poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
hm
Co się nie zmieściło w Camerze
Dekada Literacka 2010, nr 4-5 (242-243)
Poprawki historyczne

Źle u nas z historią. W wypowiedziach prasowych związanych ze sprawą pochówku prezydenta Lecha Kaczyńskiego znalazły się błędy nadające się do Camery. I tak Stanisław Piotrowicz („Nasz Dziennik” z 14 IV) mówił, że jako jedyny spośród dotychczasowych prezydentów Kaczyński miał tytuł profesora. A przecież tytuł taki mieli przed nim Gabriel Narutowicz i Ignacy Mościcki.

Jadwiga Staniszkis („Gazeta Wyborcza” z 15 IV) mniema, że Piłsudski nie chciał „przystąpić do kontrrewolucji w Rosji po stronie białych, bo był socjalistą”. W rzeczywistości Piłsudski – jak się powszechnie mówiło – „wysiadł z socjalistycznego tramwaju na przystanku niepodległość”, a „białych” nie poparł dlatego, że zwycięstwo ich uważał za bardziej niebezpieczne dla niepodległości Polski niż bolszewizm.

Sensacją jest informacja prof. Andrzeja Chwalby, że Sienkiewicz dlatego nie został pochowany na Wawelu, że „Sapieha uznał, że formuła Wawelu się wypełniła”, poza tym jest to miejsce tylko dla herosów narodowych, „zresztą czasy były niesprzyjające – pisarz zmarł w 1916 r., gdy trwała wojna światowa, a Sapieha myślał wówczas o niezbędnej pomocy charytatywnej, a nie organizowaniu uroczystości pogrzebowych”. Dotychczasowym biografom Sienkiewicza nic nie było wiadomo o jakiejkolwiek inicjatywie sprowadzenia jego zwłok do kraju w r. 1916, a tym bardziej o pochowaniu go na Wawelu. Sprowadzono je dopiero w 1924 r., a i wtedy nikt o Wawelu się nie zająknął. Oczywiście, wspomniani tu biografowie może nie wszystko wiedzieli, może też nie wszystko chcieli napisać, tym bardziej więc byłoby pożądane, by prof. Chwalba tę swoją rewelację udokumentował. Myląca jest informacja w jego wywiadzie w „Tygodniku Powszechnym” (nr 17), że przed pogrzebem Piłsudskiego „miała miejsce ostra debata między socjalistami, endekami, piłsudczykami i Kościołem”. Debaty takiej (w sensie – publicznej dyskusji) nie było i być nie mogło, nie pozwoliłaby na to cenzura. Za zlekceważenie śmierci Marszałka i artykuł o nim Romana Dmowskiego (bardzo wyważony) endecka „Gazeta Warszawska” spotkała się z represjami i przestała wychodzić. Roztargnieniem chyba należy sobie tłumaczyć, że w tymże wywiadzie Chwalba nazywa słynnego przywódcę chłopskiego, ks. Stanisława Stojałowskiego – Piotrem.
W tym samym numerze „Tygodnika Powszechnego” Jan Rokita mówi, że Stanisław Koźmian, przy okazji pogrzebu Mickiewicza na Wawelu, pytał w Tece Stańczyka, do czego służy trumna. A przecież Teka ukazała się w r. 1869, a pogrzeb Mickiewicza odbył się w r. 1890.

Sporo błędów i nieścisłości dostrzec można również w artykułach i wywiadach „Przekroju” (nr 16). Powtarza się tu wiadomość, że Polacy chcieli na Wawelu widzieć trumnę Sienkiewicza, a także Wincentego Pola (Anna Szulc). W tymże artykule czytamy, że „w atmosferze skandalu chowano na Skałce Wyspiańskiego (bo krytykował Kościół i wiódł rozwiązłe życie)” – nic takiego nie notuje szczegółowe kalendarium jego życia. Pochówek na Skałce uchwaliła Rada Miejska, nabożeństwo odbyło się w Kościele Mariackim, przybyciu konduktu pogrzebowego na Skałkę towarzyszył dzwon Zygmunta. Ta sama autorka pisze, że przemówieniu Piłsudskiego o Słowackim „wtórowali Lucjan Rydel, Henryk Sienkiewicz, a nawet Stanisław Ignacy Witkiewicz, który wzywał, by w razie sprzeciwu Kościoła pochowano Słowackiego w jednej z tatrzańskich dolin”. Tymczasem i Rydel, i Sienkiewicz zmarli długo przed przemówieniem Piłsudskiego, a zwolennikiem owego projektu tatrzańskiego (miała to być zresztą nie dolina, lecz nisza wykuta w ścianie Kościelca) był nie Witkacy, lecz jego ojciec.
Nie ma racji prof. Tomasz Nałęcz, że w XIX w. wszyscy byli chowani na Wawelu „po wielu latach po śmierci”. Kościuszkę pochowano już w dwa lata, a księcia Józefa w ciągu czterech lat po ich śmierci. Dr Jacek Wasilewski zdradził się z nieznajomością naszego hymnu narodowego, powiadając, że w nim „ojciec płacze, mówiąc do swej Zosi (!), że nasi biją w tarabany”.

I wreszcie Stefan Chwin („Gazeta na Majówkę”, z 30 IV-3 V) myli się, twierdząc, że „mit Kościuszki zrodził się z ludowych dramatów Anczyca i popularnych pocztówek z reprodukcjami Racławic Matejki”. Liczba mnoga przy Anczycu jest nieścisłością, bo chodzić może tylko o jego sztukę Kościuszko pod Racławicami (1881). Ale cała ta teza jest błędna, bo mit Kościuszki powstał znacznie wcześniej – w pierwszej ćwierci XIX w., gdy pochowano jego szczątki na Wawelu i usypano mu w Krakowie kopiec.
W tymże wywiadzie Chwin pyta przeprowadzającego z nim wywiad dziennikarza: „Pamięta Pan krzyk Konrada z trzeciej części Dziadów: »Czyś Ty Bogiem, czyś ty Carem?«”. Dziennikarz powinien był odpowiedzieć „Nie pamiętam”. Panie Profesorze, takiego pytania w Dziadach nie ma. Proszę zajrzeć do tekstu. Konrad mówi tam: „Krzyknę, żeś Ty nie ojcem świata, ale…”, głos diabła dopowiada: „Carem”. A to bardzo istotna różnica.

hm

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas