poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MATEUSZ ANTONIUK
Przeprowadzki „ja”
Dekada Literacka 2009, nr 1-2 (233-234)

Janina Katz
Pisane po polsku
Wydawnictwo Austeria
Kraków 2008


1
Pisane po polsku Janiny Katz to książka poetycka, której kompozycyjną dominantę stanowi mówiące „ego”. Daje się ten tom przeczytać jako nieciągła, fragmentaryczna historia „ja” opowiadana przez „ja”. Większość utworów reprezentuje model liryki pierwszoosobowego wyznania. A nawet wówczas, gdy – są tu i takie wiersze – mówiące „ja” pozornie odwraca od siebie uwagę, stając się trzecioosobowym narratorem, wolno przypuszczać, iż mamy do czynienia z maskowaną autobiografią. Co można z niej wyczytać?

Mówiąc najogólniej: „ja” tego tomu to „ja” z rozległą, pojemną przeszłością. Rzecz w tym, iż rozległość i pojemność przeszłości niekoniecznie i nie zawsze okazuje się wypełniona, nasycona. „Nic” – to słowo pojawia się w tomiku Janiny Katz tylko raz, lecz dobitnie:

Dużo śpię.
Dużo myślę.
Najczęściej myślę o tym,
że za dużo śpię.

Miękka kosmata łapa
głaszcze mnie do snu.
Przyciska powieki.
Śnią mi się:
niezapłacone długi,
niezdane egzaminy,
niepodana ręka.

Wielkie Nic
na transparencie życia.

Cytowany wiersz jest jednym z ważniejszych punktów tomu. Czytam go jako utwór badający nicość, która zbliża się do świadomości „ja” od strony jego przeszłości, jakby czając się za plecami, z tyłu głowy. Wystarczy się odwrócić – by zobaczyć. Od tak przeczytanego wiersza biegną linie do tych utworów, w których mówi się o dawnej miłości, już wyblakłej, zdradzonej, po trosze zmarnowanej, po trosze zapomnianej. Innymi słowy: wiersze o minionym uczuciu, o minionym czasie – np. *** [ Sylabizujesz wiersz ], *** [ Potrzebowałam cię za życia ], *** [ Dawni kochankowie ], *** [ Po wielkiej miłości ], najciekawszy wśród wymienionych *** [ Niech mi się przyśni łąka ] – swoje dopowiedzenie, silny wygłos znajdują w utworze o Wielkim Nic / na transparencie życia. On wzmacnia ich sens, on przydaje im wagi.

„Ja” tomu nie jest jednak wyłącznie „ja z przeszłością”, ma również świadomość istnienia w „teraz”. Ale tak, jak przeszłość może się okazać podszyta pustką, tak „teraźniejszość” może się wiązać z doświadczeniem samoalienacji. Podmiot kilkakrotnie wyraża poczucie własnej obcości w świecie, a mówiąc ściślej, w rzeczywistości międzyludzkiej konwencji, gwarantującej psychiczną stabilność dla tych licznych, zgromadzonych (wierni syci ducha / wychodzą na słońce / ściskają dłoń księdza pastora rabina / rozmawiają o dzieciach / myślą o jedzeniu). Tymczasem  . W ten sposób (czy nie za prosto? nie nazbyt jaskrawo?) opozycję indywiduum i zbiorowości wykłada wiersz *** [ Jest spokój jak po nabożeństwie ]. Subtelniej o doświadczeniu alienacji mówi krótki poemat prozą pt. Kinderbal w Netanyi (o nim jeszcze kilka słów za chwilę).

Czy tom Janiny Katz, czytany przez pryzmat kreacji „ja”, jest tomem ciekawym? W moim odczuciu szczególnie wtedy, gdy tematem ambiwalentnej refleksji czyni samą podmiotowość mówiącego podmiotu. Są w tomiku Pisane po polsku dwa wiersze wzajemnie się oświetlające. Pierwszy o incipicie *** [ Umieram z daleka od siebie ], drugi pod tytułem Dochodzenie, rozpoczynający się wersem: W końcu doszłam do siebie. Te dwa inicjalne zdania sygnalizują możliwość dwu alternatywnych narracji autobiograficznych. „Ja”, które wedle własnego świadectwa umiera daleko od siebie, skarży się serią pytań bez odpowiedzi na ubogą, nieakceptowaną, narzuconą interpunkcję oraz składnię egzystencji. „Ja”, które deklaruje jakieś ostateczne, finalne dojście do siebie, wylicza pokonane po drodze trudności, odrzucone złudzenia, wyminięte pułapki – aż do ostatniej przeszkody, czyli śmierci, zwanej dalej jaskółką wieczności. Te słowa mogą oznaczać pogodzenie z własnym losem, mogą też otwierać perspektywę nadziei eschatologicznej. Mogą – o ile nie posiadają wydźwięku ironicznego…

Wolno zatem w tomiku Janiny Katz zobaczyć opowieść „ja” o „ja”. Ale wolno też prowadzić lekturę innymi duktami i tropić obecność „ty”, ujawniającą się nader często na horyzoncie wierszy. Adresat sygnalizowany za pomocą drugiej osoby liczby pojedynczej rodzaju męskiego istnieje ze zmiennym nasileniem, bywa centrum lirycznej sytuacji, to znów zostaje przywołany jednokrotną wzmianką. Dla mnie jednak ciekawszy okazał się inny nurt tomu, wiążący się z intensywną obecnością bohatera i adresata żeńskiego – Matki. W otwierającej cały tom prozie pt. Drogi nieruchomość umarłej Matki wyznacza powszechny cel dążeń, porządkuje przestrzeń. Wszystkie Drogi prowadzą na cmentarz, gdzie pod różami leży moja Matka – czytamy. W utworze finałowym zatytułowanym Przejście to Matka idzie do celu, nazywanego w sposób metaforyczny, będącego ważnym miejscem niedookreślenia (jednego wiersza i całego tomu):

Widzę ją we śnie. Jak żywą.
Matka. Na starość dziewczynka.
Idzie na przekór sobie.
Na życzenie dziecka.
Przez miłość. Przez ból serca.
Na sam koniec mostu. 

Dwa przedstawienia Matki – nieruchomej i idącej – ujmują tomik w kompozycyjną klamrę. Wewnątrz znajdziemy wiersz Matka, w którym obecność tytułowej bohaterki jest nazywana i wizualizowana przez swoisty maksymalizm: staje się ośrodkiem, dominantą przestrzeni. W polu percepcji „ja” istnieje w sposób silny. Być może intensywność i maksymalizm wyobraźni jest znakiem, mówiącym o uczuciowej intensywności i psychologicznym skomplikowaniu, cechującym relację podmiotu oraz umarłej / żyjącej Matki?

W tym miejscu nasuwa się istotna uwaga: Pisane po polsku można czytać jeszcze inaczej, niż dotychczas proponowałem, ze znacznie silniejszym akcentem na pozycję realnego sprawcy wiersza, a więc samej poetki – obdarzonej konkretną biografią, urodzonej w roku 1939, autorki Mojego życia barbarzyńcy. Przywołana z tytułu książka to prozatorska opowieść wspomnieniowa, częściowo paralelna wobec autobiograficznych wątków tomu, bardziej przy tym hojna w operowaniu faktografią, dopowiadająca szerzej i więcej. I rzeczywiście: Moje życie barbarzyńcy jest książką o trudnej, złożonej i niezbywalnej relacji między córką a matką. Niektóre intuicje interpretacyjne towarzyszące lekturze wierszy o Matce znajdują potwierdzenie w świetle tego, co Janina Katz opowiedziała prozą.
 
Pisane po polsku to jednak rzecz liryczna raczej dyskretna i wstrzemięźliwa w operowaniu autobiograficznym konkretem. Do rzadkości należy wiersz taki jak (bardzo skądinąd ciekawe) In memoriam, gdzie liryczne „ty” określone zostaje inicjałami J.G., a otwarte w tekście tropy prowadzą ku osobie realnej i sławnej – Jerzemu Grotowskiemu. Najczęściej pierwszoosobowe wiersze Janiny Katz nie przekraczają pewnej granicy autobiograficznego uszczegółowienia. Glosy do własnej przeszłości, wspominanie umarłej matki, komentowanie swojej alienacji – to przecież gesty i czynności w znacznym stopniu uniwersalne, po prostu ludzkie. Stąd moja skłonność do mówienia o lirycznym „ja”, o kreacji podmiotu.

2
Janina Katz jest autorką wielu utworów napisanych w języku duńskim. Ale dla wierszy zebranych w omawianym tomie grunt macierzysty stanowi polszczyzna. To nie są autorskie przekłady z duńskiego i tę okoliczność stawia w centrum uwagi sam tytuł książki. Trzeba więc spytać: pisane po polsku, ale jak? 

Jest to, powiedziałbym, poezja spokojna. Nie ma w niej ruchów gwałtownych, przestrajania instrumentu w trakcie koncertu, nagłych przemian mowy. Stwierdzenie powyższe dotyczy tyle pojedynczych wierszy – żaden z nich nie cechuje się wyraźną labilnością stylistyczną – ile całego tomu, raczej jednolitego niż zróżnicowanego językowo. To nie jest poezja zaskakujących konfiguracji słownych, tutaj słowa nie dziwią się sobie. Zasadniczo, bo przecież czasem zwróci uwagę ciekawe zachowanie wyrazów z kontekstu judaistycznego. Hotelowa winda, którą bohaterka krótkiego poematu prozą Kinderbal w Netanyi wjeżdża na swoje piętro, jest szabasowa. W wierszu o incipicie *** [ Kocham cię ponad życie ] pojawia się Sulamitka, tańcząca z papierową różą w zaciśniętych zębach. Można powiedzieć, że wyrazy związane z judaizmem, Biblią, z żydowską tradycją i kulturą wiążą się z wyrazami skierowującymi uwagę czytelnika ku realiom współczesnej cywilizacji (szabasowa – winda) czy też demaskującymi tandetność imitacji (taniec Sulamitki – papierowa róża). Rezultat tych międzysłownych paktów pozostaje kwestią otwartą, daje się rozpatrywać w planie interpretacji pojedynczego utworu. Na przykład: epitet szabasowa przydany słowu winda może informować o czasie opisywanego zdarzenia, ale też wytwarza napięcie z użytym wcześniej słowem bezbożna, charakteryzującym pasażerkę windy, starą dziewczynkę z książką Szestowa w ręce. Czy słowo szabasowa zyskuje w tej konfiguracji wydźwięk ironiczny, czy też, odwrotnie, zachowuje powagę, podporządkowuje sobie leksykalne otoczenie i skutecznie przekonuje, że ani stara dziewczynka z Szestowem (niewątpliwa maska „ja”), ani opisywana rzeczywistość nie są do końca bezbożne? Tak czy inaczej, epitet nie przylega do rzeczownika w sposób ścisły, bezproblemowy, między tymi wyrazami pozostaje zawsze jakieś rozsunięcie, przestrzeń niedopasowania, która zaprasza do penetracji. Ale powtarzam: tego typu zdarzenia językowe nie są w tej poezji normą, lecz rzadkością.

Janiny Katz pisanie po polsku to czasem pisanie innymi polskimi poetami, co ujawnia już sam tytuł jednego z wierszy, Ślimak (pisane Różewiczem):

Z domu – skorupki
wydziela się wiersz.
Wilgotny.
Światłoczuły.
Chowa się.
Czeka.

Rzeczywiście, utwór apeluje do lekturowej pamięci odbiorcy, każe przypominać takie wiersze Różewicza jak na przykład: O pewnych właściwościach tak zwanej poezji, Od jakiegoś czasu, Powstanie nowego poematu, Kościół bez Boga, Wiersz, Nagle, Światło cień, teraz, *** [ mój krótki wiersz ] czy, może najbardziej, kamień filozoficzny. Janina Katz ukazuje się tym samym w roli biegłego stylisty, mistrza pastiszu. A skoro o tym mowa: jest w Pisane po polsku wiersz, który mógłby nosić podtytuł „Pisane Szymborską” (ale nie nosi). Myślę o liryku *** [ Czego nie przeżyłam ], wyliczającym to, co się w życiu mówiącego „ja” nie wydarzyło. Czytając ten utwór, łatwo pomyśleć o patronacie poetki, która z maestrią opisuje swoje nieprzyjazdy… A warto przypomnieć: i Szymborską, i Różewicza Janina Katz tłumaczyła na język duński. Co nie powinno przesłaniać pewnego faktu. W wierszu Czego nie przeżyłam pisanie o nierzeczywistości, o tym, co stać się mogło (powinno), ale nie stało, jest chwytem być może zapożyczonym, ale użytym w bardzo szczególnym, indywidualnym zakresie. Niepoznani krewni i niepochowani nieojcowie z wiersza Katz – to mogą być nazwania odnoszone do bliskich pomordowanych podczas II wojny światowej. Moje nieweseli, fraza kończąca utwór – może być dyskretnym określeniem życia po Shoah.

Ostatnia uwaga odnośnie do stylistyczno-myślowej jednolitości: Pisane po polsku nie objęło kilku wierszy ogłaszanych przez Janinę Katz na łamach „Odry”. Nie ma tu na przykład krótkich scherz opartych na łamaniu stylów, zderzających konwencjonalne poetyzmy z wulgaryzmami, posługujących się chwytem zaskoczenia, kontrastu, nieoczekiwanego zwrotu. Także dlatego poetyka tomu może być określana mianem spokojnej w znaczeniu, które próbowałem już określić.
 
3
Co zapamiętam z Pisanego po polsku, do czego chciałbym tu wracać? Myślę, że najchętniej do kilku wybranych utworów. O dwu z nich jeszcze nie wspomniałem.

Oto „mała proza” zatytułowana W Ziemi Obiecanej – kilkukrotnie powtarzany w tomiku motyw poczucia obcości, alienacji zyskuje w niej swoistą konkretyzację. Mowa bowiem o poczuciu obcości „ja” (zapewne odautorskiego) wobec rzeczywistości współczesnego państwa Izrael: 

Co ja robię w tym kraju, który wszystkie zwycięstwa zamienia w krwawe klęski. Dzieci poszarpane w strzępy na ulicach. Ociężali starcy, którzy znają głodową śmierć, schylają się nad dziećmi. Nad buziami nie do rozpoznania.
Odmawiają kadysz, za kadyszem. Wierzą w Boga. Nie wierzą w Boga. Ale to ciągle ten sam niepojęty Bóg.

Izrael został tu przedstawiony jako miejsce hermeneutycznej klęski. Nie do zrozumienia jest los człowieka, nie do zrozumienia – byt i niebyt Boga. Ziemia klęski. Nie politycznej, społecznej, czy jakiejkolwiek innej – to nie jest, moim zdaniem, tekst polityczny – ale właśnie klęski rozumienia. Fatalizm powtarzalności, fatalizm braku rozwiązania (Co wieczór to samo zachodzące słońce: pochmurna pomarańcza, nadąsany owoc dojrzałego granatu. Co wieczór ten sam krwawy kadysz nieba). A na sąsiedniej stronie tomiku – Przeprowadzka, jeden z najkrótszych wierszy w Pisane po polsku:

Przeprowadzam się z mojego ciała
do innego ciała.

Szerokim łukiem okrążam
moją uporczywie nieśmiertelną duszę. 

Nadanie formy pierwszoosobowej czasownikom „przeprowadzać się” i „okrążać” jest najbardziej oczywistym, jawnym sygnałem obecności „ja”, indywidualnego podmiotu świadomego własnej podmiotowości, uznającego określone działania za swoje, sobie przynależne akty. Równocześnie ów podmiot odcina się jednak od pierwszoosobowych, a więc sobie właściwych zaimków dzierżawczych. „Przeprowadzanie się” jest porzucaniem „mojego” na rzecz „innego”; „ominięta” zostaje „moja” dusza. W zaistniałej konfiguracji słów wytwarza się napięcie między akceptacją pierwszoosobowej formy czasownika i oddalaniem analogicznej formy zaimka dzierżawczego. To napięcie – nazwę je gramatycznym – jest tylko znakiem, mówiącym o możliwości zaistnienia całej sekwencji napięć głębszych, myślowych. Najkrócej mówiąc: wiersz Janiny Katz może uruchamiać nieoczywistą i niejednoznaczną grę takich pojęć jak „tożsamość” – „obcość”, „duch” – „ciało”, „życie – śmierć”. Przenosiny z ciała mojego do innego dają się interpretować jako pseudonim biologicznego starzenia, ale też reinkarnacji. Jeśli omijanie mojej [ … ] duszy zrozumiemy jako odrzucenie lub zakwestionowanie antropologii religijnej (judeochrześcijańskiej), to równoczesne przydanie owej duszy określenia uporczywie nieśmiertelna może być sygnałem żywotności, trwałości pojęć religijnych. Za każdym razem pojawia się też pytanie o to, jak długo, pod jakimi warunkami, do jakiego stopnia „ja” pozostaje „ja”, gdzie przebiega granica „mojości” i „swojości”, i co to ogóle znaczy. A koniecznie trzeba dodać jeszcze jedną uwagę: Przeprowadzkę można czytać w tonacji bardziej serio lub bardziej buffo, widząc w niej nade wszystko językowy dowcip. I chyba to właśnie podoba mi się w tym wierszu „pisanym po polsku”: polisemantyczność sprzymierzona z klarowną i ekonomiczną konstrukcją tekstu.

Mateusz Antoniuk




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas