poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ROBERT OSTASZEWSKI
Kasa, prozaiku, kasa!
Dekada Literacka 2009, nr 1-2 (233-234)

Zaliczka
W przypadku większości niszowych inicjatyw okołoliterackich, najczęściej subsydiowanych w całości przez – przepraszam za wyrażenie – organy centralne bądź samorządowe, terminy ostatecznych rozliczeń zobowiązań finansowych zwykle przesuwają się z miesiąca na miesiąc, z kwartału na kwartał, aż na koniec roku, kiedy to już na gwałt szykować trzeba sprawozdania dla tego, kto dotację przyznał. Trudno więc żyć bez zaliczki. Co więcej – zaliczka zdaje się podstawą istnienia wielu czasopism literackich i rzeczonych niszowych inicjatyw okołoliterackich.

Piszę: „zaliczka”, lecz myślę: „wstęp”. Albo na odwrót. Choć to właściwie jedynie odrobinę ryzykowny i pewnie nie dla wszystkich zrozumiały (tłumaczył nie będę, o nie!) żart. Czemu pozwalam sobie na żarty ze spraw w gruncie rzeczy jak najbardziej poważnych? Otóż właśnie dlatego, że sytuacja jest poważna, nawet arcypoważna, i jedyne, co nam może pomóc, choćby na chwilę, to trochę wisielczego humoru. Cóż, w pisaniu o pieniądzu w prozie teraz, wczesną wiosną roku 2009, kiedy kryzys panoszy się we wszelkich zakątkach globu, kiedy jedni, tknięci zabobonnym lękiem, starają się w ogóle nie wypowiadać złowieszczego słowa „kryzys”, drudzy zaś powtarzają słowo „kryzys” niczym mantrę, która w magiczny sposób spowoduje odwrócenie złego losu; otóż, w pisaniu na ten temat w roku 2009 wczesną wiosną jest coś ze straceńczego błazeństwa. By jednak sparafrazować klasycznego już poetę z Aleksandrii: Bez błaznów – cóż poczniemy teraz? Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem. Do rzeczy więc, czyli do pieniędzy, kasy, szmalu, mamony w prozie. Choćby nawet wyglądało to na błazeństwo totalne.

Pierwsza rata należności
Po przełomie 1989 r. i wielkim „apetycie na przemianę” w literaturze, który na dobrą sprawę nigdy nie został choćby w części zaspokojony, motywy i wątki dotyczące pieniędzy w prozie przez kilka dobrych lat nie ulegały wielkim zmianom. Nadal były to motywy i wątki wysoce marginesowe, co nie dziwi, skoro po 1989 r. prozaicy skupili się na penetrowaniu światów prywatnych, opisywaniu „małych ojczyzn”, tworzeniu mniej lub bardziej wydumanych konstrukcji mitograficznych albo postmodernistycznych grach tekstem (i z tekstem), unikając tematyki społecznej czy ekonomicznej. Innymi słowy: przez większość lat ostatniej dekady XX wieku pieniądze dla prozaików nie stanowiły problemu godnego uwagi, mimo iż nieomal wszyscy w owych latach w Polsce musieli zmagać się z nim w okresie transformacji, próbując odnaleźć się w nowych warunkach społeczno-gospodarczych. Być może wygląda to na paradoks, tyle tylko, że szczególnie w pierwszej połowie lat 90. pisarze zwyczajnie nie interesowali się zbytnio otaczającym ich światem, gdzie indziej szukając inspiracji. 

Co nie znaczy oczywiście, że pieniądze całkowicie znikły w tym czasie z tekstów naszych pisarzy. Tyle że najczęściej pojawiały się na podobnych zasadach i w podobnych kontekstach, jak w książkach powstających kilkanaście czy kilkadziesiąt lat wcześniej. Z jednej strony pieniądze, ich posiadanie, zabieganie o nie, wszystko to było ukazywane jako coś podejrzanego, by nie rzec – nieprzyzwoitego, niegodnego porządnego człowieka. Z drugiej – kasa okazywała się czymś zupełnie nieistotnym dla bohaterów książek z początku lat 90., niewartym uwagi; ot, wedle zasady: są pieniądze – dobrze, nie ma pieniędzy – drugie dobrze, bo zawsze jakoś się (prze)żyje. 

Prozaikiem, w tekstach którego ostatnimi czasy najczęściej pojawiały się słowa „pieniądze”, „kasa”, „szmal”, był (a i wciąż jest) Marek Nowakowski, czego przykładem są choćby tytuły opowiadań: Kasa w adidasach czy Pieniądze, pieniądze (oba pochodzące z tomu Prawo prerii, 1999). To właśnie w prozie Nowakowskiego, który konsekwentnie piętnuje wszelkie przejawy „kultu mamony”, pieniądze są czymś podejrzanym. A jeszcze bardziej podejrzani są ludzie, którzy całe swoje życie podporządkowują gromadzeniu forsy. Znamienne jest, jak Nowakowski ich przedstawia: śmierdzący potem bazarowi „biznesmeni” w tandetnych białych skarpetkach i mokasynach, „dresy”, których życiowym mottem jest: „fura, skóra i komóra”, brzuchaci prezesi szemranych firm, umysłowo jakby zredukowani do kilku ludzkich cech (z opowiadania Rozterki księgowej z przywoływanego już przeze mnie tomu). Wszyscy oni są odrażający, brzydcy i płytcy, co daje tym bardziej karykaturalny efekt, że żyją w błogim przekonaniu, iż skoro pieniądz rządzi światem, a oni mają go aż nadto, to są panami tegoż świata i jak panowie się zachowują.

Zaś w tekstach licznych (wymieniać można by ich długo) pisarzy z tzw. roczników 60., którzy ławą wchodzili do literatury w poprzedniej dekadzie, motyw pieniędzy nie pojawia się prawie wcale. Bohaterowie – by podać przykłady – Białego kruka (1994) i Jak nie zostałem pisarzem (próba autobiografii intelektualnej) (1998) Andrzeja Stasiuka czy powieści Chłopaki nie płaczą (1996) Krzysztofa Vargi zamknięci są w środowisku kumplowskim, które funkcjonuje poza nawiasem świata konsumpcyjnego. Ergo – w gruncie rzeczy świetnie obywają się bez pieniędzy, bo przecież w tym środowisku zawsze znajdzie się ktoś, kto akurat jest „przy kasie” albo bezinteresownie nakarmi czy postawi coś mocniejszego; bo zamiast podróżować pociągiem czy autobusem można przemieszczać się stopem; bo od kolekcjonowania rzeczy i  – najogólniej rzecz ujmując – ustawiania się w życiu ważniejsze zdaje im się kolekcjonowanie wrażeń, poznawanie siebie, świata i innych, poszukiwanie duchowych i emocjonalnych głębi, choćby nawet koniec końców okazywały się one nieodmiennie podobne do mielizn. 

Druga rata należności
O pieniądzach zaczyna się mówić częściej wtedy, gdy zaczyna ich brakować. Boleśnie i nieodwołalnie. Truizm? Pewnie tak, ale akurat dobrze opisujący sytuację w polskiej prozie przełomu wieków. W drugiej połowie lat 90. skończyła się krótkotrwała – jak się okazało – koniunktura na „nową literaturę w nowej Polsce”. Szczególnie mocno odczuli to prozaicy urodzeni w latach 70. i na początku 80., którzy mieli wtedy ogromne problemy z wydawaniem debiutanckich książek, zaistnieniem w mediach czy przebiciem się do wiodących na rynku książki wydawnictw. Być może dlatego (choć zapewne nie jest to jedyne możliwe wytłumaczenie) uważnie przyglądali się swoim rówieśnikom (i nie tylko), którzy mieli spore problemy ze znalezieniem swojego, satysfakcjonującego ich miejsca w rzeczywistości III RP, a co za tym idzie, środków na godne, zasobne i bezproblemowe życie. Zaowocowało to pojawieniem się tzw. prozy zaangażowanej. Prozaicy tacy jak Tomasz Białkowski, Daniel Odija, Michał Olszewski czy Mariusz Sieniewicz opisywali skomplikowaną sytuację w Polsce B, w prowincjonalnych miastach i miasteczkach oraz postpegeerowskich wiosczynach, gdzie ludzie zmagali się z brakiem pracy, pieniędzy oraz szans na lepsze, godne życie. Pieniądze (a właściwie ich dojmujący brak), rozpaczliwe poszukiwanie pracy (jakiejkolwiek, choćby to była akwizycja, jak w opowiadaniu Odiji Melisa z tomu Szklana huta, 2005), pogrążanie się w beznadziei, by nie rzec – rozpaczy, to były tematy aż do znudzenia wałkowane wtedy w prozie. 

Zainteresowanie „czarnym realizmem” zarówno czytelników, jak i samych pisarzy skończyło się jednak dosyć szybko, co – pomijając kwestie stricte literackie – nie pozostawało bez związku z polepszającą się sytuacją ekonomiczną. Zauważyli to także prozaicy. Próbowali na gorąco analizować rozwijający się kapitalizm i portretować ludzi poświęcających się pomnażaniu liczby zer na koncie (przykładem choćby głośna swego czasu powieść Dawida Bieńkowskiego o niezbyt zachęcającym tytule Nic, 2005). Albo pokazywali świat młodych, dobrze sytuowanych, pozornie żyjących bez trosk ludzi, mających jednak niejakie problemy ze wskazaniem celu i sensu życia, jak chociażby w interesującej powieści Adama Kaczanowskiego Bez końca z roku 2005. (Inna, wymagająca zapewne osobnego omówienia, jest kwestia funkcjonowania motywu pieniądza w tzw. prozie kobiecej spod znaku Katarzyny Grocholi, której bohaterki żyją – by tak rzec – pod kloszem, nie mają wcale kłopotów finansowych albo wychodzą bez problemu i tylko dzięki własnej pomysłowości z największych nawet tarapatów). 

Rozliczenie ostateczne
A w jaki sposób literatura zareagowała na rozpanoszony obecnie kryzys? Bez wątpienia dotyka on bezpośrednio pisarzy, bo zazwyczaj wszelkiego rodzaju cięcia kosztów, jak również szukanie oszczędności, zaczynają się od sfery kultury. Świadczy o tym chociażby powściągliwość wydawców w podpisywaniu umów na nowe tytuły. Na razie jednak nie widać, aby temat kryzysu był – oczywiście poza rozmaitego rodzaju wystąpieniami publicystycznymi – nadmiernie eksponowany przez pisarzy. Wprawdzie środowisko „Krytyki Politycznej” starało się inspirować powstawanie czegoś w rodzaju „poezji czasu kryzysu”, ale jak to bywa z twórczością inspirowaną, nie przyniosło to wielkich efektów. Być może zwyczajnie potrzeba nieco czasu. Jednego jestem jednak pewien: jeśli kryzys będzie trwał nadal, na pewno stanie się interesującym tematem dla niejednego prozaika. Tylko kto będzie kupował ich książki, skoro nadal będzie szalał kryzys?!

Robert Ostaszewski




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas