poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Rozmowa z PIOTREM IBRAHIMEM KALWASEM
Zapachy i smaki Aleksandrii. Z Piotrem Ibrahimem Kalwasem rozmawia Robert Ostaszewski
Dekada Literacka 2010, nr 4-5 (242-243)
Zanim porozmawiamy o Twojej nowej książce zatytułowanej Dom, chciałbym zapytać o zmiany w Twoim życiu. Chociaż właściwie w Twoim przypadku życie i pisanie do prawie jedno. W końcu uprawisz przecież coś w rodzaju Stachurowskiego „życiopisania”, czyż nie?

Nie, życie i pisanie to dla mnie dwie rzeczy; życie jest nieporównywalnie więcej warte od pisania i dla życia żyję, a nie dla pisania. Gdybym musiał z jakichś poważnych powodów zrezygnować z pisania, to bym zrezygnował. Zamiast pisać, więcej bym po prostu czytał. Ja nie widzę dużej różnicy między czytaniem a pisaniem… Edward Stachura to był niezwykły człowiek, moim zdaniem – jeden z najwspanialszych pisarzy w całej historii literatury polskiej. Od młodości nieustannie do niego powracam. „Życiopisanie” Stachury to była wieczna, drgająca, pulsująca ekstaza, żywa poezja; ja jestem ojcem rodziny, spokojnym człowiekiem, nie poczuwam się nawet specjalnie do określenia „pisarz”, a przede wszystkim zawsze mam gdzieś dom, a on nie miał, nie mógł mieć. Ja mogę, a on nie mógł – to bardzo duża różnica, kolosalnie duża. O jakie zmiany pytasz? Jestem taki sam, jak byłem. Nic się nie zmieniło zasadniczego.

O zmianę jak dla mnie, człowieka siedzącego od lat w tym samym miejscu, fundamentalną: ponad rok temu zdecydowałeś się wyjechać z Polski i osiąść na stałe zagranicą. Dlaczego?

Wyjechaliśmy z żoną i z naszym synkiem Hasanem, bo uznaliśmy, że wychowywanie dziecka we współczesnej Polsce, a także – szerzej – we współczesnej Europie to trudna i niebezpieczna rzecz. Oczywiście moje wyznanie odegrało niezwykle istotną rolę przy wyborze Egiptu. Egipt, i wiele innych krajów spoza cywilizacji europejskiej, to miejsca, w naszym mniemaniu, zdecydowanie bezpieczniejsze. Chcieliśmy wyjechać na początku do Singapuru, potem sprawdzaliśmy Turcję i Jordanię, ale to wszystko kraje dużo droższe, i tutaj jest drugi powód naszej emigracji – koszta życia, które są w Egipcie nieporównywalnie niższe od polskich.

Ale przecież dosyć powszechnie w Polsce, a pewnie też do pewnego stopnia w Europie, uważa się Egipt za niezbyt bezpieczne miejsce. To jedynie bzdurny mit, podkręcany obawami przed muzułmanami, które nasiliły się po ataku na WTC? Pytam z ciekawości, bo nigdy w Egipcie nie byłem.

Egipt jest na co dzień o wiele bezpieczniejszym miejscem niż Polska. Przestępczość pospolita, w porównaniu z Polską, prawie nie istnieje. W relacjach międzyludzkich nie objawiają się chamstwo, wulgarność i agresja, tak powszechne w Polsce w ostatnich lat. O każdej porze dnia i nocy można bez obaw chodzić po całej Aleksandrii. Ludzie się do siebie uśmiechają na ulicy, wyobrażasz sobie?! To brzmi naiwnie, prawda…? Ale jest prawdą. O stereotypach i mitach na temat Arabów i islamu rozpowszechnianych przez media nawet nie piszę. Szkoda słów.

A czy Polska to dla Ciebie definitywnie zamknięty etap? Zamierzasz wrócić do kraju jeszcze kiedyś na dłużej?

Ja w ogóle nie zamknąłem „etapu polskiego”. Polska jest zawsze na wyciągnięcie ręki. W dzisiejszych czasach przemieszczanie się po świecie jest niezwykle szybkie i łatwe. Polska kultura i sztuka – ta stara, sprzed 1989 roku, ta dobra – jest podstawą mojego myślenia, mojego tworzenia i mojej duszy. Polska stara literatura i muzyka to moja codzienność w Aleksandrii. „Dwójka” – II program Polskiego Radia – jeden z ostatnich bastionów prawdziwej, nieschamionej kultury, gra w moim mieszkaniu każdego dnia. I tak będzie już do końca życia, gdziekolwiek bym mieszkał i gdziekolwiek by mnie rzucił „życia los”, jak to pisał Stachura. A do samej Polski nie zamierzam wrócić. Nie podoba mi się tam. Cham i prostak zwyciężył na większości frontów.

Widzisz to w aż tak ciemnych barwach? Nie powiem, mnie też wiele z tego, co widzę na co dzień wokoło siebie, się nie podoba. Ale nie wiem, czy potrafiłbym się tak łatwo przeflancować w inne miejsce.

Widzę to w ciemnych barwach. I wydaje mi się, że schamienie i ogłupienie będzie dalej postępować. Kultura komercyjna, masowa z roku na rok staje się czymś niewyobrażalnie bardziej ohydnym, pustym i odpychającym. I rozlewa się wszędzie jak rzeka gówna. Głównie z telewizora i internetu. Trudno od tego plugastwa antykulturowego uciec. Kultura prawdziwa, intelektualna, wyrafinowana, tzw. wysoka, ta kultura cenna, coraz bardziej bezcenna, staje się powoli niechcianą, spychaną na bok, niedochodową, trochę wstydliwą, niepotrzebną niszą. To temat na oddzielną, długą i raczej przygnębiającą rozmowę. To wszystko zamienia się w hipermarket. Kwestia emigracji to sprawa bardzo indywidualna, osobista. Ja jestem trochę kameleonem, potrafię dostosowywać się dosyć szybko do nowego miejsca, nowej, innej kultury. Zawsze, gdziekolwiek wyjeżdżam, przygotowuję się do takiego wyjazdu intelektualnie. Na temat państwa, do którego się wybieram, czytam dużo książek, szukam rzetelnych artykułów, informacji. W miarę możliwości zapoznaję się z literaturą, muzyką, obyczajami danego kraju. Zaznajamiam się maksymalnie z jego codziennością, jego kulturą. I potem tam jadę. Kulturę arabską, a egipską w szczególności, poznawałem przez kilka lat. To wyjazd przemyślany i zaplanowany. Zanim przenieśliśmy się do Egiptu, byliśmy tutaj siedem razy.

Na nowe miejsce do życia wybrałeś egipską Aleksandrię. Co spowodowało, że zdecydowałeś się zamieszkać właśnie w tym mieście?

To miasto symboliczne dla całej ludzkości. Miasto filozofów, poetów, pisarzy. Jedno z najstarszych i kiedyś jedno z najbardziej kosmopolitycznych miast na świecie. Ten duch się tutaj cały czas unosi – duch Plotyna, neoplatonizmu, Kabały i arabskich filozofów, duch Biblioteki Aleksandryjskiej… Ja tego ducha czuję, ja go poczułem, jak tylko przyjechałem tutaj pierwszy raz przed kilkoma laty. I poczułem też wtedy od razu oszałamiający zapach i bryzę od Morza Śródziemnego. I zapach czosnku ze świeżą kolendrą smażonego na oliwie. I wiatr, ciągły wiatr… To są argumenty nie do przecenienia, nieprawdaż?

Tak, zapach czosnku ze świeżą kolendrą smażonego na oliwie może zmienić postrzeganie świata. A poza tym Aleksandria jest miastem frapująco wpisanym w literaturę – wspomnę tylko świetne wiersze Konstandinosa Kawafisa czy dla wielu czytelników kultowy Kwartet aleksandryjski Lawrence’a Durrella. Czy ta literacka strona miasta miała dla Ciebie znaczenie, gdy decydowałeś się, żeby tam osiąść?

No, właśnie… argumenty podałem powyżej. Miasto ksiąg. „Wszystko jest poezją” – jak powiadał Stachura.

A czy zmiana miejsca zamieszkania oznacza, że zawieszasz swoje podróże, o których pisałeś w poprzednich książkach? Pamiętam, że gdy rozmawialiśmy dwa lata temu, wymieniłeś całkiem sporą listę miejsc, które chciałbyś jeszcze odwiedzić…

Absolutnie nie zawieszam. Podróżowanie i spotykanie Innego jest istotą mojego pisania. Wprost przeciwnie, cieszę się, że będę miał teraz bliżej do afrykańskich i bliskowschodnich krajów. I taniej, w związku z tym. Na jesieni wybieram się w podróż do Etiopii i Dżibuti. Rysuje mi się powoli pewien pomysł na nową książkę.

Jako się rzekło, poprzednie Twoje książki w dużym stopniu poświęcone były fenomenowi podróży – podróży rozumianej szeroko, nie tylko jako przemieszczanie się w przestrzeni, ale również wędrówka w przeszłość ku źródłom tożsamości. Dom zaś jest o oswajaniu miejsca. Czy zmieniając tematykę, musiałeś zmodyfikować także swoje podejście do prozy, do pisania?

Nie, ja nic nie modyfikowałem w sobie, ja w ogóle nie wiem, czy mam jakiekolwiek podejście do prozy swojej czy cudzej… Nie myślę o takich rzeczach. Chodzę, siedzę, leżę, słucham muzyki, wspominam, cały czas czytam, trochę przysypiam, a potem piszę. Dom jest o oswajaniu miejsca, ale to część strumienia mojego życia. Taki przystanek.

Zazdroszczę Ci. Też bym chciał – choć na jakiś czas – zawiesić myślenie o literaturze, o książkach, ale nie potrafię… Twoja nowa książka pełna jest wyrazistych, sensualnych opisów. Czy Twoim zdaniem tak właśnie najlepiej oswaja się nowe miejsce – smakiem, dotykiem, wchłanianymi łapczywie obrazami?

To zależy od oswajającego. Ja muszę oswajać łapczywie, przede wszystkim zapachem, smakiem i dźwiękiem. Oswajam miejsca także, wsadzając w szpary murów koraliki i inne drobne przedmioty. Czasami przesuwam ciężkie kamienie z miejsca na miejsce, wykonuję sporo rytuałów, których nawet nie opiszę, bo nie wiem, jak miałbym to zrobić. Inni oswajają inaczej. Jeszcze inni nie oswajają wcale, i tych jest najwięcej. Świat jest bogaty w treści, a i w formy niebiedny, jak powiadał Sted, czyli Stachura Edward J.

W Domu jest bardzo wiele fragmentów, które nazwałbym medytacyjnymi, jak choćby te, w których opisujesz mrówki wędrujące po ścianach starego meczetu. Zdaje mi się – nie wiem, czy się ze mną zgodzisz – że w tych fragmentach, jakże zmysłowych przecież, wychylasz się w stronę czegoś, co nazwałbym prozą religijną?

Dla mnie wszystko jest rozłożoną, mistyczną, przesyconą niepojętą transcendencją księgą, którą nieustannie czytam. A więc i moja proza, naturalną koleją rzeczy, także przynależy do tej księgi. Oswald Spengler napisał w swoim Zmierzchu Zachodu, że „pierwiastek duchowy każdej żywej kultury jest religijny, ma religię, bez względu na to, czy jest tego świadomy, czy nie”. Poza tym podczas pisania Domu, i przed jego powstaniem, strasznie mocno naznaczył mnie swoimi kabalistycznymi ekstazami Edmond Jabes – żydowski pisarz, który mieszkał w Aleksandrii. Niedaleko mnie, bardzo blisko…

Pozwolę sobie na pytanie nieco przewrotne: próbujesz zadomowić się w nowym miejscu, oswoić je na tyle, aby móc powiedzieć: „to jest mój DOM”, ale czy przypadkiem nie jest tak, że Twoim prawdziwym DOMEM jest pamięć, przeszłość, do której powracasz w kolejnych książkach z obsesyjną wręcz konsekwencją? Ergo nigdy na dobre nie zadomowisz się w żadnym realnym miejscu?

Ach, pewnie tak jest, pamięć jest moją obsesją, którą pielęgnuję niezwykle czule, buduję z niej mój ogród wspomnień, coraz większy i większy. I to jest poezja. Ale, jak napisałem, zależy mi przede wszystkim na bezpiecznym i spokojnym życiu mojego dziecka. I dom jest teraz w miejscu, mieście i kraju, które uważam za bezpieczne. I to jest proza.

Czytając kolejne Twoje książki, utwierdzam się w przekonaniu, że jesteś człowiekiem poszukującym, tyle tylko, że im więcej Twojej prozy czytam, tym mniej jestem pewien, czego poszukujesz. Wiem, że to pytanie trudne, bo z rodzaju fundamentalnych: czego właściwie szukasz – wewnętrznej harmonii, potwierdzenia własnej tożsamości, nowych inspiracji duchowych, Boga? A może czegoś jeszcze zupełnie innego?

Ach, czego szukacie, czego szukacie…? Interesuje mnie od dłuższego czasu kwestia, którą poruszył Ludwig Wittgenstein: „Nie to, jaki jest świat, jest tym, co mistyczne, lecz to, że jest”. Tym się zajmuję.

Dziękuję za rozmowę.



 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas