poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MARCIN WILK
Czekając na piorun
Dekada Literacka 2010, nr 4-5 (242-243)

 

Dominika Ożarowska
Nie uderzy żaden piorun
Wyd. Korporacja Ha!art, Kraków 2010


„Kuka spojrzała na siebie. Za duże spodnie, letnie tenisówki, luźny płaszcz bez paska. Ciepłe kieszenie – dwa posłanka dla przemarzniętych dłoni. W środku jedynie śmieci, chusteczki, klucz. Andrzej zasnął – zaczął oddychać głośno, powoli, astmatycznie. Kamila wyszła z mieszkania i zamknęła je na zamek. Zeszła po schodach. Na klatce było ciemno, dzień zapowiadał się burzowy lub śniegowy. Za szybą zgarbione plecy Badyla, tłuste włosy szargał mu wiatr. Kuka pchnęła drzwi ramieniem, naciskając klamkę. Wdech” – tak kończy się powieść Dominiki Ożarowskiej Nie uderzy żaden piorun. Ale równie dobrze mogłaby się tak zaczynać; ten fragment mógłby także znaleźć się gdzieś w jej środku. Bowiem Nie uderzy żaden piorun to książka, której treść – czy raczej temperament fabularny – doskonale mieści się w tytule. Tu nie ma żadnych fajerwerków, wybuchów, grzmotów, punktów przełomowych – jest tylko pewnego rodzaju programowa jednostajność, nuda, nijakość, czy też – nawiązując do samej książki – nanibyzm. Mówi przecież sama bohaterka na okładce książki: „Reprezentuję nanibyzm. Głoszę nijakość. Pustkę na sztandary. Nanibyzm, nijakość i pustka zestawem ideologicznym najbliższym sercu mas”. I mówi w zasadzie bardzo słusznie. Choć warto przyjrzeć się tym słowom z dystansem.

Najpierw wejdźmy w fabularny świat. Początek XXI wieku. Kylie Minogue wydała już swój singiel Slow, zakupy w galeriach stały się częścią życia społecznego. Młodzież puszczona raczej jest samopas, ale mocno zaznajomiona – żeby nie rzec: zaprzyjaźniona – z mechanizmami neoliberalnego świata. Zwykły współczesny dom sportretowany przez Ożarowską mieści się więc w większym mieście. Rodzice (raczej dobrze sytuowani) są nie tyle otwarci, co raczej obojętni wobec swoich dzieci. Prędzej w każdym razie zadbają o porządek materialny niż jakikolwiek inny. W tej atmosferze egzystuje Kamila Honorata Kurzeja, zwana dalej Kuką, uczennica szkoły średniej. Osoba wrażliwa, dość egotyczna, ciekawa jednak rzeczywistości. Jej świat to: książki, muzyka, filmy (w książce – co charakterystyczne – raz po raz pada katalog konkretnych tytułów i autorów). A także, oczywiście, szkoła i koleżanki, i koledzy. Sympatie i randki? Owszem. Lecz w ograniczonym zakresie. Zresztą najważniejsze jest kumplostwo.

Do kumpli – bliższych i dalszych – Kuki zaliczają się m.in. Badyl, Cyryl, Janka, Tomcio, Kalka, Bela, Kornel, Magda. Towarzystwo spotyka się sporadycznie albo rytualnie. Organizują sobie na przykład filmowe posiedzenia. Albo wspólne wypady. Gdzieś w miasto lub poza miasto, do znajomych, na ulicę. Przestrzeń nie jest ograniczeniem. Ludzie w sumie też nie. Ostatecznie chodzi o rozmowy, a raczej o to, by się nie dać przegadać: „[…] – Ale on nie odbiera celowo.
– Bo co?
– Długa historia.
– Dajesz.
– Ale naprawdę.
– Mamy czas.
– Ciemno się robi.
– Jak to jesienią o tej porze. Jeszcze wcześnie.
– Jesteś nachalna.
– Proszę, nie chcę wracać domu. Tu mi tak dobrze.
– Dużo bym musiał wyjaśniać..
– Fajkę ci dam. Mów.
– Skoro nie mam wyjścia […]”.

W ten też sposób rozmawiają na ogół bohaterowie. Krótkie stwierdzenia, dużo niedopowiedzeń i skrótów myślowych, bez zbędnego filozofowania. Mowa‑trawa, zza której wyłania się powiew nudy i braku pomysłu na powiedzenie czegoś bardziej zobowiązującego. Jakby chodziło o zawieszenie słów pomiędzy ludźmi; bardziej zaczepkę niż czysty przekaz.

Dialogi w książce Ożarowskiej – wyraziste i mocne w swojej niejednoznaczności – wydają się zresztą jedną z wielu strategii narracyjnych, mających uwypuklić poczucie jednostajności i nieznośnej stagnacji zamkniętej w metaforycznym tytule. Rzeczą charakterystyczną jest to na przykład, że obok tych bezproduktywnych (acz mocno symbolicznych) wymian myśli znalazły się tu rozdmuchane opisy monotonii upływającego czasu owiniętego w zwyczajne zdarzenia. Narrator u Ożarowskiej jakby nie korzystał z funkcji czasu powieściowego. Nie skraca zdarzeń do ram potrzebnych akcji. Ale nie musi tego robić, skoro sama akcja – w potocznym sensie – nie jest istotna. Liczy się nuda. Także ta, która staje się parodią samej siebie – czyli nuda literacka.

To, co stanowi o atrakcyjności powieści Ożarowskiej, zdaje się zatem rozgrywać gdzieś na pograniczach świata literackiego i gry z rzeczywistością. Obserwacje relacji międzyludzkich czy pokoleniowe spostrzeżenia stanowią w każdym razie interesujące pola dyskusji interpretacyjnych. Na przykład kontakt głównej bohaterki ze swoim ojcem. „Trzeba zmywać po sobie. Jak naczynia są suche, to ściągać je z suszarki i nie dokładać mokrych. Bo od tych nowych zmokną. I będą musiały jeszcze raz schnąć. A jak truskawek wczoraj nie jadłaś, to trzeba je było chociaż schować do lodówki, a nie zostawiać na wierzchu” – oto przykład jednego z wykładów, jakie prawi Kuce książkowy tata. Ich wzajemne kontakty ograniczają się bowiem do dyspozycji i zadań. Oraz do wzajemnych ocen. Brakuje tu wsparcia, nieobecna jest czułość; o wspólnym nadawaniu rzeczywistości znaczeń, kompromisach, wzajemnej ciekawości i całej palecie innych zdrowych – z psychologicznego punktu widzenia – odruchów nie mówiąc.

Relacje ojciec – córka mogą być także traktowane jako symbol pewnego porządku rzeczywistości. Socjologowie czytający tę książkę – na przykład Jan Sowa w „Tygodniku Powszechnym” – byliby skłonni w ogóle widzieć świat przedstawiony w powieści Ożarowskiej jako pretekst do dyskusji o pokoleniu. Główna teza brzmiałaby tu tak: Ożarowska, rocznik 1991, przedstawia życie i problemy swoich rówieśników. Robi to poprzez ulokowanie bohaterów wobec neoliberalnej praktyki życia polskiego początku XXI wieku. Bezideowość czy nudę Sowa widzi jako program nie tylko powieści, ale i czasów, które odciskają swe piętno najmocniej na charakterze przedstawicieli pokolenia wchodzącego w dorosłe życie. Jednowymiarowość bohaterów odnosi się – zdaniem Sowy – do koncepcji Marcusego i „polega na biernej i bezkrytycznej akceptacji społeczno‑polityczno‑gospodarczego status quo. Człowiek jednowymiarowy to ktoś, kto znajduje się całkowicie pod władaniem ideologii – w psychoanalitycznym rozumieniu tego terminu – i utożsamia rzeczywistość z tym, co na jej temat mówi dominujący dyskurs polityczny. Jest więc pozbawiony krytycznego wymiaru myślenia o rzeczywistości: po pierwsze, nie posiada umiejętności różnicowania prawdy i propagandy, czy też – mówiąc inaczej – faktu i iluzji lub istoty i pozoru; po drugie, nie ma zdolności do wyobrażenia sobie alternatywy wobec tego, co istnieje”. „Jednowymiarowi ludzie – pisze dalej Sowa – poddają się władzy okoliczności i porządku społecznego w sposób przypominający zachowanie bohaterów gry The Sims, wykonujących posłusznie codzienne rytuały w dekoracjach, jakie ustawia dla nich gracz. Przyjmują to z pokorą, spokojem i manifestowaną na każdym kroku biernością”.

Jednowymiarowość, bierność, nuda – w odniesieniu do rzeczywistości przedstawionej w książce, ale często też i wobec samego tekstu – to powtarzające się motywy lekturowe książki Ożarowskiej. Momentami zresztą obserwacja recepcji tej powieści wydaje się nie mniej ciekawa niż poznawanie samej fabuły. Z odbioru Nie uderzy żaden piorun wyczytać można bowiem mocne i zarazem słabe strony współczesnej krytyki – na przykład skłonność do socjologizowania. Trudno bowiem nie zgodzić się z Sową w tym, że książka Ożarowskiej może być ciekawym punktem wyjścia do obserwacji społecznych zachowań. Z drugiej jednak strony – podawałbym w wątpliwość wyjątkowość i doniosłość tej fabuły. Także z tego względu, że nie będzie wyczynem znaleźć inne, mocniejsze, głosy na temat pokolenia współczesnych dzieciaków. Choćby w postaci filmu Galerianki Katarzyny Rosłaniec, która poruszyła problem prostytucji wśród nastoletnich dziewcząt. Także i nuda czy pustka – jako literacki temat – zna swoje lepsze opracowania. Wystarczy tu wspomnieć o Nudzie Alberto Moravii, opublikowanej niedawno przez oficynę W.A.B.

Literacka nuda książki Ożarowskiej jest faktem. I to w dwojakim tego słowa sensie. Lektura całości staje się w pewnym momencie w istocie nużącym zajęciem. Powtórzenia, pętle, nadmiar, a przede wszystkim nierówności – doskonałe narracyjnie momenty i rozjechane walcem gadulstwa pasaże słowne – wszystko to nie ułatwia poruszania się po fabularnym labiryncie. Trudno równocześnie odmówić Ożarowskiej lokalnego, by tak rzec, talentu do budowania nastroju i opowieści. W tej książce nie brakuje bowiem – na przykład wśród niektórych dialogów czy w opisie wizyty u babci – naprawdę dobrych fragmentów. I w tych fragmentach tli się nadzieja na coś naprawdę dużego. Jakiś błysk. Piorun z jasnego nieba.

Andrzej, jeden z bohaterów książki, mówi w pewnym momencie: „Dystansujesz się. To cecha ludzi letnich”. Te słowa można w sumie skierować momentami do tekstu Ożarowskiej. Bycie letnim nie znaczy nic dobrego. Gorzej tylko, że Andrzej w książce brzmi mocno ironicznie.

Marcin Wilk



 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas