poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
BOGDAN ROGATKO
Literatura jako obszar porozumienia
Dekada Literacka 2008, nr 5-6 (231-232)

Leszek Szaruga
Powinności literatury 
i inne szkice krytyczne
Krytyka XX i XXI wieku, Universitas
Kraków 2008


Wszystko ulegało przemianie, przeistoczeniu. Starał się odnaleźć w tym ruchu, wpisać w rytm pędzących wydarzeń, a jednocześnie dostrzegał, że zajęty przez lata sprawami politycznymi przeoczył, przespał, prześlepił to, co działo się w światowej humanistyce. Odnalazł się w świecie opisywanym obcymi mu terminami, w przestrzeni nowych prądów. Na początku nie rozumiał nic z tego. To nic, myślał, przeżyłem już marksizm, egzystencjalizm, personalizm, strukturalizm, nawet poststrukturalizm, może więc, po tej fali najnowszych prądów, doczekam się i postidiotyzmu. Wynurzał się z przeszłości odporny na teraźniejszość. Wypływał na powierzchnię czasu, ponad przeszłość przyszłości.
Leszek Szaruga, Zdjęcie
Szczecin 2008

Najnowszy tom szkiców krytycznoliterackich Leszka Szarugi to zbiór recenzji, analiz krytycznych i esejów napisanych w większości w latach 1998–2008. Otwierają tom teksty poświęcone problematyce literatury powojennej, zwłaszcza literaturze socrealizmu, i jego współczesnej recepcji, na kanwie m.in. książek Miłosza Zaraz po wojnie, Drewnowskiego Próba scalenia. Obiegi wzorce – style, Prokopa Sowietyzacja i jej maski. PRL w latach stalinowskich, Lassoty Kierunek natarcia, Jarosińskiego Nadwiślański socrealizm, Łapińskiego Jak współżyć z socrealizmem, Trznadla Hańba domowa, Jastruna Dzienniki 1955–1981. Pretekstem do tytułowego szkicu stała się monografia Wernera poświęcona pisarstwu Jana Józefa Szczepańskiego Wysoko. Nie na palcach. W następnych tekstach Szaruga omawia twórczość epistolarną najwybitniejszych przedstawicieli polskiej emigracji powojennej, poezję emigracyjnego, mało znanego poety Bogumiła Andrzejewskiego, twórczość Konwickiego. Po tej partii tekstów następują szkice poświęcone „literaturze po roku 1989” i najmłodszej poezji, zamykają tom szkice, w których podejmuje bardzo ważny dla myślowego przewodu krytyka problem „obcego, innego” w kulturze, głównie w oparciu o twórczość Kapuścińskiego. Na końcu umieścił tekst z pogranicza psychologii społecznej i estetyki pt. Kanon jako przestrzeń porozumienia.

Jak w przypadku każdego zbioru, sprawą dyskusyjną jest taka akurat, a nie inna kolejność tekstów, zastanowić się można np., czy taki powinien być tekst zamykający, ale nie ma to istotnego znaczenia dla odpowiedzi na pytanie, jaka literatura i jakie problemy interesują Szarugę.

Szaruga jest świadomie staroświecki w swych gustach artystycznych, zwrócony przeciw literackim modom, ale jednocześnie otwarty na nowe tendencje, nowe kierunki czy zjawiska w literaturze, próbujący rozumieć obce mu postawy pisarskie i obce światopoglądy, co szczególnie widoczne staje się w charakterystyce młodej poezji. Niezwykle bowiem ważną sprawą dla jego pisarskiego światopoglądu jest „zrozumienie i porozumienie”. Proponuję na chwilę sięgnąć do powieści o motywach autobiograficznych, przywołanej w motcie.

Bohater, będący alter ego autora, wspomina przyjazd papieża do Polski: Zrozumienie i porozumienie – to tak jak wtedy, gdy po raz pierwszy przyjechał tu papież i szliśmy, w potwornym, lepkim upale, ulicami Warszawy, a w miarę zbliżania się do tego centrum naszych przeżyć narastał szmer, poszum, wreszcie stukot kroków potężniejącego po drodze tłumu, nabrzmiałego oczekiwaniem, wzruszeniem, poczuciem niezwykłości chwili, w której nic innego już się nie liczyło, a tylko właśnie owo rodzące się porozumienie i zrozumienie, poczucie wspólnoty, której natury niepodobna zdefiniować. Odnalazłem się nagle w tamtej chwili, w tym wyjątkowym my, w którym tym mocniej odczuwałem własne ja, w owej krainie podniebnej, a jednocześnie aż do bólu przyziemnej… 
A w innym miejscu powieści jedna z postaci podkreśla, że celem toczonego sporu powinno nie być narzucanie adwersarzowi swojej racji, lecz określenie obszaru spotkania, wspólnoty.

Takim właśnie obszarem spotkania staje się krytyka Szarugi. Szanuje on cudze racje, w sporach stara się być raczej mediatorem niż sędzią. W ten sposób ujmuje np. problem odpowiedzialności pisarzy za „stalinowską” przeszłość. I chociaż bliższe jest mu rozumowanie Miłosza i Wernera, czy nawet Drewnowskiego, bliższe ich widzenie sprawy niż prokuratorskie gesty i demaskatorskie oskarżenia Trznadla, Łapińskiego, Prokopa, Szymańskiego, Burka, kierowane pod adresem polskich intelektualistów z rocznika Miłosza i Woroszylskiego, to po obu stronach dostrzega przekłamania i przemilczenia.

Problem socrealizmu to zdaniem Szarugi problem zbyt poważny, by stał się polem intelektualnie płytkich rozrachunków inteligenckich. Obawiać się należy – trafnie zauważa – że w ocenie komunistycznej przeszłości ścierają się obecnie dwie równie groźne dla stanu naszej zbiorowej świadomości postawy: z jednej strony stanowisko „liberalne”, u którego podstaw stoi historyczny relatywizm, z drugiej strony stanowisko „fundamentalistyczne”, całkowicie ahistoryczne. Nie ulega wątpliwości, że w wypadku „liberałów” pojawiają się dążenia do zlekceważenia tego, co stało się chyba niezbywalnym negatywnym doświadczeniem kultury światowej, zaś u „fundamentalistów” często dochodzi do redukcji owego doświadczenia i przekształcania go w narzędzie jakichś personalnych porachunków.

Szarudze idzie o podjęcie próby zrozumienia genezy socrealizmu na płaszczyźnie tekstów, a nie życiorysów ich autorów, i to w kontekście intelektualnych i artystycznych przeobrażeń również w literaturze zachodniej. Uważa, że fascynacja socrealizmem rodziła się m.in. z wiary w kreacyjną siłę literatury, w moc słowa pisanego, a niebezpieczeństwo powstawało dopiero wtedy, gdy kreacja była redukowana tylko do wymiaru politycznego bądź społecznego. Zajmuje go ten problem od dawna, ma on zabarwienie osobiste, czego nie ukrywa, o czym mówi wprost we wspomnianej powieści, w której ważną rolę pełnią dialogi z matką, żoną Witolda Wirpszy, Marią Kurecką. 

Cała epoka oszalała i w istocie trwa to do dzisiaj – mówiła do syna matka. – Bo tu nie chodzi tylko o komunizm, tu chodzi także o obłęd rasistowski, o te wszystkie teorie narodów wybranych, wyższych, niższych. Ta masowa papka masowych ideologii… I powiem ci, że nie wierzę, że to się szybko skończy, co najwyżej przeistoczy się, przyjmie jakąś nową, bardziej podstępną, zwodniczą postać, łatwą do upowszechnienia, zaszczepienia w tym języku reklam i tej całej masowej kultury. […] – A ty – dodała nagle – uważaj z osądami. Teraz jest wielu takich, dla których wszystko jest jasne i oczywiste. Od takich ludzi trzymaj się z daleka.

Drążąc ten problem w swej twórczości prozatorskiej i krytycznej, Szaruga pragnie go przemyśleć możliwie dogłębnie, by w końcu wyzwolić się z tych oparów przeszłości, która kładzie się cieniem na historii polskiej inteligencji. Bo równolegle przecież działali i pisali ludzie o podobnych przed wojną biografiach, ale przez wichry dziejów rzuceni w inną przestrzeń polityczną i kulturalną. Szaruga wysoko ceni epistolarną twórczość Giedroycia, Grydzewskiego, Mieroszewskiego, Wittlina, Stempowskiego, Gombrowicza, ba, dostrzega nawet szansę, by ta właśnie twórczość, ostatnio coraz obficiej publikowana, stała się spoiwem łączącym, scalającym polską literaturę powojenną, rozbitą na różne obiegi: Jak na razie, wciąż mamy do czynienia z dwoma różnymi opowieściami – jednej traktującej o rzeczywistości krajowej, drugiej o rzeczywistości emigracyjnej. Nie ma dwóch rozłącznych opowieści o Polsce – takie jest przynajmniej moje przekonanie. I dlatego ważne wydaje się wpisanie tej niezwykle bogatej narracji o „drugiej Wielkiej Emigracji” w tekst opisujący całość polskich dziejów tak, by otrzymać jakąś spójną całość.

Co jest, a czego nie ma w literaturze polskiej po roku 1989? Jak wypełnia ona swą powinność, którą za Janem Józefem Szczepańskim określa jako podjęcie problemu odpowiedzialności za świat „przed nieznanym trybunałem”? Ta odpowiedzialność – wskazuje Szaruga – wyznacza sens jedynej i niepowtarzalnej ludzkiej egzystencji. W centrum owego systemu wartości jest wierność prawdzie i mocne – choć w gruncie rzeczy niemal nie mające oparcia w praktyce życiowej – przekonanie o tym, że w każdym odnaleźć można ziarno „duchowego szlachectwa”. Poszukiwanie owych ziaren, ocalanie ich i kultywacja to podstawowe powinności literatury.

Otóż dla Szarugi istotna jest kwestia, jakie i w jaki sposób podejmowane są  przez pisarzy charakterystyczne dla naszych czasów problemy. U progu III Rzeczpospolitej – zauważa w szkicu pt. Bohater naszej prozy [niestety, w nocie bibliograficznej zabrakło informacji, gdzie i kiedy był ten szkic drukowany] – obdarzeni zostaliśmy przez Tadeusza Konwickiego – chyba jedynego bohatera naszej prozy okresu transformacji – powieścią prowokacyjnie zatytułowaną Czytadło. Jest ona, pisze dalej Szaruga: wnikliwą i do dziś nietracącą aktualności diagnozą całego procesu polskiej transformacji ustrojowej. Dopełnieniem tych obserwacji było kilka innych utworów, wśród których na uwagę zasługuje Homo Polonicus Marka Nowakowskiego i kolejne jego opowiadania rzetelnie relacjonujące zachodzące przemiany, przede wszystkim mentalne. Kilkanaście lat później rozpoznania większości nowej polskiej prozy nie posunęły się do przodu ani na krok.

Na przykład w prozie Masłowskiej opis świata nie przekracza horyzontu wyznaczonego przez Czytadło, a zabiegi formalne nie są wbrew pozorom czymś tak nowym, jak się powszechnie sądzi, bo odpowiednika dla toku narracyjnego Pawia królowej można szukać choćby w Grenadierze-królu Andrzeja Kijowskiego. Nielicznym wyjątkiem w nowej prozie jest, zdaniem krytyka, twórczość Macieja Malickiego, którego nazywa „nowym Białoszewskim”, i jego Saga ludu

Czy więc nowa polska literatura nie daje świadectwa doświadczeniu czasu, w którym powstaje? Takiej diagnozy Szaruga nie stawia. Są utwory, w których z jednej strony ukazane zostają degradujące człowieka mechanizmy współczesnego życia, z drugiej nieprzystosowanie do rytmu przemian świata. Istotnym problemem samoświadomości bohaterów staje się kwestia ciągłości tradycji i doświadczenia. […] To ludzie zagubieni, poszukujący stałych, nieredukowalnych punktów odniesienia. To ludzie, którzy – dla różnych przyczyn – nie potrafią dojść do siebie. 

Trudności pisarzy ze zmierzeniem się z problemami dnia dzisiejszego są też pewnie przyczyną coraz większej popularności literackich autobiografii. Czytelnicy wolą, jak się okazuje, poznać autentyczne przeżycia i doświadczenia pisarskie, które w jakiś sposób zaspokajają „głód opowieści realistycznej”. Krytyk zauważa, że podobnie dzieje się w wypadku pisarstwa powstającego na pograniczu literatury pięknej i reportażu, a także podobna tendencja znajduje odbicie w poszukiwaniach poetyckich, np. w poemacie Tomasza Różyckiego Dwanaście stacji. 

Osobiste doświadczenia i przeżycia są też powodem podejmowania przez pisarzy, zwłaszcza przez Konwickiego, ale i poetów, problemu „ziem utraconych”, który z wiadomych przyczyn nie mógł znaleźć wcześniej odbicia w polskiej literaturze. Pejzaże ziem utraconych pojawiają się w utworach Teresy Lubkiewicz-Urbanowicz, Aleksandra Jurewicza, Kazimierza Brakonieckiego, Zbigniewa Dominiaka, Tadeusza Żukowskiego.

Rzecz w tym – podkreśla krytyk – jak z owymi pejzażami żyć dalej, jak nie przywoływać resentymentów, nie budzić upiorów przeszłości; problem ważny nie tylko z literackiego punktu widzenia. Pytanie dotyczy też problemu ziem zachodnich i północnych i znajduje swoje odbicie w utworach Pawła Huelle, Stefana Chwina, Olgi Tokarczuk (Dom dzienny, dom nocny), Juliana Kornhausera (Dom, sen, gry dziecięce), Adama Zagajewskiego (Dwa miasta), Ingi Iwasiów i Artura Daniela Liskowackiego, w twórczości Erwina Kruka i poezji autorów skupionych wokół „Borussii”. W tych licznych utworach podejmowany jest dialog z przeszłością, ale też dialog o przyszłości, która ma być domeną wspólnoty, a nie podziału i przez to określić europejski wymiar polskiego doświadczenia.

Są jednak pisarze i poeci zwłaszcza, którzy od tego polskiego doświadczenia wyraźnie, demonstracyjnie się dystansują, czego dowód znajdujemy np. w głośnym swego czasu, na progu lat 90., wierszu Miłosza Biedrzyckiego Akslop (Polska pisana na wspak). Bohaterowie nowej prozy to w większości „obywatele świata”, ale tożsamość swą rozumieją już inaczej niż ich starsi koledzy, poczucie wspólnoty w mniejszym stopniu określają wyznaczniki narodowe, w większym więzi osobiste, to literatura zwrócona przeważnie ku prywatności. Ta „uniwersalność doświadczenia egzystencjalnego” bardziej dochodzi do głosu w poezji i eseistyce, zaznacza Szaruga, niż w prozie, ale i tu można wskazać na powieści Tokarczuk, Ester Chwina, Funebre Krzysztofa Myszkowskiego, Zmierzchy i poranki Piotra Szewca. 

Szaruga przywołuje szkic Aleksandra Fiuta Konstrukcja bubla, bardziej jednak w celach polemicznych. Bo chociaż trafne jest stwierdzenie krytyka, że lament nad światem przeobraża się w […] infantylny lament nad samym sobą, to zarzut ten dotyczy, zdaniem Szarugi, tylko niektórych pisarzy, jak Dawid Bieńkowski, Piotr Siemion czy Mariusz Sieniewicz. Nie bardzo jednak rozumiem i trudno mi się zgodzić z Szarugą, gdy na potwierdzenie, że są pisarze, którzy wychodzą poza sferę prywatności i próbują zmierzyć się z problemami naszej współczesności, wpisanymi w kontekst polityczno-społeczny, wskazuje obok takich bezsprzecznie wartościowych utworów, jak Widnokrąg Myśliwskiego, Kulturysta Siejaka, Fotografie Andermana, Gnój Kuczoka, w których można odczytać próbę dotarcia do źródeł polskich kompleksów, przede wszystkim powieści Cezarego Michalskiego i Andrzeja Horubały. Bo co oznacza pojęcie „powieści prawdziwe” w wypadku Umoczonych, Farciarza czy Siły odpychania? Jeżeli przyjąć, że znajduje w nich wyraz światopogląd tej formacji pokoleniowej, w którym dominuje poczucie przegranej, przegranej w wymiarze ideologicznym, to zgoda. Sam jednak Szaruga zauważa, że: Obrazy wchodzących nieuchronnie w smugę cienia ambitnych młodych jeszcze ludzi to w istocie portrety nieutulonych w żalu nieudaczników przekonanych o tym, że są ostatnimi, ale też pozbawionymi szans, obrońcami „prawdziwych wartości”. Przy tym – mimo dającej się zauważyć ironii czy autoironii – są to portrety kreślone serio. Bohaterowie tych utworów to ludzie naprawdę przejęci poczuciem misji (co skądinąd od dłuższego czasu w naszej prozie było rzadkością), wierzący w konieczność naprawy świata… No pięknie, ale czy wobec tego i do tych twórców nie wypadałoby zastosować kategorii szczerości jako „rdzenia prawdy” ich utworów, podobnie jak w wypadku „utworów najmłodszej fali debiutów poetyckich”, o których pisze Szaruga w szkicu Bądźmy szczerzy? Trudno Horubale czy Michalskiemu odmówić szczerości w prezentacji swych zgorzkniałych mniej lub bardziej bohaterów. Jednak czy ich lament nad samym sobą nie jest lamentem zgoła infantylnym? Bo czyż świat ich otaczający nie został ukazany jako świat wrogi, jako wielki postmodernistyczny obóz koncentracyjny, jak pisał pod koniec lat 90. Wojciech Wencel w szkicu z tomu Zamieszkać w Katedrze, w którym nie ma miejsca na zrozumienie i porozumienie, w którym nie ma, bo być nie może, płaszczyzny na porozumienie z wrogiem, obcym światopoglądowo?

W podobnej konwencji ideowej i artystycznej została napisana najnowsza powieść Bronisława Wildsteina, reprezentującego podobne środowisko, choć inne pokolenie. Szaruga jej nie omawia, bo ukazała się ona w połowie roku 2008, ciekaw jednak jestem, czy i w tej powieści, tak wychwalanej przez krytyków z prawicowej formacji ideologicznej, m.in. Tomasza Burka, który wysoko ceni również powieści Horubały, odnalazłby podobne walory? Ale i podobne słabości? Bo jednak powieści wyżej omówione traktuje Szaruga, i słusznie, jako przykład nowych rozrachunków (anty)inteligenckich, jako rodzaj socrealizmu à rebours

Jak widać – trafnie na koniec ocenia Szaruga – rozpoznania czynione w tej literaturze są nie tyle rozpoznaniami rzeczywistości, ile własnych o niej mniemań. Bada się raczej solidność i wytrzymałość światopoglądowych przesłanek sądzenia – i to jedynie w starciu z postawami przeciwników – niż fakty. I rzeczywiście – w żadnej mierze, choć ideowa temperatura narracji na to wskazuje – nie są to powieści o Polsce…

Czego naprawdę nie ma w nowej prozie, prozie towarzyszącej przecież ważnemu ze społecznego i historycznego punktu widzenia okresowi transformacji, to obrazu tworzenia nowych struktur aktywności obywatelskiej. Dlaczego np. nie zainteresuje autorów biadających nad nieszczęściem nas dotykającym – dziwi się Szaruga – choćby działalność Janiny Ochojskiej czy Jerzego Owsiaka?

Szaruga, wydaje się, postuluje tu powrót do ideałów pozytywizmu, ceni w literaturze, w prozie zwłaszcza, realistyczne podejście do rzeczywistości, ale ceni też umiejętność adekwatnego do sposobu opisywania rzeczywistości doboru językowego wyrazu. Zdaje sobie jednocześnie sprawę z wielu trudności, jakie czyhają na współczesnych pisarzy, wynikających z coraz bardziej burzliwie przebiegającej transformacji ustrojowej, z ciężaru historii i ciśnienia rozmaitych ideologii, które powodują zasklepianie się społeczności w światach wyizolowanych, coraz bardziej prowincjonalnych. Niedawno pisał o tym groźnym zjawisku słoweński pisarz Drago Jančar: Duch prowincji w dzisiejszych czasach dąży do podboju całej przestrzeni, do wyeliminowania innych. […] Prawdziwym celem jest wyeliminowanie innego ze swego środowiska. Duch prowincji zdobywa teraźniejszość i zdobywa też historię: historia jest nasza i zawsze tylko nasza, bez względu na to, czy jest fałszowana czy prawdziwa.

Ducha prowincji może, i powinna, zwalczać literatura traktowana jako pole spotkania z Obcym, z Innym. Polskiej literaturze może pomóc odwołanie się do tradycji wielokulturowości, tradycji, jak pisał Parnicki, republiki mieszańców. Szaruga najpełniej podejmuje ten fundamentalny dla dalszego rozwoju kultury polskiej w świecie innych kultur problem w szkicu wymownie zatytułowanym Inny Kapuściński oraz szkicu Czytanie kontynentu. Przypomina filozofię Martina Bubera, który słowo „Ja-Ty” uznawał za pierwsze słowo. Podobnie odczytuje Kapuściński – pisze krytyk – filozofię Lévinasa: Pokazuje nam nowy wymiar ja – a mianowicie, że nie jest ono tylko samotną jednostką, ale że w skład owego Ja wchodzi również Inny, tworząc w ten sposób nowy rodzaj osoby, bytu.

Kapuścińskiemu chodziło o to, że Inny, „w wydaniu trzecioświatowym”, stał się od pewnego czasu przedmiotem badań, tematem dla cywilizowanych społeczeństw, ale nie stał się do tej pory Partnerem. I kim tak naprawdę jest ten Inny, czy chce być naszym partnerem, jaka jest jego wizja świata? Kolejne książki Kapuścińskiego, jego kolejne reportaże literackie próbują tego Innego przybliżyć naszym wyobrażeniom o świecie, ale też próbują zrozumieć jego wizję świata poprzez maksymalnie możliwe dla Europejczyka zbliżenie się do jego, Innego, perspektywy postrzegania świata. Tylko jaki znaleźć język dla opisania nieznanego? Czy w ogóle możliwa jest próba nie tylko opisania tego odrębnego świata, rządzącego się własnymi prawami, ale próba zbudowania przestrzeni dialogu pomiędzy My i Oni? I czy zdążymy to zrobić, zanim Olbrzym się przebudzi?

Kapuściński jest dla Szarugi wzorem pisarza, który zdaje sobie sprawę z naszej odpowiedzialności za ten nadal nierozpoznany, ale dostatecznie już przez cywilizację europejską wyeksploatowany świat, pisarza, który nie obawia się  tematów najtrudniejszych i niebezpiecznych, dla którego literatura jest nieustającą próbą podejmowania dialogu z Innym. Lektura szkiców Szarugi dowodzi, że stawia on przed literaturą zadania trudne i poważne, ale zarazem jest krytykiem wyrozumiałym, nie ferującym krytycznych ocen z wysokości swych przekonań, lecz podejmującym dialog z twórcami nawet obcymi jego gustom i pisarskiej postawie.
Bogdan Rogatko





 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas