poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PAULINA MAŁOCHLEB
W Meksyku, czyli nigdzie
Dekada Literacka 2008, nr 5-6 (231-232)

Jean-Marie Gustave Le Clézio
Urania
Państwowy Instytut Wydawniczy
Warszawa 2008

W pisarstwie Le Clézio widać wpływ jego mieszanego pochodzenia – urodzony z ojca Anglika i matki Francuzki wywodzącej się z Mauritiusa, pierwsze lata swojego życia spędził w Nicei, na studia wyjechał jednak do Londynu, a ostatecznie osiadł w Nowym Meksyku. Zadebiutował, mając dwadzieścia trzy lata, i za tę właśnie powieść, zatytułowaną Protokół, otrzymał nagrodę Renaudot – jedną z najważniejszych w dziedzinie kultury we Francji. Pracował w Stanach Zjednoczonych jako nauczyciel, następnie wstąpił do wojska: służbę odbywał w Tajlandii, został z niej jednak wyrzucony za głośne krytykowanie dziecięcej prostytucji. By zakończyć służbę, został wysłany do Meksyku i tam właściwie odkrył swój świat – od lat 70. zarówno jego działalność badawcza (jako antropologa i tłumacza), jak i literacka skupiła się na kulturze Indian Ameryki Środkowej, zwłaszcza Meksyku i Panamy.  To właśnie ich mitologia i sposób postrzegania świata stały się pożywką dla jego twórczości. Wpływ tej kultury widać także w Uranii – jednej z jego najnowszych powieści, o dwa lata wyprzedzającej przyznanie mu Nagrody Nobla.

W Polsce Le Clézio nie spotkał się z gorącym przyjęciem – szybko przetłumaczono jego pierwszą powieść, następne pojawiły się jednak dopiero w latach 80., choć co roku prawie wydawał nowy utwór. Po przyznaniu mu Nagrody Nobla krytykował go zarówno Antoni Libera, jak i Tomasz Fiałkowski. Obaj przywoływali fragmenty Dziennika Gombrowicza, w którym opisuje on swoje spotkanie z Le Clézio w Vence. Przedstawia młodego Francuza jako pisarza, który dał się wymodelować prasie – wysokiego, przystojnego, jeżdżącego po Lazurowym Wybrzeżu szybkim samochodem. Express i inne revues walą jego fotografie na całą stronę – pisał Gombrowicz. Inną gębę przyprawiano mu we Francji – widziano go raczej jako wysokiego Beduina przemierzającego świat krokiem spokojnym i marzycielskim – pisał o nim „Le Figaro”.

Początkowo zaliczano Le Clézio do nurtu nouveau roman, w tej poetyce utrzymane są jego powieści z okresu poprzedzającego wyjazd do Meksyku. Później jednak zagadnienia pisania jako procesu, języka, percepcji ustąpiły miejsca mitologii, motywowi dzieciństwa, fascynacji kulturą rdzennych Amerykanów i związaną z nią krytyką kultury zachodniej. W odniesieniu do jego pisarstwa ukuto termin „fikcja metafizyczna”, który miał sygnalizować status rzeczywistości w powieściach Le Clézio – po części tylko mimetycznych, konstruujących nowe światy w ramach marzeń, utopii czy mitów. Ten właśnie motyw odnajdziemy w Uranii – główny bohater to młody geograf  Daniel Sillitoe, który przybywa do Meksyku z misją stworzenia map przedstawiających ukształtowanie terenu w dolinie Tepalcatepec. Daniel jest Francuzem, podróżnikiem, badaczem z tytułem naukowym – i te trzy role pozwalają mu na pogłębioną analizę zjawisk otaczającej go skorumpowanej rzeczywistości. Drugą, przeciwną wobec tej perspektywę narracyjną wprowadza Le Clézio dzięki młodemu i prostemu bohaterowi Rafaelowi, który z niejakim trudem opisuje świat swojego dzieciństwa. Akcja powieści rozgrywa się w mrocznej Dolinie, gdzie Daniel porusza się między terenem uczelni a slumsami i centrum zdominowanym przez ryczące samochody plantatorów. Dwie osie tego świata wyznaczają Emporio – nowy ośrodek uniwersytecki i badawczy, ściągający z południa USA młodych ambitnych naukowców, oraz Campos – osada założona przez Anthonego Martina, który po udziale w wojnie amerykańsko-japońskiej oszalał. Emporio to próba stworzenia od podstaw nowej uczelni, ale też nowego modelu nauki – zaangażowanego w sprawy społeczne i polityczne, prowadzącego badania przekładające się natychmiast na poprawę życia. Założycielem Emporio jest Thomas Moises – naukowiec przekonany o możliwości stworzenia utopijnej uczelni właśnie na terenie Meksyku, ponieważ jest to ziemia bez właściwości, tereny zaginione, które wymknęły się niejako historii, egzystują poza czasem. Celem Moisesa jest uczynienie z Emporio nowej Grecji, organizuje on swój uniwersytet na wzór Aten z V w. p. n. e., czyli z okresu ich największego wzrostu. 

Campos zaś wprowadza zupełnie inną konwencję – to obszar utopii dzieciństwa: Martin, nazywany przez mieszkańców wsi Doradcą, próbuje bowiem stworzyć świat od nowa, wymyśla nowy język nazywany Elmen, ustala prawa i obowiązki dla całej wspólnoty. W osadzie nie ma szkoły, ponieważ każde działanie jest nabywaniem wiedzy. Popołudniami mieszkańcy uczą się od siebie tych umiejętności, które każdy z nich ma najlepiej rozwinięte. Wszyscy pracują w tych samych miejscach, wykonując na przemian prace lekkie i ciężkie.  Nastolatki powinny Campos opuścić, by ruszyć w świat i wrócić z nową wiedzą, doświadczeniami. W osadzie nie ma pieniędzy, obowiązuje handel wymienny, a z zewnątrz sprowadza się tylko to, czego mieszkańcy nie są w stanie sami wytworzyć.  

Obie te przestrzenie utopijne istnieją jednak tuż obok Strefy – terenu slumsów, gdzie wieczorami naukowcy, zamiast pomagać, szukają narkotyków i prostytutek, a dzieci z miasta grzebią w śmieciach wyrzucanych codziennie przez przejeżdżające w pędzie samochody. Rano mieszkańcy Strefy wyruszają do pracy w ciemnych fabrykach – przez cały dzień będą przygotowywać paczki mrożonych truskawek, by wysłać je za granicę. Le Clézio po raz kolejny próbuje opisać nie tylko samą utopię, ale też niemożność stworzenia doskonałej organizacji społecznej – ostatecznie bowiem Campos przegrywa z wielką gospodarką, a Emporio z polityką. Sam tytuł powieści każe położyć nacisk na ten pierwiastek utopijności – Urania to muza, opiekunka astronomii, czyli harmonii niebieskiej, harmonii, która okazuje się niemożliwa do osiągnięcia na ziemi. W jednym z wywiadów Le Clézio powiedział, że jest roussoistą, który nie do końca pojął swego mistrza – i ten wpływ filozofii Rousseau widoczny jest wyraźnie w jego powieści. Bohater, mieszkający w centrum Doliny i skazany co wieczór na słuchanie huku mknących ulicami SUV, wczytuje się w historię Rafaela o Campos – o świadomym odrzuceniu cywilizacji jako jedynej drodze do odnalezienia szczęścia, o negacji hierarchii społecznej, zniesieniu wszystkich instytucji życia społecznego. Równocześnie Daniel jest świadkiem walki o wpływy, jaka toczy się na uczelni, traktowanej przez okolicznych bogaczy jako pole do eksperymentów i narzędzie służące do propagowania sukcesu ekonomicznego Doliny. Idealistycznie nastawiony geograf daje się wplątać w ten konflikt, bowiem sam również wierzy w pewien mit – mit ocalenia ziemi, chciałby narzucić nastawionej na maksymalizację zysków Dolinie konieczność ograniczenia rozwoju gospodarki, by chronić przyrodę, ocalić ekosystem. Obiektem jego krytyki w równym stopniu stają się więc kapitaliści zwracający się ku Stanom Zjednoczonym, co komuniści pragnący rewolucji i krwawej rozprawy z plantatorami. Le Clézio mówi, że każda utopia skazana jest na klęskę, że już w sobie niesie zarzewie upadku. Tym najsłabszym jej elementem okazuje się bowiem sam człowiek – jako twórca utopii.

Wszystkie te spostrzeżenia nie oddają jednak podstawowej cechy Uranii, jaką jest zaskakująca wprost bezbarwność świata przedstawionego i najzwyczajniej – nudna fabuła. Dlatego też dziwią zachwyty widoczne we francuskiej prasie, która parę lat temu uznała Le Clézio za najwybitniejszego żyjącego autora francuskiego. W „Lire” pisano, że Urania zaskakuje pomysłem i kompozycją, przedstawia zadziwiającą podróż między utopią a dzieciństwem. W „Magazine Litteraire” uznano zaś, że powieść opisuje uczucia pozwalające odbyć podróż w głąb siebie.

Teza autora, że nie można przejść przez życie, jeśli nie spróbujemy zbudować tych utopii, które wyśniliśmy w dzieciństwie – wydaje się nie tyle egzaltowana, ile po prostu infantylna. Z kolei historia Rafaela – motyw arkadyjskiej, utopijnej wioski wyrasta z niezwykle skonwencjonalizowanych sposobów przedstawiania utopii. W jednym z wywiadów Le Clézio przyznał, że pisał fragmenty o Campos, odwołując się do Utopii Tomasza Morusa, wydaje się jednak, że wpływ ten nie został porządnie przefiltrowany, że myśl angielskiego humanisty widoczna jest w tekście w stadium nieprze-
tworzonym, na surowo.

Wydawałoby się, że trafia do naszych rąk powieść potencjalnie doskonała: mamy bohatera walczącego w obronie słabszych, zimny świat cywilizacji, mit dzieciństwa, motyw utopii, wszystko to opisane w zgrabnej konwencji baśni i mitu – ale w sumie dają one jednak poczucie niespełnienia, które wraz z lekturą kolejnych stron przeradza się w irytację. Naiwność baśniowej historii nie upaja czytelnika, raczej budzi w nim zażenowanie poziomem banalizacji. Konwencja mitu ma budować płaszczyznę uniwersalną, mówić, że takie miejsca jak Dolina, gdzie królują niewolnicza praca i seksualna turystyka, napotkamy w każdym zakątku globu. Tymczasem jedyne, na co pozwala owa konwencja, to otwartość, możliwość mówienia wprost, bez literackiego, artystycznego przepracowania. Mit sprawia, że zaczynamy poszukiwać ukrytych sensów, których w tym tekście nie ma. Le Clézio daje nam traktat polityczny, tekst zaangażowany społecznie, a nie powieść – widać to w zakończeniu, gdy pisze: Tymczasem najbiedniejsze regiony świata dalej pogrążają się w pełzających wojnach i niewypłacalności. Rozpoczął się masowy exodus, swoista fala głębinowa rozbijająca się nieustannie o rafę granicy. Trudno być optymistą.

W ten sposób właśnie literatura podróżnicza ustępuje miejsca literaturze zaangażowanej, liryczne narracje o życiu „gdzie indziej” zamieniają się w publicystyczny protest przeciw globalizacji.
Paulina Małochleb




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas