poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
BOGDAN ROGATKO
Sceny z życia przyjaciół
Dekada Literacka 2008, nr 5-6 (231-232)

Małgorzata Szumowska, reżyser obsypanego nagrodami i dobrze przez krytykę przyjętego filmu 33 sceny z życia, w licznych wywiadach podkreśla, że swój osobisty dramat starała się zuniwersalizować, że to nie jest historia o mnie, tylko o wydarzeniach, które mogą się przytrafić każdemu, i cieszę się, że zdobyłam się na to, by o nich opowiedzieć. Nie zamierzam z tą tezą polemizować, jednak dla mnie – który byłem przyjacielem rodziców Małgosi, i myślę, że nie jestem w takiej percepcji odosobniony – to film o Dorocie i Maćku, o Małgosi i Kasi, o Michale i Jacku, wreszcie o psie Mrówie. I wcale nie umniejsza to artystycznej rangi filmu, wręcz przeciwnie – jestem pełen uznania dla reżysera, który potrafił w taki sposób zdystansować się do autentycznych wydarzeń ze swego życia, by nie popaść w sentymentalizm i emocjonalny ekshibicjonizm. 

Z góry zaznaczam, że tekst niniejszy, to nie recenzja, to tylko osobista refleksja na kanwie obejrzanego filmu. Filmu, który, jak już wspomniałem, wysoko cenię, również za doskonały warsztat, ale który wywołał u mnie fale wspomnień i z tego też względu niezwykle mnie wzruszył. 

Zaprzyjaźniłem się z Dorotą i Maćkiem w latach stanu wojennego, gdy jako dziennikarze straciliśmy pracę i zostaliśmy wyrzuceni z partii, chociaż nie pracowałem z nimi w „Gazecie Krakowskiej” (do stycznia 1982 roku byłem członkiem redakcji „Życia Literackiego”). Przyjaźń ta przetrwała ciężką próbę w latach 90., gdy znaleźliśmy się w zreformowanej i sprywatyzowanej „Gazecie Krakowskiej”, której, żeby przypomnieć, Szumowski był redaktorem naczelnym w latach 1980–81, przez 13 miesięcy i 13 dni, i którą reanimował w roku 1989. Spieraliśmy się wówczas o nowy kształt gazety, o obsadę personalną, jednocześnie razem powołaliśmy do życia czasopismo „Dekada Literacka”, o które wcześniej bezskutecznie zabiegaliśmy w Ministerstwie Kultury. 

Od 1992 roku spędzałem każdego lata wakacje z Dorotą i Maćkiem, przyjeżdżając do ich domu na Mazurach. W 2003 roku już na Mazury nie pojechałem, o chorobie Doroty dowiedziałem się we wrześniu. Nie chciała, aby ją odwiedzać w szpitalu, ale gdy lepiej się czuła, lubiła rozmawiać o bieżących wydarzeniach kulturalnych, o planach twórczych, o nowej książce będącej dyskusją z profesorem psychiatrii Jackiem Bombą – Być rodziną, czyli jak budować dobre życie swoje i swoich dzieci, której pierwszy tom ukazał się jeszcze za jej życia, drugi już po śmierci. Ostatni raz słyszałem jej głos w wigilię Bożego Narodzenia. Po śmierci Doroty Maciek był w bardzo złym stanie – fizycznym i psychicznym. Znalazł się w szpitalu, z którego wypisał się na własne żądanie. Rozmawiał już właściwie tylko o Dorocie – z córką Kasią układali plan książki, którą u Kasi zamówiło Wydawnictwo Literackie (ukazała się w roku 2005 pt. Moja mama czarownica), ze mną o szkicu, poświęconym życiu i twórczości Doroty. Trudno było wtedy przypuszczać, że będę pisał o nich obojgu…

Wspominam to, by podkreślić, że materiałem filmu Małgorzaty Szumowskiej są wydarzenia autentyczne, pierwowzorami bohaterów – rzeczywiste postacie, wiele scen z filmu rozegrało się w życiu Doroty Terakowskiej i Maćka Szumowskiego, Małgosi Szumowskiej i Kasi Nowak. Co więcej, w stylu prowadzenia narracji, w bardzo oszczędnym stosowaniu środków wyrazu, w nagłych cięciach, niedopowiedzeniach, widzę wpływ Maćka jako twórcy filmów dokumentalnych. Dostrzegam też w tym filmie wpływ twórczości literackiej Doroty: w końcu Małgosia, jak mówiła Dorota, była pierwszą czytelniczką jej kolejnych książek. 

We wszystkich powieściach Doroty Terakowskiej – pisałem na łamach „Dekady Literackiej” – pojawia się postać odmieńca, i jest on przeważnie głównym bohaterem. Wszystkie też powieści można nazwać inicjacyjnymi, we wszystkich bowiem dominujący jest motyw dojrzewania, dorastania, poszukiwania swej tożsamości, nawet za cenę najwyższą, cenę życia […]. Pisarstwo Doroty Terakowskiej to zaproszenie do bycia sobą w świecie trudnych do pokonania przeciwieństw, w którym jednak można znaleźć przedsionek do Raju, jakim jest Natura z całym swym wspaniałym bogactwem roślin i zwierząt. I dalej: Niezwykle ważny dla Doroty Terakowskiej był zawsze problem wolności – w życiu osobistym i w twórczości, i to w dwojakim znaczeniu: jako wolność tworzenia i jako nieustanne dążenie jednostki poszukującej dla siebie własnego miejsca w zbiorowości. Odwieczny problem filozoficzny: wolność od i wolność do u Terakowskiej ukazany jest poprzez stopniowe dojrzewanie do poczucia odpowiedzialności za siebie i drugich. […] Próba zrozumienia świata i jego pokrętnych dziejów, jaką odnajdujemy w kolejnych powieściach, zawsze pozostawia czytelnikom wiele wątpliwości i niejasności; ale zawsze każe nam myśleć, że nie wszystko da się zgłębić w sposób racjonalny, że życie pozbawione wiary i nadziei, życie bez przeżyć metafizycznych, zamknięte na tajemnicę istnienia, staje się puste i jałowe.

Otóż takim „odmieńcem” w filmie Szumowskiej jest dla mnie postać partnera Julii, głównej bohaterki, różniącego się od otoczenia swoim wewnętrznym skupieniem, małomównością. To on, a nie mąż bohaterki, staje się dla niej oparciem w chwilach najcięższych, i dlatego on zajmuje w końcu miejsce jej męża. On, człowiek dojrzały, odpowiedzialny za siebie i drugich. Postać męża, przedstawiona z pobłażliwą, rzec można, sympatią, to postać artysty pochłoniętego przede wszystkim własną twórczością, nierozumiejącego w sposób dostateczny dramatu żony, odczuwającej coraz bardziej samotność.

Zrekonstruujmy pokrótce wydarzenia, które stały się kompozycyjną dominantą filmu: ostatnie wspólnie spędzone wakacje w domu na Mazurach, podczas których zdechł ukochany przez rodzinę wilczur Mrówa, a Dorota narzekała na bóle brzucha, choroba i pobyt Doroty w szpitalu, wigilia Bożego Narodzenia z Dorotą w łóżku i awanturą przy wigilijnym stole, śmierć Doroty tuż po Nowym Roku, załamanie psychiczne Maćka, który popadł w trans alkoholowy, nagła jego śmierć w niecały miesiąc po odejściu Doroty, rozejście się Małgosi z mężem po trzech latach od ślubu i zawiązanie nowego związku z montażystą w firmie Maćka, współpracującym też od kilku lat przy montowaniu filmów Małgosi, związek Kasi z księdzem, który dla niej zrzucił sutannę i który udzielał ostatniego namaszczenia rodzicom obu dziewcząt.

Film rozpoczyna scena rodzinnego spotkania przy stole w domu wakacyjnym rodziców głównej bohaterki, kręci się wilczur, który wita przyjeżdżających, panuje sielska atmosfera,  kamera z pietyzmem wydobywa piękno przyrody, bohaterowie snują plany twórcze, szczęście mąci jednak śmierć Mrówy i kłótnia rodziców bohaterki wywołana stanem zdrowia matki bohaterki, Basi. Tę sekwencję kończy piękna, wzruszająca scena pożegnania: Julia odjeżdża samochodem, rodzice wychodzą na drogę, machając jej tak długo, aż samochód znika za kolejnym zakrętem.

Następna sekwencja to powtarzające się sceny w szpitalu, wypadanie włosów pacjentce poddawanej chemii, coraz bardziej napięta sytuacja, spięcia między córkami a ojcem, banalne pocieszanie bohaterki przez jej męża, kroplówki, agonia i śmierć matki Julii, ostatnie namaszczenie w wykonaniu byłego księdza, narzeczonego siostry Julii, wybieranie przez Julię i ojca ubrania do trumny, pogrzeb, poprzedzony otwarciem trumny na życzenia ojca. 

Po śmierci matki Julii ojciec popada w stan totalnego przygnębienia, zaczyna się upijać, Julia z przyjacielem wywożą go na toksykologię, niedługo po powrocie do domu następuje cicha, nagła jego śmierć w pustym mieszkaniu, o czym zawiadamia Julię jej przyrodni brat, który wezwał pogotowie, ale wysiłki reanimacyjne są bezskuteczne. I znów wezwany jest były ksiądz, udzielający ostatniego namaszczenia. I znów pogrzeb na tym samym cmentarzu, ale konwój musi zawracać, bo ojciec chowany jest w innym niż matka grobie, co siostra Julii komentuje, że i tak zawsze osobno spali.

Ostatnia scena to znów pożegnanie: Julia prosi przyjaciela, by pod jej nieobecność zajął się jej sprawami i zaczekał na nią. Przyjaciel nie daje jednoznacznej odpowiedzi.

W tym streszczeniu pominąłem istotne sceny, które rozładowują napięcie, sceny komiczne lub wręcz groteskowe, sceny ostre i szokujące, dla niektórych widzów gorszące, np. zaciąganie się przez chorą papierosem podczas przyjmowania kroplówek, przewracająca się podczas Wigilii choinka, nazwanie umierającej matki Pinokiem, stosunek z przyjacielem na stole w kuchni, zamiast tradycyjnej stypy balanga… Są też sceny, w których Julia i jej siostra poszukują oparcia w drugim człowieku, by nie pogrążyć się w samotności.

To dzięki nim film Małgorzaty Szumowskiej nabiera psychologicznej głębi – bohaterka, będąca porte-parolereżyserki, wydobywa się z piekła, jakie zgotował jej los, dojrzalsza, spokojniejsza, bardziej rozumiejąca życie, jego blaski i cienie.

Pragnę w tym miejscu raz jeszcze przypomnieć swoją interpretację dwóch ostatnich powieści Doroty Terakowskiej, może najbardziej poruszających, w których odchodzi już od baśniowej konwencji, Poczwarki OnoAle i nad światem przedstawionym w Poczwarce – podobnie jak w powieściach wcześniejszych – unosi się duch optymizmu. Życie na ziemi – uważa pisarka – rozwija się dynamicznie i pozornie tylko w sposób chaotyczny, ponieważ rozwój oparty jest na zasadzie cykliczności. Wszystko ma swój początek i koniec, lecz po końcu następuje znów początek i tak w koło. Urodziła się Myszka, przyniosła rodzicom złe, ale i dobre chwile, odeszła, robiąc miejsce dla swej siostry, pozostała jednak w czułym wspomnieniu.

Myszka, dziecko mocno upośledzone, to jednak „dar Pana”; cieszyło się ono nawet z krótkiego pobytu na ziemi, bo w świecie przez Terakowską ukazywanym, świecie cierpienia i upokorzenia, ale i uczuć przyjaznych, mimo wszystko warto żyć [moje aktualne podkr., B.R.]. W powieści następnej, w której powracają wątki z książek wcześniejszych, np. Gumy do żucia, w której znaczącą rolę pełni dom na Mazurach, bohaterka […] 19-letnia dziewczyna, dojrzewająca z trudem do roli matki, bo ukształtowała ją kultura masowa, postanawia w końcu, po wahaniach i przełamywaniu stereotypowych wyobrażeń o świecie, urodzić dziecko jako akt wyzwolenia się z egoistycznej samotności. I przekonuje go do wyjścia na świat, „aby pobyć na nim choć przez chwilę”, bo może „świat będzie lepszy, jak ty się na nim pojawisz”. I dziecko wyrywa się z ciała matki, zanurzonego w jeziorze, „nad wodą niesie się głośny, wysoki krzyk dziecka witającego świat” – pisałem przed kilku laty.

Kończąc opowieść o książkach Doroty,  pozwoliłem sobie na takie, może trochę pretensjonalne, stwierdzenie:Początek i koniec. Kiedy znów nastąpi początek? – pytałem. Odpowiedź znalazłem w najnowszym filmie Małgosi.
Bogdan Rogatko



 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas