poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MARTA WYKA
Laudacja wygłoszona podczas wręczenia Nagrody im. Kazimierza Wyki
Dekada Literacka 2010, nr 1-2 (239-240)

Książka Krzysztofa Uniłowskiego, laureatka Nagrody im. Kazimierza Wyki roku 2010, jest częścią cyklu krytycznego, którego poprzednie tytuły brzmią Skądinąd (1998) oraz Koloniści i koczownicy (2002). Kolejne, trzecie ogniwo tego cyklu autor zatytułował Kup Pan książkę!. Czyżby faktycznie chciał tylko sprzedać swój towar, a nie swoją myśl krytyczną? Nagradzamy dzisiaj jednak nie tylko przedmiot, wytwór wydawniczy, który możemy, jeśli mamy na to ochotę, „wrzucić do koszyka”. Interesuje nas nie tyle efekt sprzedaży, ile świat myśli autora, w jakiejś części doraźny, co wynika z natury krytycznego zawodu, ale przede wszystkim rokujący trwałość nie tylko sezonową.

W pierwszym tekście swojej książki Zaangażowani i ponowocześni Uniłowski napisał: Trudno się spodziewać, aby wróciły stare, dobre czasy, kiedy to mniej więcej było wiadomo, do czego służą wiersze, opowiadania i powieści… To pierwszy sygnał, komunikujący o tym, iż sytuacja krytyka w nowych czasach uległa, kiedy porównać ją z przeszłością bajeczną (stare, dobre czasy), zmianie radykalnej i nieodwracalnej. Niegdyś przedmiotem niepokoju było „dorastanie krytyka”. Dzisiaj zaś krytyk oscyluje pomiędzy chęcią podobania się i pokusą naukowości, pomiędzy niszą i głównym nurtem, pomiędzy elitą i masą czytelniczą. Jakie ma szanse w ogóle zaistnieć wobec tego splotu okoliczności, który dla mniej odpornych może być myślowo obezwładniający?

Pisać dla wszystkich czy pisać dla wybranych? Uniłowski dobrze zdaje sobie sprawę z tego, iż ten dylemat współczesnej literatury staje się również dylematem krytyka, maksymalnie utrudniając jego codzienne zadania. Bowiem krytyk jest kronikarzem codziennego dnia literatury i stara się sprostać jej różnorakim postaciom, próbując okiełznać lub – jeśli się nie da – choćby wytłumaczyć intencje twórców. Ale krytyk nie może już być nauczycielem reguł, sędzią, dyktatorem. I on musi dbać o własną atrakcyjność pisarską, zaś jego prognozy winny sprawdzać się szybko. Na horyzoncie widać już bowiem nowych krytyków z nową bronią argumentów, zatem czas nagli krytyka.

Jak w tej rzeczywistości kulturalnej, trudnej i wymagającej nie lada odporności umieścił się Krzysztof Uniłowski?

Da się wydobyć z jego książki kilka nurtów, opisać parę jej płaszczyzn, bowiem nie mamy do czynienia ze zbiorem recenzji, odłączonych od stabilnego światopoglądu krytycznego. Odtwarzam zaś ów światopogląd następująco.

Po pierwsze: Krytyk towarzyszący literaturze współczesnej ma być takim jej czytelnikiem oraz interpretatorem, który potrafi albo ominąć, albo twórczo wykorzystać wygasający już w zasadzie spór pomiędzy sztuką wysoką i niską, elitarną i masową. Krytyk nie ma dyktować zasad, wedle których należy uprawiać literaturę, bo pisarze i tak będą pisać tak, jak im się podoba. Nie będąc zaś strażnikiem jakiegokolwiek kodeksu, krytyk współczesny może powrócić do zarzuconej – wydawałoby się – roli: sumiennego, tolerancyjnego, acz wymagającego gospodarza literatury. Oczywiście, czyni to w innym języku niż w tych legendarnych „dawnych czasach”, ale jego ukierunkowanie jest właśnie takie. Nie gromić literatury, lecz opisywać ją i rozumieć. Proponować temat, ale nie wymagać odrobienia zadania. Oceniać, ale nie wykluczać, gdy ocena wypadnie nie najlepiej. Na koniec zaś: wmieszać się w ten tłum sprzecznych głosów z donośnym głosem własnym. Nie mam tutaj na myśli krzykliwości, lecz profesjonalne zaangażowanie. Krytyk przestaje być mentorem, ale w razie potrzeby korzysta jednak ze swojego erudycyjnego wyposażenia.

Po drugie: Krzysztof Uniłowski jest krytykiem związanym z uniwersytetem. Ten status komentowany już był wielokrotnie, dyskusje prowadzono z dwóch antynomicznych punktów widzenia: zwolennicy jednego uważali, iż uniwersytet uśmiercił prawdziwą krytykę, ich przeciwnicy byli łaskawsi dla krytyki powstającej w orbicie uniwersytetu. Ale już tak zostanie, więc nie ma powodu na nowo ożywiać tego sporu – spora ilość czynnych krytyków będzie nauczycielami akademickimi. Nie oznacza to bynajmniej, iż muszą oni sposobić swoich studentów przede wszystkim do uprawiania krytyki.

Kodę książki Uniłowskiego stanowią rozważania na temat etatyzmu krytyki i z nich właśnie da się wydobyć jego autorski program. Nie jest już tak, sądzi Uniłowski, iżby literaturoznawstwo zabijało krytykę, jak niegdyś podejrzewał Włodzimierz Bolecki. Uniwersytecka nauka o literaturze nie może być postrzegana jako depozyt tradycji odizolowanych od literatury żywej. Zmiana, jaka zaszła na tym polu, jest utrwalona i wyrazista. Krytyk związany z uniwersytetem może być, a nawet powinien być „rozsadnikiem” nowego, nie wolno mu oczekiwać w raz ustalonym miejscu na efekty literackich zmian. I krytyk, i literaturoznawca – a często jest to jedna i ta sama osoba – ma działać tu i teraz. Literaturoznawca ma wykształcić w sobie krytyka, krytyk zaś nie ma się wstydzić literaturoznawcy w sobie. Krytyczne pisarstwo Uniłowskiego pokazuje, iż nie są to żądania utopijne i niewykonalne. Tacy krytycy już są i tacy literaturoznawcy istnieją.

Po trzecie: Powróćmy do książki Uniłowskiego, do jej tematycznej materii. O czym krytyk pisze? Kogo faworyzuje, a kogo unika? Otóż Uniłowski nie ma swoich faworytów, co u krytyka towarzyszącego wydaje się szczególnie ważne i cenne. Pisze o każdym z równym zapałem i z równą kompetencją. Czyta wszystko i każdego pisarza stara się zaopatrzyć w stosowną formułę. Zdarza się, iż śmieszy go omawiane dzieło lub irytuje pisarska poza. Wtedy my, czytelnicy Uniłowskiego, możemy się wraz z nim zabawić trochę kosztem pisarzy. Słowem, jego język krytyczny wykracza daleko poza stereotyp lektury uważnego recenzenta. Sam bywa pisarzem (i dlatego jego teksty zapadają w pamięć), jest również partnerem pisarza, jeśli tylko ten chce wsłuchać się w jego opinie.

Gdyby jednakowoż cechą jedyną krytycznego pisarstwa Uniłowskiego była felietonowa zręczność, jego książkę, postrzeganą jako całość, należałoby uznać za jeden z licznych podobnych zbiorów, które krytycy układają, aby pozostawić ślad swojego bądź co bądź dużego trudu.

Ta książka wyrasta jednak ponad swoje krewne. Dlaczego? Otóż jej walor poznawczy jest ufundowany na uniwersyteckim zakorzenieniu autora. Nie waha się on formułować sądów poważnych również w materii lżejszej. Wie dokładnie, czego oczekuje od literatury, i wie, jak podnieść ją do poziomu teoretycznego uogólnienia.

Oczywiście, można dyskutować z tezą, na ile współczesna literatura spełnia postulaty realizmu i jaki kształt w obecnych czasach i warunkach kulturalnych ten realizm przybiera. Można też myśleć o okolicznościach odwetu modernizmu na pisarzach współczesnych, o formach nowoczesności, a także o inwazji pop‑kultury. Są to pytania i dylematy, które dręczą dziś większość krytycznego świata.

Nie chodzi jednakowoż Uniłowskiemu o tropienie kryzysu, chodzi natomiast o twórcze przystosowanie się do wielkiej zmiany, jaka zaszła w kulturze. Pisze tak: Władza i prestiż literatury wyrastały z przekonania, że dzieła pisarzy potrafią powiedzieć coś istotnego o Polakach. Ale jeśli w latach dziewięćdziesiątych owa władza i prestiż uleciały niczym sen jaki złoty, to przecież nie dlatego, że pisarze z dnia na dzień utracili dawne zdolności. Kiedy zabrakło czynników jednoczących, rozpadła się zbiorowość, jaka dla literatury stanowiła punkt odniesienia. Przestał dla nas istnieć, a co najmniej – okazał się wielce problematyczny, epifenomen polskiego losu, polskiego doświadczenia historycznego, polskiej mentalności czy polskiej tożsamości. Łatwiej już byłoby się zmierzyć z losem, doświadczeniem, mentalnością czy tożsamością współczesnego człowieka niż Polaka.

Jak przedstawić współczesną Polskę w książkach? Jak opisać te nieustanne próby pisarskie, w których odciska się polskość za każdym razem inna, rodzinna i obywatelska, kobieca i męska, konserwatywna i radykalna, mieszczańska i cyganeryjna, peryferyjna i uspołeczniona, prowincjonalna i miejska, katolicka i niewierząca?

Krytyk nie jest już w stanie scalić tych światów, ma zatem dwa wyjścia: albo wycofać się na z góry upatrzone pozycje, albo podjąć to wyzwanie.

Pisarstwo krytyczne Krzysztofa Uniłowskiego świadczy o podjęciu wyzwania bardzo trudnego. I powiedzieć trzeba, iż ten wysiłek okazał się nie tylko zauważalny, ale przede wszystkim skuteczny, zarówno artystycznie jak myślowo.

Marta Wyka

Jury nagrody Kazimierza Wyki przyznało, z okazji stulecia urodzin Kazimierza Wyki, dyplom honorowy Prof. Henrykowi Markiewiczowi. Tekst przemówienia Profesora drukować będziemy w następnym numerze.




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas