poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
SONIA FIZEK
Tekstowanie Hegiroskopu Stuarta Moulthropa
Dekada Literacka 2010, nr 1-2 (239-240)

Wstęp
W roku 1995, u szczytu cyfrowego przewrotu w amerykańskiej postępowej humanistyce, Jim Rosenberg – twórca cyfrowych form poetyckich zwanych intergramami – zaapelował o nowe spojrzenie na hipertekst. Wraz z wirtualną rzeczywistością, antropologią cyborga i innymi zagadnieniami związanymi z pojawieniem się komputerów hipertekst znajdował się w tym czasie w centrum wielu akademickich debat. Zamiast rozpraszać i fragmentaryzować, hipertekst powinien mieć charakter łączący; tekst dysjunktywny (a lub b) powinniśmy zastąpić tekstem koniunkcyjnym (a i b i c) – domagał się Rosenberg. W tym samym okresie swą największej popularność przeżywała hipertekstowa powieść Victory Garden Stuarta Moulthropa, będąca sztandarowym wręcz przykładem labiryntowego hipertekstu dysjunkcyjnego. Victory Garden, jak wiele powieści stworzonych w komercyjnym programie Storyspace, obfitowała w ślepe uliczki, błędne koła i nagłe zakończenia. 

Niedługo po wystąpieniach Rosenberga pojawiła się internecie kolejna powieść Moulthropa – Hegirascope. Wydawać się mogło, że potwierdzi ona nowy kierunek w rozwoju hipertekstowej powieści. Moulthrop odszedł bowiem od Storyspace i postanowił prezentować swój nowy tekst w zwykłej przeglądarce internetowej (w królującym w połowie ubiegłej dekady Netscape Navigator). W pierwotnej wersji z 1996 roku każdej z leksji przypisano dwa linki – wybór pierwszego umożliwiał zachowanie spójności narracyjnej; drugi przedłużał i rozciągał tekst w nieznanych kierunkach. Czytelnik miał przed sobą tekst z jawną i ustaloną liczbą rozgałęzień. Problem „zagubienia w hiperprzestrzeni”, rozważany przez teoretyków hipertekstu, wydawał się tu dużo mniejszy. 

Wszystko byłoby proste, klarowne i zgodne z duchem nawoływań o przystępny hipertekst koniunkcyjny, gdyby nie jeden szczegół. Jego konsekwencje były na tyle poważne, że Hegirascope odszedł zarówno od tekstu dysjunktywnego, jak koniunkcyjnego, i wyznaczył nowy etap w rozwoju elektronicznej literatury. 

Swoją hipertekstową maszynę pisarz z Baltimore zaprogramował tak, aby fragment tekstu po 18 sekundach był zastępowany kolejnym, jak w pokazie slajdów. Obecna, poszerzona wersja Hegirascope z roku 1997 składa się z 700 linków prowadzących do około 175 stron, które odświeżają się co 30 sekund. Podwojenie liczby hiperłączy, zmiana strategii linkowania oraz dodanie nowych wątków wzmogło niestabilność tekstu i jego migotliwość, mimo iż w drugiej odsłonie Moulthrop dał czytelnikowi niemal dwa razy więcej czasu na lekturę pojedynczej strony. Przywołując metaforę Espena Aarsetha, proces czytania Hegiroskopu można porównać do zmagania się z prądem potężnej rzeki1. Zmiana wynika z wprowadzenia elementu wymuszonej temporalności w postaci automatycznej zamiany stron. Tak powstała nowa generacja literatury cyfrowej. 

Trzy generacje literatury elektronicznej
Astrid Ensslin, niemiecka badaczka nowych mediów, rozróżnia trzy generacje prozy i poezji cyfrowej: hipertekst, hipermedia oraz cybertekst2

Teksty pierwszej generacji to takie, które przenosząc linearne formy pisania na ekran, wyposażają je w liczne hiperłącza i nadają całości charakter nielinearny. Pierwsze dzieła hipertekstowe były tworzone przez amerykańskich literaturoznawców w celu zademonstrowania potencjału hipertekstu oraz zobrazowania niektórych założeń poststrukturalizmu (takich jak śmierć autora, decentralizacja spójności tekstu i jego znaczenia czy metafora kłącza). Literatura hipertekstowa pierwszej generacji nie była publikowana w sieci, gdyż internet wciąż był wówczas (koniec lat 80., początek 90.) w powijakach. Pisano ją oraz odczytywano w tworzonych w tym celu programach (NoteCards, HyperCards czy Storyspace firmy Eastgate Systems). Do najbardziej rozpoznawalnych przykładów wczesnych powieści hipertekstowych zalicza się afternoon, a story Michaela Joyce’a, wspomnianą Victory Gardern Stuarta Moulthropa oraz Patchwork Girl Shelley Jackson. 

Hipermedia to określenie tekstów należących do drugiej generacji, która rozwinęła się wraz z pojawieniem się pierwszej graficznej przeglądarki internetowej Mosaic. Hipermedia są tworzone w językach HTML, XML, Java – z użyciem technologii flash i shockwave. Dzięki zastosowaniu powyższych języków programowania stało się możliwe wykorzystanie rozmaitych technik kolażu, łączących w sobie elementy tekstu, grafiki, dźwięku oraz animacji. Quadrego (2001) Stefana Maskiewicza czy These Waves of Girls (2001) Caitlin Fisher to jedne z ciekawszych projektów drugiej generacji.

Trzecia generacja, określana mianem cybertekstu, postrzega hipertekst jako autonomiczną „maszynę tekstową”. Cybertekst działa na podstawie alternatywnego modelu komunikacji tekstowej Espena Aarsetha3, umieszczając ową maszynę w centrum trójkąta komunikacji, na który składają się: znak werbalny, medium oraz operator. Mechanizm sterujący cybertekstem to algorytm (kod), który automatycznie generuje niezliczoną liczbę wariantów dla wcześniej wprowadzonego tekstu. Nieuchronnie tykająca bomba zegarowa Hegirascope – odliczająca sekundy do pojawienia się kolejnej leksji – to właśnie serce cybertekstu. Dzięki temu dzieło to zaliczane jest do literatury cyfrowej trzeciej generacji. 

Według Christiane Heibach trzy generacje hipertekstu odzwierciedlają poszczególne stadia przemiany tekstu w niemalże „inteligentny obiekt”. Jednak, jak słusznie zauważa Ensslin, nie oznacza to, że każde zjawisko hipertekstowe da się umieścić w sztywno stworzonych kategoriach. Pisze ona: Terminy hipertekst, hipermedia i cybertekst odzwierciedlają raczej pewne tendencje; nie stanowią wartości bezwzględnych4.

Warstwa kodu
Powieści Moulthropa się nie czyta. Jak mówi sam autor, czytanie zamienia się tu w „czytanie z pilotem w dłoni” – „tekstowanie”. Od kilku miesięcy polscy czytelnicy mogą „tekstować” polską wersję tego utworu w przekładzie Mariusza Pisarskiego. Spróbujmy zatem przyjrzeć się temu utworowi bliżej, by – sięgając do polskiego tekstu – pokazać, w jaki sposób najskuteczniej rozbroić cybertekstwą maszynerię tego i innych „ruchomych” dzieł cyfrowych. Analiza takiego dzieła musi obejmować trzy warstwy: poziom kodu, warstwę operacyjną oraz intepretacyjną. 

Jak zauważa John Cayley – poeta kodu: Jeśli analizie poddajemy wyłącznie tekst interfejsu, który można odczytać z ekranu jako ciąg znaków, większość naszej krytyki skupia się na interpretowaniu dzieła przy użyciu tradycyjnej i konserwatywnej estetyki. Aby więc wyjść poza sztywne ramy analizy literackiej, warto przyjrzeć się także kodowi źródłowemu danego cybertekstu. Jak zauważa Pisarski, kod można rozumieć jako wewnętrzny mechanizm, na którym opiera się tekst, będący zbiorem reguł, komend i algorytmów interpretowanych przez komputer i wpływających na tekst pojawiający się na ekranie5. W przypadku Hegiroskopu kod html/javascript prezentuje się następująco: HTTP‑EQUIV=”Refresh”. To ten nieskomplikowany skrypt odpowiada za losowe generowanie porcji tekstu, które czytelnik próbuje okiełznać w zawrotnym tempie 30‑sekundowych interwałów. Elementem analizy warstwy kodu może być także określenie języka, w jakim dany utwór został zaprogramowany. Pozorna zawiłość mechanizmu Hegiroskopu, którego pierwsza wersja pisana była w języku HTML z przeznaczeniem na przęglądarkę Netscape Navigator, nie zachwyca już współczesnego czytelnika cyberliteratury. Obecnie autorzy wykorzystują m.in. język XHTML w połączeniu z arkuszami stylów CSS lub – jak w przypadku projektu The Breathing Wall Kate Pullinger – tworzą oprogramowanie od podstaw.

Warstwa operacyjna
Jeśli warstwa kodu kryje się pod powierzchnią widocznego na ekranie tekstu, warstwa operacyjna jest jego zewnętrznością: zasobem narzędzi i elementów graficznego interfejsu6. Manipulowanie interfejsem w Hegiroskopie sprowadza się głównie do klikania w poszczególne linki lub podążania za naturalnym, trzydziestosekundowym rytmem wyświetlania leksji. Można też podejść do dzieła bardziej świadomie i spróbować ogarnąć jego rizomatyczną strukturę. Shuen‑Shing Lee, teoretyk literatury hipertekstowej, proponuje, aby mechanizm rozbroić na poziomie kodu HTML, usuwając z niego element odpowiedzialny za ograniczenie czasowe. Można też rozłożyć Hegiropskop na części pierwsze, grupując poszczególne leksje na kartce papieru, w programach typu „mindmap” czy w Tinderboxie, tak jak uczynił to tłumacz. Przeciętny czytelnik nie ma jednak wystarczająco dużo cierpliwości. Tak wyczerpująca i skrupulatna lektura bardziej zapewne odpowiada teoretykom i badaczom cyberliteratury. Jak więc czytać Hegiroskop? Oprócz wycinania kodu HTML Pisarski proponuje trzy różne sposoby układania kalejdoskopu znaczeń. Po pierwsze możemy nie robić nic i traktować tekst jak zbyt szybki pokaz slajdów… Po drugie możemy podążać za hiperłączami. Trzecim sposobem, stanowiącym alternatywę dla żmudnego wydobywania kodu i porządkowania tekstu, może być wykorzystywanie przycisku „wstecz” w przeglądarce. Pozwala nam to pozornie oswoić Hegiroskop, dzięki czemu po każdym kroku wstecz zyskujemy dodatkowe 30 sekund. Możemy także odświeżać stronę co kilka sekund i w nieskończoność przedłużać przyjemność czytania danej leksji. 

Powyższe sposoby poruszania się po interfejsie Hegiroskopu odpowiadają do pewnego stopnia trzem rodzajom percepcji hipertekstu, wprowadzonym przez Kuhlena (1991)7. Według niego czytelnicy poruszają się po hipertekście literackim losowo, skojarzeniowo albo świadomie, a każdy ze sposobów wywołuje u nich określone reakcje estetyczne. Losowe przeglądanie leksji (w Hegiroskopie sterowane przez kod) prowadzi do sytuacji patowej, w której czytelnicy biernie oczekują na pojawienie się pożądanych informacji, zamiast ich szukać. Losowe postrzeganie hipertekstu kończy się dla czytelnika nieprzyjemną niespodzianką. Otóż zasada działania hipertekstu nie podtrzymuje znanego nam z tradycyjnego medium linearnego podawania informacji na tacy8. Walcząc z hipertekstem skojarzeniowo, wybieramy linki wedle własnego uznania w celu zaspokojenia ciekawości. I tutaj w Hegiroskopie pojawia się kolejna nieprzyjemna niespodzianka – łącząc linki ze znaczeniowo odmiennymi leksjami, autor celowo dezorientuje czytelnika, wprowadza do swojego dzieła jeszcze większy szum. Na przykład po kliknięciu jednego z linków w pierwszej leksji (jedyny) zostajemy przeniesieni do Warsztatów webmasterskich Curtisa LeMay’a, który uczy nas web designu. Skojarzenia, jakie może ze sobą nieść słowo jedyny, w najmniejszym stopniu nie pokrywają się z zawartością leksji, do której zostajemy przekierowani. Ostatni proponowany przez Kuhlena sposób postrzegania hipertekstu literackiego to świadome zmaganie się z nim, czytanie wybiórcze, potencjalnie przynoszące jednak bardziej zadowalające rezultaty. Efektem ubocznym w tym przypadku może okazać się przytłaczająca ilość przypadkowych odkryć9. Ciągłe porzucanie odkrytych skrawków informacji na rzecz nowych może skutecznie rozproszyć uwagę czytelnika. Jeśli natomiast przez świadome czytanie rozumiemy (jak w przypadku Hegiroskopu) rozbrajanie tykającej bomby na poziomie kodu i tworzenie dokładnych map leksji, istnieje duża szansa na ogarnięcie złożoności formalnej dzieła. 

Warstwa literacka
Trzeci główny element analizy cyberpowieści sprowadza się do tradycyjnego literackiego poszukiwania sensu i wyławiania rozmaitych odniesień w celu osiągnięcia przyjemności estetycznej. Jeden z głównych zarzutów wobec cyberliteratury, odnoszący się do przerostu formy nad treścią, w przypadku Hegiroskopu nie ma racji bytu. Zawiły labirynt stworzony przez Moulthropa jest niczym mapa intertekstualna. 

Pełno w nim nawiązań do literatury, polityki, nauki. Podążając za sugestiami Aarsetha, absurdalny w wielu miejscach Hegiroskop można odczytać jako parodię hipertekstu lub internetu samego w sobie10.

A co jeśli słowo nie będzie stałe? – tak brzmi pierwsza leksja, rozpoczynająca serię ośmiu wprowadzających w gąszcz Hegiroskopu quasi‑aforyzmów. Już po chwili czytelnik dowiaduje się, że owo zdanie‑klucz odnosi się między innymi do mechanizmu sterującego naszym zawiłym cybertekstem. Hegiroskop to sieć pełna dygresji złożona z kilkunastu wątków, które w mniejszym lub większym stopniu odnoszą się do tytułowej wędrówki poza ciało. Jak zauważa Pisarski: Artystyczna realizacja tematu odbywającej się poza ciałem (lub poza ciało) wędrówki przybiera w powieści Hegiroskop wiele form. Jest nią sen, terrorystyczna misja, lot na orbitę okołoziemską, narkotykowy odlot, ucieczka w paranoję, śmierć, przebudzenie się z kriogenicznej hibernacji, czy w końcu światopoglądowa, ekonomiczna i twórcza kolonizacja Internetu11. W jednym z wątków pojawia się postać przywróconego do życia Marshala McLuhana, kanadyjskiego teoretyka mediów, który w Hegiroskopie jest bardziej zafascynowany hippisowkim światem seksu i rock’n’rolla niż życiem akademickim. Ostatecznie zostaje uśmiercony w wypadku samochodowym. Wątek „zielony” zaprasza czytelnika do zapoznania się z Warsztatami webmasterskimi Curtisa LeMay’a, który uczy nas web designu językiem propagandy z czasów zimnej wojny. Pojawiają się także odniesienia do francuskich filozofów – Gillesa Deleuze’a i Félixa Guattariego – którzy wprowadzili, tak popularny w badaniach nad hipetekstem, termin kłącza. W Hegiroskopie Moulthrop przedstawia fragmenty z wymyślonej przez siebie, absurdalnej Księgi dowcipów Thomasa Pynchona pod redakcją Deleuze’a i Guattariego: 
Z Księgi Dowcipów Thomasa Pynchona, pod red. Delauze’a i Gautawiego, (Turner Classics 1998)

Puk, puk.
Spadaj. 

Puk. Puk.
[ Szum spuszczanej w kiblu wody ]. 
 (Hegiroskop)

Jest też John Barth, amerykański pisarz postmodernistyczny, dający czytelnikowi krótki wykład na temat schizofrenii, która objawia się m.in. fragmentarycznym postrzeganiem rzeczywistości i obsesją na punkcie designu, co nieuchronnie przesuwa treść na plan dalszy. Nietrudno odczytać tutaj aluzję do literatury postmodernistycznej, hipertekstu lub w szerszym ujęciu – do cyberliteratury. Czy zatem czytelnik Hegiroskopu, współczesny „surfer” przeglądający setki stron WWW dziennie, to schizofrenik?

Każda leksja w Hegiropskopie jest naszpikowana rozmaitymi nawiązaniami. Biorąc pod uwagę bogatą treść dzieła, można by pokusić się o „postawienie” go na półce obok postmodernistycznych opowiadań Johna Bartha czy Roberta Coovera. Po bliższym zapoznaniu się z Hegiroskopem, jego zawiłością i bogactwem języka literackiego, nie dziwi fakt wpisania go do kanonu cyberliteratury. Na zakończenie wklejam fragment absurdalnego wiersza na cześć hipertekstu, jednej z moich ulubionych leksji.

Harmonia Tutaj Mistyczna Leży
Oto co naprawdę kryje się za słowem 
 hipertekst: 
HaTa MoLgana
Haftowanie Tekstów Małymi Literkami […]
Huragan Towaru, Morze Linków, […]
Hierarchia Tu Mało Lubiana, […]
Hiobowy Trud, Martwa Litera, […]
Hagiografia Tekstu Mało Literackiego, […]
HiperTekst: Mniej i Lżej […]
 (Hegiroskop)

Sonia Fizek
Przypisy
1 Espen J. Aarseth, Cybertext: Perspectives on Ergodic Literature, Baltimore 1997, s. 80.
2 Astrid Ensslin, Canonizing Hypertext: Explorations and Constructions, London 2007, s. 19.
3 Espen Aarseth, dz. cyt., s. 21; rys. 1.
4 Astrid Ensslin, Hypermedia and the question of canonicity, “dichtung‑digital” (36) 2006, s. 47.
5 Mariusz Pisarski, Pułapki metodologiczne badań nad literaturą cyfrową, „Mroczna Europa Środkowo‑Wschodnia”, nr 24, grudzień 2007, http://mroczna.art.pl/cyberia/pulapkimetodologiczne/. 
6 Tamże. 
7 Rainer Kuhlen, Hypertext. Ein nich‑lineares Medium zwischen Buch und Wissenbank, Heidelberg et al. 1991.
8 Astrid Ensslin, Canonizing Hypertext…, s. 66.
9 Rainer Kuhlen, dz. cyt., s. 129.
10 Espin J. Aarseth, dz. cyt., s. 81.
11 Mariusz Pisarski, Literackie ADHD jako krytyka literatury sieci. Czym jest Hegiroskop?, „Techsty”, Magazyn 5, 
http://www.techsty.art.pl/magazyn/magazyn6/artykuly/pisarski02.html.




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas