poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PAULINA MAŁOCHLEB
Przeżyło się
Dekada Literacka 2009, nr 1-2 (233-234)

Hans-Georg Behr
Prawie dzieciństwo
Wydawnictwo Literackie 
Kraków 2009

Prawie dzieciństwo – autobiograficzna powieść Hansa Georga Behra – należy do tego typu powieści o II wojnie światowej, które mają poprawić czytelnikom nastrój i umocnić ich w słusznym gniewie skierowanym przeciwko tym, co wojnę wywołali. Zdarzenia opisywane przez autora zdają się bowiem sprzysięgać przeciwko głównemu bohaterowi – krzywdzonemu w czasie wojny, ale i po niej, obnażającemu fałsz zarówno nazistów, jak i ich przeciwników. Nadprodukcja zdarzeń w planie fabularnym, łatwość w ferowaniu wyroków i formułowaniu jednoznacznych opinii, upraszczający rysunek postaci stanowią wady tej powieści, które wydają się zaskakujące, zwłaszcza gdy przypomnimy, że utwór ten miał w założeniu mieć charakter autobiograficzny i rozliczeniowy, jego autor bowiem jest synem zbrodniarza wojennego. Behr nadał swemu bohaterowi własne cechy – mały Hansi, główna postać w tej historii, to syn Austriaczki i Niemca, potomek zamożnej, szlacheckiej rodziny, wychowywany przez dziadków i matkę po śmierci ojca, żyjący w świecie zdeklasowanym, poddanym rosyjskiej okupacji. 

Dzieciństwo głównego bohatera przedstawione jest jako podróż, wędrówka od jednego domu do drugiego, przemieszczanie się pomiędzy starą arystokratyczną siedzibą dziadków w Austrii, domem matki pod Wiedniem i miejscem pracy ojca w Berlinie. Ponieważ narracja prowadzona jest właśnie z punktu widzenia chłopca, wydarzeniom brak kontekstu, szerszego tła, ciągu przyczynowo-skutkowego. Nie jesteśmy więc świadkami wojny, lecz poszczególnych, składających się na nią epizodów dotyczących najpierw władzy nazistowskiej (namawianie dzieci w szkole do denuncjowania nieprawomyślnych rodziców, kult Hitlera wyrażający się w jego licznych portretach porozwieszanych w domu, bombardowania Berlina, ewakuacja Wiednia), a później komunistycznej (gwałty i grabieże na ludności cywilnej, okupacja dworów, wybijanie zwierząt w lasach, samosądy na nazistach, zubożenie arystokracji – matka Hansiego prowadzi po wojnie oberżę na wsi). Przejście pomiędzy tymi dwoma epokami, choć burzliwe, wydaje się Hansiemu w gruncie rzeczy pozbawione znaczenia. Różnica sprowadza się do konieczności wyprucia kawałka materiału z flagi: Babcia dała szwaczkom kilka zleżałych prześcieradeł i stare flagi, żeby zrobiły nowe, ponieważ tak zadecydował nowy rząd. Nowe flagi były szersze od starych, bo w środku miały biały pasek z prześcieradeł, które choć stare, okazały się przydatne. Po lewej i prawej stronie paska przyszywało się rozdarte wzdłuż faszystowskie flagi, z widocznymi jeszcze ciemnymi półkolami po odprutych swastykach, w ten sposób powstawały flagi austriackie, które następnego dnia zawisły na domu i przed bramą. Okrągłe serwetki ze swastyką przeznaczono do czyszczenia butów. Miejsce jednego typu przemocy zajmuje inny, niezrozumiałe dla dziecka prawa niemieckie są zastępowane równie bezsensownymi regułami radzieckimi. Społeczeństwo w dalszym ciągu jest podzielone, a bliźnich osądza się z równą nienawiścią. Sam moment wyzwolenia to dla chłopca czas samotności – jest zamykany w piwnicy ukrytej pod kuchnią, do której właz zastawia się stołem. Matka rozpaczająca po zabiciu przez Rosjan starszego syna – Stefana, nie chce pozwolić małemu wyjść, ponieważ boi się utraty drugiego dziecka. 

Mały Hansi ma świadomość, że jego egzystencja jest peryferyjna i nieważna nawet w biegu spraw rodzinnych. Wychowany w duchu surowej dyscypliny, na którą składa się zarówno pruski dryl, jak i szlachecka oschłość, nakazującej izolować dzieci od dorosłych, chłopiec przebywa najczęściej w świecie marzeń, koncentruje się na swojej własnej codzienności, jaką stanowią książki do kolorowania, żołnierzyki, zwierzęta w zoo: Osaczone powtarzanymi w nieskończoność poleceniami „musisz teraz” lub „tak się nie robi”, nie było zbyt szczęśliwe, kiedy więc tylko mogło, wycofywało się ze świata słów w pół realny, pół wyobrażony, ogarnięty cieniem lub półcieniem świat zieleni, za którym świat ludzi słychać było jedynie w oddali, za kwakaniem, ćwierkaniem i kwileniem, i zostawało tam dopóty, dopóki nie zawołano go do domu. 

Hansi zawieszony jest poza rzeczywistością państwa i służby, między światem dzieci i dorosłych. Nie bawi się ze swoimi rówieśnikami, ponieważ to potomstwo służby, dzięki biciu szybko zaczyna rozumieć, że nie wypada mu tego robić. Spostrzegawczość wynika więc u niego z samotności, ale też stanowi rezultat instynktu samozachowawczego – robi wszystko, by uniknąć kolejnych kar wymierzanych z pełną surowością przez babkę lub matkę. Jego izolacja wynika również z jąkania – w szkole szybko staje się obiektem żartów ze strony kolegów, przedmiotem złośliwości ze strony nauczycieli. Hansi nie jest więc chłopcem wybijającym się z tłumu, zamiast działać, woli obserwować. 

Jego perspektywa nie służy jednak powieści. Zamiast rozliczenia z rodziną i nazistowskim światopoglądem, autor Prawie dzieciństwa koncentruje się na sentymentalnym wątku chłopca osamotnionego i niezrozumianego. Hansi nie miał nigdy kontaktu z ojcem – widział go zaledwie kilka razy. Wyobraża go sobie właściwie jako mundur: Miał też nowy mundur i wiele nowych orderów, gwiazdek i sznurków, mimo to wydawał się niepozorny obok swego szefa. Wychowywany przez kolejne piastunki i guwernantki – kobiety oddane nowej władzy – grzecznie powtarza wszystko, czego każą mu się nauczyć. Behr, pragnąc przerazić czytelnika, przytacza słowa modlitwy, jaką mały Hansi wypowiada z zapałem: 

Jestem mały,
Moje serce jest czyste.
Nikt nie powinien w nim mieszkać poza
  Jezuskiem 
I moim kochanym Führerem.

Ten krótki cytat pokazuje, że Prawie dzieciństwo to w dużym stopniu powieść tendencyjna – jedną z głównych tez autora jest bowiem przekonanie, że to właśnie dyscyplina, wychowywanie kolejnych pokoleń w karności i posłuchu odpowiedzialne są za nazizm. Według Behra, jego młody bohater stałby się taki jak ojciec czy brat, gdyby wojna nie skończyła się wcześniej, sam nie potrafiłby się zbuntować – bezmyślnie powtarza słowa pacierza, nie zastanawiając się nad ich znaczeniem. Behr doprowadza jednak swoje wnioski do absurdu – chce postraszyć czytelnika opisem tej sceny, zapominając, że jego bohater ma cztery lata i nie jest zdolny do refleksyjnego oglądu rzeczywistości ani krytycznej oceny światopoglądu otaczających go osób. 

W słowach przywołanej tu modlitwy widać skłonność autora do skandalizowania, to bowiem dążenie do budzenia skrajnych emocji okazuje się dla niego celem nadrzędnym, najważniejszym. A skandal, literacka kontrowersja nie wydają się wartościowe przy temacie rozliczeń wojennych, zwłaszcza takich, gdzie istotną rolę odgrywają rodzinne zależności. Skandal nie pozwala na zrozumienie uwikłania własnej rodziny w wojnę – a to jest rzekomo główny problem dla autora tej powieści – nie umożliwia przepracowania tego doświadczenia, nie realizuje nawet funkcji poznawczej. Zresztą i skandalizowanie jest u Behra „drugiej świeżości”: przytaczanie dziecinnych wierszyków czy sceny seksualnego wykorzystywania chłopca przez rosyjskiego więźnia, a potem księdza w przyklasztornym internacie, to motywy znane nam już z literatury, pozbawione prawdziwej mocy skandalu. Behr ze swoimi nieśmiałym próbami szokowania zostaje daleko w tyle za książkami syna innego nazistowskiego urzędnika – Niklasa Franka. 

Prawie dzieciństwo to twór poniekąd poroniony, nieudany. Nie jest refleksyjnym rozliczeniem z przeszłością ani nawet powieścią demonstrującą skrzywienie ludzkiej psychiki przez wojnę. Rola rodziny autora w wydarzeniach wojennych, ich świadomość z okresu po 1945 r. nie są tu poddane refleksji. Narracja wymyka się Behrowi, zdaje się on tracić kontrolę nad tekstem, ciągle bowiem osuwamy się w problemy zastępcze. Ojciec, oficer odpowiedzialny za obronę przeciwlotniczą, zostaje skazany w Norymberdze na karę śmierci. Matka nie rozmawia o tym z synem, odgradza go od kontaktów z ojcem. W dniu wykonania wyroku błądzi samotnie po polach, płacze, aż wreszcie stawia świeczkę w oknie. Ten sentymentalny obraz nie wyjawia jednak pewnych kwestii ważnych dla czytelnika – nie poznajemy przecież skazańca, nie wiemy, kim był. Jawi się on na stronach powieści tylko jako figura ojca nieobecnego, znajdującego się gdzieś daleko. Stosunek matki do nazizmu również nie został do końca zdefiniowany – zagorzała zwolenniczka Hitlera, do ostatnich chwil wojny liczyła na zwycięstwo, a zwątpienie swego ojca traktowała jako defetyzm. Po 1945 r. problem ten jednak nigdy nie powraca, wydaje się kwestią pozbawioną konsekwencji. Zamiast poddać te wydarzenia czy postacie refleksji (tutaj nawet milczenie matki nie jest sproblematyzowane), Behr ucieka w fabułę, fikcję, mnoży kolejne wydarzenia, przenosi swego bohatera w coraz to nowe regiony Austrii i podzielonych na dwie strefy Niemiec, pragnąc pokazać klimat społeczny. Z jego opisów nie wynikają jednak żadne wnioski. Nawet teza autora streszczająca się w lapidarnej myśli, że wojna niczego nie rozwiązała (antagonizmy społeczne pozostały te same, brunatni dalej pozostali nazistami, choć teraz muszą kryć się przed komunistami), została tu udowodniona za pomocą licznych przykładów przypominających nowelistykę tendencyjną z drugiej połowy XIX wieku. Autor posłużył się szeregiem „obrazków”, które miały uświadomić czytelnikowi trwałość poglądów społeczeństwa niemieckiego i austriackiego, fałsz denazyfikacji i towarzyszące mu nadużycia. 

Postacie funkcjonują w tekście na zasadzie typowości, reprezentując te kilka cech, które odpowiadają uproszczonej wizji świata autora. Mozaikowość ich losów miałaby się złożyć na obraz świata skomplikowany i niejednoznaczny: dziadkowie – starzy arystokraci – nie ulegli urokowi nazizmu, poddali mu się matka, brat i siostra głównego bohatera. Liesel – siostra Hansiego i Stefana – na fali histerii przed Rosjanami popełnia samobójstwo w internacie, rozgryzając kapsułkę z cyjankiem. Stefan ginie, broniąc domu przez wtargnięciem Rosjan, do ostatniej chwili przed śmiercią ćwiczy jednak runy, jak przystało na zaangażowanego członka Hitlerjugend. Podobnie jak inni bohaterowie, Stefan okazuje się ślepy na otaczające go zdarzenia, choć matka pakuje cały dobytek, on zasiada z cyrklem i chce mierzyć młodszemu bratu czaszkę, sprawdzić, do jakiego typu rasowego należy. Tymczasem z tego przywoływania różnych losów nie tworzy się żaden spójny obraz, narracja ciągle pozostaje rozproszona, niedopracowana. Mały Hansi to rezoner autora – wycofany, chciałby pokazać swą obcość wobec świata, demonstruje nam jednak tylko swoje niezrozumienie otaczającej rzeczywistości, nieumiejętność sformułowania jakichkolwiek wniosków ogólnych. 

Tak więc Prawie dzieciństwo to rodzaj literackiego oszustwa – dążenie do prawdy, w zamiarze autora okrutne wobec jego krewnych i bezkompromisowe, w rezultacie staje się dowolnym i chimerycznym mnożeniem opisów wydarzeń. Strategia nieukrywania niczego, absolutnego obnażenia, okazuje się tu tylko pustą formułą retoryczną. 

Paulina Małochleb




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas