poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
TOMASZ BIAŁKOWSKI
Hot dog francuski po warmińsku
Dekada Literacka 2009, nr 1-2 (233-234)

1. Kiedy znikają lasy, pojawia się Miasto. Przyjezdny może wysiąść na Dworcu Zachodnim, przejść ponury tunel, minąć dworcowy betonowo-stalowy pawilon, do którego prowadzą drewniane, wahadłowe drzwi wywalające na zewnątrz kłęby śmierdzącej pleśni zmieszane z odorem brudnych ludzi koczujących na betonowych parapetach. Podróżny kierujący się do Centrum może wybrać trasę biegnącą w dół, przy Zamku, przez Rzekę aż do Ratusza. Może też pójść prosto. Dojdzie wtedy do ulicy Grunwaldzkiej, ostro opadającej ku Mostowi Jana. Obok tego mostu podróżny dostrzeże duży, pęknięty kamienny obelisk, do którego przytwierdzono mosiężną tablicę z napisem: 3 lutego 1807 roku Napoleon przebywał w Mieście z zamiarem stoczenia bitwy z wojskami rosyjskimi. 
Zamiarami Miasto jest wybrukowane. Albo upstrzone.

2. Jeżeli podróżny nie wysiądzie na Dworcu Zachodnim, dojedzie do Głównego. Pokona równie ponury tunel, tyle że dłuższy, i skręciwszy w lewo, wyjdzie na halę, która porazi go swoją brzydotą. Przed wojną tę ulicę obsadzono pięknymi kasztanami, klonami i lipami. Latem gałęzie drzew wraz z liśćmi tworzyły zielony baldachim, pod którym tętniło życie. Jeżeli przyjezdny w cuchnącym moczem tunelu skręci w prawo, wyjdzie wprost na przystanek autobusowy. Po drugiej stronie ulicy dostrzeże szarą budę oblepioną kolorowymi napisami. Podróżny, wytężając wzrok, odczyta czerwony napis: Hot dog francuski po warmińsku.

Więcej dworców w mieście nie ma. 

3. Podróżny będzie czekał na miejski autobus. W 1907 roku po Mieście jeździły tramwaje elektryczne. W Warszawie takie pojazdy pojawiły się raptem dwa lata wcześniej. Jeździły również trolejbusy wymyślone przez Niemców pod koniec xix wieku. Nad Miastem krążyły sterowce łączące je stałą linią z Berlinem. W 1936 roku mieszkańcy ujrzeli na niebie blisko 240-metrowego „Hindenburga”, który rok później stanął w ogniu nad Nowym Jorkiem. Spłonął z ludźmi, wśród których był kapitan sterowca Lehmann. Ten kapitan przez wiele lat mieszkał w Mieście, tu pracował jako komendant lotniska. Podróżny winien wiedzieć, że po Mieście od 1965 roku nie jeździ ani jeden tramwaj. Pięć lat później zlikwidowano trolejbusy. Nie ma też lotniska. Przedwojenny dworzec spalono, przebudowano, a na koniec rozebrano i w jego miejsce postawiono szklano-betonowego potwora.

4. Najlepiej w miejskiej zabudowie prezentują się banki, urzędy i kościoły. Remontują je chłoporobotnicy przybywający każdego ranka do Miasta niewielkimi furgonetkami albo starymi samochodami, których Miasto już nie chce. Co ciekawe, po Mieście jeżdzą luksusowe lexusy, mercedesy i eleganckie samochody terenowe. Potem wracają pod miasto, by go nie czuć. Każdego roku powstają nowe mini-miasta, do których chłoporobotnicy mają wstęp jedynie w charakterze siły roboczej. 

5. Jechałem latem małym busem, obok mnie siedziały kobiety wracające z pracy w przetwórni ryb. Wnętrze wypełniał rybi smród. Jedna z tych młodych kobiet przez chwilę patrzyła na mnie, potem odwróciła głowę ze wstydem. Popołudniami smród jest wywożony za Miasto.

6. Miasto jest pełne kontrastów. Najlepiej tu widać różnice społeczne. Nigdzie nie widziałem takich kontrastów.

7. Kiedy już byłem poza Miastem, znalazłem się w niewielkiej miejscowości. Wszedłem do jedynej knajpy w tym miasteczku. Przed wojną miasteczko było trzy razy mniejsze. Było w nim trzy razy więcej knajp. Miejscowi mężczyźni siedzieli przy butelce oranżady, którą pili z literatek. Po trzeciej oranżadzie mężczyzna najbliżej mnie siedzący wybełkotał: 

 – A ty, przyjacielu, co taki smutny? Napij się z nami!

Dołączyłem więc do tych ludzi i tego wieczora wypiliśmy jeszcze mnóstwo oranżady. Nie pamiętam, kiedy się rozstaliśmy. To była bardzo mocna czerwona oranżada, którą należało popijać białą. Nie odwrotnie. 

9. Eleganckie kobiety w małych miasteczkach noszą prawdziwe futra.

10. Następnego dnia zapragnąłem pojechać na północ. Pod granicę z Rosją. Na północ od Miasta nie ma już kolei. Zamknięto większość dworców, a tory zarosły trawą. 

11. Nie było czym jechać, więc wróciłem do Miasta. 

Moje osiedle taksówkarze wzywani przez radio nazywają – Piekiełko. 

12. Przed klatką zawsze stoją chłopcy z papierosami w zmarzniętych palcach. Czasem robią przerwę w tym staniu i idą do sklepu. Po piwo. Wracają pod klatkę i dalej palą papierosy. Zauważyłem, że niektóre z numerów są celowo spalone żarem tytoniowym. Myślę, że to coś znaczy. Czekam na dzień, kiedy spalą moją czternastkę. Czekam na to, co się potem stanie.

13. Sprzedawczyni w spożywczym ma bardzo zepsute zęby i zmęczone oczy. Zarabia 900 złotych miesięcznie. Pracuje też w soboty i niedziele. Ale w niedziele tylko do drugiej, zaznacza i uśmiecha się, zasłaniając usta. 

14. Obok mojego domu, w piwnicy, jest zakład szewski. Człowiek tam pracujący ma szary fartuch zapinany na piersi. Ten fartuch jest pełen dziur od papierosów, kleju i substancji żrących. Szewc słucha bardzo głośnej muzyki z radia. Każdemu, kto wchodzi, mówi: tu radio rmf. Twierdzi, że robi tak od chwili, kiedy prawie wygrał samochód marki skoda w konkursie telefonicznym. Zadzwonił telefon, a on zapomniał i powiedział: Słucham? Od tej pory, by się nie pomylić, mówi do klientów: Tu radio rmf. Pan pokaże te buciki.

15. Latem poznałem w Mieście miłego Francuza. Ten blisko pięćdziesięcioletni mężczyzna bardzo chwali sobie życie w Mieście. Twierdzi, że takich warunków we Francji nie miał. Pracuje podobnie jak wielu innych jego rodaków w największym w województwie zakładzie pracy. Stanowi kadrę kierowniczo-techniczną fabryki opon. Mężczyzna, kiedy chce się zabawić, jeździ do Warszawy. W Mieście tylko pracuje. 

16. Sąsiadka nad nami jest w konflikcie z inną. Powodem jest hałas, jaki robi o czwartej rano, kiedy wstaje do pracy w fabryce opon. Pracuje tam przy polerowaniu kilkucentymetrowych pierścieni. Za swoją pracę dostaje 13 złotych brutto za godzinę. Ta młoda kobieta nie lubi w ciemnościach przedzierać się do fabryki. Boi się napaści. Czasami odprowadza ją mąż, a wtedy hałas na korytarzu robi zdwojony. Konflikt narasta.

17. W maju w Mieście odbyła się wystawa Stasysa Eydrigeviciusa. Jednym ze sponsorów miała być firma, w której pracuje moja sąsiadka. W ostatniej chwili firma się wycofała. Nie chcemy być kojarzeni z religią, rasizmem i seksem. Wystawa Stasysa Eidrigeviciusa ociera się o ten ostatni temat, więc uznaliśmy, że jej sponsorowanie kłóci się z wytycznymi naszej firmy. Powiedział rzecznik firmy. Poszedłem na tę wystawę. To były piękne czarno-białe fotografie. Przedstawiały męskie akty.

18. W Mieście wszyscy marzą o wielkich pieniądzach. Albo chociaż średnich. Robią za niewielkie. Ceny chleba i paliwa w Mieście z jakiegoś tajemniczego powodu są znacznie wyższe niż w dużo większym Toruniu. Zaś bilety komunikacji miejskiej poszły w górę i kosztują tyle samo co w pięć razy większym Krakowie.

19. Najlepiej, żeby pieniądze dawali za darmo. 

20. Obecny wiceminister kultury, wręczając mi stypendium Marszałka, nie był zadowolony z przyznanej stypendystom kwoty. Mało. 700 złotych minus podatek. Tak przez pół roku. Tu nie chodzi o kwotę – powiedziałem łamiącym się głosem dostojnikowi. Liczy się sam gest, wyróżnienie. 

Cały drżałem.

Kiedy wyszedłem z pięknej Sali, podzieliłem się tą uwagą z towarzyszącymi mi osobami. Ktoś nagle zapytał. To o co chodzi w stypendium, jak nie o pieniądze?

21. Jakżeś taki honorowy, to trzeba było nie brać.

Wziąłem.

22. Tłumaczka Irena Gronberg w wywiadzie udzielonym lubelskim „Kresom” (3/2008) mówi: (w Szwecji) po wydaniu każdej książki można co dwa lata dostawać (na następne dwa) dość spore stypendia gwarantowane, pozwalające w spokoju pisać kolejną książkę.

Rozmawiałem z kilkoma pisarzami na ten temat, zdania są podzielone. Jedni by tak chcieli, drudzy twierdzą, że taka forma pomocy państwa rozleniwia. Wszyscy pytani mieszkają w Mieście.

23. Mój młodszy kolega po piórze, jeszcze przed debiutem książkowym, poprosił mnie o spotkanie w knajpie. Chciał, abym ocenił fragmenty wcześniej przesłanej mi powieści. Umówiliśmy się w angielskim pubie. Kiedy ja piłem piwo, on rozejrzał się nerwowo po sali i ze szmacianego plecaka wyciągnął puszkę z piwem. Pił ją, ukrywając pod stołem. 

Nie pytałem go, co sądzi o szwedzkim systemie stypendialnym.

24. Minister Kultury w wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” (6.02.2009) tak mówi o pismach kulturalnych: Zależy mi na tym, żeby redakcje zakładały np. dobre strony internetowe, żeby nie inwestowano w biura, sekretarki, żeby jak najwięcej pracy odbywało się przy minimalnych stałych kosztach. 

Widziałem kilka redakcji. Najbardziej podobała mi się ta w toruńskim „Undergruncie”, gdzie nocowałem po festiwalu prozy. Biurem był pokój w kamienicy, w którym mieszkali redaktorzy pisma. Kiedy wróciliśmy w nocy, zalegliśmy na podłodze, na kocach, w barłogu, między książkami i papierami, tam gdzie było miejsce. 

Nie wiem, kto tam był sekretarką. 

25. Jedyne pismo literackie w Mieście dostało o połowę mniejszą niż w zeszłym roku dotację z ministerstwa. Być może jest to ukoronowanie piętnastolecia działalności społecznej ludzi tam zebranych. 

Szesnastych urodzin redakcja nie przewiduje. 

26. Nie widzę w Mieście młodych ludzi, którzy mieliby zająć to miejsce. Zacząć coś nowego, po swojemu. W Polsce północno-wschodniej wkrótce nie będzie ani jednego pisma literackiego o ogólnokrajowym zasięgu.

27. Zapytany o Wałęsę na egzaminie z historii Polski student wyjaśnił egzaminatorowi, że Wałęsa był pierszym sekretarzem KC PZPR. Młodzieniec Stan Wojenny usytuował na początku XXI wieku. 

W pisaniu uznaję zasadę „prawdziwego zmyślenia”. Nie byłbym w stanie wymyślić podobnej historii. Nie mam aż tak wielkiej wyobraźni.

System naboru ludzi na studia jest tak skonstruowany, że preferuje model ilościowy – głoszą urzędnicy. 

Im więcej uczelnia przyjmuje studentów, tym większe dostaje dotacje od państwa.

28. Trawa coraz szybciej podpełza pod Miasto. 

29. W czwartek do Miasta przybył premier, by wesprzeć kandydata swojej partii w przedterminowych wyborach prezydenckich. Wybory będą kosztowały Miasto kilkaset tysięcy złotych. To koszt demokracji. Przypominamy Państwu, że powodem wcześniejszych wyborów jest afera ratuszowa. Podejrzenia prezydenta o molestowanie urzędniczek i gwałt.

30. W sondażach przedwyborczych prowadzi kandydat premiera. Zasiada on w radzie nadzorczej przedsiębiorstwa komunikacyjnego, które podniosło niedawno ceny biletów.

31. Z zepsutej ryby został już tylko ogon.

32. Kiedy wysłałem maszynopis Mistrzostwa Świata do pewnego dużego wydawnictwa, otrzymałem wkrótce odpowiedź mniej więcej takiej treści: Książka jest dobra, ale nie ma potencjału rynkowego. To pańskie Miasto… 

Akcję następnej książki rozpocząłem w Gdańsku, potem cwanie przeniosłem do Miasta. Wydawcę znalazłem po dwóch tygodniach. Po dwu kolejnych podpisałem umowę.
Może to nie ma ze sobą związku, a ja dokonuję nadinterpretacji? Jestem przewrażliwiony?

33. Akcja powieści, nad którą obecnie pracuję, toczy się w Warszawie.

34. Pisanie o pieniądzach z perspektywy najbiedniejszego kawałka Polski jest zajęciem karkołomnym. To zajęcie perwersyjne. 

35. Miasto jest w odworcie. To, co jest dzisiaj, ma twarz hot-doga francuskiego po warmińsku w szarym, niestrawnym, zaściankowym sosie. Podróżny opuszczający Miasto długo musi o nim myśleć. Z Miasta nie wyjeżdza ani jeden pociąg ekspresowy.

36. Kryzys oznacza okres przełomu, decydujący zwrot, czas załamania gospodarczego. W grece znaczy: odsiew. 

Tomasz Białkowski





 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas