przywódców z warszawskiego getta przeznaczonej dla wolnego świata. Druga część jest prezentacją życiowej historii Jana Karskiego skomponowaną na podstawie dostępnych publikacji. Trzecia wreszcie jest częścią poniekąd „romancée” – Yannick Haenel opisuje w niej potencjalne odczucia Karskiego po nieudanej – w sensie historycznym – misji, odtwarzając jego cierpienia, jego poczucie niemocy i tragicznej winy za obojętność wolnego świata wobec zagłady europejskich Żydów.

Książka Haenela Jan Karski powieść pojawiła się w księgarniach przed wakacjami ubiegłego roku i natychmiast przyciągnęła uwagę mediów i czytelników, stając się dużym sukcesem wydawniczym. Spłynęły na Haenela kolejne nagrody, pojawiły się liczne z nim wywiady, odbyto wiele debat na temat książki, ale i wielokrotnie ją atakowano. Krytyka koncentrowała się na przesadnej fascynacji postacią Karskiego, która ma zaburzać, wedle krytykujących powieść, obiektywny obraz polskiej historii wojennej.

Tematyka polsko‑żydowska jest we Francji traktowana szczególnie, często niczym paradoksalny sposób wypierania poczucia winy za kolaborację poprzez „zastępcze”, niezwykle napastliwe rozliczanie polskiego antysemityzmu. Przyczynia się do tego ignorancja historyczna i postawa bierności wobec pokutujących od lat stereotypów. Niewielu dziennikarzy zadaje sobie trud dokonania głębszych lektur historycznych, które pozwoliłyby na zrozumienie zasadniczych różnic między okupacją polską i okupacją francuską, zwłaszcza w dziedzinie sankcji grożących Polakom za chronienie Żydów.

Po ukazaniu się powieści Yannick Haenel podjął zwyczajowy obowiązek jej promocji, nie przypuszczając, że będzie ona tak ożywiona i długotrwała. Nieoczekiwanie dla samego siebie stał się szybko obiektem prawdziwej burzy medialnej. Bardzo szybko, bo po paru miesiącach zaledwie od publikacji Jana Karskiego, wydawnictwo Gallimard podpisało umowy na tłumaczenia książki na dziesięć języków i skłoniło pisarza do przedłużenia udziału w wydawniczej promocji.

Zarówno podczas spotkań z czytelnikami (w księgarniach, klubach twórczych, redakcjach), jak i w konfrontacji z prasą Yannick Haenel zachowuje niezwykły spokój, taktownie odpierając wszelkie ataki zarzucające mu już to brak obiektywizmu, już to ścisłości historycznej. Sam nazywa siebie „pisarzem”, nie „historykiem”. Nie unika jednak mimo to często bardzo ostrych debat. Traktuje je jako swoistą nową lekcję historii, szczególnie cenną, bo toczącą się na żywo. Zakłada, że skoro pragnął zrobić coś istotnego dla praktycznie nieznanego we Francji Karskiego, to trzeba mu się zmierzyć publicznie z trudną problematyką polsko‑żydowską. Przedłużająca się debata, pozbawiająca go możliwości wykończenia kolejnej rozpoczętej wcześniej powieści, jest dla niego inspiracją do powydawniczego bilansu na temat Karskiego, przygotowywanego na razie w formie notatek z dyskusji.

Opowieść o Polaku, który chciał, aby wolny świat przeciwstawił się planom nazistowskiego systemu, by ratować Żydów ; który wydarł się cudem z kraju militarnie strzeżonego, by przekazać ich posłanie wolnemu światu ; który poświęcił swej misji wszystko, co poświęcić można było, nie przestając być wcieleniem młodzieńczego uroku, inteligencji i charyzmy, co sprzyjało jego wielokrotnym, nieprawdopodobnym ocaleniom, jest prawie scenariuszem à la James Bond. Okazuje się, że w obecnych, antybohaterskich czasach czytelnicy coraz bardziej są wrażliwi na pewną formę heroizmu, niezależnie od wrażliwości na szczególnie barwną lekcję historii, która w takich postaciach jak Karski jest zakodowana.

Ale ta właśnie lekcja historii uosabiana przez bohatera Haenelowskiej powieści okazała się, jak to sie często we Francji zdarza, bardzo niewygodna dla pewnego typu myślenia. Karski jest nie tylko zaprzeczeniem jakże rozpowszechnionego tutaj stereotypu Polaka‑katolika i zajadłego antysemity zarazem; jest też niewygodny jako postać, która przypomina, że Polacy byli skonfrontowani z podwójną okupacją, i to już od trzeciego tygodnia wojny. Byli ofiarami wyjątkowo okrutnej okupacji niemieckiej, której realia są nadal mało znane we Francji, ale i okupacji sowieckiej, z jej szczególnymi formami represji totalitarnej. Wśród jej ofiar byli też liczni Żydzi, którzy chronili się na Wschodzie przed zagładą. Te realia historyczne nadal są bardzo niechętnie przyjmowane przez grupę spadkobierców dawnej, bardzo tu prężnej w kołach inteligenckich, cenzury komunistycznej. Jak wiadomo, Jan Karski ma w swej nieprawdopodobnej biografii także epizod sowiecki. Znajdujac się w transporcie polskich oficerów kierowanych do Kozielska, został z niego uwolniony dzięki swojej niesłychanej intuicji i przemyślności. Skorzystał z munduru pewnego szeregowca i dokumentów, ktore wskazywały na jego rzekomo niemieckie pochodzenie.

Prawda o sowieckiej okupacji Polski bywa nadal tak niewygodna dla pewnych kręgów francuskich, iż doprowadziła do dwuletniego opóźnienia francuskiej premiery Katynia, była także powodem jego niezwykle „konfidencjonalnej” dystrybucji w małej ilości kin tylko większych ośrodków, dodatkowo w bardzo ograniczonym czasie. Co więcej, prasa francuska zaatakowała Katyń Wajdy nie tylko za przesadną „heroizację” Polaków, ale także za antysemityzm; to znaczy za skupienie się na losie polskich oficerów i ich rodzin, co zostało odczytane jako zamiar zanegowania ogromu wojennego męczeństwa Żydów. Ukoronowaniem prasowych ataków na Katyń, świadczących o braku znajomości elementarnych faktów historycznych, była porażająca w swej agresywnej głupocie recenzja zamieszczona w „Le Monde”, na którą odpowiedział Adam Michnik w „Gazecie Wyborczej” pamiętnym artykułem o „narodowej tożsamości pluszowego misia”.

Tak więc w miarę upływu czasu kolejne pochlebne recenzje na temat ksiązki Jan Karski wywołały nowe protesty rzeczników tradycyjnie negatywnej wizji polskości – przeczącej heroizmowi reprezentowanemu przez Karskiego. Wśród głosów atakujących Haenela jako „hagiografa” Karskiego i tendencyjnego, „propolskiego” fałszerza historii Holokaustu brakowało przez te wszystkie miesiące samego Claude’a Lanzmanna, uważanego za wielki autorytet w tej dziedzinie i znanego z antypolskiej postawy w debatach tego typu. Yannick Haenel, zapytywany przez czytelników i dziennikarzy o reakcje Lanzmanna, informował, że od wielu miesięcy czeka na jego odpowiedź. Autor Shoah był bowiem naturalnym adresatem jego książki, opatrzonej dziękczynno‑admiracyjnym tekstem dedykacji. Claude Lanzmann zaatakował Haenela dopiero na początku roku, z dużym więc opóźnieniem, jakby czekał na moment, kiedy stosunkowo mało dotychczas znany młody pisarz stanie się faworytem mediów, moment, kiedy dawno wyczerpany nakład książki będzie uzupełniony świetnie sprzedającymi się dodrukami.

Zaatakował on Haenela głównie za tendencyjnie deprecjonujący, jego zdaniem, portret prezydenta Roosevelta, znajdujący się w trzeciej części książki, i „niesprawiedliwe oskarżenie” wolnego świata, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, o obojętność wobec losu europejskich Żydów; podważył także prawo Haenela do subiektywnego wglądu w wewnętrzne rozdarcia Karskiego. Wyraźnie poirytowany niezależnością młodego pisarza, podał też w wątpliwość jakość jego pisarstwa, atakując go za oscylowanie pomiędzy „przesadnym” podziwem dla Karskiego a degradującym go, zbyt „płaczliwym” przedstawieniem jego życia wewnętrznego. Oprócz ataku na Haenela Lanzmann skierował ostrze swej krytyki także przeciw samemu Karskiemu. Autor Shoah określił go w swych wypowiedziach jako osobowość niespójną, dowartościowaną poniekąd w sekwencji wybranej do filmu i ukazującej go jako człowieka cierpiącego z wielką godnością. Ma temu „godnemu wcieleniu” Karskiego przeczyć pozostały materiał filmowy, który ujawnia krańcowo odmienny aspekt jego osobowości, nazwany przez Lanzmanna „rodzajem kabotyństwa”. Lanzmann zamierza niebawem udowodnić swoje tezy w przygotowywanym dla ARTE montażu niewykorzystanych w filmie partii wywiadu z Karskim.

Niektórzy dziennikarze, którzy wcześniej dawali spontaniczny wyraz swojemu podziwowi dla książki Haenela, zaczęli się wycofywać na bardziej ostrożne pozycje, cytując obficie zarzuty Lanzmannna; inni, mniej trwożliwi, lepiej poinformowani zaczęli się włączać rzetelnie do coraz ciekawiej rozwijającej się debaty. Haenel broni się skutecznie, podkreślając w sposób równie wyważony, co stanowczy swoje pisarskie prawo do osobistego wglądu w odczucia postaci historycznej, prawo do fascynacji nadal mało tu znaną Polską Karskich, przy pełnej świadomości, że istniała też Polska pogromów kieleckich.

Można powiedzieć, że wypełnił swoją misję wobec polskiego kuriera w sposób przekraczający wszelkie oczekiwania. Nieznana postać polskiego Podziemia stała się postacią znaną, losy Polaków w czasie II wojny światowej przedstawiane są obecnie w prasie – po paru miesiącach debaty – w sposób o wiele bardziej klarowny, nie myli się już choćby, tak często jak daw­niej, powstania w getcie z powstaniem war­szawskim.

W odważnych wypowiedziach publicznych Haenela uderza ton niezależności intelektualnej, wolnej od nacisków politycznych i od stereotypów myślowych kultywowanych we Francji od czasu II wojny światowej, przez jakże długo trwająca umysłową „dyktaturę” grupy intelektualistów skupionych wokół Jean‑Paul Sartre’a i Simone de Beauvoir. Grupy, przeciwko której buntował się juz Witold Gombrowicz w latach 60., a której członkiem zdążył być Claude Lanzmann, skutecznie chroniony po śmierci Sartre’a przez przyjaźń i autorytet Simone de Beauvoir.

Wydaje się, że nastał dobry moment do zrobienia nowej, najlepiej filmowej, debaty na temat Shoah Lanzmanna i jego interpretacji historii, z uwzględnieniem niewykorzystanych w filmie materiałów dotyczących takich postaci, jak Marek Edelman, czy takich dokumentów, jak pełna wersja świadectwa Karskiego, uwzględniająca jego misje i kontakty z przywódcami wolnego świata. Brak tego typu wątków w Shoah tłumaczył zawsze Lanzmann swoim zamiarem artystycznym: jego film miał być dziełem o zagładzie Żydów, o śmierci – nie o ich oporze czy bohaterstwie.

Zastanawiać musi, że przy takiej postawie wobec własnego dzieła Lanzmann odmawia innym prawa do wyboru tematyki ich dzieł i subiektywnego sposobu jej traktowania. Ten typ nietolerancji, przeczącej wolności twórcy, przypomina smutną kampanię sprzed lat, kiedy to pewna część prasy występowała przeciwko wspaniale odbieranemu przez publiczność Korczakowi Wajdy. Wtedy Wajda był także krytykowany za antysemityzm, ponieważ umieścił na końcu filmu symboliczny obraz przedstawiajacy uwolnienie podopiecznych doktora Korczaka z wagonów śmierci w postaci ich wzlotu do nieba. Ten obraz interpretowany był przez krytykę jako znak wyłącznie chrześcijański, nie zaś artystyczny. Automatycznie więc odebrany został jako obraźliwy dla religii ofiar z getta.

Przypomina mi się tu pewne doświadczenie z okresu podróży po Francji odbytej z Hanną Krall na początku lat 90. Była to podróż promująca jej książkę Zdążyć przed Panem Bogiem. Promocja odbywała się w ramach znanej akcji francuskiego ministerstwa kultury pod nazwą „Piękne Cudzoziemki”, która była dedykowana literaturze obcej.

Okazało się szybko, że towarzyszyła nam w tej podróży grupa szczególnej młodzieżowej „klaki” zmieniającej się w „przeszkadzaczy” w momentach, kiedy Hanna Krall przytaczała fakty bohaterskiej pomocy Żydom przez Polaków, cytując Marka Edelmana i innych świadków. Poniewaz podróż obejmowała wiele miast Francji, a zdumiewająca klaka była wciąż obecna na naszych spotkaniach z publicznością, reagując stale w ten sam sposób, zrozumieliśmy szybko, jak daleka jest droga do obiektywizmu w tej kwestii.

Książka Haenela ma być wydana w Polsce za parę miesięcy. „Gazeta Wyborcza” wraz z francuskimi władzami kulturalnymi zorganizowała w dniu 26 października 2009 spotkanie z pisarzem, prezentując na jego początku fragment świadectwa Karskiego z filmu Shoah.

Świadomość, że pokolenie Haenela zdolne jest do wyjścia z zaczarowanego kręgu jakże długo pokutujących we Francji wmówień politycznych, rzutujących automatycznie na obraz historii, że szuka ono prawdy o człowieku, poruszając śmiało tematy historyczne uważane do niedawna za „szkodliwe” dla zrobienia intelektualnej kariery na Zachodzie, jest bardzo krzepiąca. Tym bardziej krzepiąca, że atmosfera polityczna i stan świadomości historycznej towarzyszące dojrzewaniu intelektualnemu pokolenia Haenela jeszcze temu nie sprzyjały. Okres ten śledziłam uważnie, bo przypadek losu sprawił, iż Yannick Haenel był moim studentem na wydziale literatury francuskiej Uniwersytetu w Rennes w roku 1988, czyli tuż przed przywoływaną promocją książki Hanny Krall. Jak wiadomo, był to okres, kiedy zbliżały się decydujące wydarzenia w naszej części Europy (którą nadal określano w mediach francuskich – Europą Wschodnią).

Niezależna postawa takich twórców jak Haenel i rzetelna postawa dziennikarzy francuskich drążących obecnie polską tematykę historyczną II wojny światowej jest wielkim zadośćuczynieniem dla tych wszystkich, którzy jak Karski narażali życie w obronie innych, działając wedle swego sumienia, i którzy przez długie dziesięciolecia nie doczekali się oddania im sprawiedliwości. Jest też zapowiedzią nowego dialogu historycznego między Wschodem i Zachodem.

Anna Łabędzka




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas