poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
KAZIMIERZ WYKA
Listy do Jerzego Turowicza (1941 – 1970)
Dekada Literacka 2010, nr 1-2 (239-240)

[ 1 ]

 21 X 41

Szanowny i Drogi Panie!
Dopiero teraz jakoś więcej mam czasu. Mógłbym wobec tego przyjechać w sobotę tego tygodnia (o godz. 14.56) do Kocmyrzowa. Jeżeli nic ze strony Pana nie stoi na przeszkodzie, proszę ten termin uznać za niewątpliwy. Gdyby Pan był jednak zajęty, prosiłbym o telefon przed sobotą (Kressendorf 26), a ustalilibyśmy jakiś inny termin. Byłem ostatnio w Warszawie, więc przyjadę z różnymi ciekawostkami.
Serdeczne pozdrowienia, ukłony dla Pani

 K. Wyka

[ 2 ]

Drogi Panie Jerzy!
Nie podziękowałem dotąd Państwu i gospodarzom za te tak miłe dni w Goszycach, ale myślę, że u Pana, świadomego kłopotów ojcowskich, uzyskam nietrudno wybaczenie. Teraz już wszystko mamy za sobą, więc mogę serdecznie i gorąco za te dni, które – przepraszam, że się wpraszam – może uda się w przyszłości odświeżyć, podziękować. Wynik zaś tych kłopotów ojcowskich jest następujący, że 24 listopada urodziła się nam druga córka. Jesteśmy więc al pari1. Cała historia odbyła się bardzo szczęśliwie i szybko, a druga mała – zapewne jej będzie Małgorzata – zapowiada się jako ulepszony w pewnych szczegółach dziecięcej urody sobowtór panny Marty. Ta zaś z siostry jest najmocniej zadowolona i nadal oświadcza, że chłopca byłaby wyrzuciła za okno. Widocznie tej groźbie groziło spełnienie, skoro stało się według zapowiedzi i modlitw panienki starszej.
Niewiele w tych okolicznościach mogłem zrobić dla siebie. Mimo to udało mi się rzecz o Norwidzie2 z grubsza doprowadzić do końca i zacząć pewne nowe pomysły, ale o tych wolę na razie nie mówić, ażeby nie zapeszyć. Zdaje się, że jeszcze wiele różnych pomysłów będzie można rozpocząć, a nawet dokonać w tych najnowszych, wszystko bardzo przeciągających warunkach historycznych. Czasami jednak ta perspektywa tak otępia, że nie z niewiary ani z podobnych przyczyn, ale z samego zbyt długiego czekania opada chęć do zajęć przedwojennych.
To chyba wszystko. Mam już w domu Bernanosa3 i jeżeli z żoną ma Pan zamiar jeszcze spróbować październikowych rozrywek duchowych, możemy tego spróbować na czytanym ustępie wstępu – od Compagnons inconnus do końca wstępu. A w ogóle cóż to za wspaniała książka i jaka – w całej swej okrutnej prawdzie – pobudzająca, rzeźwiąca na najwyższym stopniu moralno‑historycznym! I te głosy, te prawdy nie mogą iść na marne.
Przed świętami nie obrócą już zapewne nasze listy, składam więc Pani Annie, Panu oraz gospodarzom najlepsze życzenia świąteczne, a moje panny pozdrawiają Państwa panny4.
Serdeczny uścisk dłoni

 Kazimierz Wyka

Krzeszowice, 12 XII 1941

[ 3 ]
 6 lutego 1942

Drogi Panie Jerzy!
Znów Pana niepokoję. Tym razem o książki. Na obcojęzycznej półce Pana zapamiętałem sobie obecność dwóch książek, jakich niestety nigdzie nie mogę dostać, a jakie z powodów, których nie zmilczę, są mi potrzebne. Byłbym bardzo wdzięczny i bardzo bym przeto prosił, ażeby zechciał mi Pan, jeżeli się Panu nadarzy sposobność w tym miesiącu, przesłać je do Krakowa, najlepiej na Sobieskiego, a ja bym tam się już zgłosił. Z góry jednak zapowiadam, że wcześniej jak za 3 – 4 miesiące nie mógłbym tych rzeczy oddać, ponieważ tyle przynajmniej potrwa impreza, do jakiej są mi potrzebne, tzn. L’Europe tragique5 i La révolution personnaliste6, albowiem o nich ciągle mowa.
Powody zapotrzebowania te są, że duch mi szepcze, że obecnie nadeszła pora do spisania historii, z jaką od początku wojny się noszę – będzie to historiozoficzno‑kulturalne, bardzo wysokie sfery! – pendant7 do sprawy pesymizmu, a zwać się będzie Doświadczenie Europy8. Wziąłem się już do lektur czekających na ten temat (Bernanos, Ortega y Gasset9, Burckhardt10) i od razu wyłaniają się z pamięci książki, które mogą się okazać pomocne, a wśród nich powyższe dwie. Trudno mi podawać w liście zrąb tej rozprawy, w myśli zasadniczo gotów – dość, że będą tam  [ - ], wydaje mi się, że od trochę innej strony niż zazwyczaj, co nie moją naturalnie zasługą, lecz tego, co przeżywamy – otóż będą tam problemy imperializmu, nacjonalizmu, stosunku ich do kultury, sprawa masy, projekt nowego klasycyzmu, antyromantyczne diatryby, słowem rewia winowajców z panią Europą u czoła. Tutaj zaś głównie – sprawa wspólnej świadomości europejskiej, sprawa Europy jako tworu wielonarodowego, wielobiegunowego. I dlatego, gdyby Pan, oprócz wspomnianych przeze mnie, posiadał książki, jakie by z któregoś boku podchodziły pod wymienione zagadnienia, serdecznie bym o nie prosił. Muszę się bowiem spieszyć, albowiem do wiosny niedaleko, a mój duch wbrew prawom przyrody z wiosną zamiera, schodzi między grządki bawić się w ogrodnika, a budzi się dopiero późnym latem. Chciałbym przez tych parę tygodni przynajmniej notatki poczynić.
Cóż nadto? Dzieci skwierczą, ja prawie już całkiem nie ruszam się z domu. Żona bowiem co chwila rozsnuwa straszliwe perspektywy, co się stanie, gdybym z pociągu przyniósł tyfusową wesz, a że z tym nie żarty w Krakowie i w kolejowych tłokach, więc lepiej być posłusznym. Miałem sposobność dowiedzieć się coś więcej o Poetyce, jeśli to tak nazwać wolno, Szumana11 – to rzeczywiście ciekawe, ale również rzeczywiście wątpliwe w rozmaitych pomysłach. Czego nie uważam za szkodę. Właśnie u Bernanosa są piękne zdania o ryzyku.
Przepraszając za natręctwo, przesyłam wiele serdecznych pozdrowień, dla Pani ukłony

 Kazimierz Wyka

[ 4 ]

 23 II 42

Drogi Panie Jerzy!
Bardzo się cieszę, że obydwaj usiedliśmy wokół tych samych zagadnień. Nie tylko, że w myśl zasady si duo faciunt idem etc.12, nie sądzę, byśmy nawet przy podobieństwie zajęć mogli wejść na zagrodzone dla siebie pólka, lecz dlatego najgłówniej, że pewnego rodzaju przemyślenia i wnioski będą po wojnie tak konieczne, tak się narzucające, jeśli z tego straszliwego doświadczenia mamy mieć naukę naprawdę, że nie dość będzie dość ich nauczać, wzruszać, powtarzać. Zwłaszcza że grozi recydywa, z racji większego liberalizmu czysto politycznego stanowisk, które pod tą obsłoną będą się niesłusznie przemycać i odrzucać swoją skłonność. Sam antropocentryczny naturalizm chociażby. Więc pracujmy – – na razie jednak z pewną zmianą programu u mnie. Odwołuję mianowicie te miesięczne terminy, ale książki zabrane od brata Pańskiego oddam w ciągu marca, zrobiwszy z nich szybko notatki. Sam pozostawiłem Sorela13 i pokolenia; ofiarować ich niestety nie mogę, bo to rzeczywiście egzemplarze ostatnie. Pozostawiłem również pewne rozprawy Wędkiewicza14, jakie zdaje się mogą się Panu przydać, a nadto mogę służyć, gdyby Pan chciał więcej do Sorela zaglądnąć, jego prawie wszystkimi książkami. Również mógłbym Panu wypożyczyć rozmaite niemieckie dzieła o filozofii dziejów (np. Hegel, Burckhardt, Strich15, Ranke16) czy odpowiednie części znakomitego Handbuch der Philosophie Bäumlera i Schrötera17. W potrzebie proszę mi podać „zapotrzebowania”, a o ile tylko mieć będę odpowiednie książki, natychmiast nimi służę.
O Denis de Rougemont18 i Thierry19  [ — ] poproszę dopiero później, ponieważ na razie lektur mi nie brakuje.
Wtedy, kiedy mnie Pan poszukiwał, niestety w Krakowie nie mogłem się zjawić, będę natomiast gdzieś pomiędzy 5 – 7 marca, z tą większą pewnością, że w sprawie wózeczka dla młodszej córki, a więc w sprawie wyższej i nieodwołalnej, gdyby Pan zjawił się wówczas w Krakowie, bardzo byłbym rad ze spotkania.
Cóż nadto? Stwierdzam po sobie coś narkotycznego w tej wojennej gorączkowości pracy. Dziwne, gdybym miał przeprowadzać szczerą analizę utajonych i niechętnych uświadomieniu motywów tego pośpiechu, tej niemożności przeżycia tygodnia bez określonego planu, zadania, obliczanego „na potem”, nie mógłbym inaczej odpowiedzieć sobie, tylko w ten sposób, że i praca własna może się stawać narkotykiem, uśpieniem. Dziwne rozdwojenie. W tej części ja, która się styka wprost z przeżywaną rzeczywistością, nieraz całe pasma niepewności, dawniej po prostu zwątpienia, teraz niecierpliwości przemienionej w nieufność, a jednak równocześnie w jakiejś innej warstwie osobowości stała, uparta dyspozycja pracy. Tym umiejętniejsza nieraz, im silniej się te pasma rozejdą. I chwilami nie wiem przez to, co jest z czasu tylko, a co ze mnie samego, gdzie jest prawda, a gdzie zagłuszanie. Może całkiem irracjonalna zdolność pracy jest właśnie maską wiary, jej przewrotnością, by nie wystąpić w kształcie zbyt prostym, a przeto podatnym wątpieniu? Bo słuszności i wiar jest tyle, co aktów pisanej przez Klio tragedii. I grają, padają martwi, gdy rola dopiero się pisze cała i nie istnieje chyba nawet w przewidzeniu Boga.
Raz jeszcze serdecznie za książki dziękuję, swoje polecam. Dla Pani wiele ukłonów, Elżbiecie i Joannie pozdrawiaszki od Marty i Małgorzaty, Panu wiele słów przyjaźni i serdeczny uścisk dłoni

 Kazimierz Wyka

[ 5 ]

Drogi Panie Jerzy!
Zdaje się, że nie uraczyłem Pana dotąd listem w ten sposób pisanym, i dlatego zaczynam od przeprosin za tę handlową jego formę. Stąd ona pochodzi, że ostatnimi czasy Miłosz, zamiast przeczytać mój list pisany ręcznie, oświadczył, że rezygnuje z tego do czasu, póki nauka nie stworzy specjalnej metody służącej do odczytywania moich gryzmołów. Inni go poparli, więc musiałem przejść na pismo maszynowe. Broniłem się wprawdzie tym, że i pismo klinowe, i hieroglify zostały odczytane, ale ja tylu wieków czekać nie mogę, wobec czego niechżesz Watermana zastąpi Underwood. Prawda, że jesteśmy w dwudziestym wieku? Ale mnie proszę nie naśladować w tej reformie ortograficznej, ponieważ Pana pismo jest bardzo wyraźne i czytelne.
Z naszymi spotkaniami to zaiste złośliwy pech. Tym razem chciałbym się jednak bardzo z Panem spotkać w Krakowie, ponieważ chodzi o różne dosyć ciekawe i dosyć ważne sprawy, o jakich lepiej będzie porozmawiać osobiście, niżeli pisać. Tak ze względu na tenor tych spraw, jak z tej przyczyny, że pisać trzeba by więcej niż się w normalnym liście pomieścić może. Zatem, kiedy na raz najbliższy będzie się Pan wybierał do Krakowa, proszę mi dać dostatecznie rychło znać, no i proszę zarezerwować jakąś przynajmniej godzinę czasu dla mnie. Może Panu będzie dogodniej telefonem (mój numer jest Kressendorf 26), ale proszę pamiętać, że jedyny rozporządzalny pociąg z Krzeszowic do Krakowa jest o godzinie dziewiątej rano, tak że zawiadomiony później, nie mogę już tego samego dnia znaleźć się w Krakowie. Takie to poczyniliśmy postępy komunikacyjne na odległość 26 kilometrów w epoce niegodnej zaprawdę innej nazwy, jak epoki Watermana i Underwooda.
Książki, o jakie Pan prosi, dostarczę przy najbliższej bytności w Krakowie. To znaczy dostarczę Sorela i Zakrzewskiego20, Sombarta21 zaś nie posiadam. Ortega y Gasset, chociaż posiadany na własność, jest mi w obecnym czasie, wraz z częścią moich książek, niedostępny. Czytałem go jednak kiedyś, ale proszę mi wierzyć, że mimo obiecującego wiele tytułu, a przede wszystkim obiecującego nazwiska autora, ciekawego w innych swoich pracach, niewiele Pan straci, nie dotarłszy do tej książki. Gorsze, że ja na Europie tragicznej22 przysiadłem na czas zbyt długi, ale rozgrzeszam się Pana zapowiedziami, że jednak praca ta Panu się rozwleka i rozrasta. Szczerze mówiąc, jeszcze się nie wziąłem do lektury, ponieważ w marcu musiałem się spieszyć z innymi lekturami, gdzie wobec ich oficjalnego źródła terminowość zwrotu była absolutnie konieczna, a teraz znów inna rozpacz. Mój dyletantyzm zaczyna wkraczać w sfery konkurujące z wielością sfer takiego Szumana. Wspominałem kiedyś Pani i Panu, że napisałem dwa dłuższe opowiadania23. Posłałem je niedawno do Warszawy, skąd powróciły opatrzone na razie sądem Andrzejewskiego, sądem jednakże, któremu najbardziej ufam, bo mimo przyjaźni nie skrywa nagany i w pewnym względzie jest bardzo surowy, sądem wszakże, który brzmi, że te opowiadania nie są ani grafomanią, ani kompromitacją. Nawet za umiejętność pisania zostałem w sposób doprawdy żenujący, rumienić się przyszło, pochwalony, nagany zaś trudno w krótkości opowiedzieć. Są w każdym razie takie, że gdyby tych błędów nie dało się usunąć, gdyby naprawdę świadczyły one o autorze, gdyby go tak obnażały, to doprawdy nie wiem, czy warto pisać, albowiem sama sprawność formalna, sama nawet czystość stylu i obrazowego widzenia świata nie imponują mi i nie wydają się dostatecznym powodem pisania. Sądziłem, że jestem w stanie dać z siebie powody inne, istotniejsze, tę pewną iskrę, która albo jest, albo nic jej nie wykrzesze.
Mniejsza z tym. Mówmy o tym, co się z kłopotami czytelniczymi wiąże. Dość, że mając zamiar o Europie, okazało się przed paroma tygodniami, że muszę pisać o pewnej pani Teresie24. Ta pani jeszcze nie żyje, jeszcze się składa z fragmentów, ale to właśnie nawet na lektury spokojne mi nie pozwala. Nie wiedziałem dotąd, że pisanie jest rzeczą tak frapującą, tak wciągającą, że tyle daje mozołu przezwyciężanie trudności, nie wiem, jak je nazwać, ponieważ to jest coś więcej niż konstrukcja, trudności, kiedy człowiek wie, co ma być powiedziane, wie przede wszystkim, jak nie może być powiedziane, a nie udaje mu się natrafić na to, jak powinno być właściwie powiedziane. Myślę teraz często, że pisze się równie dobrze z pewnego zasobu wewnętrznego, co pisze się, kto wie, czy przy samym formułowaniu nie na pierwszym miejscu, otóż że pisze się wbrew. Wbrew błędnym formom, wbrew własnym pomyłkom, wbrew cudzym kształtom, które nie zaspokajają. Ach, dużo by o tym można mówić. Dosyć na tym, że dopóki nie uporam się z tą panią, a na skutek warszawskich uwag stają przed człowiekiem sprawy, które wydawały mu się już rozwiązane, dopóty nie jestem zdolny do myślenia, do zajmowania się czym innym. Zwłaszcza że sama funkcja pisania nie idzie mi łatwo, z powodu mojej, wiem, że często niechlujnej i stylistycznie ciężkiej, formy pisanin krytycznych. Tymczasem tutaj wziąłem na ambit pewną prostotę, jasność stylistyczną i za to, jedyny moment w sądzie Andrzejewskiego, który ani mnie nie zażenował, ni nie speszył, za to zostałem pochwalony. Ale ile czytań, ile poprawek, ile gniewu musi połknąć jedna stronica, nim przybierze kształt podobny do prostoty, dopiero teraz wiem na własnej 
skórze.
Dosyć jednak o sobie. Dziękuję pięknie za zdjęcie. Jest naprawdę dobre. Marta uznała, że z takimi dziewczynkami bardzo by się chętnie bawiła. Przesyłam przeto podobiznę starszej tylko, ponieważ dotychczasowe zdjęcia Małgosi jakoś nie wychodzą.
Dla Pani ucałowania rąk, Panu najlepsze, serdeczne pozdrowienia i uścisk dłoni

 Kazimierz Wyka

Krzeszowice, 10 kwietnia 1942

[ 6 ]

Drogi Panie Jerzy!
Dawno jestem Panu dłużen ten list. Jak zwykle jednak w życiu rodzinnym przeszkody i roztargnienia mnożą się w sposób samorodny, a czas podobnie ucieka. Proszę mi przeto wybaczyć, że nie podziękowałem dotąd za tych parę tak miłych dni z początku lipca. Czynię to teraz z tym większą przyjemnością, ponieważ zdołały one tymczasem przejść w stan wspomnienia, wszystko upiększający, tym więcej wspomnienia przyjemne. Ten ranek pod czereśniami.
Dosyć więc byłem roztargniony w tym kończącym się lecie. Ledwo Andrzejewski odjechał, wypadło i mnie niespodziewanie pojechać do Warszawy. Bawiłem tam tydzień, trochę naturalnie rozmawiałem z ludźmi, a przede wszystkim zetknąłem się z Baczyńskim i obczytałem się z jego utworami. Za najbliższej bytności w Krakowie będę mógł z tego coś Panu pozostawić, myślę, że zrobi to Panu przyjemność. Przekonany jestem, że należy się po nim dużo spodziewać i już teraz daje on wiele, tak wiele, jak mało kto w jego wieku. Chyba tylko Lechoń i Staff, ciekaw jestem, czy dociągnie on do tych auspicji i przewodników, ma czas, ileż ma czasu, licząc lat dwadzieścia jeden, w reszcie swojej działalności. To w ogóle jedno z najdziwniejszych i najbardziej wzruszających dla krytyka uczuć. Ktoś młody, wobec którego nie odczuwa się żadnych oporów wewnętrznych, ale właśnie uznanie i chęć poparcia wraz z nadzieją, i teraz to ryzyko przychylności: wyjdzie, nie wyjdzie, zawiedzie, nie zawiedzie. Baczyńskiemu z całego serca życzę, by wyszedł. Później przyszły roztargnienia domowe. W ciągu sierpnia chorowała nam Marta, dosyć przykre i niestety zaniedbane przez naszą lekkomyślność zapalenie oskrzeli. Konieczna byłaby Rabka, teraz nawet, kiedy zasadniczo już jest z nią w porządku, ale gdzie tutaj myśleć o podobnej imprezie? W ciągu tych domowych i sąsiedzkich i prowincjonalnych, z gatunku małomiasteczkowego, i wojennych w tymże miasteczkowym wydaniu kłopotów i głupstw, zdołałem jednak napisać duży essay o – głupocie. Dawno mi to nie dawało spokoju, obecnie wytrysnęło w paru tygodniach. Za jakiś czas mam zamiar przepisać tę rozprawę, a wtedy może jakoś mi się uda użyczyć tego Panu25. Głupota jest właściwie dla mnie pretekstem dla zagadnień wiele donioślejszych, jak sprawa pychy poznawczej i pokory, w ogóle w istocie rzeczy idzie o te dwie postawy, przetransponowane na dziedziny poznawcze. No, ale nie będę opowiadał o tym, co streścić trudno, a co najlepiej kiedyś Panu pokazać.
Zresztą z niczego popełnionego nie jestem w możności się wyspowiadać. Natomiast od Pana bardzo ciekaw jestem wieści, czy Panu postępują zamierzenia – proszę o tym napisać.
Krakowscy młodzi być może Panu donosili o naszych spotkaniach i rozmowach, jakie dopiero obecnie udało się doprowadzić do skutku. Wiem, że Pan czytał ich rzeczy, zresztą wiersze Wojciecha26 najpierw u Pana słyszałem. Dlatego ciekaw jestem bardzo zdania Pana i proszę o nie również. Od siebie mogę powiedzieć, że duże wrażenie zrobiło na mnie, podobnie jak na Jerzym, opowiadanie o ojcu Pawle, dwoma dalszymi opowieściami francuskimi jestem mniej zbudowany, znacznie lepsza jest historia o merze, nie trzyma się natomiast konstrukcyjnie Miłość. Najpewniej dlatego, że podjęty został temat nienadający się do opowiadania, zbyt skomplikowany w swojej dramatyczności i tak nadto przeprowadzony, że powstał szkic, projekt powieści, ale nie opowiadanie. W każdym razie do Wojciecha przywiązuję największe nadzieje, a utwierdza mnie w tym również pewna jego krótka powieść przedwojenna. Przeczytałem ją dopiero teraz dokładnie i powoli. Naturalnie braknie jej jeszcze tego napięcia moralnego, które posiadają dzisiejsze jego utwory, ale i tak rzecz jest dobra, naprawdę dobra. Zwie się Obawa27.
Więcej Panu nie napiszę i o nim, i o innych, nie napiszę ze świadomej perfidii, by ukazawszy nieco własnego sądu, sprowokować Pana do wynurzeń. Skoro o perfidii 
mowa, podam Panu anegdotę, jaka co dopiero stała się wobec mnie. Irzykowski miał pisać zarys literatury tego dwudziestolecia, zdaje się, że Panu o tym mówiłem. Za mej bytności w lipcu oświadczył, że ta rzecz nie zostanie jednak napisana. Zrozumiałem to prosto, jak zrozumiałby zapewne każdy, i tak powtórzyłem nakładcy. Wyniknęły nieporozumienia, albowiem okazało się, że on wcale nie mówił o swoim zamiarze nienapisania, ale o przewidywaniu, że jednak ta historia nie zostanie napisana z jakichś niewiadomych przyczyn. I bądź mądry człowieku. I tak wygląda perfidia, całkiem dobroduszna. Powiedzenie nie napiszę może znaczyć dwojako.
Ciekaw również jestem, jak się Panu podobał ów zbiór rysunków, który na Sobieskiego zostawiłem w swoim czasie?
Proszę złożyć moje uszanowanie państwu Kernom28, dla żony łączę ucałowania rąk i ukłony, Panu przyjazne i serdeczne pozdrowienia

 Kazimierz Wyka

Krzeszowice, 26 IX 1942

[ 7 ]

Drogi Panie Jerzy!
Odpisuję z haniebnym opóźnieniem, ale myślę, że po przeczytaniu przez Pana zaraz następnych zdań otrzymam rozgrzeszenie. Oto przez jakiś czas zanosiło się na przyjazd do Krakowa autora Ładu serca29 i sądziłem, że uda się nam Państwa wspólnie nawiedzić. Tak w każdym razie warszawski Jerzy sugerował. Niestety otrzymuję dzisiaj krótką kartkę od niego, że z przyjazdu zero, zasiadam przeto do tego dawno należnego listu.
Najpierw o moim najeździe na Goszyce. Jeżeli to Panu nie czyni różnicy, zjawię się w najbliższą sobotę, tzn. 6 lutego, rannym pociągiem (muszę się jeszcze dowiedzieć, kiedy odchodzi – zdaje się, jest taki około 9 rano z Krakowa, gdyby nie było, każdym następnym porannym). Ponieważ do szkoły jeszcze trochę czasu, poproszę o wiadomość telefonem (Kressendorf 26), gdyby Panu ów dzień nie odpowiadał, a ustalimy inny. Ja obecnie jestem całkiem disponible30.
Miałem nadzieję, że zjawię się u Pana z jakąś nową robotą. Już to Goszyce każdej wojny i przed każdą wojną od tych miazmatów intelektualnych niewolne. Przerzucałem właśnie Młynarskiego, przeczytawszy uprzednio Człowieka w dziejach – Zasady filozofii społecznej31, na których stronie ostatniej znajduję „tamże”, styczeń 1914. Nie wiem, jak wobec tamecznego starszego pokolenia należy się o nim wyrażać, po drodze będzie mnie Pan musiał poinformować, ale ani jedną, ani drugą jego rzeczą nie byłem zbudowany.
Więc miałem zjechać z nowym kawałkiem. Jest już gotowy, bardzo duży i zdaje mi się osobiście, że ciekawszy od głupoty i pesymizmu, ale niestety nieprzepisany na czysto. Skończyłem gdzieś przed tygodniem (Zagad.[ nienie ] propagandy32) i jeszcze to i owo dopisuję. Oprócz opowieści o wyglądzie niestety więcej nie zabiorę ze sobą. Zresztą posiada ten temat pewne immanentne niebezpieczeństwo: co chwila napływają przykłady, nowe casusy, i korci, żeby jeszcze, żeby to, żeby tamto jeszcze. Krótko przed wybuchem był drukowany w „Wiad.[ omościach ] Liter.[ ackich ]” wielki i wiadomo, że świetnie napisany, essay Huxleya Pisarze i czytelnicy33, w jednym z głównych tematów poruszający moją sprawę. Mam wielki podziw dla erudycji Huxleya, ani odrobiny szacunku dla jego postawy moralnej i czytając to właśnie, widzę, jak dalece bez tej drugiej z zagadnienia na pozór całkowicie jasnego, mimo dobrej obserwacji i umiejętności stawiania analogii, nic nie wychodzi. Jeżeli mi się uda do Wielkiejnocy napisać to paskudne i arcytrudne Doświadczenie pani E.34, myślę, że nie będzie ta zima zmarnowana. Ale to wściekle trudne. Nie wiadomo, od którego boku muszę najpierw zaatakować, tyle ich ma.
Dziękuję serdecznie za uzupełnienia przy głupocie. Erazma z Rotterdamu znam częściowo, wolę to w innym gatunku: satyra na małą głupotę, na obyczaje etc. Przeczytam teraz całość, do której udało mi się dorwać w Krakowie, i może coś wmieszczę. Natomiast o ks. Mieszkisie35 rzeczywiście nie słyszałem. Z przyjemnością go przeczytam. Samo nazwisko o tyle mi nie jest obce, że przed kilkunastu laty bardzo go wychwalał Słonimski. Wnet po tych pochwałach wszedłem w trwający po dziś dzień i po skończenie świata okres reakcji antysłonimskiej i dlatego zapewne nie przeczytałem – pisał również coś o wojnie, jeśli mnie pamięć nie myli. Przeczytamy chętnie.
Czy Pan zna Helladę na przełomie Łosia36? Szalenie ciekawa, chociaż dosyć fantastyczna książka. Na lewo i prawo robię jej reklamę. W ogóle im się człowiek robi starszy, tym częściej znów coś dla siebie odkrywa. Ostatnio, dzięki pomocy Konińskiego, Filozofia pieniądza Simmla37. Bardzo oryginalny umysł i miejscami porywająca książka. Efekt lektury psuje mi tylko to, że żona powtarza, iż wolałaby, ażebym miał pieniądze, a nie filozofię pieniędzy. Bronię się dwoma sposobami: 1) nawet w czasie wojny należy być konsekwentnym i stać po stronie filozofii; 2) są tacy, co z dobrze napisanej filozofii pieniądza wycisnęli pieniądze. Przykładem tenże Simmel. 
Czekam zatem w bieżącym tygodniu telefonu, a w braku „takowego”, pakuję w sobotę szczoteczkę do zębów i pantofle.
Proszę przyjąć słowa szczerej przyjaźni, Pani ucałowania rąk, Panienkom główek, a od moich Mart‑Małgosi podziękowania za piękne zdjęcia i całusy mocno cmokające

 Kazimierz Wyka

Krzeszowice, 31 stycznia 1943

[ 8 ]

Drogi Jerzy!
Będą[ c ] w ubiegłą sobotę w Krakowie, zachodziłem na Sobieskiego, w nadziei, że może już jesteś z powrotem. Okazało się, że Twój powrót się odwlókł. Pojmujesz dobrze, jak bardzo ciekaw jestem wiadomości z Warszawy, zwłaszcza że milczenie Twojego imiennika trwa ciągle i nie wiem doprawdy, jak to sobie tłumaczyć. Piszę przeto, by Ci donieść, że w soboty i 8 maja jestem w Krakowie, mieć będę w obydwa te dni czas pomiędzy godziną jedenastą a drugą po południu i bardzo byłbym rad, gdybyśmy się spotkali i porozmawiali. Zechciej zatem mi odpowiedzieć, w który z tych dni będziesz miał czas, a zjawię się u Ciebie. Ponadto pozwól, że złożę Ci, drogi mój, łączne i najlepsze życzenia Jerzowo‑Wielkanocne, skoro te dwie okoliczności tak się zbiegają w tym pamiętnym roku, pozwól, że Jerzego uściskam, a świąt pożyczę najspokojniejszych.
U mnie nic szczególnie nowego. Tyle że zasiadłem ponownie do Norwida38, ażeby go raz nareszcie wykończyć, zasiadłem częściowo dlatego, ponieważ pokazywana Ci praca jednak szła z kamienia, co znaczyło, że potrzebny jest płodozmian, ponadto działa tutaj namowa Pigonia, ale o tej drugiej przyczynie ustnie. Decyzja, zdaje się, była słuszna – wnoszę z tego, że konieczne uzupełnienia tej roboty wydają mi się obecnie łatwe, a nawet przyjemne. 
Pani Twojej ucałowania rąk, panienkom, powiedzmy, warkoczy, gdy im wyrosną

 Kazimierz W.

Krzeszowice, 20 IV 43

[ 9 ]

Kochany Jerzy!
Piszę tę kartkę, ażeby zaprosić Cię, jeżeli nie masz już z góry powziętego zamiaru przyjechać, ażeby Cię zaprosić na najbliższą sobotę do Krakowa. Wróciłem niedawno od Jerzego i Czesława39 i mam dosyć spraw do opowiedzenia, jak również do zawiadomienia, specjalnie dla Ciebie. W ciągu soboty będę Cię przeto szukał na Sobieskiego, a gdyby ta sobota najbliższa nie odpowiadała Ci, powtórzę szukania 27 maja. Daruj, że nie piszę więcej, ale lepiej wszystko ustnie przekazać. 
Pani Annie ucałowania dłoni, panienkom buzi, Tobie wiele najlepszych pozdrowień

 Kazimierz Wyka

15 maja 1944

[ 10 ]

Do redakcji
„Tygodnika Powszechnego”
Kraków

Dziękując za łaskawe zamieszczenie mojego artykułu polemicznego w sprawach polonistycznych, proszę jednocześnie o wydrukowanie załączonego dopełnienia, a także – w przypadku, gdyby artykuły tego rodzaju były przez redakcję honorowane – o przekazanie honorarium na rzecz komitetu pomocy dla repatriantów ze Związku Radzieckiego40.

 Kazimierz Wyka

Kraków, 2 III 1957


[ 11 ]

Pragnę bardzo serdecznie podziękować za przyjazny udział w spotkaniu potwierdzającym, że podpisanemu powiodło się przebyć przy życiu, piórze i zdrowiu daty: 19 marca 1910 roku – 19 marca 1970 roku.

 Kazimierz Wyka

Kraków, kwiecień 1970 r.



Przepisała Agnieszka Wesołowska
Opracowanie i przypisy Tomasz Cieślak‑Sokołowski

Przypisy:
1. Al pari – (wł.) dosł.: na równi.
2. Chodzi zapewne o rozprawę Cyprian Norwid, poeta i sztukmistrz, na podstawie której w roku 1946 Kazimierz Wyka uzyskał stopień doktora habilitowanego. Została ona wydana w 1948 r. O swej pracy nad poezją Norwida Wyka wspomina także w liście z dn. 20 kwietnia 1943 r.
3. Georges Bernanos (1888 – 1948) – francuski pisarz katolicki, eseista i publicysta. Autor m.in. Les Grands Cimetières sous la lune (1938), książki, o której Kazimierz Wyka pisze w dalszej części listu.
4. Chodzi o dwie córki Jerzego Turowicza – Elżbietę (ur. 1940 r., 1° v. Jogałłowa) i Joannę (ur. 1941 r., 1° v. Piasecka). Najmłodsza córka Turowicza, Magdalena, urodziła się już po wojnie.
5. Chodzi o książkę L’Europe tragique szwajcarskiego pisarza i historyka Gonzague”a de Reynolda (1880 – 1970) z roku 1934. O książce tej Kazimierz Wyka wspomina także w liście z 10 kwietnia 1942 r.
6. Révolution personnaliste et communautaire to wydana w roku 1934 książka Emmanuela Mouniera (1905 – 1950), francuskiego filozofa, krytyka literackiego, działacza społecznego i publicysty.
7. Pendant – (fr.) odpowiednik, pojęcie uzupełniające.
8. Doświadczenie Europy – książka tak zatytułowana nigdy nie powstała. Sam Kazimierz Wyka pisze o tym zamyśle we Wstępie do drugiego, poszerzonego wydania Życia na niby (1959).
9. José Ortega y Gasset (1883 – 1955) – hiszpański filozof i eseista. Najbardziej znaną jego książką przed II wojną światową był w Polsce Bunt mas (oryg. 1930).
10. Jacob Burckhardt (1818 – 1897) – szwajcarski historyk sztuki i kultury; zasłynął z nowatorskiego podejścia do badań historycznych, w ramach których nacisk miał być położony na wartość sztuki, kultury i estetyki dla analiz życia społecznego i politycznego danej epoki.
11. Chodzi zapewne o książkę polskiego pedagoga, psychologa i lekarza Stefana Szumana (1889 – 1972) zatytułowaną O kunszcie i istocie poezji lirycznej. Wydana ona została dopiero w roku 1948, ale w Przedmowie autor tak opisuje jej losy: Praca została napisana w 1941 r. [ … ] W czasie wojny, wzgl. też po wojnie, czytali moją książkę w rękopisie i dyskutowali ze mną prof. Pigoń, prof. Ingarden i pan Czachowski, znany krytyk (s. 7).
12. Si duo faciunt idem, non est idem – (łac.) Jeśli dwaj robią to samo, to nie jest to samo.
13. Georges Eugene Sorel (1847 – 1922) – francuski myśliciel społeczny, socjolog, zwolennik syndykalizmu.
14. Stanisław Wędkiewicz (1888 – 1963) – historyk literatury, językoznawca, publicysta.
15. Fritz Strich (1882 – 1963) – niemiecki historyk literatury, znawca romantyzmu, autor m.in. Die Mythologie in der deutschen Literatur von Klopstock bis Wagner (1911).
16. Leopold Ranke (1795 – 1886) – niemiecki historyk. Jest jednym z twórców (wraz z Wilhelmem von Humboldtem) doktryny indywidualistycznego historyzmu. Koncepcja dziejów Rankego i jego sposób spisywania historii zdominowały niemiecką historiografię co najmniej do I wojny światowej.
17. Mowa tu o książce Handbuch der Philosophie z roku 1931 Alfreda Baeumlera (1887 – 1968) i Manfreda Schrötera (1880 – 1973).
18. Denis de Rougemont (1906 – 1985) – szwajcarski eseista, krytyk i myśliciel piszący po francusku. Jest autorem m.in. słynnego studium Miłość a świat kultury zachodniej wydanego po raz pierwszy w 1939 roku.
19. Jacques Nicolas Augustin Thierry (1795 – 1856) – francuski historyk, nazywał siebie „adoptowanym synem” Saint‑Simona. 
20. Zbigniew Zakrzewski (1912 – 1992) – polski ekonomista. 
21. Werner Sombart (1863 – 1941) – niemiecki socjolog i ekonomista.
22. Por. przypis 5.
23. Choć opowiadania Kazimierz Wyka pisał praktycznie przez całe życie, szczególnie intensywny okres ich tworzenia przypada właśnie na czas okupacji. Zostały one opublikowane dopiero po jego śmierci w tomie Opowiadania (1978).
24. Pani Teresa – bohaterka opowiadania Powrót opublikowanego we wspomnianym wyżej zbiorze Opowiadania.
25. Esej o głupocie najprawdopodobniej nie został ostatecznie napisany. O tym, że pomysł swój Kazimierz Wyka mógł zarzucić, świadczą uwagi z listu z dn. 31 stycznia 1943 r.
26. Chodzi o Wojciecha Żukrowskiego (1916 – 2000), prozaika, autora książek dla dzieci i młodzieży; współpracownika Kazimierza Wyki z konspiracyjnego „Miesięcznika Literackiego”. Bywał on w czasie okupacji w Krzeszowicach.
27. Wojciech Żukrowski debiutował w roku 1943 tomikiem Rdza, powieść Obawa musiał więc Kazimierz Wyka znać z rękopisu. Opowiadanie Miłość ukazało się w zbiorze próz z lat 1936 – 1945 pt. Kantata. Pierwsze opowiadania (1957).
28. Zofia Kern (teściowa Jerzego Turowicza) wraz ze swym drugim mężem, Romualdem, przebywali w czasie wojny w dworku w Goszycach. Dom w Goszycach był domem rodzinnym Anny Turowiczowej.
29. Ład serca – powieść Jerzego Andrzejewskiego opublikowana najpierw w czasopiśmie „Prosto z Mostu” w roku 1937 (nr 46 – 57) oraz 1938 (nr 1 – 21), a następnie w postaci książkowej w 1938 r.
30. Disponible – (fr.) rozporządzalny.
31. Chodzi o dwie książki ekonomisty Feliksa Młynarskiego (1884 – 1972): Człowiek w dziejach. Jednostka – państwo – naród (1935) oraz Zasady filozofii społecznej (1919).
32. Zagadnienie propagandy – chodzi o planowaną, ale nigdy nienapisaną, książkę. We Wstępie do drugiego wydania Życia na niby (1959) tak Kazimierz Wyka opisuje ów zamysł: Wydawało mi się, że zdołam napisać książkę, która miała nosić tytuł: Zagadnienie propagandy. Czytałem pod tym kątem, zbierałem materiały, książki takiej już nigdy nie napiszę. Szkic Goebbels, Hitler i Kato to skorupy i stłuczki tej niedoszłej książki.
33. Esej Aldousa Huxleya (1894 – 1963), angielskiego powieściopisarza, nowelisty, eseisty, zatytułowany Pisarze i czytelnicy, drukowany był w numerze 17 „Wiadomości Literackich” z roku 1938.
34. Por. przypis 8.
35. Ks. Feliks (Czerski) Mieszkis (1880 – 1955) – znany polski publicysta katolicki okresu międzywojennego, autor m.in. takich książek jak Katolicyzm a reforma. Studium religijno‑społeczne (1904), Upadek mieszczaństwa (1927) czy Rewolucja (1928).
36. Chodzi o wydaną w roku 1938 przez polskiego historyka starożytności greckiej i rzymskiej Stanisława Jana Łosia (1890 – 1974) książkę Hellada na przełomie. Rozprawa dedykowana marszałkowi Rydzowi‑Śmigłemu zawiera wiele krytycznych aluzji do systemu rządów w Polsce.
37. Mowa o książce Philosophie des Geldes (1900) niemieckiego filozofa kultury, socjologa Georga Simmla (1858 – 1918), która została na język polski przetłumaczona przez Leo Belmonta (Leopolda Blumenthala) i wydana w roku 1904.
38. Por. przypis 2.
39. Chodzi o Jerzego Andrzejewskiego i Czesława Miłosza.
40. Po śmierci Stalina rozpoczęła się tzw. druga fala repatriacji Polaków wywiezionych w głąb Rosji po wybuchu II wojny światowej. Ostateczne porozumienie repatriacyjne zawarli 25 marca 1957 r. ministrowie spraw wewnętrznych Władysław Wicha i Nikołaj Dudorow. Przewidywało ono repatriację wszystkich osób, które przed 17 września 1939 r. posiadały obywatelstwo polskie oraz ich współmałżonków i dzieci.




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas