poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PAULINA MAŁOCHLEB
Stodoła i Sienkiewicz
Dekada Literacka 2010, nr 4-5 (242-243)
Tadeusz Słobodzianek,
Nasza klasa. Historia w XIV lekcjach
słowo/obraz terytoria
Gdańsk 2009

Tegoroczną Nike zdobył dramat Tadeusza Słobodzianka Nasza klasa – jedyny tekst należący do tego gatunku nominowany do nagrody. Słobodzianek, pisząc swoją historię, wkłada kij w mrowisko: choć wydaje się, że temat relacji polskożydowskich często był poruszany zarówno przez historyków, jak i przez pisarzy, to jednak nie został ani wyczerpany, ani tym bardziej jego obecność w dyskursie publicznym nie przełożyła się na głębsze zmiany w naszym sposobie myślenia (wzmocniła się jedynie poprawność polityczna). W chwili, gdy oddajemy ten numer „Dekady Literackiej” do druku, od werdyktu jury Nike nie minął jeszcze tydzień. Czas pokaże dopiero, jakie tony i nastroje ujawnią się w odpowiedzi na decyzję kapituły. Znając jednak polski sposób myślenia, można wyobrazić sobie inwektywy, jakimi zostanie obrzucona Nike i sam Słobodzianek przez zwolenników tez Jerzego Roberta Nowaka. Dlatego też właśnie uznać należy, że jego dramat jest potrzebny – ważna jest nie tylko artystyczna forma, która wymusza na widzu emocje, bo taka jest natura spektaklu. Przed historią opowiadaną przez Słobodzianka nie można się skryć, próbować od niej dystansować (jak choćby w czasie lektury nawet tak bolesnych pozycji jak Sąsiedzi i Strach Grossa czy My z Jedwabnego Bikont). Teatr wymusza reakcję, narzuca przemocą pewne emocje, podczas gdy sytuacja samotnej i dobrowolnej lektury pozwala na ich uniknięcie, a przynajmniej złagodzenie.

Równie istotny wydaje się sam przekaz Słobodzianka: problem moralnej odpowiedzialności za zło i historycznego konfliktu z innymi nacjami. Nasza klasa to nie jest tylko rozgrywka polsko-żydowska, czy nawet polsko-żydowsko-niemieckorosyjska, a raczej uwikłanie przeciętnych mieszkańców małego miasteczka w wojnę, która wymusza na nich wybór określonych postaw. Słobodzianek pokazuje też wyraźnie, że nie ma determinizmu, stereotypowe losy reprodukowane w narracjach historycznych niekoniecznie pokrywają się z życiem – Żyd nie musi być komunistą, Polak nie musi być członkiem ruchu oporu. Parę pierwszych lekcji pokazuje członków jednej klasy w okresie przedwojennym: wszyscy biorą udział w uroczystościach po śmierci Piłsudskiego, konflikty jednak ujawniają się w czasie modlitwy w szkole, gdy Polacy, by zmówić pacierz, nakazują Żydom przenieść się do ostatnich ławek. Antysemityzm ujawnia się wśród młodzieży powoli i stopniowo, zawsze też służy załatwieniu jakiejś prywatnej rozgrywki, staje się wygodnym nośnikiem osobistych zatargów, zasłania poczucie niższości, odrzucone uczucie, urażoną miłość własną. Słobodzianek nie pokazuje świata biało-czarnego, Żydzi w jego dramacie są równie prymitywni i egoistyczni jak skonfliktowani z nimi Polacy – różnicuje ich jednak historia wojenna: to Polacy mają okazję krzywdzić; i tę okazję wykorzystują.

Tempo wydarzeń Naszej klasy ustala bieg historii, przemiany historii wyznaczają perypetie bohaterów: po wejściu Sowietów Jakub i Menachem z entuzjazmem włączają się w nowy system i jego propagandę, otwierają kino „Aurora”, które rozpoczyna swoją działalność od projekcji Października Siergieja Eisensteina i akademii z użyciem wierszy Władimira Majakowskiego. W tym samym czasie młody Zygmunt pisze list do Stalina, a później również przyłącza się do pracy systemu: pod pseudonimem „Popow” produkuje donosy na swoich kolegów. Wydaje w ręce NKWD działającego w podziemiu antysowieckim Ryśka. Po wejściu Niemców to Zygmunt najlepiej i najszybciej zrozumie zmianę koniunktury i pomoże nazistom oczyszczać miasteczko ze „zbędnego etnicznie” elementu. Po jego stronie staje też Rysiek, bojownik z podziemia, i Heniek, przyszły ksiądz. We trzech mordują Jakuba, a później pomagają całej społeczności wymordować Żydów: zanim jednak spędzą wszystkich do stodoły, wprowadzają do niej najważniejszych przedstawicieli wspólnoty i zabijają ich bestialsko przy użyciu narzędzi rzeźniczych, młotów i siekier. Dla trzech kolegów zabójstwo Jakuba, mord w stodole i gwałt na Żydówce, żonie ich szkolnego kolegi, stanie się początkiem dziwnej relacji, pewnego rodzaju przyjaźni, która jednak ociera się o nienawiść, strach, walkę o władzę i szantaż. Zygmunt i Rysiek włączają się w działalność polskiego ruchu oporu, nie mają jednak oporów przed oddaniem Niemcom Racheli – ich kolejnej koleżanki szkolnej, którą z domu wypycha teściowa. Rachela zresztą od pewnego czasu nie jest już Żydówką, ochrzczona i poślubiona Polakowi nosi imię Marianna. Jej mąż ratuje ją, zabijając Ryśka, i choć nie kocha żony, „pędził na koniu, jak pan Skrzetuski na pomoc pannie Oleńce! [sic!]”. Słobodzianek pisze swój dramat na przekór stereotypowym wyobrażeniom o przeszłości: Władek, chłop, morduje swojego kolegę policjanta, służącego jednocześnie w podziemiu, który zamierza wydać dziewczynę Niemcom, bo pomoc Żydom nie jest w jego oczach rodzajem walki (nie mówiąc już nawet o podstawowym obowiązku moralnym). Rozgrywka polsko-żydowska nie łączy się w oczach Zygmunta i Ryśka w żaden sposób z wojną, jaką Polacy toczą z Niemcami. Słobodzianek w swoim pragnieniu podkopywania historii idzie jeszcze dalej, buduje paralelę między losami Polaków i Żydów, burząc mit niewinności żydowskiej ofiary. Odzwierciedleniem Zygmunta jest Menachem – dziwna bratnio-nienawistna więź między nimi nawiązuje się, gdy Zygmunt morduje jego przyjaciela, gwałci jego żonę i poluje na niego samego (jako komunistę). Menachem ukrywa się w czasie wojny u Zochy, czyta u niej Biblię, wybiera jednak tylko te fragmenty, które mówią o prawie do zemsty, o konieczności użycia siły. Po wojnie wstępuje do UB i otrzymuje rozkaz ukarania Zygmunta i Heńka. Ten ostatni okazuje się jednak nietykalny, jako przedstawiciel Kościoła. Menachem po torturach wysyła Zygmunta do więzienia, po roku 1956 zwolniony Zygmunt doprowadza do banicji Menachema, usuniętego z UB za stosowanie niedozwolonych praktyk w czasie przesłuchań. Zygmunt zapisuje się do partii, Menachem wyjeżdża do Izraela, w tym samym czasie giną ich synowie, w tym samym też czasie umierają oni sami. Jak mówi Abram – data śmierci Jurka – syna Zygmunta pokrywa się z rocznicą zabójstwa Jakuba.

Nawet po roku 1989 nie zmienia się charakter relacji między Polakami i Żydami – Heniek straszy we wsi tych, którzy chcieliby opowiedzieć o mordzie w stodole. Jednakże Słobodzianek komplikuje linie podziałów przebiegających pomiędzy jednostkami: to nie Rachela-Marianna domaga się prawdy, lecz jej mąż Polak. Małżeństwo Zochy z Żydem komplikuje się w chwili, gdy ten dowiaduje się, że w czasie wojny ukrywała Żyda – posądza ją o złodziejstwo i wykorzystywanie ludzi, miłość przemienia się w zapiekłą nienawiść. Pomimo nawoływania do prawdy, przyznawania orderów Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, pochwał, wywiadów i ściskania ręki ambasadorów i ministrów, sprawiedliwość nie dokonuje się w żaden sposób: wszyscy bowiem są w jakiś sposób winni, każdy ponosi częściową odpowiedzialność, każdy jest też ofiarą. Ci zaś, którzy usunęli się ze sceny zdarzeń, nie są wolni od odpowiedzialności moralnej: Abram, który wyjechał z Polski w 1938 roku, teraz jest winny, bo odczuwa słuszny gniew na swoich dawnych kolegów, bo rozpływa się w aureoli świętego męża, bo zasłania się swoją niewiedzą i oddaleniem. Zocha wraca do Polski i płaci wszystkim – za mszę, gościnę, rozmowę. W końcu płaci też swoim dzieciom, by jej nie odwiedzały, wypiera się ich pochodzenia, gdy naciskają na nią panie z ośrodka spokojnej starości.

W czasie laudacji po wręczeniu nagrody Nike Grażyna Borkowska mówiła o konieczności pochowania trupów, wprowadzenia doświadczenia wojennego i konfliktu polsko-żydowskiego do polskiej pamięci. Mam jednak wrażenie, że Słobodzianek pokazuje, dlaczego do takiej asymilacji doświadczenia nie dochodzi. Przyczyną nie jest jedynie stały antysemityzm Polaków i ich niechęć do uznania własnej winy (a to musiałoby być przecież równoznaczne z odrzuceniem przekonania o własnej czystości i niewinności narodowej). Powodów niechęci może być wiele: ludzie nie uświadamiają sobie, w jakiej skali zdarzeń biorą udział, działają pod wpływem egoistycznych pobudek, chcą zapomnieć, albo też nie potrafią przezwyciężyć własnych przeżyć i nauki, jaką z nich wynieśli (tutaj ważna okazuje się postać Janusza – męża Zochy). Wolą też konstruować historyczne mity, bo nie potrafią pogodzić się z tym, że rzeczywistość jest śmieszna i żałosna, że brak w niej patosu: tak stara się zrozumieć mord w stodole Abram, który przekonany jest, że na czele tłumu prowadzonego na miejsce kaźni szedł rabin i w czasie pożaru odmawiał z tłumem modlitwę. W końcu zaś mówi Słobodzianek, że każdy może się uodpornić na cierpienie, nawet własne, że każdy może zapomnieć o traumie, jakiej doświadczył: Rachela-Marianna woli nie udzielać się, nawet w telewizji nie ogląda transmisji z uroczystości zorganizowanej ku czci także jej rodziny, zmienia program i ogląda film o zwierzętach.

Słobodzianek pyta o przyczyny zachowania swoich bohaterów, zastanawia się nad ich determinantami, nie daje jednak jednoznacznej odpowiedzi. Zamiast stawiać hipotezy, wskazywać możliwości, zależy mu raczej na podważeniu naszej dotychczasowej wiedzy. Czy motywuje Polaków powszechny w latach 30. XX wieku antysemityzm, pogarda dla „żydka”? Czy Zochą i Władkiem kieruje miłość, poczucie przyzwoitości, naiwność, pragnienie bohaterstwa? Czy Zygmunt podąża za stadem, jest koniunkturalistą, doskonale potrafiącym wyczuć, z której strony wieje wiatr zmian, gotowym do wypełniania nakazów kolejnych ekip? Działa pod wpływem ambicji (zostaje w końcu przedstawicielem Partii) czy pragnienia, by się wzbogacić (mieszka w domu po rabinie)? Rysiek prześladuje Jakuba, bo posądza go o zdradę (choć wszyscy wiedzą, że zdradził go Zygmunt) czy raczej dlatego, że potrzebuje jakiejś ofiary zastępczej dla wyrażenia swojego gniewu, nienawiści? Dlaczego Rachela-Marianna milczy? Z bólu czy pragnienia zapomnienia? Skąd jej katolicyzm – to efekt mimikry czy prawdziwej, odnalezionej wiary? Okrucieństwo Menachema wynika z pragnienia zemsty, wyrównania rachunku krzywd, dążenia do sprawiedliwości, sadystycznej pasji? Na te wszystkie pytania Słobodzianek nie odpowiada, a do tego wyzwala swoich bohaterów spod władzy totalitaryzmu. Wpływ władzy, ideologii nie uzasadnia – jego zdaniem – czynów postaci, nie daje wyczerpującej odpowiedzi. Jego bohaterowie nie są jedynie kumulacją cech zbiorowości, reprezentantami swojej grupy społecznej czy narodowej, nie kierują się też jedynie pragnieniem przeżycia. Nie są marionetkami w rękach historii, ludźmi słabymi, którzy zostali poddani próbie nie do udźwignięcia, osobami, które znalazły się w złym miejscu i złym czasie. Słobodzianek pozostawia pytanie o przyczyny działania otwarte, uznając, że cała nasza dotychczasowa wiedza nie pozwala na sformułowanie odpowiedzi. Chodzi tu o coś więcej niż prywatne, osobiste konflikty, ale też o coś więcej niż banalność zła. Nie ma u niego tragizmu, bo każdy z bohaterów podejmuje swoje decyzje samodzielnie – można zdradzać i zabijać (jak Zygmunt), ale można też ocalać – jak Zocha czy Władek. Na każdym jednak ciąży fatum rozumiane jako przekleństwo (pisze o tym szeroko Leonard Neuger w posłowiu do Naszej klasy) – żadna decyzja nie jest wolna od konsekwencji, żadna nie ocala, lecz raczej przenosi klątwę na kolejne pokolenia.

Kolejny istotny problem związany z Naszą klasą to kwestia konfliktu między faktem i fikcją. Jak pokazały już dyskusje wokół książki Kapuściński. Non-fiction Artura Domosławskiego, dyskurs publiczny nie najlepiej radzi sobie z tymi terminami, a czytająca część społeczeństwa domaga się jasnego ustalenia granic, ponieważ ich przenikanie traktuje jak rodzaj literackiej hochsztaplerki. Podobne zagadnienia pojawiają się w Naszej klasie. Słobodzianek sięga po historię Jedwabnego po książkach dokumentalno-historycznych: Jana Tomasza Grossa, Anny Bikont, po opracowaniu dokumentów wydanych przez Pawła Machcewicza i Krzysztofa Persaka, po filmie Agnieszki Arnold. Dlatego też natychmiast pojawia się pytanie o wierność zdarzeniom historycznym, o stopień ich literackiego przepracowania, o pierwowzory dla postaci dramatu. Oczywiście, cztery zdarzenia fundamentalne: zabójstwo Jakuba, mord w stodole, ochrona Racheli-Marianny i ukrycie Menachema – stanowiące podstawę perypetii w dramacie, zaczerpnięte są z historii, podobnie jak podstawowe cechy niektórych postaci. Jednak historię opowiadaną przez Słobodzianka należy rozpatrywać jako wytwór literacki, jako przynależną do świata fikcji, przede wszystkim dlatego, że pyta on właśnie o motywację bohaterów, a ta zawsze pozostaje polem domysłów.

Niewielu krytyków piszących o Naszej klasie wskazywało na to, co u Słobodzianka wydaje mi się szalenie ciekawe: tworząc historię nawiązującą do wydarzeń z Jedwabnego, skupia się on nie na mozolnym dochodzeniu do prawdy (której rzekoma moc wyzwalająca, podlega tu wielokrotnie kompromitacji), lecz właśnie na zdradzie pamięci, na pewnym pakcie, który zawierają ofiary i kaci, by ukryć przed otoczeniem łączące ich doświadczenie. Tym samym więc opowiada o antyświadkach i antypamięci, snuje swoją historię na przekór tradycyjnym historiom o wojnie. Zygmunt nie pozwala mówić Heńkowi, bo przypomina mu, że jest współwinny gwałtu, Heniek próbuje zastraszyć Władka, gdy nachodzą go dziennikarze, Zocha z powodu ujawnienia prawdy ponosi klęskę w małżeństwie. Za to że pomagała Żydowi, zostaje ukarana nienawiścią męża i niechęcią dzieci. Władek ukrywa, że to on zabił Ryśka, zrzuca winę na partyzantów. Rachela w czasie procesu Zygmunta i Heńka, próbuje ukryć ich rolę w morderstwie Jakuba, bo boi się później mieszkać w tej samej wsi. Dla proponowanej tu interpretacji dramatu Słobodzianka kluczowe wydają się powracające co jakiś czas słowa o tajemnicy: „Zygmunt: Ustaliliśmy też różne pryncypia i zasady, a także co jest tajemnicą i co jest święte. […] Heniek: Nie poruszaliśmy tego tematu nigdy więcej”. Prawda nikomu nie ułatwia życia, choć zdaje się znosić odpowiedzialność karną. Tłamszona, duszona w sobie doprowadza do pojawienia się duchów, ponieważ łaska odpuszczenia nikomu nie zostaje dana. W końcu po wielu latach Marianna mówi: „Mówię ci Zocha, żebym wiedziała, jakie to życie będzie, poszłabym do stodoły ze wszystkimi”.

Paulina Małochleb

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas