poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MICHAŁ PIĘTNIEWICZ
Odpowiedź na ankietę
Dekada Literacka 2008, nr 5-6 (231-232)

Mistrzowie poezji?
Andrzej Sosnowski, Tomasz Różycki, Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Marcin Świetlicki, Artur Szlosarek, Jacek Podsiadło, Tadeusz Nowak, Stanisław Grochowiak, Paul Celan, Allen Ginsberg, Arthur Rimbaud, Charles Baudelaire, Adam Mickiewicz.

Wpływają na mnie styl, język, ale i potęga osobowości. Baudelaire’a właśnie i Rimbauda cenię przede wszystkim za osobowość. Pytanie: dlaczego akurat ci poeci? – jest po prostu pytaniem o mój gust. Być może nie wymieniłem jeszcze twórcy, który jest dla mnie diabelnie ważny, a którego po prostu na razie nie znam. Cały czas odkrywam dla siebie tych, których już dawno w zasadzie odkryłem. Podsiadłę i Świetlickiego czytałem jeszcze w liceum, lecz teraz do nich  znów wracam. Być może przyjdzie taki czas, kiedy po raz kolejny odkryję Miłosza i Herberta.

Mistrzowie myśli?
Sokrates, Platon, Marek Aureliusz, św. Paweł, św. Augustyn, Blaise Pascal, Fryderyk Nietzsche, Søren Kierkegaard, ze współczesnych: Thomas Merton, Roland Barthes, Michel Foucault, a Jacquesa Derridy nie rozumiem, lecz podziwiam.

Swego czasu interesowałem się filozofią. Dalej zresztą intelektualne badanie ludzkiego ducha jest dla mnie bardzo istotne. Całe studia strawiłem na określonego rodzaju lekturach i zaangażowanie w te lektury kontynuuję. Filozofowie, których wymieniłem, byli dla mnie ważni zawsze (zwłaszcza pierwszy wers).  Zawsze, czyli od czasów liceum. Później przyszła fascynacja tak zwaną filozofią literatury i wczytywanie się w kolejne książki profesora Michała Pawła Markowskiego.

Po studiach pozostały mi fragmenty, jakieś niewyraźne odłamki myśli i pejzaże, których do końca nie umiem nazwać. Trochę jak z filmu o Obłomowie Nikity Michałkowa. Taka niepamiętająca pamięć. Bardziej niż Proust, Iwaszkiewicz z Panien z wilka.

Mistrzowie ducha?
Pokrywają się z mistrzami myśli poniekąd. Dodałbym Fiodora Dostojewskiego (z dziedziny literatury) i Jezusa Chrystusa (z dziedziny religii). Dwa te nazwiska łączę z powodu obrazu Holbeina Martwy Chrystus, przy którym Dostojewski stał jak zamurowany, zapatrzony, stał i chyba niemo płakał. Obraz mistrza prozy psychologicznej – znającego ciemne zakamarki ducha ludzkiego, patrzącego na martwego Zbawiciela – będzie dla mnie zawsze istotnym punktem odniesienia. Być może kiedyś obraz ten przetransponuję w jakiś obraz literacki. Ale wiem, że jeszcze nie teraz.

„Stan ducha”?
Ciągła ambiwalencja. Ambiwalencja, czyli rozdarcie między spokojem a niepokojem.  Tęsknię za spokojem, mając w sobie nieustający niepokój. Myślę, że pisząc wiersz, szukam jakieś trwałej przystani dla moich niekiedy wibrujących myśli. Staram się coś okiełznać, coś, co tkwi we mnie mocno, a czego do tej pory nie jestem w stanie nazwać, choć próbuję to opisać przy pomocy wiersza.

Awangarda – klasycyzm – „róża trzecia”?
Zdecydowanie bliżej mi do awangardy niż do klasycyzmu. Wolę awangardę. Bliżej mi do Schulza, Witkacego i Gombrowicza niż do Iwaszkiewicza, Miłosza czy Herberta. Podobnie jest mi bliżej do Sosnowskiego niż do Zagajewskiego. Nie przepadam za klasykami. Uważam, że są nieco nużący. Być może nie dorosłem, ale podobnie jak Karol Maliszewski uważam, że barbarzyńcy są bliżej „krwioobiegu”.
 Michał Piętniewicz



 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas