poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
TOMASZ CIEŚLAK-SOKOŁOWSKI
Wiersze nie wybrane
Dekada Literacka 2010, nr 4-5 (242-243)

Ryszard Krynicki
Wiersze wybrane
Wydawnictwo a5, Kraków 2009

W Nocie od wydawcy, zamykającej najnowszy wybór wierszy Ryszarda Krynickiego, przeczytać można, że zbiór ów „nie jest wyborem autorskim”, lecz przedrukiem wierszy pomieszczonych w Magnetycznym punkcie i jedynym późniejszym tomiku Kamień, szron (III wyd. uzupełnione z roku 2005). Jaki jest więc zasadniczy powód pojawienia się wierszy wybranych właśnie teraz? Przyczyny są, rzec by można, doraźne. Biblioteka Poetycka Wydawnictwa a5 od kilku lat drukuje wybory wierszy czołowych twórców Nowej Fali (ukazały się także zbiory Stanisława Barańczaka oraz Adama Zagajewskiego), potwierdzając w ten sposób pozycję samego pokolenia literackiego. W przypadku poezji Krynickiego jest to także gest bardziej podstawowy – chodzi o prostą dostępność. Wszystkie dotychczasowe trzy wybory (w roku 1989 Niepodległych nicości opublikowało wydawnictwo Znak – wydanie nosi jeszcze ślady ingerencji cenzury; rok wcześniej tom pod tym samym tytułem wydała Niezależna Oficyna Wydawnicza; wreszcie – Magnetyczny punkt w 1996 roku ukazał się nakładem Wydawnictwa CiS) były książkami trudnymi do zdobycia, rzadko pojawiającymi się w obiegu antykwarycznym. Wiersze wybrane tę sytuację poezji Krynickiego na pewno zmieniły.

Dla tych jednak, którzy poprzednie wybory (i same oryginalne tomiki) posiadają na swych półkach, najnowsze książka autora Magnetycznego punktu stanowić może poręczne zebranie całości dorobku Krynickiego w jednej książce, zapewne także zachętę do przyjrzenia się całości tego dorobku, od jego samych początków z perspektywy roku 2009/2010. Wypowiedziawszy to zdanie – dość typowe, trzeba przyznać, w przypadku omawiania tego typu zbiorów – zaraz jednak nieufnie zwracam się ku słowu „całość”. Ta właśnie „całość”, ów „początek” są – moim zdaniem – w przypadku poezji Krynickiego wysoce problematyczne (i być może najciekawsze). Zamiast zatem czynić kolejne uwagi o zasadniczych, podstawowych składnikach dykcji autora Magnetycznego punktu, postaram się zastanowić na tym, czego w Wierszach wybranych czytelnik tej poezji nie odnajdzie. Do tego zachęca mnie najnowsza książka Krynickiego.

Problematyczny początek

Przyczynkiem do tych rozważań niech będzie obserwacja najprostsza – każdy z kolejnych wyborów wierszy Ryszarda Krynickiego otwiera wiersz Jak powstaje. Każdy też zaopatrzony jest w dopisek „1967; 1980” (ewentualnie „1967/1980”). Powiedzieć więc od razu można, że te właśnie daty wyznaczają ramy problematycznego początku tej poezji. Zdanie to oczywiście należy od razu skomplikować o kilka dopowiedzeń. Po pierwsze, za słownikiem bibliograficznym Współcześni polscy pisarze i badacze literatury pierwszą z tych dat można by cofnąć do roku debiutu prasowego (wiersz Wczasowstąpienie drukowany był w 3 numerze tygodnika „Pomorze” w roku 1966; uzupełnić wypada i tę informację – niemal równolegle Krynicki debiutuje w czasopismach literackich, ogłaszając na łamach „Nurtu”, w numerze 1, utwór *** aczkolwiek uszy pragną echa…). Po drugie, w samych wierszach autora Aktu urodzenia odnaleźć można sygnały cofające tę datę o kolejny rok (na przykład w 10 numerze „Odry” z roku 1971 wydrukowane zostały dwa krótkie poematy prozą oznaczone datą 1965). Po trzecie wreszcie, najdalej bodaj sięgające oznaczenie odnaleźć można pod wierszem o znaczącym tytule Akt urodzenia (który stał się tytułem uznawanego przez samego Krynickiego za debiut książkowy tomiku z roku 1969) – jest to rok 1963.

Dlaczego pozwalam sobie w tym miejscu na to skrupulatne wyliczenie? Przede wszystkim dlatego, by powiedzieć, że Wiersze wybrane prezentują zasadniczo kształt tej poezji wykrystalizowany (wypracowany) na przełomie lat 70. i 80. (by zilustrować skalę korekt, usilnego przepisywania poszczególnych utworów, posłużę się następującym przykładem: bodaj jedynym niezmienionym utworem z debiutanckiego tomiku Akt urodzenia – w mniejszym lub większym stopniu od czasu pierwodruku – jest wiersz Z Maxa Hölzera). Na tę trudność, o której wielu interpretatorów poezji Krynickiego zapomina, zwracał uwagę swego czasu Marian Stala, pisząc: „Wielość wersji i wariantów wierszy już jest i w przyszłości będzie istotnym problemem wydawców i komentatorów poety” (wynotowuję ze szkicu Purgatorium, spisanego na marginesie Niepodległych nicości). Krytyk dodawał także do tego stwierdzenia istotne dopowiedzenie, wskazując, że swoistym prawem tej poezji staje się od samego początku niedomknięcie wiersza, które owocuje wielokrotnymi doń powrotami. O tym, że nie jest to jedynie właściwość wczesnej twórczości Krynickiego przekonuje najdobitniej może druga strona okładki tomiku Kamień, szron, na której przedrukowane zostało faksymile utworu – jak sygnalizuje podpis pod nim z roku 1992 – Byłem tutaj. Maszynowy zapis tekstu pokazuje dynamikę pracy nad tym utworem: tylko raz jedyny w przestrzeni sześciu wersów utworu zostaje poprawione, nadpisane słowo. Jest to jednak zmiana zasadnicza – oto dwie wersje drugiej linijki (na których ocaleniu widocznie poecie zależało, a które znikają w przedruku w Wierszach wybranych): „i powtarzane z uporem magiczne zaklęcia” (wersja pierwotna) – „i powtarzane z uporem bezradne zaklęcia” (wersja przepisana). Różnica jest zasadnicza! (Powrócę do niej w dalszej części tego tekstu).

Tymczasem warto zasygnalizować skomplikowane dzieje wiersza Jak powstaje, który stał się pretekstem powyższych uwag. Kodują one bowiem bogatą historię napięć wczesnej poezji Krynickiego (której wyczytać nie sposób z samej tylko wersji utworu z roku 1980). Jak najkrócej mógłbym opowiedzieć tę historię? Wystarczy przyjrzeć się dziejom samego tytułu. W pierwodruku książkowym (arkusz Pęd pogoni, pęd ucieczki z roku 1968) brzmiał on Jak powstaje wiersz; został następnie przez Krynickiego skreślony i w Akcie urodzenia z roku 1969 wiersz oznaczony był jedynie incipitem *** (jak powstaje); tenże incipit stał się następnie – w kolejnych – wyborach wierszy samodzielnym tytułem. Jaki mechanizm zaobserwować można w przestrzeni wyznaczonej przez opisane tu zmiany? Wydaje mi się, że gest ten uznać można za zasadniczy dla całej twórczości poetyckiej Ryszarda Krynickiego – jest nim: gest skreślania (redukcji, wymazywania, zacierania; elipsy). Oto wersja „pierwszego” utworu Krynickiego z roku 1980:

jak powstaje, z upadku? upadku
na kolana? osłabłe z lęku czy zgięte
w pokorze? z przerwanego zdania,
które zdaje na łaskę – albo łaskę daje?
z ufnej wiary? z nieufnej wierności?
jak
i przeciw komu,
przeciw czemu powstaje,
przeciw komu wybiega, wiersz? nadzieja?

i strach spełnienia?


Zgadzając się na pewne uproszczenia, można powiedzieć, że wiersz ten jest dwojako domknięty: po pierwsze, dzięki funkcji znaków interpunkcyjnych (każda część składniowa, każda fraza kończy się znakiem zapytania); po drugie, dzięki wyróżnionemu wersowi ostatniemu (konceptystycznie domykającemu całość utworu). Jednym słowem, mielibyśmy do czynienia z pewną pracą zmierzającą do uporządkowania, pracą, którą swoiście wykonuje w swojej przestrzeni wiersz (np. tok przerzutniowy z jego początku ustępuje miejsca składniowemu uporządkowaniu wersu); byłby to więc wiersz co prawda niepewny (swych źródeł), ale i szukający domknięcia (choćby nawet miała nim być hipoteza „strachu spełnienia”).

Inaczej to – charakterystyczne przede wszystkim dla wczesnej poezji autora Aktu urodzenia zwrócenie się wiersza w swoją własną stronę, tematyzowanie swojego istnienia – wygląda, gdyby postawić pytanie, czego w wersji z roku 1980 odnaleźć nie można? Po pierwsze – statystycznie – skreślona zostaje mniej więcej połowa wiersza (wiersz w wersji z Pędu pogoni… miał 14 wersów, w wersji z Aktu urodzenia – wersów 19). Po drugie – co jest pochodną zasadniczego gestu – redukcji ulega nadmiar (homonimiczny nadmiar produkowany w dwóch pierwszych wersjach przede wszystkim przez skomplikowany tok przerzutniowy). Po trzecie, zatarte zostaje zapośredniczenie swojego głosu. Znika choćby – generacyjne odniesienia przywołująca – fraza z wersji drukowanej w Akcie urodzenia: „nieufność zaufanych” (przypominam tytuł manifestu pokoleniowego Stanisława Barańczaka, książki Nieufni i zadufani). Zatarte zostaje także – co może jeszcze istotniejsze – nawiązanie do Peiperowskiej tradycji (programowego) myślenia o poezji. „Jak powstaje wiersz” to tyleż tytuł wiersza otwierającego twórczość Krynickiego, co pytanie postawione przez „Okolicę Poetów” czołówce polskich pisarzy w latach 1935–1936. (O tym, że była to szalenie ważna pozycja lekturowa, w połowie lat 60. dla Krynickiego przekonuje obszerny passus z tekstu Czy istnieje już poezja lingwistyczna?, „Poezja” 1971, nr 12). W tejże ankiecie Tadeusz Peiper opublikował tekst O współczesnej poezji polskiej, w którym odnaleźć można źródło cytatowych odniesień wiersza Krynickiego. Peiper rozpoczynał swój tekst od pamfletu na „wytwórnie fałszu” w poezji polskiej i ulegających im krytyków (por. O współczesnej poezji polskiej, w: tegoż, O wszystkim i o niczym, Kraków 1974). Mógł to być ślad niezbyt czytelny, więc w wersji drugiej swojego wiersza autor Aktu urodzenia wzmocnił źródło cytatu zarówno o kontekst Peiperowskiej koncepcji zdania, jak i dopowiedział frazę „zakrzykną: fałsz” bardzo już czytelnym sformułowaniem „twoje usta”.

Wszystko, co do tej pory starałem się powiedzieć, stanowi ledwie początek, zestaw wstępnych ustaleń, który stać się musi dla wytrwałego czytelnika wierszy Ryszarda Krynickiego konieczną podstawą dalszych ustaleń i interpretacji problematycznego początku tej poezji wyznaczonego przez dzieje jej „pierwszego” utworu.

Jak ten postulowany ciąg dalszy mógłby wyglądać? Wskażę w tym miejscu jeden zaledwie – zwykle jednak przez krytykę towarzyszącą poezji Krynickiego niedostrzegany – kierunek. O ile na oczywistych zasadach zasadniczym kontekstem interpretacji wczesnych wierszy autora Aktu urodzenia staje się poezja Tadeusza Peipera (ze względu na próbę odnowienia koncepcji układu rozkwitającego), o tyle często zapomina się o tejże techniki rozkwitania reinterpretacjach (tej najważniejszej dyskusji podjął się oczywiście Julian Przyboś). By wypowiedzieć rzecz najkrócej – spór o poemat rozkwitający zaowocował (jeszcze z Dwudziestoleciu) dwoma modelami wiersza awangardowego: wzmacniającym spoistość wersów i siłę klauzul (model Peiperowski) oraz rozcinającym podziały wersowe, by ze zdań wydobyć nowe możliwości znaczeniowe (model Przybosiowy). W Jak powstaje ten spór zostaje ponownie włączony w ramy wiersza jako zasadniczy problem. Innymi słowy, wczesna poezja Krynickiego tę przygodę polskiej poezji awangardowej, awangardowego modelu składniowego wiersza przypomina i odnawia. Przy czym „pierwszy” wiersz Krynickiego nie opowiada się ani „po stronie Peipera”, ani „po stronie Przybosia” – raczej dynamicznie problematyzuje przestrzeń utworu poetyckiego wyznaczoną przez te dwa modele awangardowe.

Projekt R (zanim powstanie wiersz)

Inną jeszcze sytuację – ponownie: niemożliwą do wyczytania z Wierszy wybranych – ujawnia niewielkich rozmiarów książeczka opublikowana przez Krynickiego w roku 1999 (zatytułowana G). Projekt G, na co wskazuje także sam Krynicki w Postricptum dołączonym do książki, na zasadach techniki kolażu łączy się wyraziście z utworem zamykającym Akt urodzenia – Naszym specjalnym wysłannikiem. Już sam tytuł wiersza Krynickiego jest frazą zapożyczoną (z pewnymi zmianami) z pierwszych stron G, a cały utwór stanowi kolaż – podobnie jak G – cytatów z gazetowej rzeczywistości.

W Postricptum Krynicki zapisał też zasadniczą uwagę: „Powinienem może jeszcze dodać, że tekstów z G nigdy nie traktowałem jako wierszy, nigdy ich też nie czytałem publicznie”. Można by się więc zadowolić prostym stwierdzeniem – projekt G nie mógł się znaleźć w Wierszach wybranych, ponieważ jego autor wierszowego statusu tym tekstowym kolażom odmawia. To jednak wytłumaczenie cząstkowe. Zapytać bowiem wypada, dlaczego Krynickiemu zależało na wyraźnym oddzieleniu kolażowych wierszy (takich jak Nasz specjalny wysłannik) od kolażowych tekstów G? Stawka tego pytania wydaje mi się warta choćby skrótowego rozważenia w tym miejscu.

Powiedzieć by można, że G pokazuje fazę przed wierszem, tę fazę procesu twórczego, która stanowi początek krystalizacji wiersza. W zasadniczym geście G (wycinanych z gazet fragmentów, komponowanych w osobne tekstowe całości) zobaczyć zapewne wypada przede wszystkim tradycję awangardową. W połowie lat 60. podobne kolaże, „kolekcje wycinków prasowych” ujawniał Jalu Kurek w książce Mój Kraków; w tym też czasie Jan Brzękowski w książce W Krakowie i w Paryżu tłumaczył najsłynniejszy utwór-manifest Tristana Tzary – dość zresztą dowolnie – Aby napisać poemat dadaistyczny (początek – przypominam – brzmiał: „Weź dziennik. / Weź nożyce”). Oczywiście, to jedynie ślady, które mogą stanowić dalekie tło kolażowej praktyki Krynickiego. Wskazują one jednak jednocześnie na pewien istotny problem. Tzara nawoływał do poddania się przypadkowi – jego dadaistyczne nożyczki miały służyć jedynie sumiennemu pocięciu wybranego artykułu prasowego na słowa – reszta miała stać się dziełem przypadku (słowa miały być losowane z worka i w tejże losowej kolejności zasilać całość tworzonego poematu). Właśnie przypadek Krynicki stara się wyeliminować: po pierwsze – wyraźnie komponując teksty G, po drugie – re-komponując kolaż tekstowy w wierszową konstrukcję. Dodam – co daje się także wyczytać z cytowanego wyżej fragmentu Postricptum – Krynicki rezygnuje także z jednej z zasadniczych cech dadaistycznego tekstu – poddaniu go zdarzeniowości wykonania (a taki charakter, niemal wyłącznie, miały występy twórców Kabaretu Voltaire).

Czyżby więc wiersz Krynickiego był – nieco archaicznym w takiej perspektywie – osłabieniem siły awangardowej, dadaistycznej techniki? Czy Krynicki robi w połowie lat 60. wyraźny krok w tył? Odpowiedź twierdzącą zdaje się podsuwać taki obraz – wciąż jeszcze dominujący w rodzimych studiach modernistycznych – wedle którego zwykliśmy awangardowe eksperymenty przeciwstawiać tendencjom wysokomodernistycznym, klasycyzującym. Tymczasem, jak mi się wydaje, bliższa poezji Krynickiego (i samemu poecie, wytrwałemu tłumaczowi literatury niemieckiej XX wieku) jest nieco inna opowieść. Najkrócej mógłbym ją nazwać – za tytułem książki Rainera Rumolda – „Janusowym obliczem niemieckiej awangardy” (Evanston 2002). Na czym ów koncept miałby polegać? Rumold, próbując zrozumieć – bliską także Krynickiemu – późnomodernistyczną poezję Paula Celana, Gottfrieda Benna czy Hansa Magnusa Enzensbergera, wychodzi poza ów model wyraźnych opozycji. Metafora „Janusowego oblicza” oznacza pole wyznaczone przez ekspresjonizm i skrajnie eksperymentatorski dadaizm zarazem. Wczesnomodernistyczny impuls ekspresjonistyczny i dadaistyczny budują w tej opowieści o losach niemieckiej poezji XX wieku przestrzeń współzawodniczenia pewnych dyspozycji stylu poetyckiego. Jest więc w tej opowieści o konkretnych wierszach miejsce zarówno na gesty utopijne, naiwne, jak i opis krytycznych technik poetyckich w pełni świadomych działania w ramach „ślepego języka”; jest miejsce zarówno na melancholię, jak i cynizm.

Koncept „Janusowego oblicza awangardy” tłumaczy, jak mi się wydaje, dobrze zarówno początki poezji Krynickiego, jak i jej najnowsze punkty dojścia. Wrócę w tym miejscu do sygnalizowanej na wstępie zmiany w wierszu Byłem tutaj (z roku 1992), do dwóch wersji jednego wersu: „i powtarzane z uporem magiczne zaklęcia” (wersja pierwotna), „i powtarzane z uporem bezradne zaklęcia” (wersja przepisana). W jednym wierszu (w jednej zmianie) mieszczą się dwa projekty poetyckie, czy może inaczej – konieczne w świadomości poety poźnomodernistycznego „Janusowe oblicze” każdego poetyckiego gestu. Choć Krynicki ostatecznie opowiada się po stronie „bezradnej” melancholii, to jednak nie jest w stanie trwale wyrzec się – nieco cynicznie – dyspozycji innej.

Wydaje mi się, że zaproponowany powyżej koncept lekturowy jest w stanie fortunnie objąć całości twórczości Ryszarda Krynickiego, całość twórczości, która co najmniej od słynnej tezy Tadeusza Nyczka z 1985 roku (wiersz długi wyraża egzystencję świata, wiersz krótki jego esencję) bywa dość mechanicznie dzielona na dwie, często nieprzystające do siebie fazy (wierszy długich i krótkich). Zaznaczyć jednak od razu wypada, że pewne dyspozycje stylu jednak w ramach owej całości wyraźnie bywają redukowane.

Wiersz nie wybrany

Ta zasadnicza redukcja dokonała się jednak w ramach wiersza „krótkiego”. Najbardziej radykalne (i widoczne) zniknięcie stało się udziałem utworu to, nic publikowanego w zbiorze Nasze życie rośnie (Paryż 1978; swój pierwodruk miał w „Nowym Wyrazie” z 1976 roku [nr 7]). Piszę o redukcji zasadniczej, ponieważ to jedyny  w całej twórczości autora Magnetycznego punktu przypadek, by nieprzedrukowany został wiersz dający tytuł całemu cyklowi (a tak zatytułowana została część tomiku Nasze życie rośnie). Dlaczego Krynicki nie zdecydował się na ocalenie tego utworu? Cytuję wersję drukowaną w tomiku:

to, nic

albo to: nic się nie stało,
to jeszcze nie to, nic

z niczym nie mające wspólnego

Mówiąc najprościej i zgadzając się na konieczne uproszczenia, utwór to, nic stanowi ostatnią próbę zmierzenia się w ramach twórczości autora Aktu urodzenia z projektem poematu rozkwitającego. Spisane kilka lat później, w roku 1992, doświadczenie niepewności wobec „nic” oraz nadzieja tego, co „ma / (być)” (myślę oczywiście o wierszu stuk-puk) poddane zostanie zgoła odmiennej poetyce. Dlaczego jednak poemat rozkwitający znika z tej twórczości?

W tym miejscu zgodzić się muszę z konieczności na kilka domysłów. Domysł pierwszy kieruje w stronę hipotezy swoistego   p r z e r a ż e n i a   n a d m i a r e m   j ę z y k a , jaki produkował poemat rozkwitający. Ów nadmiar języka sprawia, że mimo usilnych zabiegów destylacji, redukcji materii wiersza – nie udaje się zadowalające zapanowanie nad materią utworu. Domysł drugi zmusza do wskazania pewnej prawidłowości poezji autora Aktu urodzenia. Poeta z czasem część kłopotów z kolejnymi wersjami utworów, z kolejnymi ich „poprawkami” przenosić zaczął do przypisów. Co najmniej od tomiku Nasze życie rośnie owe „Przypisy” zaczynają często odgrywać rolę swoistych dopowiedzeń tego, co w samych wierszach zostaje zredukowane. Oznaczałoby to, że zmiany w kolejnych wersjach utworów poświadczają to, co wymyka się znaczeniom każdej z wersji danego wiersza osobno. I tu domysł trzeci, ostatni. Zniknięcie utworu to, nic byłoby w tej perspektywie gestem ustanowienia centralnego statusu tej poezji, a więc jednocześnie gestem zmarginalizowania jej początków (które bez wątpienia duktem odnowienia Peiperowskiego układu rozkwitania przebiegały).

*

Gdy kilka lat temu – jako początkujący czytelnik wierszy autora Aktu urodzenia – zwierzyłem się Ryszardowi Krynickiemu z zasadniczego problemu z dotarciem do któregoś z wyborów jego wierszy, w odpowiedzi dostałem zaproszenie po odbiór egzemplarza Magnetycznego punktu. Tenże egzemplarz – starannie zabezpieczony w białą, papierową obwolutę – wręczał mi poeta w dość, jak wtedy pomyślałem, nietypowy sposób. Dokonał bowiem na moich oczach kilku korekt swoich wierszy (wynotowuję tu jedynie dwie poczynione w utworach drukowanych w Organizmie zbiorowym): w Drzwiach frazę „Kobieta nocy wcieliła się w siebie” (podobny błąd [?] odnaleźć można w wersji tego utworu, którą wydrukowało „Życie Literackie” w roku 1972 [nr 1]) zamienił poeta na „Kobieta nocy wcieliła cię w siebie” (fraza pojawia się w Organizmie zbiorowym z 1975 roku); w bardzo ważnym „nie napisanym poemacie” Tadeusz Peiper fraza „prorokować fałszywe proroctwa” poprawiona została na „prowokować fałszywe proroctwa” (zgodnie zresztą z wersją tego utworu publikowaną po tym tytułem w „Studencie” z roku 1974 [nr 12]).

Spisuję ten epizod, by wzmocnić zasadniczą myśl tego tekstu (trudno jest czytać poezję Krynickiego bez znajomości często bardzo skomplikowanych losów poszczególnych wierszy), ale i by uzyskać ostateczny argument na – mimo wątpliwości, które w tym tekście starałem się zebrać – konieczność Wierszy wybranych (w których wszystkie błędy z Magnetycznego punktu – co wypada wyraźnie zaznaczyć – zostały starannie usunięte).

Tomasz Cieślak-Sokołowski


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas