poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
IGNACY KARPOWICZ
Piasek i lód
Dekada Literacka 2009, nr 1-2 (233-234)

Słownik frazeologiczny języka polskiego Stanisława Skorupki o pieniądzach ma sporo do powiedzenia; mnie najbardziej zaintrygował punkt 53.: mieć pieniędzy jak piasku, w sensie: dużo. Wydanie, z którego korzystałem, jest równolatkiem Okrągłego Stołu. Komuna przeszła, mamy wolność, a z wolnością – pieniędzy, jeśli już, to jak lodu; w sensie: dużo. Fascynujące wydaje się przejście od piasku do lodu, być może nawet należałoby je łączyć z ochłodzeniem klimatu, ewentualnie ociepleniem à rebours. Ale to już zadanie dla specjalistów, na przykład socjologów klimatu. Do specjalistów się nie zaliczam. O klimacie wiem tyle, że może być korzystny lub nie, najczęstszy przypadek to klimat umiarkowany, chyba.

O pieniądzach do powiedzenia wiele nie mam, bynajmniej nie dlatego, żem dżentelmen. Po prostu pieniądze w moim życiu występują najczęściej w postaci nieoczywistej, czyli – ukonkretniając – jako debet. Są, ponieważ ich nie ma.

Zastanawiałem się nad naturą (kulturą także) pieniądza i do wniosków żadnych nie doszedłem. No, może do kilku wniosków drugiej świeżości. Po pierwsze, pieniądz przypomina duszę. Siedliskiem duszy jest serce, wątroba, organy inne, zależnie od kontekstu kulturowego, zaś siedliskiem pieniądza są bank oraz jego ajencje – portfele i karty płatnicze. Pieniądz istnieje w sposób podobny istnieniu duszy, w ścisłym z nią związku. Duszę można zaprzedać, pieniądzu nadać wymiar duchowy. Etc.
Po drugie, uważna lektura dzieł Paulo Coelho (szczególnie Być jak płynąca rzeka. Myśli i impresje 1998 – 2005) pozwala sądzić, że świat byłby lepszym miejscem, gdyby dusza i pieniądz znikły. W wybitnej i rzęsistej twórczości Brazylijczyka dusza służy przezwyciężeniu pieniądza w celu zarobienia przez autora wielkich pieniędzy. Opozycja dusza – pieniądz (czy też być – mieć) jest równie opłacalna, co fałszywa.

Po trzecie, czwarte, piąte przez dziesiąte…
 
Skorom przystanął obok „Alchemika” i jego literackich hamburgerów, a właściwie humbugów, pójdę tym „latynoskim” tropem. Jeden z moich ulubionych pisarzy – posługuje się on portugalskim podobnie jak Coelho; podobnie a zupełnie inaczej – José Saramago – wykorzystuje w wielu swoich powieściach zbliżony pomysł: odbiera powieściowemu światu jeden z oczywistych elementów, na przykład ludzie tracą wzrok (epidemia białej ślepoty), tracą wiarę w demokratyczne procedury, przestają umierać. Wykluczywszy ze świata przedstawionego jeden z elementów, Saramago przygląda się temu, jak taki „okaleczony” świat próbuje funkcjonować.

Pójdźmy tą drogą. Wyobraźmy sobie świat, w którym znikły pieniądze. W pierwszej chwili chciałoby się rzucić: „Widzę ciemność!” albo coś bardziej podniosłego, w duchu religijnym (każda religia uczestniczyła w obiegu i gromadzeniu pieniądza, nawet jeśli walutą były pióra rzadkich ptaków, muszelki kauri, odpusty albo wielbłądy). Taka operacja na wyobraźni i rzeczywistości jest niezwykle trudna. Obieg pieniądza w świecie jest równie oczywisty i konieczny jak obieg krwi w naszych organizmach. Krwi brak – zgon. Pieniądza brak – krach, następnie zgon. 

W chwili drugiej przychodzą do głowy rozmaite utopie. Wszyscy ludzie są równi, mądrzy i dobrzy. Pracują, by sobie wziąć dokładnie tyle, ile potrzebują. Po ośmiu godzinach dobrowolnej, szlachetnej pracy idę do sklepu i do wózka wrzucam tyle tabliczek czekolady, puszek kawioru i butelek alkoholu, ile mogę spożyć. Wrzucam jeszcze fajne dżinsy, dwie koszulki i czystą bieliznę (pralka się zepsuła), nową płytę Marii Peszek (Awaria Re-loaded) oraz nową książkę Waldemara Łysiaka (Przepraszam, tom VIII). Wychodzę przed supermarket, łapię taksówkę, za którą oczywiście nie płacę, bo pieniądze nie istnieją. Wchodzę do oświetlonego mieszkania, światła nie gaszę, bo pieniądze nie istnieją. Włączam TV i oglądam film nieprzerywany reklamami, ponieważ reklamy są nieopłacalne, ponieważ nie ma rzeczy opłacalnych. Pieniądze nie istnieją. 

Powyższa wizja jest straszniejsza niż komunizm, nazizm i Wielki Brat. Wszystkie próby wyeliminowania czy ograniczenia roli pieniądza kończyły się klapą. Łatwiej chyba wyeliminować duszę.

Pieniądz i dusza. Gdyby postawić pytanie o pierwszeństwo, stare jak kura i jajko, postawiłbym na duszę. Gdyby postawić pytanie o prymat, stare jak Boże Narodzenie i Wielkanoc (czyli niezbyt), postawiłbym na pieniądz. Tutaj jednak nazbyt zbliżam się do ontologii oraz innych szlachetnych nauk, dlatego trzeba uskoczyć w bok. 

No to skaczmy.

Ignacy Karpowicz




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas