poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANNA BAŁDYGA
Jeśli na końcu jest zero absolutne?
Dekada Literacka 2008, nr 5-6 (231-232)

Jeśli na końcu jest zero absolutne1

Jacek Dukaj
Lód
Wydawnictwo Literackie 
Kraków 2007

W ciągu roku od wydania Lód wytworzył wokół siebie splot sprzecznych opinii: czytelnicy i krytycy powieści Dukaja mówią o niej głosami pełnymi entuzjazmu lub przeciwnie – ganią autora za fabularną rozwlekłość i naszpikowanie Lodowej struktury archaizmami, rusycyzmami oraz próbkami dyskursów z rozmaitych dziedzin wiedzy. Tym drugim warto przypomnieć słynny Lament miłośnika cegieł, którego autor pisze: Lubię powieści. Lubię powieści z prawdziwego zdarzenia – długie, rozlane szeroko na setkach stron, z epickim oddechem, wciągające tak, że człowiek zupełnie się w lekturze zatraca i wraca do niej wieczór za wieczorem, zapadając w fikcyjny świat fikcyjnych postaci na godziny i godziny2.

Historia powstawania Lodu jako rozrastającego się przez kilka lat opowiadania, nad którego objętością pisarz zdawał się tracić kontrolę, zbiega się z postulatem fabularnego rozmachu, jaki wysuwa Dukaj-czytelnik wobec literatury, a który łączy go m.in. z Umberto Eco. Z Dopisków na marginesie „Imienia róży” pochodzi cytat: Pisanie powieści to przedsięwzięcie kosmologiczne […]. Mam na myśli to, że jeśli chce się zasiąść do pisania, trzeba sobie najpierw zbudować świat możliwie najdokładniej urządzony, aż do ostatnich szczegółów3. Autor Lodu podobnie broni fabuły w recenzjach i felietonach zebranych na swojej oficjalnej stronie internetowej (http: / / dukaj.pl / ): Metafizyka szczegółów i Biurokracja: istota myśląca, oraz w tegorocznej rozmowie dla Polskiego Radia – Niewiele fikcji, pełna konsekwencja. Zauważmy także, że uprzywilejowanie detalu w Lodzie wynika przede wszystkim z jego przynależności do gatunku fantastyki, która podejmuje się prób opisania radykalnie nowych zjawisk i wynalazków technicznych w ramach świata przedstawionego. 

Powieść obfituje w szczegóły, charakteryzuje się splotem dyskursów fabularnych w narracji i wielością odmian mowy w dialogach postaci, czemu towarzyszą nawiązania intertekstualne – te cechy Lodu zostały podkreślone w uzasadnieniu werdyktu przyznania Dukajowi tegorocznej Nagrody Kościelskich (warto nadmienić, że żonglerka językami: naukowym, poetyckim, filozoficznym, a także zwulgaryzowanym, obecna jest równie silnie w poprzednich utworach Dukaja, m.in. w Innych pieśniach, Perfekcyjnej niedoskonałości i Katedrze). Najnowsza powieść łączy na tysiącu stron mnogość literackich konwencji, zaś figurą zmieszania w niej gatunków fabularnych jest Nikola Tesla, który mówi o Maxwellu, Einsteinie, jakimś Plancku i Bohrze, rozmawia ze sobą o promieniach ujemnego prawdopodobieństwa, a wszystko to Goethem przeplatane. Tak też w tomie krzyżują się pod rozmaitymi kątami wywody matematyczne, fizyczne, historiozoficzne, teologiczne, polityczne i psychologiczne – kreślą łuki, tworzą w zespoleniu wzory, a dziedziny, zdawałoby się, odrębne (jak słowiańska śpiewność słów i język logiki) zbiegają się nieeuklidesowo. Podsumowując: Lód zawiera w sobie mieszankę dyskursów i gatunków literackich, jest powieścią-workiem, która pomieści zarówno parodię zakrapianej alkoholem słowiańskiej dysputy na tematy metafizyczne, jak i traktat logiczno-historiozoficzny Gierosławskiego o Apolitei oraz opisy czarnofizycznych eksperymentów Tesli – żywiącego się elektrycznością wynalazcy pompy logiki Kotarbińskiego. Z multigatunkowością wiąże się intertekstualność Lodu, którego fabuła obfituje w nazwiska autentycznych postaci, a struktura przetykana jest cytatami z XIX- i XX-wiecznej beletrystyki oraz literatury ściśle naukowej. 

Jeśli spojrzeć na sukces wydawniczy, jaki spotkał najnowszą powieść Dukaja, nasuwa się pytanie: dlaczego książka tak obszerna treściowo, formalnie i objętościowo stała się rok temu bestsellerem Wydawnictwa Literackiego? Czyżby część czytelników pominęła w lekturze liczne „opisy przyrody” zawarte w powieści uhonorowanej Nagrodą Zajdla, Żuławskiego i Kościelskich, a nominowanej w 2008 roku do Nike, Cogito i Angelusa? Jak w takim razie zdefiniowaliby oni przynależność gatunkową Lodu? Niewątpliwie szkieletem utworu jest sensacja, intryga na poziomie światowej polityki, a także wątek miłosny; nie byłyby one jednak możliwe do opowiedzenia bez nakreślenia fantastycznego, a zarazem historycznego tła, na które składają się objaśnienia wynalazków Tesli i koncepcji historiozoficznych Bierdiajewa, opisy zimnazowej architektury Irkucka, właściwości lutych i wierzeń ludów Syberii. Przeplatanie się przygodowej akcji z naukowym dialogiem, a może raczej należałoby powiedzieć: nasycenie wywodów filozoficznych i matematycznych fabułą, ożywienie ich w postaciach i uprzystępnienie szerszemu gronu odbiorców, stanowi być może wskazówkę wyjaśniającą po części czytelniczą popularność Lodu. Chciałabym nakreślić teraz wybrane wątki powieści (bez zagłębiania się w wydarzenia fabularne, wokół których przez rok budowano recenzje Lodu), aby dać jej przyszłemu czytelnikowi pojęcie o głównych ideach tworzących konstrukcję spajającą ćmiatło i świecień, w której osobliwie przecinają się […] ścieżki scjencji i zabobonu.

Wszystko musimy brać w absolucie 
W 2006 roku Dukaj tak wykładał fabularny fundament pisanego wtedy Lodu: Czy logika to rzecz obiektywna, wpisana w strukturę rzeczywistości jak prawa fizyczne, czy też kwestia języka, jakim opisujemy świat? I co by było, gdyby istniała fizyczna podstawa logiki, jej nośnik, którym manipulujemy jak elektrycznością: naładujemy się logiką taką, naładujemy owaką4. Konstrukcja świata przedstawionego Lodu zasadza się na podstawowej dychotomii logicznej: prawdy i fałszu – z tego węzła odchodzą dalsze przeciwstawienia: logiki dwuwartościowej i trójwartościowej, krain Zimy i Lata, świata jako lodowego kryształu i świata błotnego, rozmarzniętego i nieforemnego, ćmiatła i świecienia. Ziemie imperatorskiej Rosji zbudowane z tungetytu i kryte zimnazem są miejscem zamarzania prawdy: tam prawa logiki wszyte są w samą rzeczywistość, a myśli trochę lepiej przystają do myśli, słowa trochę mocniej przylegają do słów, kłamstwo nie jest półprawdą, a przeciwieństwem prawdy. Inaczej jest w 1924 roku na zachód od krain cara Mikołaja II, w tym dawnych ziem polskich: tam – w Lecie – trwa pomieszanie języków, pojęć i idei, a wartość logiczna zdań zdana jest na łaskę chaotycznego języka, w jakim wyrażane są myśli. W świecie Lata ludzie poruszają się ruchami Browna, przypadkowo i nielogicznie, cechy prawdy i fałszu przypisując słowom, a nie rzeczom, które stara się opisać mowa. 

Benedykt Gierosławski jest tego boleśnie świadom: w języku, w którym mówimy, nie wypowie się wszystkich tych tragicznych kalectw i ograniczeń języka, którym mówimy. Powszechna Letnia nieprzystawalność słów do rzeczy, paradoksalność i synonimiczność języka ma swoją metaforę w niedawno odkrytej w powieści teorii o dualizmie falowo-korpuskularnym światła. W świecie Zimy Tesla wykorzystuje tę hypotezę szaloną, że światło w Lecie jest zarazem i cząstką, Einsteinowem Lichtquant, i falą, bo falą bytu, to znaczy przypływem i odpływem prawdopodobieństwa istnienia cząstki światła, by skonstruować interferograf, rodzaj lunety, przez którą można oglądać rzeczywistość. Gdy przyłożyć do niej oko w Lecie, zobaczy się szereg plam; jeśli natomiast popatrzeć przez nią na Zimę, widzi się dwa wyraźne punkty: kwant światła zostaje zatrzaśnięty, ustabilizowany w swojej formie, a jego własnością stają się: istnienie lub nieistnienie, których prawdopodobieństwo stwierdzenia jest stuprocentowe. 

W Lodzie zarysowana jest dialektyka fizyki kwantowej i czarnej fizyki (teslektryki): pierwsza z nauk odzwierciedla tendencje Lata i wyraża się w nieredukowalnym pluralizmie odmiennych treści poznawczych dotyczących tych samych obiektów5; kolejna bazuje m.in. na II Zasadzie Termodynamiki: wraz ze zmniejszeniem natężenia ruchu atomów w ciele maleje miara „losowości”, nieprzewidywalności procesów zachodzących wewnątrz układu zamkniętego. Zaś w lodzie ciepło to drganie atomów: Gdy obniżamy temperaturę, wibracje zmniejszają się, aż do chwili, kiedy w temperaturze absolutnego zera atomy będą miały najmniejsze możliwe, ale nie zerowe drgania6. Zatem w kraju Zimy i lutych jedyną możliwą logiką jest system dwuwartościowy, a odpowiedzi na wszelkie pytania dają się sprowadzić do słów: „tak” i „nie”. Kłamstwo jest niemożliwe, gdyż prawda zamarza w rzeczach, nie drży w zimnie, a gęstnieje i nieruchomieje. Skoro zaś wszystkie czynności żywych organizmów można wyjaśnić na podstawie twierdzenia, że są one zbudowane z atomów działających zgodnie z prawami fizyki7, możemy spojrzeć na ludzi Zimy jak na zamrożone figury, monolity o niezmiennych charakterach i stałym zestawie zachowań, które można poznać, prowadząc naukowe eksperymenty. Im bliżej światu do temperatury absolutnego zera, tym stabilniejsze stają się sądy, przekonania i zachowanie jego mieszkańców, co prowadzi Gierosławskiego do myśli o możliwych rządach matematyki w świecie: zali są podłe astronomje? Nieuczciwe matematyki?

Gierosławski jest jak luty – boleśnie rozpięty na sieciach zamrożonych, sztywnych konwencji językowych i społecznych; widzi siebie jako skrzyżowanie rozmaitych dziedzin życia wydeptane przez zdecydowane kroki innych ludzi: dziesiątki twardych nici szpagatowych przewleczonych pod skórą policzków, brwi, podbródka, warg; a drugie końce tych nici trzymają otaczający mnie ludzie, w dłoniach, między zębami, zawiązane wokół dewizek zegarków i mankietowych spinek. Benedyktowi jego rozmówcy narzucają rozmaite twarze: hrabi Gyero-Saskiego, syna Batiuszki Maroza, Je-Ro-Sza-Skiego, demona syberyjskiego – jednocześnie pod wpływem logiki zaczyna on postrzegać siebie jako automaton, strukturę atomów, których położenie jest obliczalne za pomocą Algorytmiki Charakteru. Relacje międzyludzkie człowiek matematyczny poczyna obliczać za pomocą stereometrji duszy, a wraz z pomyślnymi tego wynikami rodzi się plan sterowania Historią rozumianą jako wypadkowa fizyki, matematyki i logiki; widzianą jako nie to, co się zdarza, lecz to, co rządzi tym, co się zdarza8

Po podziale świata na część Kotarbińską (ziemie Lata, gdzie panuje logika trójwartościowa) i Arystotelesowską (zamrożoną przez lute Europę Wschodnią i część Azji), jaki nastąpił w wyniku katastrofy tunguskiej w 1908 roku, Gierosławski układa teorię zawiadywania dziejami świata, konwersowania z równaniem matematycznym dzięki wynalazkowi Tesli – Młotowi Ćmieczy. Technologia jest w Lodzie łącznikiem między człowiekiem a jego duchowym światem: ideologią, religią i psychologią. Naturalna powtarzalność przychodzących po sobie idei i gestów człowieka ma swoje odbicie w analizowanych z dystansu dziejach epok, zmianach mód, cykliczności społecznych rewolucji i we wzajemnym przeplataniu się motywów mitycznych w religiach. Skoro zaś mózg Homo sapiens naprawdę jest takim bębnem na pół losowych spięć elektrycznych, w którym myśli nasze obracają się i przez elektryczne minipioruny się ze sobą łączą, tedy można z owej fali powtarzalnego ruchu wnioskować o przyszłych rytmach i zaburzeniach mechanizmu życia. Taki wniosek poprzedza myśl Benedykta o stworzeniu instytucji, która będzie rytmicznie, do wtóru uderzeń Młota Ćmieczy, fabrykować Prawdę, spekulować kursami Dobra i Zła, wedle woli zamrażać i odmrażać dziedziny życia społecznego i polityki, ludzi i ich myśli. Historię zaprojektuje człowiek, obliczy dla niej tor ruchu, pomierzy współczynniki dogodne dla ziszczenia się jej pożądanej wersji. Możliwe, że tungetytowa technologia czynienia Prawdy okaże się zbawienna dla rodaków Gierosławskiego, o których przysłowie mówi: Zbierz dwóch Polaków, usłyszysz trzy polityki. W tym miejscu do akcji wkroczy być może Józef Piłsudski – już nie terrorysta układający się z Japonią, lecz człowiek, który pasjansem stawianym w syberyjskiej głuszy wygrał Polskę. 
Anna Bałdyga


PRZYPISY:
1 Tytułowa fraza mojego tekstu w powieści ma następujące dopełnienie: […] – to co to jest? Jak pomierzyć abstrakcję? (por. Jacek Dukaj, Lód, Kraków 2007, s. 575).
2 Tegoż, Lament miłośnika cegieł, „Gazeta Wyborcza” 2005, nr 263 (z dn. 12–13 listopada), s. 24. Swój artykuł przypomina Dukaj w wywiadzie udzielonym „Przekrojowi” – Kultura według Dukaja (wydanie internetowe z dn. 8 października 2008). 
3 Umberto Eco, Dopiski na marginesie „Imienia róży”, w: tegoż, Imię róży, przeł. Adam Szymanowski, Warszawa 2001. 
4 Wszczepki i żywokryst, z Jackiem Dukajem rozmawia Paweł Dunin-Wąsowicz, „Lampa” 2006, nr 4, s. 37.
5 Stanisław Butryn, Wstęp, w: Max Planck, Nowe drogi poznania fizycznego a filozofia, wybrał Stanisław Butryn, przeł. Kazimierz Napiórkowski, Warszawa 2003, s. XXXII. Cytat ilustruje myśl o językowej niewyrażalności nieprzystających do siebie światów: kwantowego i makroobiektowego, czyli tego, w którym żyjemy na co dzień. 
6 Richard Feynman, Atomy w ruchu, w: Skarby fizyki. Einstein, Planck, Penrose, Hawking i inni o najważniejszych odkryciach w fizyce XX wieku, red. Timothy Ferris, tłum. Janusz Błaszczyk, Warszawa 1998, s. 16 (por. Jacek Dukaj, Lód…, dz. cyt., s. 574–580).
7 Tamże, s. 25.
8 Wszczepki i żywokryst…, dz. cyt., s. 37.






 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas