poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MARIAN STĘPAK
Przestrzeń przyrody - Skłudzewo 2010
Dekada Literacka 2010, nr 4-5 (242-243)

Organizowane od ośmiu lat przez Fundację Piękniejszego Świata w podtoruńskim Skłudzewie Ogólnopolskie Plenery Profesjonalistów Przestrzeń Przyrody stwarzają zapraszanym artystom możliwość spotkania i wymiany myśli z innymi twórcami. Z punktu widzenia odbiorcy natomiast jest to okazja nie tylko, by podziwiać powstałe obiekty sztuki, ale również by skonfrontować swoje spostrzeżenia w indywidualnej rozmowie z twórcą. Podczas otwarcia wystaw końcowych w przestronnej skłudzewskiej galerii każdy z artystów jest prezentowany przez gospodarzy, ma także możliwość opowiedzenia widzom o swoich doświadczeniach, spostrzeżeniach – to piękny zwyczaj tych spotkań.

Siedzibą Fundacji Piękniejszego Świata jest XIX-wieczny zespół pałacowo-parkowy usytuowany na niewielkim wzniesieniu, z malowniczymi krajobrazami rozciągającymi się w pradolinie Wisły. Współfundatorami i gospodarzami Fundacji – istniejącej od ponad dwudziestu lat – jest małżeństwo artystów plastyków: Danuta Sowińska-Warmbier i Leszek Warmbier. Od samego początku działalności Fundacji organizowane są w Skłudzewie plastyczne zajęcia warsztatowe dla dzieci i młodzieży, z różnego typu szkół i placówek edukacyjno-wychowawczych z całego regionu. W pracowniach plastycznych i w plenerze widoczna jest obecność dziecięcej i młodzieńczej twórczości. W tę przestrzeń wpisują się dzieła twórców zapraszanych na plenery w drugiej połowie sierpnia. Wszyscy uczestnicy kolejnych edycji wzbogacają kolekcję sztuki gromadzoną w Fundacji. Dzieła z tej kolekcji są prezentowane i analizowane podczas zajęć, aby młodzi artyści mogli konfrontować swoje widzenie świata z jego postrzeganiem z innej perspektywy. Tegoroczny, VIII Plener Profesjonalistów zaowocował różnorodną i ciekawą kolekcją prac.

Danuta i Leszek Warmbierowie na Ogólnopolskie Plenery Profesjonalistów zapraszają twórców, którzy na co dzień zajmują się także edukacją. Jest to formuła godna zauważenia, pozwalająca nie tylko na nawiązywanie i pogłębianie znajomości towarzyskich, ale przede wszystkim na wymianę doświadczeń artystycznych. Gospodarze Fundacji Piękniejszego Świata oraz ich synowie Rafał i Krzysztof z wolontariuszami stwarzają doskonałe warunki i atmosferę do tego typu artystycznych spotkań. Dlatego też wielu twórców chętnie co roku przyjeżdża do Skłudzewa. Do grona stałych gości należą znaczący dla polskiej kultury twórcy, wśród nich jedna z najwybitniejszych przedstawicielek polskiej szkoły tkaniny unikatowej oraz specjalistek z zakresu mody i wzornictwa, Kazimiera Frymark-Błaszczyk, oraz jej córka, Adriana Błaszczyk- Zych. Obie artystki są wykładowczyniami w Wyższej Szkole Umiejętności Społecznych w Poznaniu. Pierwsza z nich, z wielkim znawstwem tekstylnej materii, wykonała kilka monochromatycznych kompozycji rozpiętych na malarskich krosnach. Wykorzystując miękkość długich i wąskich kawałków tkanin, stosując metodę ich skręcania, autorka uzyskała fakturowe bogactwo dzieła. Dzięki metodzie utwardzania kompozycji za pomocą mieszanek klejów wyszukane formy zastygły w nadanych im kształtach. Natomiast druga z artystek zajmuje się głównie malarstwem na jedwabiu. Podczas pleneru – tradycyjnie już – zajęła się tworzeniem zwiewnej, dużej pracy malarskiej. Oprócz tego stworzyła zestaw mniejszych obrazów, wykonanych kilkoma technikami: batiku, akrylu i akwareli. Wszystkie jej dzieła stanowią serię reminiscencji niezwykle syntetycznie traktowanych fragmentów twarzy ludzkiej. W folderze do jednej z tegorocznych wystaw Adriana Zych pisze: „W pracach z ostatnich lat pragnę zwrócić uwagę na myśli i emocje, które zmieniają, a nawet kształtują oblicze człowieka […]. Nie portretuję osób, ale ich uczucia lub stan, w jakim się znajdują. Nazywam je maskami, ponieważ można je zmieniać wraz ze zmianą nastroju”.

Gdański rzeźbiarz i wykładowca tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych, Stanisław Gierada, po raz pierwszy przyjechał do Skłudzewa w 2007 roku, nie bez oporów (artyści posiadający przestronne pracownie zwykle niezbyt chętnie pracują poza nimi). Gierada, po usilnych staraniach ze strony organizatorów, dał się namówić i od czterech lat jest stałym plenerowym gościem. Artysta legitymuje się uznanym dorobkiem twórczym, wśród jego dokonań są dzieła wykonane w wielu technikach (od ceramiki po kamienne, monumentalne projekty, w tym gdyńskiego pomnika poświęconego ofiarom Grudnia 1970). Czwarty pobyt Gierady w Skłudzewie zaowocował dwoma niewielkich rozmiarów inkrustowanymi obiektami przestrzennymi. Skonstruowane one zostały z zastosowaniem form opartych na kontraście materii. Na monolitycznych prostopadłościennych, wazonowych, szklanych cokołach artysta umieścił niezwykle lekkie, żywiczne, przypominające kokony wymyślnych poczwar kadłuby. Zatopione w nich zostały także szklane, kuliste i obłe elementy. Wyeksponowanie ich na tle okien z rozległymi pejzażami podkreśliło szklaną przezroczystość i nadało obiektom szczególną podniosłość. Wydały mi się drogocennymi relikwiarzami. Zestawienie – zapamiętanego przeze mnie z ubiegłego roku – masywnego obiektu zbudowanego na kanwie wielkiego koła z dwiema postaciami na obręczy z finezyjnymi obiektami wykonanymi w tym roku stanowić może potwierdzenie niezwykle sprawnego poruszania się artysty w materii rzeźbiarskiej.

Eugeniusz Molski, emerytowany nauczyciel Liceum Plastycznego w Nowym Wiśniczu, zaprezentował w tym roku wiele prac, w różnych technikach. Przede wszystkim cykl kilkunastu szkliwionych, ceramicznych postaci kobiet. Artysta żartobliwie nazywał je Pannami na Skłudzewie. Poszczególne rzeźby wykonane zostały w podobnej stylistyce, jednak autor nadał każdej z nich indywidualne cechy (odróżniając je różnorodnym rzeźbiarskim traktowaniem twarzy, póz i drapowania szat). Na wystawie podsumowującej plener Panny plenerowe, jak je ostatecznie zatytułował artysta, wyeksponowane zostały na stopniach specjalnie zainstalowanych schodów. Poza tym artysta wykonał kilka skomplikowanych form ceramicznych, które mogą być szkicami do monumentalnych obiektów rzeźbiarskich. Swą bogatą propozycję Molski dopełnił kilkoma obrazami. Wśród nich moją uwagę zwróciła szczególnie Ballada, akryl na papierze – wertykalna, niezbyt wielkich rozmiarów praca, która charakteryzuje się ekspresją koloru i form (z czerwieni tła wydobywają się ciemne i jasne plamy barwne, tworząc jednorodną artystycznie całość).

Małżeństwo wykładowców krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego, Grażyna Borowik-Pieniek i Aleksander Pieniek, w swojej twórczości zajmują się łączeniem różnych technik z zastosowaniem kolażu. Twórczość Grażyny Borowik-Pieniek charakteryzuje się miękkością plamy barwnej. W zestawie prac artystki powstałych podczas skłudzewskiego pleneru zwraca uwagę stosowanie rozmaitych tonacji kolorystycznych – od zimnych po ciepłe, niejednokrotnie z użyciem wyraźnych dominant barwnych. Wklejane płaszczyzny kolażowych dodatków są tak misterne, że niejednokrotnie trudno zorientować się, iż stanowią efekt zastosowania techniki kolażu. Artystka ma w swoim dorobku doświadczenia w zakresie rozmaitych mediów – od działań performerskich, poprzez  obiekty przestrzenne (w tym bardzo spektakularne), po rysunek i malarstwo. To malarstwo jednak stanowi zasadniczą przestrzeń jej twórczej aktywności. Odnoszę wrażenie, że dla autorki malowanie nie jest tylko operowaniem pędzlem, lecz wielką przygodą intelektualną. Grażyna Borowik-Pieniek z wirtuozerią potrafi budować niepowtarzalny klimat, nie tylko dzięki umiejętnemu rozłożeniu intrygujących gam barwnych, ale również wielorakich niuansów linearnych i form sugerujących przestrzenność. Aleksander Pieniek swoje malarstwo opiera na ostrych kontrastach – zarówno barwnych, jak i dotykających problemów samej formy plastycznej. W czasie pleneru artysta wykonał zestaw trzynastu prac, określonych (każda z osobna) jako Zdarzenie plenerowe. W ten sposób twórca wysłał odbiorcy jednoznacznie brzmiący komunikat, że na czas pobytu w Skłudzewie wrósł w to miejsce i poszukiwał z nim plastycznej identyfikacji. W powstałych kompozycjach wyraźnie daje o sobie znać zamiłowanie Pieńka do kolażu, w tym z zastosowaniem dużych, nadrukowanych płaszczyzn (bodajże z kolorowych czasopism lub specjalnie preparowanych wydruków). Autor łączy te elementy z graficznie traktowanym malarstwem, tworząc jednorodne i wyraziste całości.

Katarzyna i Zbigniew Blekiewiczowie, gdańscy malarze i wykładowcy tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych, w zaciszu jednej z pałacowych pracowni zajęli się tworzeniem obrazów pieczołowicie nawarstwianych różnorakimi formami. Przyglądając się procesowi powstawania dzieł obojga artystów, uświadamiałem sobie, jak wielką rolę odgrywa w ich twórczości skupienie i odpowiedni nastrój do pracy. Dla Blekiewiczów niespełna dwutygodniowy pobyt w Skłudzewie stanowił doskonałe antidotum przeciw funkcjonowaniu w codziennym zgiełku wielkiego miasta. Katarzyna Blekiewicz skupiła uwagę na jednym dziele, wypełniając duże płótno dekoracyjnymi, o uproszczonych kształtach formami roślinnymi. Formy te przenikają się z elementami na poły abstrakcyjnymi, co daje efekt niepowtarzalnego, osobistego charakteru jej malarstwa. W sukurs formalnemu bogactwu, bliskiemu barokowemu przepychowi, przychodzi bardzo wyważona kolorystyka obrazu, utrzymana w monochromach ugrów i ciepłych, lekko rozbielonych brązów. Z kolei Zbigniew Blekiewicz w swoich dwóch obrazach potwierdził przynależność do nurtu miękko traktowanej abstrakcji geometrycznej. Patrząc na te niezwykle wyrafinowane dzieła, odnoszę nieodparte wrażenie, że artysta w unikalny sposób zawiesza swoją twórczość pomiędzy abstrakcją geometryczną a biologiczną. W pierwszym kontakcie z tym malarstwem uderza geometria, natomiast przy wnikliwszym oglądzie widz dostrzeże wiele dopełniających się drobnych, miękkich plam koloru, tworzących większe całości. Mimo tego bogactwa, wydawałoby się, nawet zbytniego natłoku informacji, malarstwo Blekiewicza jest niezwykle uporządkowane. Głównie za sprawą ujmująco prostych układów, wzajemnie podporządkowanych sobie form, które nadają pracom nie tylko ów porządek, ale i subtelne wyciszenie.

Anna Kola, adiunkt w Wydziale Sztuk Pięknych UMK, wykonała cykl bardzo subtelnych czarno-białych fotografii Skłudzewskie megality będących rejestracjami ulotnych sytuacji, wyszukiwanych w małych fragmentach przypałacowego pejzażu (dominują porosłe mchem kamienie, fragmenty architektury z wdzierającą się weń roślinnością). W efekcie otrzymujemy interesujące kadry, jakby przyprószone patyną czasu, otoczone porannymi zawiesinami mgieł lub zaszyte niteczkami pajęczyn. Artystka wyeksponowała je na pomalowanym na czarno, zaadaptowanym do tego celu starym skrzydle drzwiowym i masywnym, wieloczłonowym fragmencie wiekowej szafy, czy też wypełnionym kosztownościami, monstrualnych rozmiarów kufrze. Zderzenie dwóch skrajnych przeciwności – miękko traktowanej fotografii z ciężką oprawą – okazało się zabiegiem trafnym. W komentarzu odautorskim wygłoszonym w trakcie otwarcia wystawy Kola stwierdziła, że swoje prace dedykuje wszystkim zmarłym artystom, przyjaciołom Fundacji Piękniejszego Świata.

Z kolei Paulina Jarosz, wolontariuszka Fundacji i studentka V roku na Wydziale Sztuk Pięknych UMK, skonstruowała przypodłogowy obiekt poświęcony wszystkim artystom biorącym udział w tegorocznej edycji Pleneru Profesjonalistów. W przylegających do siebie piętnastu prostopadłościennych kasetonach, z kolistymi otworami w górnych ściankach, umieściła autorka otrzymane od uczestników fragmenty prac, szkiców do nich lub inne produkty uboczne. Co ciekawe, gdy takiego elementu nie udało się jej uzyskać, zastępowała go wykonanymi przez siebie zamiennikami, posiadającymi jednak cechy charakterystyczne dla języka plastycznego danego artysty.

Maciej Wierzbicki, rzeźbiarz z Torunia, asystent w Zakładzie Rzeźby UMK, biorący po raz pierwszy udział w skłudzewskim plenerze, wykuł w wielkim granicie głęboką nieckę, przywołującą wklęsłość wanny, czy może – starego sarkofagu. W geście tym łatwo rozpoznać można motyw powracający w pracach artysty (na przykład w cyklu Źródła). Do wypolerowanego wgłębienia autor nalał wody, tworząc w ten sposób mały akwen. Dzięki skojarzeniu z kamiennymi chrzcielnicami lub naczyniami na wodę święconą w kruchtach starych świątyń osiągnął Wierzbicki efekt sakralizacji całej kompozycji.

Stanisław Brach, kolejny z rzeźbiarzy, jest absolwentem krakowskiej ASP, obecnie pracuje natomiast w warszawskiej ASP. W swojej pracy zajmuje się ceramiką, tworząc formy pełnoprzestrzenne, ale również wielobarwne ceramiczne obrazy. W twórczości artysty podstawowe miejsce zajmuje człowiek, jego wewnętrzny świat przeżyć. Ceramika pomaga Brachowi zbliżyć się do sztuki prymitywnej. Właśnie w nawiązaniu do niej autor zaprezentował na wystawie poplenerowej dwie niewielkie biskwitowe postacie.

Gospodarze ośrodka, mimo bardzo licznych obowiązków organizacyjnych, także zaprezentowali wiele swoich dzieł. Danuta Sowińska-Warmbier od wielu lat tworzy we własnej technice eksperymentalnej, wykonując czarno-białe grafiki (powielane także w innych, zawsze monochromatycznych zestawach kolorystycznych – na przykład w granacie, lekko przyprószonym szarością). Dzięki zagęszczaniu i rozrzedzaniu kreski artystka uzyskuje szeroką gamę walorowych różnic w stosunku do podstawowego koloru. Grafiki autorki są odzwierciedleniem jej codziennego kontaktu z naturą. Inspiracje czerpie głównie z obserwacji drzew, przedstawiając je jako nierozerwalnie ze sobą związane. Swoim pracom nadaje bardzo poetyckie, ale zarazem wieloznaczne tytuły (np. Rozmowa, Ogół – szczegół wszechogarniającej obfitości czy Światło wobec ciemności). W grafikach artystki gra światła i cienia jest – obok linearności – jedną z najbardziej frapujących cech. W jej pracach można odnaleźć wiele ciekawych powinowactw ze sztuką polskich twórców XIX i pierwszej połowy XX wieku. Wystarczy tutaj wskazać choćby na wiele wspólnych cech z grafikami Leona Wyczółkowskiego, rysującego swoje cisy w rezerwacie w Wierzchlesie albo w niezbyt odległym od Bydgoszczy Gościeradzu.

Leszek Warmbier w swoim malarstwie od wielu lat zmaga się z miękko budowaną formą, którą wypełnia pastelowym kolorem. Przy czym zarówno forma, jak i kolor traktowane są przez artystę równorzędnie. Wydawać by się mogło, że miękkość plamy wymaga bardziej zdecydowanych kontrastów barwnych. W olejnych kompozycjach artysty, malowanych szerokimi pociągnięciami pędzla, uderza kolorystyczna harmonia. Podkreślić tutaj jednak trzeba, że poszczególne obrazy mają charakterystyczne dla siebie gamy barwne, napięcia kontrastów linii, faktur i niepowtarzalną przestrzeń. Przy każdym z kolejnych kontaktów z tą niezwykle ciekawą twórczością odkrywam coś nowego. Mimo że Leszek Warmbier wpisuje się w szeroko pojętą tendencję koloryzmu, poszczególne warstwy formy i koloru buduje na zasadzie indywidualnie poszukiwanego kodu. Mam tutaj szczególnie na uwadze warsztat malarski oparty na wspomnianej już miękkości, a także delikatności gestu malarskiego. Ten właśnie sposób wypowiedzi jest dla mnie tożsamy z osobowością twórcy – jego serdecznością i przyjazną dobrocią. Z kolei syn gospodarzy Fundacji, Krzysztof Warmbier, jest ubiegłorocznym absolwentem UMK. Jego obiekt zrealizowany podczas trwania pleneru wpisuje się w autobiograficzny cykl prac, które wchodziły w zakres pracy dyplomowej. Wszystkie zostały wykonane z blachy – ulubionego i jedynego materiału, z którego artysta formuje swoje, zazwyczaj wielkoformatowe, dzieła. Autor czerpie inspiracje z przydomowych, okazałych drzewostanów. Z upływem lat dąży do coraz większej syntezy formy. Plenerowy, półprzestrzenny obiekt charakteryzuje się zaledwie kilkoma wypukłymi i nieregularnymi liniami ukształtowanymi w opornym surowcu. Bardzo interesującymi walorami są kontrasty pomiędzy matowością i połyskliwością płaszczyzn, uzyskiwane dzięki minimalistycznym zabiegom artysty – polerowaniu i matowieniu wybranych fragmentów blachy.

Piszący te słowa jest wykładowcą na Wydziale Sztuk Pięknych UMK. W trakcie pleneru wykonał kilka obrazów z delikatną ingerencją w przestrzeń i minimalistycznym potraktowaniem koloru. Tradycyjnie są to obite zużytymi tkaninami podobrazia, tym razem zestawione z nieregularnych, wieloczłonowych elementów. W użytych tkaninach obiciowych celowo zastosowałem wyłącznie kwieciste desenie, pochodzące wyłącznie z obrusów. W miejsca łączeń poszczególnych części składowych zostały wetknięte sztuczne kwiaty zebrane z cmentarnych wysypisk. W ten sposób starałem się zderzyć ze sobą dwojakiego rodzaju zużyte materie i dekory (z jednej strony mamy do czynienia z tekstyliami, które służyły człowiekowi za jego życia – upiększały stoły, z drugiej zaś, już po śmierci, z wysłużonymi dekoracjami grobów).

Marian Stępak


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas