poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PAULINA MAŁOCHLEB
Chytry Litwin i stateczny Europejczyk
Dekada Literacka 2009, nr 1-2 (233-234)

Tadeusz Konwicki
Wiatr i pył
Czytelnik, Warszawa 2008

Po kilkunastu latach milczenia Tadeusza Konwickiego, to jest od czasu opublikowania Pamfletu na siebie w 1995 r., otrzymaliśmy jego nową książkę. Nie jest to jednak nowa powieść, lecz zbiór tekstów, które powstawały przez wiele lat, a nigdy dotąd nie ukazały się w publikacji książkowej. Wydanie to stanowi owoc pracy dwóch naukowców, którzy swoje doktoraty poświęcili właśnie twórczości Konwickiego: Tadeusz Lubelski pisał o autorze Sennika współczesnego w latach 70., kiedy nazwisko pisarza było objęte zapisem, więc wszystkie znalezione wówczas przez badacza teksty musiały pozostać zamknięte w archiwach i bibliotekach. Na światło dzienne wydobył je dopiero Przemysław Kaniecki, który w czasie zbierania materiałów do swej rozprawy doktorskiej odkrył, jak wiele pism Konwickiego pozostawało rozproszonych, ogłoszonych jedynie w prasie i nigdy niezebranych w książkach. Tak więc Kaniecki i Lubelski stworzyli zbiór składający się z tekstów nieznanych szerszej publiczności, grupujący utwory od najwcześniejszych – znakomite opowiadanie Kapral Koziołek i ja z 1946 r. – aż do najpóźniejszych artykułów publikowanych na przełomie wieków w „Charakterach” i „Gazecie Wyborczej”. 

Tadeusz Konwicki jest bohaterem współczesnego dyskursu kulturowego na dwóch poziomach: na jednym z nich stanowi przedmiot analizy jako autor licznych powieści i reżyser filmów, na drugim zaś – jako wielki milczący, pisarz, który zakończył swoją drogę twórczą i nie zmienił swej decyzji, mimo pełnego nadziei oczekiwania czytelników. Milczenie to, konsekwentne wycofanie się z życia literackiego, staje się tematem dla literaturoznawców w równym stopniu, w jakim wcześniej były nim Kompleks polski, Bohiń czy Lawa. Wydawać by się mogło, że Konwicki czyni podobnie jak Lem – zaprzestał pisania powieści, ale nie zamilkł całkowicie, publikował bowiem jeszcze w prasie, choć nie były to teksty zaangażowane ani fragmenty nowych utworów. Konwicki zabierał głos już tylko wtedy, gdy chodziło o kwestie dotyczące go osobiście – skrytykował na przykład opublikowane w „Polityce” zapisy podsłuchiwanych przez SB rozmów telefonicznych Stanisława Dygata, z którym sam często się kontaktował w ostatnich latach jego życia. Wydaje się więc, że Konwicki programowo zrezygnował z tworzenia literatury. Wyczerpało się jego poczucie misji, pozostało rozgoryczenie, które widać w Wietrze i pyle: Spoglądam na swoje życie z oddali. Zdarzały mi się momenty fatalne, ale były i niezłe. [ … ] A jednak należy mi się nagroda. [ … ] Za to, że żyję wśród Was tyle lat i nie palnąłem sobie w łeb. 

W Polsce zawsze niezwykle silne było przekonanie, że pisanie to rodzaj misji, z której należy się wywiązywać, dopóki tylko starczy tchu. W przypadku Konwickiego ciężar posłannictwa wiązał się jednak z poczuciem winy za komunizm. Jak powiedział on w filmie dokumentalnym Andrzeja Titkowa, napisał wszystkie swoje powieści w ramach ekspiacji za budowanie komunizmu, w którym uczestniczył w latach 50. Kiedy system upadł w 1989 r., Konwicki poczuł się zwolniony ze służby. Jerzy Jarzębski interpretuje zamilknięcie Konwickiego również jako rezultat wymierania pokolenia, z którym pisarz ten był związany. W chwili, gdy jego rocznik zaczął się wykruszać, został on autorem bez czytelników, pozostała taka publiczność, z którą nie czuje już żadnej więzi, nie istnieje wspólna płaszczyzna porozumienia. 

Stopniowe przemiany – od pisarza zaangażowanego w budowanie nowego ładu, poprzez opozycjonistę, po zdystansowanego krytyka nowoczesnej rzeczywistości –  zarysowują się w książce opracowanej przez Kanieckiego i Lubelskiego. Widać tu również narodziny figur czy mitów, które stały się charakterystyczne dla całej twórczości Konwickiego i odróżniają go od innych autorów. Należy więc czytać Wiatr i pył jako zbiór nowych tekstów Konwickiego, ale i umieszczać je w kontekście całej jego drogi pisarskiej, pomieszczone tu utwory wzbogacają bowiem naszą wiedzę o ewolucji poglądów i postaw autora. Obok tych, ważnych dla historii literatury faktów, Wiatr i pył pokazuje Konwickiego jako człowieka prywatnego, pisze on tu bowiem wiele o swoich przyjaciołach – Stanisławie Dygacie, Aleksandrze Ściborze-Rylskim, Leopoldzie Tyrmandzie, Zbigniewie Cybulskim (Ta nasza nieprzyjaźń nie wiadomo dlaczego skończyła się faktem, że specjalnie pod niego napisałem scenariusz Salta), Gustawie Holoubku, Aleksandrze Kobzdeju. W satyrycznym tekście Przecław, Masław, Gustaw wspomina żonę, z którą pisał scenariusz filmu historyczno-współczesnego (fantastyczne wykorzystanie problemu niemożności ukazania części historii Polski z powodu konfliktu z Rosją: No a jakiego króla wziąłby pan najchętniej na warsztat? – zapytał kierownik Henio. – Myśleliśmy z żoną, że może Batorego? – powiedziałem niepewnie. – Stefana Batorego? – Tak. Kierownik spoważniał. [ … ] Batory pod Pskowem? – spytał kierownik, patrząc mi usilnie w oczy. – Ach tak, nie pomyśleliśmy – zacząłem bąkać. – Przepraszam. Rzeczywiście. [ … ] Chwała Bogu, że przynajmniej Kazimierz… – A Grody Czerwieńskie? – spytał posępnie kierownik. – Racja. Coś tam było nieprzyjemnego z Grodami). We wspomnieniach z czasu studiów na krakowskiej polonistyce podkreśla, jak rozwijała się jego świadomość klasowa: W tym też kącie rodziły się moje pierwsze „rewolucyjne” prace seminaryjne, których mam nikłą nadzieję, doktor Wyka chyba nigdy nie czytał. Szybko jednak to wspomnienie zepchnięte zostaje przez obraz Wyki i Smajka kłócących się o piłkę nożną w poniedziałkowe poranki. 

Kapral Koziołek i ja to pierwszy tekst Konwickiego, a zarazem jedno z jego najwybitniejszych dzieł. Opowiadanie napisane z myślą o tomie partyzanckich utworów redagowanym przez Romana Bratnego, było oparte na przeżyciach osobistych autora, a przedstawione w nim morderstwo na młodym niemieckim żołnierzu stało się mitem założycielskim, z którego wyrosła cała późniejsza twórczość. Rosłem, dojrzewałem, starzałem się, zmieniałem poglądy i sympatie, głupiałem i mądrzałem – i ciągle nie mogłem zapomnieć tej nocy zimowej, a może przedwiosennej, kiedy strzeliliśmy do człowieka, którego nie znaliśmy, a strzelając, przecięliśmy na zawsze tok jego nieznanego życia, popchnęliśmy go w przepaść, o której sami nic nie wiedzieliśmy wtedy i nic nie wiemy teraz – napisał Konwicki w jednym z felietonów. Głównym bohaterem jest tu Ćwiok, o którym koledzy mówią: jesteś dupa, bo się wszystkiego boisz. Właśnie w ramach walki ze strachem, wzmacniania charakteru, Ćwiok zostaje zmuszony do wykonania egzekucji na wrogim żołnierzu, który wydaje się równie niewinny i gapowaty jak on sam. Dowódca narzuca jednak swą wolę, by nauczyć podkomendnych zdecydowania, by wyrugować z nich „inteligenckie sentymenty” i niemęską wrażliwość. W innym opowiadaniu wojennym, zatytułowanym Zachód słońca, Konwicki przedstawił śmierć nastoletniego chłopca przezywanego „Miedziana ufka”, który bierze udział w napadzie na pociąg niemiecki, by się wykazać i przystąpić do partyzantki. W pogoni za marzeniem o dorosłości i udziale w prawdziwej, męskiej przygodzie, za jaką uważa wojnę, wskakuje do wagonu pod nosem niemieckich wartowników. Ginie, zastrzelony w chwili, gdy wyrzuca z pociągu zdobycz – ciężki, wyszarpany z trudem bagaż. Przyjaciele znajdują ciało tuż koło walizki wypełnionej bezwartościowymi papierami. 

A zatem już w opowiadaniach napisanych w 1947 i 1948 r. pojawiły się motywy typowe dla późniejszej twórczości Konwickiego: przekonanie o bezcelowości śmierci, tragizm i ironia historii, demitologizacja partyzantki. Obok tekstów wojennych ważnym świadectwem ewolucji są opowiadania poświęcone poczuciu kompromitacji świata, jakie pojawiło się w drugiej połowie lat 40.: Chciałem się unieść gniewem. Ale powiedziałem jakoś cicho i bezbarwnie, jakby bez przekonania: – Tak, panie Miszczak, ale ja rosłem i dojrzewałem podczas wojny, kiedy dla pana to były ferie od zwykłej codzienności – powtórzyłem Remarkowskie słowa. Wrażenie to szło w parze z kompleksem, jaki inteligent odczuwał wobec proletariatu – co doskonale pokazuje Ogródek z nasturcją. Opowiadanie brata z prowincji, przedstawiające absolwenta historii sztuki, który odrzuca całe swoje dotychczasowej życie i edukację, by pracować przy budowie. Po początkowej niechęci i nieufności ze strony majstra i robotników Drejer zdobywa ich szacunek, gdy odmawia przejścia do pracy w biurze. Nie zmniejsza to jednak dzielącego go od nich dystansu. Drejer nigdzie nie jest u siebie, zawsze czuje się wyobcowany, choć dłonie po pracy krwawią mu z powodu rozerwanych bąbli i odcisków. Kultura wysoka skompromitowała się w czasie wojny, nie znalazł w niej bezpieczeństwa i wartości, jednak wobec proletariatu odczuwa wyższość, szydzi z naiwności towarzyszy. W czasie dyskusji o Sienkiewiczu w odpowiedzi na wywody towarzysza reaguje: Ja zaśmiałem się drwiąco, mądrzejszy o dziesiątki dyskusji nad Trylogią

Utworom rozliczeniowym, opowiadającym o rozczarowaniu i przygniatającej machinie Historii, towarzyszą w pierwszej części tomu teksty zaangażowane w budowę nowej rzeczywistości. Szkice z wybrzeża opowiadają o odbudowie i odzyskiwaniu rodowicie polskiego Pomorza: O polskości katedry [ w Oliwie ] świadczą płyty pamiątkowe z polskimi nazwiskami opatów zakonu cystersów mieszczącego się przy katedrze. Konwicki podkreśla wysiłek związany z odnajdywaniem rozszabrowanych dóbr kultury, odgruzowywaniem miasta. Puenta tego szkicu uderza swoją jednoznacznością: W osamotnionych uliczkach też słychać śpiew piły: repatrianci ze wschodu nie zrażają się ogromem zniszczeń, remontują i odbudowują poszczególne mieszkania. Bo Gdańsk zostanie teraz na zawsze nasz. Podobny ton zaangażowanego komunisty widoczny jest we wspomnieniu napisanym po śmierci Tadeusza Borowskiego: Kochał ludzi. Tę miłość wyczuliśmy z jego książek i artykułów, z jego oczu i słów. Dlatego tak wielki i gorący udział brał w naszej Budowie, dlatego tak nieustępliwie potrafił walczyć z wrogami ludowej ojczyzny. Z tej miłości powstał piękny list Do młodych agitatorów pokoju – podkreślał z patosem Konwicki. 

Nie wypominam tego okresu w twórczości Konwickiego ze złośliwą satysfakcją – przeciwnie – towarzyszy mi raczej podziw dla autora, który zaaprobował kształt tego tomu, zgodził się, by nie ukrywać niczego, ukazać pełnię, wszystkie wątki swej twórczości. Zwłaszcza że dopiero w kontekście tych tekstów z początku lat 50. widać, jak daleką drogę przebył Konwicki, by móc napisać Małą apokalipsę. Odwrót od socrealizmu i komunizmu w Wietrze i pyle przedstawia felieton opublikowany w „Nowej Kulturze” w styczniu 1956 r. – Nieprzyjemne wyznanie, gdzie autor postulował nowe postrzeganie kultury: Dlatego, jako gorliwy adept szkoły rozsądku, dopraszam się trochę żywiołowego luzu. Kierowanie literaturą przez partię rozumiem następująco: literaci ideowi, partyjni i bezpartyjni nadają ton działalności intelektualno-pisarskiej, przewodzą w walce o literaturę naszych czasów, naszej epoki, pracują bez wyręki administracji, milicji i straży pożarnej [ podkreślenie moje – P.M. ]. Zahartowana, uodporniona ręka jest swobodniejsza i sprawniejsza. 

Z drugiej połowy lat 60. pochodzi scenariusz zatytułowany Trochę apogeum, opowiadający historię, która choć nigdy nie znalazła realizacji na planie filmowym, to stała się kanwą dla Małej apokalipsy. W czasie politycznego przesilenia główny bohater Ziutek udaje się z bombą pod Pałac Kultury z zamiarem wysadzenia go w powietrze. Tematem scenariusza, podobnie jak później w Małej apokalipsie, jest właściwie sama wędrówka bohatera oraz historia rozgrywająca się w tle: prezydentem świata został bowiem Polak o nazwisku Nowak. Ziutek w końcu nie dokonuje zamachu, a spod Pałacu zabiera go dziewczyna, która mówi: Całe życie przed nami. Urodzimy dzieci, będziemy prać pieluchy i gotować obiady, prać i gotować, gotować i prać. To też piękny ideał. Skrzecząca rzeczywistość dopisuje więc tu bolesne, rozczarowujące w swym banale zakończenie. Wbrew groźbom Ziutka, który straszył: Zaraz wybuchnie, przysięgam Bogu. To trzy megatony. Ja wygrałem olimpiadę fizyczną – już po chwili wraz z Elką podąża on naprzód, drepcząc w tym samym rytmie co pozostali. 

Obok form artystycznych Wiatr i pył zawiera wiele tekstów prasowych: czytamy nie tylko felietony Konwickiego z „Nowej Kultury” czy „Sztandaru Młodych”, lecz także korespondencje pisane dla „Literatury” z olimpiady w Monachium w 1972 r. i podróży po Stanach Zjednoczonych. Konwicki ujawnia się tu jako złośliwy satyr, ironista, stroniący od popularności wieczny melancholik. Rzucony w wielki świat tęskni do swej nyży i kota Iwana, wybiera postawę na przekór rzeczywistości – podróżuje więc z przymusu, z oporami, ze strachem, obnosi się ze swoją niepewnością i niechęcią do obcych. W reportażu Ameryka, Ameryka wyznaje: Amerykę opisała już szczegółowo duża część ludności naszego kraju. Od Sienkiewicza do Wańkowicza i od Putramenta do Passenta. A przecież chciałbym się wyróżnić [ … ]. I w tym momencie przychodzi ryzykowna myśl. Wszyscy pisali źle, negatywnie o Ameryce. [ … ] Może by więc na przekór? Nastąpię swojej pieśni na gardło, zacisnę zęby, zadam sobie gwałt i napiszę dobrze o Ameryce. 

Wiatr i pył zbierają też olbrzymi blok tekstów poświęconych drugiej dziedzinie życia Konwickiego – kinu. Znajdziemy tu recenzje z filmów powojennych, odpowiedzi na ankiety, w których Konwicki precyzował swoje poglądy, aż po jego wspomnieniowe zapisy związane z realizacją poszczególnych obrazów. Najlepszym tekstem wydaje się tu Jak kręciłem Lawę? – ujawnia się w nim bowiem typowa dla autora sylwiczność, skojarzeniowość, łączenie różnych dziedzin, rejestrów i problemów. Konwicki opowiada w tym szkicu o technicznych aspektach przygotowywania filmu, ale równie istotny dla niego jest sam tekst stanowiący podstawę, czyli Dziady cz. III. Nikt tak jak Konwicki nie potrafi pisać o Mickiewiczu: na kolanach i równocześnie spoufalając się, klęcząc przed nim i podgryzając w kostkę w tym samym czasie. Konwicki przedstawia siebie jako ostatniego krewnego Mickiewicza – jego dziedzica i ziomka, wędrującego po tych samych miejscach, zanurzonego w klimacie Oszmiany i Tuhanowicz. Pisze o sobie: Ja jestem ostatni, co pamięta początek XIX wieku. Równocześnie jednak rozbija patos i wzruszenie przez wprowadzenie problemu scen miłosnych między Mickiewiczem i Marylą: Oczywiście spotkałem się z opiniami docentów, którzy grali jurnych, biologicznych mężczyzn nielękających się śmiałych interpretacji. Kończy jednak tę kwestię zdaniem: Niech ta miłość, jaka była, zostanie nietknięta gdzieś między gwiazdami. 

W Wietrze i pyle jest obecny cały Konwicki – jego przemiany, poglądy, zajęcia i gusta. Także fobie, obsesje i urazy, które stały się podstawą mitu. Sam o sobie pisze w ostatnim, najpóźniejszym tekście: Czasem słyszę ukradkiem, jak ktoś mówi o mnie: chytry Litwin, ktoś inny powiada: on jest trochę kopnięty w móżdżek, a jeszcze z boku dorzucają: to przecież emigrant. A mnie się stale wydawało, że jestem stateczny, logiczny, opanowany, przewidywalny i w ogóle facet do rzeczy, po prostu Europejczyk.

Paulina Małochleb




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas