poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
TOMASZ CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI
Gramatyka wyobraźni. Komentarz do wierszy Michała Piętniewicza
Dekada Literacka 2008, nr 5-6 (231-232)

Michał Piętniewicz jest autorem wydanego w minionym roku nakładem Biura Literackiego arkusza poetyckiego Oddział otwarty. Jego poezja została już doceniona, i zarazem wysoko oceniona przez tak różnych czytelników, jak Andrzej Sosnowski (vide skrzydełko okładki debiutanckiego arkusza) czy Karol Maliszewski. Młody poeta, rocznik 1984, zasługuje na kilka słów wprowadzenia nie tyle jednak ze względu na fakt błyskotliwego wejścia na salony poetyckie, ale przede wszystkim dlatego, że to wejście nie oznacza w jego przypadku – charakterystycznego często w tego typu razach – zastygnięcia w dykcji dobrze ocenionej, albo – w innym na wiele nazwisk w latach ostatnich odmienianym wariancie – podążania tropem bieżących mód literackich.

Od wierszy, które ostatecznie złożyły się na Oddział otwarty, minęły niespełna dwa lata, ale ten czas dla dykcji poetyckiej Michała Piętniewicza był okresem niebywale dynamicznego rozwoju, którego kierunek wyznacza – co wypada bardzo wyraźnie dopowiedzieć – radykalizacja zasadniczego dla tej poezji gestu poetyckiego, gestu poddania swego wiersza nieobliczalnemu dyktatowi wyobraźni. O wierszach powstających w czasie wspólnym z tymi, które zostały następnie zamieszczone w debiutanckim arkuszu, pisałem swego czasu, omawiając pocztę literacką na łamach sieciowego czasopisma „Dynamis”, że zasadniczym komponentem tej poezji jest „heroizm wyobraźni” – długa fraza wyobraźniowa (większości wierszy Piętniewicza) miała stanowić schronienie dla trudnego (ledwie wypowiadalnego) doświadczenia, przeżycia, miała pomagać je swoiście opanować. W najnowszych wierszach autora Oddziału otwartego ta sankcja zabezpieczająca znika, dyktat wyobraźni niczego tu już nie obiecuje. Zmienia się więc – radykalizuje, by powtórzyć zasadniczą tezę raz jeszcze – podstawowy wektor tych wierszy: doświadczenie już nie szuka ekwiwalentu wyobraźni, lecz w całości w obsesjach wyobraźni się zamyka.

Hermetyczne domknięcie gestu poetyckiego nie prowadzi jednak tych wierszy do bełkotu. „Niezrozumiałość” to innego rzędu. W prezentowanych tu najnowszych utworach Piętniewicza daje się wskazać kilka zasadniczych reguł poezjowania. Przepisuję fragment Poematu pisanego na jednym oddechu:

nic nie jest prawdziwe prócz twojej gonitwy
lub gonitwy w ogóle biegnącej w szary las
i we mgle się rozjarza światło porannego słońca
jeszcze wilgotnego i zimnego od oparów dnia
ona ma lecz kto jeśli nie ja
piszący te słowa gnający na stracenie
przez chybotliwy wiatr i świergot mego pióra
które gnane tajemnym powiewem w nic
się przeistacza i na powrót pęka

Cała ta poezja – by posłużyć się frazami z fragmentu wcześniejszego wiersza – rozpięta zostaje pomiędzy ciemnymi połaciami nicości i niewinną bielą, pomiędzy doświadczeniem nieobecności (jak w drukowanych tu utworach – jakiejś ty) a pragnieniem obecności (czyli tym, co jest się w stanie przeistoczyć). Te biegunowe możliwości nie są jednak rzeczywistością świata tej poezji. Jest tylko to, co wydarza się pomiędzy nimi. W cytowanym fragmencie warto wskazać dwie właściwości tej swoistej przestrzeni poezjomyślenia Piętniewicza. Po pierwsze, rządzi się ona prawami metafory gonitwy – gnającego – gnania. Powtórzenie tej metafory, jej rozpisanie na kilka gramatycznych kategorii potęguje wszechobecność tego prawa (znacząca w tej perspektywie wydaje się też swoista konstrukcja chiazmu frazy twojej gonitwy  /  lub gonitwy w ogóle – uruchamiająca ciąg powtórzeń). Gdyby jeszcze wspomnieć, że w polu tej metafory odnaleźć należałoby i metafory takie, jak układy oddechów, pisania, opowiadania czy fantasmagorii – otrzymujemy rozdzielony na wiele perspektyw, obrazów, pojęć poemat rządzony jedną zasadniczą obsesją. Bo jest to niewątpliwie poezja ryzykownej obsesji, czy lepiej – ryzyka takiego gestu poetyckiego, który jedno doświadczenie oddaje władzy dyktatorskiej wyobraźni. Szczególnie dobrze widać tę własność – to uwaga druga – gdyby uwzględnić dynamikę rozwoju tych wierszy. Podobnie jak w cytowanym fragmencie, tak i w całej tej poezji to, co wypowiedziane w języku pojęciowym (tu – pierwsze dwa wersy), natychmiast szuka potwierdzenia (?), weryfikacji (?) w konkretnym obrazie (tu: we mgle się rozjarza światło porannego słońca). Ten obraz z kolei uruchamia kolejne dopowiedzenia i obrazy. Zasadniczą stawką nie może więc być osiągnięcie drugiego brzegu, wyciszenie, uspokojenie, lecz zgoda na podsycane pragnieniem przebudzenia się w otwartym białym czasie (brzmi to jak Bajka Różewicza), podtrzymywanie ciągłej ruchliwości wyobraźni.
 Tomasz Cieślak-Sokołowski




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas