poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
DOROTA SIKORA
Przepraszam za spóźnienie. O prekursorskich działach literatury hipertekstowej
Dekada Literacka 2010, nr 1-2 (239-240)

Prolog

College Park, Maryland, 1993
Na podłodze porozkładane pojedyncze strony najnowszej powieści poetyckiej Marble Springs, obok kilka kłębków włóczki. Różnokolorowe nitki łączące poszczególne kartki odzwierciedlają przestrzenne relacje między segmentami tekstu. Zielona, niebieska, żółta – w przyszłości będą to hipertekstowe linki programu HyperCard. Deena Larsen przeciąga kolejną nitkę, by stworzyć następne połączenie. Za chwilę ta kolorowa mozaika przeniesiona zostanie w cyfrowy świat ekranu.

El Sobrante, California, 1995
Wieczór. Niewielki pokój oświetla jedynie światło ekranu monitora. Przed nim siedzi Judy Malloy. BODY BGCOLOR=”#FF3E78” TEXT=”black” LINK=”black” – surowy kod HTML‑a spływa po stronie, aby za chwilę nadać kolor wyświetlanemu obrazowi. A może tło powinno mieć inny odcień? To ostatnie poprawki przed publikacją hipertekstowego romansu l0ve0ne w internecie.
 
Dąbrowa Dolna, Góry Świętokrzyskie, 2002
Późna noc. Radosław Nowakowski zastanawia się, w jaki sposób przedstawić równoległość zdarzeń. Tak, hipertekst! Może nie jest szczególnie pociągający, ale nada się do opisania jednoczesnego dziania się mnóstwa rzeczy w tej samej przestrzeni, równoległości światów cząstkowych składających się na ten wielki. Tak rodzi się pomysł jednej z pierwszych polskich hipertekstowych powieści – Końca świata według Emeryka.

O pisarzach krążą różne anegdoty. Przypisuje się im wiele sentencji dotyczących sztuki składania słów. Tomasz Mann, autor Czarodziejskiej góry, powiedział: Pisarz jest to człowiek, któremu pisanie przychodzi trudniej niż wszystkim innym ludziom. Obserwacja geniusza, czy też rzemieślnika przy pracy uświadamia, że pisanie to nie tylko proces myślowy, ale także fizyczna praca, którą należy wykonać, by tekst trafił do wydawcy.

Książka to zatem poobgryzane ołówki Agathy Christie, jej notatki zawierające informacje o truciznach i lekach, wycinki z gazet dotyczące szczególnie chytrych oszustw, to także proces napełniania pióra po to, by skreślić kolejny fragment Ulissesa, to wertowanie słownika w poszukiwaniu najbardziej adekwatnego słowa, by w końcu wymyślić je samemu, jak również naprędce wykonywane notatki na marginesie Lolity i ślinienie kopiowego ołówka. Zatem pisarski warsztat, ten pozbawiony metaforycznego sensu i teoretycznoliterackich implikacji, pełen jest zapisanych kartek i koszy na śmieci, nożyczek, kleju, piór i ołówków, maszyn do pisania i paragonów za ich naprawę, a w ostatnim czasie, co warto podkreślić – nie tak długim, komputerów i licznych edytorów tekstowych. 

Zwykle bagatelizuje się znaczenie tych skądinąd podstawowych narzędzi wykorzystywanych w procesie twórczym. Ich banalność sprawia, że stały się przezroczyste, tak jak nieistotna z punktu widzenia tekstu na niej zawartego jest kartka papieru. Nasze lekceważenie dotknęło także utworów, które powstają w nowym polu pisma – ekranie komputera. Przypisaliśmy mu właściwości starego medium. O ile w przypadku większości utworów tworzonych w komputerowym edytorze nie ma to większego znaczenia, o tyle w odniesieniu do bardziej zaawansowanych technologicznie, zhierarchizowanych struktur tekstu sprawia, że umyka jego istota. 

Oczywiście, należy mieć świadomość, że tylko nikły procent poważnej twórczości literackiej w pełni wykorzystuje cyfrowy potencjał nowego medium. Tak nikły, że badacze literatury nowomedialnej wyliczają charakterystyczne dla sztuki cyfrowej cechy, które są – o czym najczęściej zapominają lub po prostu nie wiedzą – konsekwencją wykorzystania tego a nie innego narzędzia. O ostatecznym kształcie tekstowego tworu pojawiającego się na ekranie komputera decyduje nie tylko zamysł autora, ale także narzędzia użyte w procesie twórczym.

Hipertekst to wszechobecna w internecie struktura tekstowa. To także dominanta kompozycyjna literackich tekstów obecnych w nowych mediach. Narzędzia, programy wykorzystywane do ich tworzenia ewoluują, są wzbogacane o nowe funkcje, by w końcu zostać zastąpione przez „produkt nowej generacji”. Słowo przyjmuje wcielenia kolejnych technologii, kolejnych gadżetów. Już dzisiaj dostępne są kryminały oparte na Google Maps, książki kolaboracyjne na Google Wave, powieści na arkuszach kalkulacyjnych programu Exel pakietu Microsoft Office. Być może kolejnym doniesieniem będzie informacja o powieści mikroblogowej pisanej w Twitterze czy też poezji kolaboracyjnej portalu społecznościowego Google Buzz.

Szczególne piętno na literackich tekstach publikowanych w internecie odciska czas. Szybko dojrzewające technologie oznaczają też technologie szybko starzejące się. Czas determinuje użycie określonych narzędzi i programów, których świetność trwa ledwie rok, dwa lata. Konsekwencją tego jest utrudniony dostęp do dzieł, które powstały przy użyciu technologii niedostępnych współczesnemu czytelnikowi. Oczywiście istnieją emulatory, które potrafią symulować działanie programów, tak że teksty te można odczytać również na komputerach z najnowszymi systemami operacyjnymi. Faktem jest jednak, że determinację, aby taki program zainstalować i potem mozolnie konfigurować, przejawiają tylko nieliczni pasjonaci. Poza tym współczesnym użytkownikom cyfrowych mediów – których w tym przypadku trudno nazwać czytelnikami – przyzwyczajonym do zoptymalizowanej, dynamicznej i utylitarnej sztuki ekranowej, klasyka hipertekstu wydawać się może niezgrabnymi czy wręcz śmiesznymi wprawkami początkującego webmastera. 

Przykład dzieła, które z uwagi na użyty do jego tworzenia program HyperCard jest już niedostępne szerszemu gronu czytelników, stanowi Marble Springs Deeny Larsen. Zbiór ten, opublikowany w 1993 roku przez wydawnictwo Eastgate Systems, to antologia wierszy, które łączy opis podróży wewnętrznej mieszkanki fikcyjnego górniczego miasteczka Marble Springs. To jeden z pierwszych, nielicznie reprezentowanych przykładów hipertekstu konstrukcyjnego – struktury nie tylko pozwalającej czytelnikowi na eksplorację stworzonych przez autora bloków tekstu, ale także umożliwiającej modyfikowanie i dodawanie własnych leksji oraz hiperłączy. Ten niezwykle ważny z punktu widzenia badaczy tekstów literackich w cyfrowych mediach zbiór już w momencie publikacji skazany był na zapomnienie. Marble Springs wydano w roku, kiedy firma Apple zrezygnowała z dokonywania aktualizacji programu HyperCard – co dla aplikacji komputerowych oznacza powolną, lecz nieuniknioną śmierć. Ponadto warto podkreślić, że oprogramowanie to przeznaczone było dla popularnych w Stanach Zjednoczonych komputerów Macintosh z systemem operacyjnym MAC OS, zaś do dziś powszechniejsze w Europie są komputery wykorzystujące system Windows. Wyliczone powyżej okoliczności, charakterystyczne dla znaczącej liczby pierwszych hipertekstowych opowiadań, sprawiły, że utwory uznane przez badaczy literatury za klasykę gatunku znalazły się na wysypisku starych technologii.

O tym, jak niezrozumiały dla współczesnego czytelnika jest komputerowy żargon wczesnych lat 90., świadczy lektura sieciowej powieści Judy Malloy L0ve0ne1. Utwór pochodzi z czasów, gdy internet, jak mówi jeden z jej bohaterów, przypominał ruchome piaski: był nieokiełznany, dziki i pozbawiony cech komercyjnych. Opowieść bohaterki imieniem Gweneth, spisana w 129 powiązanych ze sobą leksjach, pełna jest odniesień do ówczesnych technologii. Nazwy urządzeń, język, jakim posługują się główni bohaterowie, są dla współczesnego czytelnika niezrozumiałe. Występujący w tytule leet speak (1337 5p34K), żargon charakteryzujący się częstą transliteracją słów, wykorzystujący cyfry i inne znaki ASCII spoza alfabetu łacińskiego, dawniej stanowiący znak rozpoznawczy hakerów i piratów komputerowych, dziś jest jedynie internetowym ozdobnikiem. Kolorystyka tła, początkowo stonowana, w dalszych odsłonach utrudnia lekturę. Można przypuszczać, że autorka, gdyby tylko miała taką możliwość, rozsądniej wykorzystałaby paletę barw. Jednak gdy utwór powstawał, przeglądarki internetowe wyświetlały jedynie szesnaście kolorów. Oczywiście, opisane powyżej detale, archaiczne z punktu widzenia rozwoju technologii słownictwo i edytorskie potknięcia można zignorować, oddając się lekturze skądinąd ciekawej historii.

Koniec świata według Emeryka Radosława Nowakowskiego to pierwsza polska publikacja, która ukazała się na płycie CD. Wcześniej udostępniana w internecie, została wydana w 2005 roku przez Korporację Ha!art. To pierwsza rodzima e‑książka, której nadano numer ISBN. Sam Nowakowski miał wówczas świadomość „atmosfery eksperymentu” towarzyszącej temu wydawnictwu. W Polsce hipertekst literacki nie miał bowiem takiej tradycji jak za oceanem. We wstępie, który można przeczytać na okładce, autor pisał: To jest COŚ DO CZYTANIA, chociaż trudno byłoby TO nazwać książką, a i czytać TO należy trochę inaczej niż zwykły tekst – nielinearnie, równolegle, mozaikowo – jako że relacje kilkudziesięciu przeróżnych bytów dotyczące pewnego zwariowanego happeningu, który miał być wstępem do największego widowiska na świecie, czyli jego końca, są nielinearne, równoległe, mozaikowe2. Pionierskie przedsięwzięcie okazało się całkowitym worstsellerem. Jedynie wnikliwa analiza mogłaby wyjawić przyczyny takiego stanu rzeczy. Zamiast tego proponuję wybrać się do księgarni i poszukać tej pozycji na półce z książkami, może też uda się wyszukać ją w wirtualnej bibliotece internetowego sklepu? Jeśli ktoś zdecyduje się na taki krok, niech się nie zdziwi, gdy hipertekst odnajdzie w kategorii audiobooków. Płyta, na której jedyna ścieżka dźwiękowa, trwająca osiem sekund, stanowi tło muzyczne dla tekstu jednej z leksji, znalazła się na półce z książkami do słuchania.

Epilog

Próba czasu dla hipertekstowych utworów jest szczególnie trudna. W zasadzie nie ma znaczenia, po które z wydanych wówczas tekstów sięgniemy, każdy z nich tworzony jest w sztywnych ramach technologii wówczas dostępnych. Rozwój internetu pozwolił na szerszy dostęp do hipertekstowego dorobku wczesnych lat 90. Jednak dynamika zmian, jaka towarzyszy rozwojowi nowych technologii, zostawia daleko w tyle dotychczasowe zdobycze sztuki słowa cyfrowych mediów.

Czytajmy więc literaturę publikowaną w internecie, póki jeszcze przeglądarka stron WWW wyświetli na ekranie tekst. Być może jutro, po aktualizacji systemu i instalacji kolejnej „wtyczki”, nie będzie to już możliwe. 

***
Zawarte w prologu szkice są nieprawdziwe, lecz prawdopodobne. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń było zamierzone.

Dorota Sikora

Przypisy
1 Tłumaczowi polskiego wydania utworu k0cHac‑k0g0s, Mariuszowi Pisarskiemu, udało się nie tylko wiernie oddać znaczenie oryginału, ale także nawiązać do treści dzieła.
2 Radosław Nowakowski, Koniec świata według Emeryka, Kraków 2005.



 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas