poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MACIEJ CISŁO
Poeci przeklęci
Dekada Literacka 2008, nr 5-6 (231-232)

Mało kto wie, że taki Marks, Mao Zedong lub Dzierżyński pisali wiersze. Sporo utworów lirycznych Karola Marksa można znaleźć na portalu „Egzorcyzmy – walka z szatanem”. Właśnie tam, ponieważ twórca światowego komunizmu był jako poeta satanistą (on sam uważał się raczej za prometejczyka). Oto fragment poematu Oulanem. Oulanem jest anagramem świętego słowa „Emmanuel”, „Bóg z nami”. Jego odwrócenie ma znaczyć „my bez Boga” i stanowi zaklęcie towarzyszące czarnym mszom, podczas których parodiowane są wszystkie rytuały i sensy mszy katolickich… A więc – fragment Oulanem:

I oto Bóg wydarł mi moje wszystko,
Wśród nieszczęść i przeciwności losu.
Te rozliczne jego światy
Rozwiały się, bez nadziei powrotu.
Chcę sobie zbudować tron na wysokościach.
Na szczycie lodowatym i gigantycznym.
Za wałem obronnym, którym byłby obłąkańczy strach.
A kto odważy się spojrzeć tam, w górę,
Poblednie i będzie milczał odtąd, jak śmierć…
 
Według Izaaka Berlina, brytyjskiego historyka idei oraz autora wielkiej monografii Marksa, twórca światowego komunizmu bywał poetą nie tylko w swoich wierszach. Jest nim również, a może przede wszystkim, w natchnionym, zdaniem Berlina, Manifeście komunistycznym. Forma tego orędzia wspiera się na mocnych i porywających historycznych uogólnieniach – mówi Berlin – prowadzących do oskarżenia panującego ładu w imię mścicielskich sił przyszłości. Większość napisana jest prozą nacechowaną liryzmem godnym wspaniałego hymnu rewolucyjnego, której działanie, potężne nawet dziś, musiało być jeszcze silniejsze w swojej epoce.

Z kolei – Mao Zedong. Zamordował miliony Chińczyków, co nie przeszkadza, że miliony wciąż uważają go za człowieka świętego i pielgrzymują do jego mumii w pekińskim mauzoleum. W Polsce wyszedł tomik Mao Zedonga zatytułowany 16 wierszy. Oto przykładowy utwór, Czangszy, tłumaczony przez znaną poetkę, której nie chciałbym zrobić kłopotu, wymieniając teraz jej nazwisko. Mały fragmencik:

Stoję samotny w chłodny dzień jesienny,
Rzeka Siang wolno zmierza ku północy
[…]
Bywałem tu już dawniej z przyjaciółmi.
Pamiętam dobrze te niełatwe lata,
co upływały w gronie towarzyszy 
ze szkolnej ławy.
Prawi i oddani, pragnęli służyć ideałom szczytnym.
Kochali książki, tyranią gardzili,
I rozprawiali nad przyszłością kraju
W imię prawd nowych…
 
etc.

A teraz Feliks Dzierżyński, symbol terroru bolszewickiego, pierwszy szef czerezwyczajki, GPU, potem OGPU. Tak jest, i ta bestia umiała zręcznie składać wiersze. Z publikowanej w Internecie monografii Jerzego Ochmańskiego, poświęconej krwawemu Feliksowi, wyjmuję utwór pt. Czy marsza mi macie grać wiecznie, kajdany?:
 
Czy marsza mi macie grać wiecznie, kajdany?
I pytam się słońca i pytam się ziemi,
Gdzie droga do życia, gdzie prawo do woli?
A wokół mnie ludzie, to głusi, to niemi,
I tylko to dla mnie, co smuci i boli.
Kochałem poezję, nie cierpię prostoty,
Marzenia zadały mi ciosy i rany,
Katusze więzienne przerwały sen złoty.
Czy marsza mi macie grać wiecznie, kajdany?
 
Tu urywam cytowanie i spieszę z wyjaśnieniem, że Dzierżyński, mówiąc nie cierpię prostoty, ma na myśli „prostactwo”. On nie cierpiał prostactwa. Cóż, w końcu szlachecki syn!

Kolejny poeta-opryszek: Horst Ludwig Wessel. Wessel był SA-Sturmführerem i autorem tekstu słynnej pieśni Horst-Wessel-Lied. Zaraz po tym, jak został zastrzelony przez komunistycznego bojówkarza, jego pieśń stała się oficjalnym hymnem partyjnym NSDAP, a w latach 1933–45 śpiewana była zamiennie z niemieckim hymnem państwowym.
 
Die Fahne hoch! Die Reihen fest geschlossen!
SA marschiert mit ruhig, festem Schritt…
 
 – tak brzmi oryginalny początek Horst-Wessel-Lied. Jeśli kogoś interesuje dalszy ciąg, no i polskie tłumaczenie, polecam Wikipedię. Wszystko tam Państwo znajdziecie.

Na koniec sięgnijmy do twórczości Radovana Karadzicia. Były prezydent Serbskiej Republiki Bośni i Hercegowiny, z wykształcenia lekarz psychiatra, sam siebie uważa głównie za poetę. Niedawno, jak wiadomo, został aresztowany i postawiony przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w Hadze. Oskarża się go o ludobójstwo. Będąc prezydentem, dopuścił do wielu masowych mordów, inicjował czystki etniczne, zrujnował Sarajewo. Oto jak poetycko przyglądał się zagładzie tego właśnie miasta. Wiersz, który o tym mówi, artystycznie szwankuje, ale nie jest może całkiem nijaki. Nie wiem, kto go przetłumaczył. Tekst przepisałem z elektronicznych łamów Dziennika pl.:

Miasto pali się jak kadzidło.
W dymie dudni nasza świadomość.
Puste garnitury przesuwają się po mieście.
Czerwień to kamień, który umiera, wbudowany w dom.
Plaga!
Spokój. Armia zbrojnych topoli
Maszeruje pod górę, wewnątrz siebie.
Napastnicy atakują z powietrza nasze dusze.
Teraz jesteś człowiekiem, chwilę później – 
latającą kreaturą
 Maciej Cisło



 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas