poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
TOMASZ TOBIASZ
Do-pełnienie
Dekada Literacka 2010, nr 4-5 (242-243)
Ewa Sonnenberg
Rok ognistego smoka
Wydawnictwo Księgarnia Akademicka,
Kraków 2009

W opiniach umieszczonych na internetowej stronie Ewy Sonnenberg recenzenci – Stanisław Stabro i Wojciech Ligęza – zwracają uwagę na nowatorski charakter utworów zawartych w najnowszym tomiku poetki Rok ognistego smoka. Eksperyment, jak postrzegają go komentatorzy, dotyczyć by miał rejestrów „poznawczych, estetycznych, formalnych”, a więc miałby polegać – przede wszystkim – na przełamaniu wersyfikacyjnych przyzwyczajeń i medytacyjnym otwarciu na buddyjską filozofię zen. Trudno nie zgodzić się z autorami tych opinii i odmówić pisarce skali literackich poszukiwań, zwłaszcza filozoficzno‑estetycznych; wolałbym jednak zachować pewną ostrożność w nazywaniu Ewy Sonnenberg poetką‑eksperymentatorką. Owszem, najnowszy tom może zaskoczyć rozwiązaniami formalnymi, olśnić poetyką medytacji etc., ale jego wartość nie leży wyłącznie – w moim przekonaniu – ani w dziedzinie estetyki, ani w warstwie poznawczej, ale raczej na ich styku.

Sporo miejsca w zbiorze Rok ognistego smoka poświęca autorka rozważaniom na temat związku między rzeczywistością a poezją; między tym, co jest, a tym, co można powiedzieć. Swój medytacyjny dialog z japońskim mistrzem haiku Bashō rozpoczyna poetka od bliskiego, wyrosłego z zachodniej tradycji punktu widzenia, w myśl którego świat realny jest niedostępny dla języka. Poszukiwaniom w obrębie tej spuścizny towarzyszy poczucie niemożliwości nazwania, opisania, którego konsekwencją staje się wrażenie niezadomowienia, obcości, wygnania. Rzeczywistość dla osoby wyrosłej w kulturze zachodniej przedstawia się jako niepoznawalna, a więc obca. Człowiek odgrodzony jest od niej słowami „uwięziony w klatkach swoich wierszy”. Odczucia, którymi przepełnione są początkowe utwory zbioru, stają się pretekstem, by wątpliwościami przerastającymi zachodnie rozumienie podzielić się z mędrcem Wschodu.

Owo poczucie niemożliwej do przebycia granicy między słowem i rzeczywistością prowadzi poetkę do wewnętrznej sprzeczności. Przekonaniu o niemożliwości nazwania, opisania tego, co jest, towarzyszą piętrzące się obrazy, rozbudowane zdania, jak gdyby Sonnenberg chciała uchwycić jak najwięcej z rzeczywistości, zagadać wymowną ciszę zalecaną przez japońskiego poetę. Deklarowana adyskursywność walczy nieustannie ze wspaniale rozbudowanymi frazami, okresami retorycznymi. Trzeba przyznać, że autorka wykazała się doskonałym słuchem poetyckim, który nadaje konfliktowi formy i treści dodatkowego znaczenia.

Sonnenberg w Roku ognistego smoka nie ogranicza swoich zapałów eksperymentatorskich do poszukiwań na styku rozwiązań formalnych i deklarowanej treści. Autorka podważa także przyzwyczajenie czytelnika do tradycyjnych form wierszowych (stosując rozbudowane na dwie strony wersy bądź urywając utwór w połowie rozpoczętego zdania). W ten sposób wpisuje w swoją korespondencję z mistrzem Bashō czytelnika, który ma za zadanie dokończyć wers, dopełnić wiersz i zdanie. „Dopisz – powiada w jednym z listów – czego nie napisałem”.

O tym, że badanie możliwości poetyckiego języka jest istotną częścią zbioru, świadczy fakt, iż poetka tematyzuje owo zagadnienie na kartach całego tomiku. Już w Liście I do Basho deklaruje zamierzoną technikę literacką: „Nie chcę przywiązywać wierszy do treści hałasują metaforami na sprzedaż / Tylko pustką między zdaniami wyznać wejrzenie w ciebie”. Poetka, świadoma rozdźwięku między treścią deklarowaną i tą wymuszoną poprzez wyznaniowy charakter listów, opowiada się po stronie ciszy, która powstaje pomiędzy wypowiedzianymi zdaniami.

W miarę wymiany listów Do… i Od… Bashō autorka wstępuje na medytacyjną ścieżkę, na której jedyną obroną przed paradoksalnymi sformułowaniami okazuje się otwarcie na olśnienia. Doprowadzają one do stopniowego rozpoznawania świata jako wielkiej jedni, w której nie istnieje żadne tu – tam, wczoraj – jutro, wielkiej jedni, w której znika granica między „uniwersalnym ja i zbiorowym ty”. Siedemnastowieczny poeta japoński przestaje być postrzegany jak niedostępny autorytet – staje się partnerem dialogu, by wreszcie przekształcić się w świadka niemilknącego monologu. W świecie, w którym „ja” staje się tożsame z „nie‑ja”, w którym listy Do… Bashō są jednocześnie listami Od… japońskiego poety, słowa przestają być postrzegane jak szyba oddzielająca trwale od rzeczywistości. Język nie jest już doświadczany jako zaprzeczenie realności, ale staje się jej uzupełnieniem, podobnie jak milczenie dopełnia poezję. „Każde słowo – czytamy w jednym z listów – JEST na miarę nieba”.

W swoim najnowszym zbiorze Ewa Sonnenberg buduje świat, w którym nic nie może istnieć samodzielnie, wszystko bowiem jest częścią wielkiego uniwersum. Jest to rzeczywistość wiecznej fiesty życia, w której pojedyncza śmierć nieustannie zwyciężana jest kolejnymi narodzinami – jest jednocześnie niezmienna, nieruchoma i tętniąca odradzającym się bytem. To, co było, jest tym samym, co jest i będzie, a to, co wypowiedziane, uzupełnia jedynie to, co zostało przemilczane. Największym bodaj odkryciem, które poczyniła autorka na swej medytacyjnej ścieżce, jest fakt, iż „poznanie jest jedno i nie posiada nazwy”.

Poetyckie eksperymenty z obrazem zewnętrznym i treścią doprowadziły autorkę do przekonania, że granice formy są granicami poznania. Dopiero gdy odrzucimy nakazy poetyki i wstąpimy na własną, nieprzebytą jeszcze ścieżkę medytacji, dostrzec możemy związki między sprawami tak odległymi, jak życie i śmierć.

Zaczerpnięta z kulturowych wyobrażeń o Dalekim Wschodzie poetyka zaowocowała w zbiorze Sonnenberg licznymi mądrościowymi formułami, przybierającymi postać skomplikowanego paradoksu przechodzącego czasem w banalny aforyzm. Można, owszem, bronić się przed banałem, zgłębiając epifaniczną mądrość stwierdzeń typu: „Płynąc pod prąd dopłyniesz do źródła i staniesz się smokiem”; można tysiąckrotnie powtarzać w duchu „To do czego dążysz, dąży do ciebie”, medytując nad każdym słowem; ale i tak – zgodnie z naturą złotej myśli – będą te formuły ciążyć w stronę pustosłowia lub (w najlepszym wypadku) przybierać postać powiedzonek, które w niewyjaśniony sposób potrafią wytłumaczyć największe nawet zagadki ludzkiego bytu. Ile – ostatecznie – można mówić, że nic powiedzieć nie można?

Sztambuchowego charakteru całemu zbiorowi dodają pojawiające się z dużą dość częstotliwością nazwy własne, imiona miejsc istniejących jedynie na mentalnej mapie medytującej autorki: „Taras Osiemnastu Widoków”, „Pustelnia Gwiazd Oriona”, „Świątynia Kwiatu Prawa” albo moja ulubiona „Pustelnia Uwięzionego Motyla”… Brakuje jeszcze tylko „Czarodziejskiej Fasolki” i mielibyśmy poetycki Dragon Ball – japońską kreskówkę, która unaocznia dzieciom – oprócz walki (w dosłownym znaczeniu) dobra ze złem – rolę samopoznania oraz konieczność zrównoważenia cielesnych i duchowych aspektów osobowości. Zresztą autorka zdaje się inspirować nieco losami Songa, bo przecież od „wojownika śmierci” nie jest wcale daleko do „super kosmicznego wojownika”.

Zbiór Rok ognistego smoka Ewy Sonnenberg odczytać można zarówno jako jeden większy poemat refleksyjny, rozwijający się w miarę wymiany kolejnych listów, jak i jako poszukiwanie „tego jednego wiersza”, lub nawet słowa, w którym zamknie się cały świat w swej niezmienności i nienazywalności. Tak pojęty zbiór podobny byłby do podróży, która nie ma początku, środka ani końca. Wędrowcami, którzy porzuciwszy to, co znane, wybrali się w niepewną drogę, są zarówno bohaterka wierszy, jak i Bashō oraz czytelnik, o ile zechce – nie bacząc na mydlące oczy aforyzmy – wziąć na siebie ciężar poszukiwania tego jedynego zdania / słowa.

Tomasz Tobiasz

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas