poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANNA MACH
Zamiast pustego miejsca
Dekada Literacka 2010, nr 4-5 (242-243)
Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski
Apte. Niedokończona powieść
Wydawnictwo Korporacja Ha!art, Kraków 2010

Ryszard Apte
Niepokój
Wydawnictwo Korporacja Ha!art, Kraków 2010
[Publikacja nie na sprzedaż. Dostępna wyłącznie z książką
Piotra Głuchowskiego, Marcina Kowalskiego
Apte. Niedokończona powieść]

Wszyscy cierpieli na nieustającą udrękę, która wdzierała się w sny, a która nie ma nazwy…
Primo LEVI, Pogrążeni i ocaleni


1

Przez 67 lat rysunki niespełna dwudziestoletniego, niezwykle utalentowanego krakowskiego artysty leżały w domu państwa Piaseckich w Wieliczce – Polaków, którzy w czasie wojny wynajmowali część mieszkania żydowskiej rodzinie Aptów. Zeszyt z rysunkami ocalał, w przeciwieństwie do jego właściciela i jego rodziny, a także niemal całej społeczności polskich Żydów.

Rysunki Ryszarda Aptego zostały wydarte Zagładzie, tylko przypadkiem uniknęły anihilacji, stanowiąc dziś ledwie widoczny ślad świata, który zniknął i uległ prawie całkowitemu zapomnieniu. Skoro wojna pochłonęła 97,5% społeczności polskich Żydów, stanowiących w niektórych miejscowościach ponad połowę populacji, wszelkie ślady ich obecności są bezcenne – jako nieliczne wyjątki od obowiązującej powszechnie reguły zniszczenia i zapomnienia. Właśnie dlatego każde takie świadectwo – rysunek, list, dziennik, wiersz – znaczy dziś tak dużo i wywołuje silne emocje. Przypomina o hekatombie Shoah, wywołując niepokój. Czasem sprawia, że brakuje słów, czasem powoduje natłok pytań. Jak konfrontować się z tego rodzaju dziełami? Jak oglądać rysunki Aptego? Jak rozumieć takie przedstawienie Zagłady? A także – kto ma do niego prawo?

2

Kiedy bierze się do ręki dwie niezwykle pracochłonnie, bardzo starannie estetycznie wydane nieduże książki, składające się na wspólną publikację poświęconą „pozostałościom” po Aptem – pytań, wątpliwości, problemów pojawia się tak wiele, że nie sposób je poukładać, należycie uporządkować, odnaleźć właściwe odpowiedzi. Ale może to dobrze – niech pytania nie będą stawiane zbyt donośnie i zbyt pewnie, niech odpowiadający raczej milczą lub jąkają się. To dlatego Anda Rottenberg, której pokazano szkice Aptego, użyła słowa „bezradność”… Co zostaje z Auschwitz?

Rysunki z cyklu Niepokój – powstałe w większości w latach 1940-1941 we Lwowie ekspresyjne, poprowadzone sugestywną kreską oniryczne wizje i karykatury – przenika apokaliptyczna aura. Słowo apokalipsis pojawia się zresztą na szkicu przedstawiającym scenki z kawiarni – tu najwyraźniej ujawnia się talent Aptego jako karykaturzysty w stylu George’a Grosza. Na innych rysunkach postaci mają zapadnięte policzki, wystające kości, a Chrystus na zmianę ze świętym Sebastianem reprezentują figurę cierpienia – może tę właśnie udrękę, którą Primo Levi nazywa „atawistycznym lękiem” i zestawia z obrazem wyjałowionego, czarnego pustkowia z Księgi Rodzaju? To w ich męczeństwie młody żydowski artysta zobaczył być może analogię własnego losu, próbując zawrzeć w szkicach prawdę o przeżywanym terrorze obu totalitaryzmów. Zastanawia za duży hełm na głowie świętego przywiązanego do granicznego słupa, ubranego w mundur żołnierza nie wiadomo której armii. Na jego ciele widać ślady po kulach, w tle ruiny miasta. Na innym rysunku przez sylwetkę Chrystusa w cierniowej koronie przeświecają trupie czaszki w hełmach. Gdzie indziej żebracy, kaleki, koszmarne sny głodowe. Strach lepki jak macki ośmiornicy, które nocą sięgają przez kraty okna. Upiory – na ulicy, u fryzjera, we śnie. Podczas Sądu Ostatecznego zamiast na tronie najwyższy sędzia siedzi za biurkiem: to urzędnik z piórem, kałamarzem i stemplem. Ustawia się do niego kolejka Chrystusów z przebitymi bokami i dłońmi. I jeszcze cela śmierci z widokiem na szubienicę oraz smutny, wychudzony mężczyzna z ogoloną głową i twarzą pooraną bruzdami, stojący przed komisją wojskową. Co postanowią w jego sprawie?

3

W drugiej części publikacji, zatytułowanej Apte. Niedokończona powieść, Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski, reporterzy związani z „Gazetą Wyborczą”, opowiadają o losie artysty: zasymilowanego, zamożnego, przystojnego, a przede wszystkim wybitnie utalentowanego polskiego Żyda, dopiero debiutującego w świecie inteligencji krakowskiej. Wedle ich słów przed wybuchem wojny Ryszard uczęszczał do elitarnego Gimnazjum Hebrajskiego w Krakowie – koedukacyjnego, i dlatego wiedzę o czasach szkolnych Aptego czerpią ze wspomnień jego szkolnej koleżanki – Ireny Bronner. W gimnazjum, po ukończeniu którego drzwi wielu uniwersytetów (nie tylko w Polsce) stały otworem, uczyły się dzieci zamożnych i wpływowych Żydów. Nie brakło w nim jednak i tych dzieci, dla których nie było miejsca w innych szkołach z powodu obowiązującego w Drugiej Rzeczypospolitej numerus clausus. Przedwojenna Polska nie była jeszcze nur für Deutsche, ani nawet nur für Polen, ale już chciała być Judenfrei.

Apte zdążył jeszcze opublikować kilka ilustracji (m.in. do drukowanego w odcinkach utworu Młody król Oscara Wilde’a) oraz pisaną wierszem bajkę Wycieczka do Sezamu w piśmie „Okienko na Świat”, skierowanym do młodzieży żydowskiej. Na wiosnę 1939 roku „Nowy Dziennik”, do którego recenzje pisał ojciec Ryszarda – mecenas Henryk Apte, wydrukował wiersze gimnazjalisty. Po wybuchu wojny i wkroczeniu do Krakowa niemieckich wojsk rodzina Aptego zmuszona była uciekać do Lwowa. Tam doznali koszmaru sowieckiego terroru, choć bezpośredniego zagrożenia ze strony Rosjan nie było – ci zdecydowanie bardziej wrogo nastawieni byli do Polaków‑katolików. Niestety, po wejściu Niemców i antyżydowskich rozruchach polscy sąsiedzi zaczęli „czuć za dużo czosnku”, więc Aptowie znów zmuszeni byli uciekać. Ich los wydaje się zresztą typowy dla przedstawicieli przedwojennego krakowskiego żydostwa – postanowili wrócić do Wieliczki, tak samo jak m.in. znajomy rodziny Henryk Vogler (który zdążył jeszcze przez dwa lata studiować literaturę we Lwowie) czy idol Ryszarda – jego profesor z gimnazjum, tłumacz Dantego, Boccaccia i Manna, historyk sztuki i pisarz Juliusz Feldhorn. Tam jeszcze przez kilka miesięcy udało się Aptom względnie normalnie funkcjonować, rodzice prowadzili nawet salon literacki, syn rysował, kończył swoją rozpoczętą we Lwowie powieść, gawędził z przyjacielem – Natanem Grossem o sztuce i literaturze, konsultując z nim własne tłumaczenia niemieckiej prozy. Ale i na wieliczańskich Żydów przyszedł w końcu czas „ostatecznego rozwiązania”.

4

Jak czytać te rysunki? Jak czytać opowieść o życiu, które zbyt mocno naznaczone zostało strachem oraz bólem i zbyt wcześnie musiało ustąpić śmierci, bo wyrok zapadł tak nieuchronnie? Głuchowski i Kowalski spróbowali życie autora Niepokoju uchronić od niepamięci. Ustalili zaledwie kilka faktów, ale mimo to postanowili odtworzyć jak najwięcej szczegółów, wiernie przedstawiając realia lub sytuacje, w jakich mógł się Apte znaleźć. Nie pominęli przy tym wstydliwych szczegółów dotyczących polskiego antysemityzmu i nie zapomnieli o tym, jak niewspółmierne były losy Żydów i Polaków w czasie wojny. Nie obawiali się także – po przeanalizowaniu dostępnych źródeł i zachowanych dzieł artysty – postawić tezę o homoseksualizmie Aptego. Wyniki historycznego śledztwa Głuchowskiego i Kowalskiego okazały się imponujące ze względu na dokumentalny walor, a przy tym pozbawione uprzedzeń i skłonności do retuszu. W pełnych uznania i podziwu dla pracy dziennikarzy słowach Nahum Manor – polski Żyd pochodzący z Krakowa, który ocalał z Zagłady dzięki pomocy Oskara Schindlera – docenił także fabularne dopełnienia biografii młodziutkiego artysty.

Nieuniknione jednak wydaje się według mnie pytanie o prawo do napisania biografii ofiary Shoah w takiej formie, na podstawie tak niewielu świadectw. Fabularyzowane fragmenty Aptego. Niedokończonej powieści – pełne dialogów, scenek rodzajowych, a nawet monologów wewnętrznych – zdecydowanie przeważają nad relacją reportażową, opartą na wspomnieniach Henryka Voglera, Natana Grossa i Ireny Bronner, którzy osobiście znali młodego rysownika i literata. Ich słowa stanowią więc bezcenne (ale niestety jedyne) źródło wiedzy o tym, kim był i jaki był autor cyklu Niepokój. Najwięcej wątpliwości budzą fragmenty opisujące „akcje” okupanta wymierzone w Żydów: sceny rozstrzeliwania, zapędzania wieliczańskich Żydów na plac, z którego wywożono ich do Auschwitz, a także narracja poświęcona ostatniemu etapowi życia Ryszarda – pobytowi w Arbeitslager w Stalowej Woli: „Dziesiątkowanie legionu cieni jest karą za ucieczki. A co to Ryszarda obchodzi? Pojęcia winy, kary, odpowiedzialności i solidarności już nie istnieją. Został tylko jeden wybór: pomiędzy pewną śmiercią a wysoce niepewnym przeżyciem.

Dzisiaj brakuje czterech. Esesman jest wściekły. Odczytujący jego nastroje nadzorcy w czarnych mundurach od razu biorą się do bicia. Walą więźniów kolbami po głowach podczas całego dwugodzinnego apelu i dalej, w drodze za druty. Mocniej niż zwykle. […]

Nocą Apte nie może zasnąć.

Niemal fizycznie czuje, jakby przybyło mu sił. Głód, brud, robaki wydają się nieistotne. To, co wydawało się ostatecznym przeznaczeniem, jawi się jako przejściowa, choć fatalna niedogodność. Ryszard obmyśla szczegóły, układa plan działania”.

Głuchowski i Kowalski próbują tu opisać to, co przeżywał Apte w warunkach obozowych, za pomocą starego chwytu prozy obyczajowo‑psychologicznej – mowy pozornie zależnej. Autorzy używają przy tym dziwnych w tym kontekście metafor, jak „legion cieni”, słów niepasujących do obozowego słownika, jak „esesman” i „nadzorcy”, albo też brzmiących groteskowo i wyrafinowanie, jak „fatalna niedogodność” czy „obmyślać szczegóły” i „układać plan działania”. Wyrokują również, czy Ryszarda obchodzi śmierć innych więźniów, do której może się przyczynić, próbując uciec, i czy jest on w stanie ocenić motywy swojej decyzji.

Styl Aptego. Niedokończonej powieści zmienia się – jak łatwo się domyślić – wraz z ilością poznanych faktów i źródeł. Znajdziemy więc reportaż, a zatem – zgodnie z tytułem serii wydawniczej – dzieło non‑fiction (kiedy na przykład relacjonowana jest historia odnalezienia rysunków Aptego), prozę obyczajową (kiedy rzecz dotyczy wyjazdu rodziny Ryszarda z Krakowa, pobytu we Lwowie itp.), ale i momenty niemal sensacyjne, pełne szybkich zwrotów akcji, kiedy choćby narrator śledzi ucieczkę dwóch chłopców z obozu w Stalowej Woli. Faktów znanych autorom było niewiele – o ucieczce Aptego i jego śmierci niedługo potem przeczytali we wspomnieniach Henryka Voglera zaledwie kilka zdań. W Niedokończonej powieści „akcja” zajmuje jednak całe jedenaście stron: są dialogi, nagłe zwroty wydarzeń, perypetie po drodze, na przykład natknięcie się na patrol i cudowne uniknięcie śmierci pierwszej nocy, ale i gościna u pana Ignacego, który obdarował uciekinierów prowiantem na drogę…

Takie użycie narracji powieściowej wydaje mi się niekiedy nietaktowne. Zbyt mocno ufam słowom Primo Leviego, że jedyni wiarygodni świadkowie obozowego uniwersum to ci „strąceni na dno”, którzy paradoksalnie nigdy nie byliby w stanie żadnego świadectwa złożyć. To dlatego tak wiele dyskusji i wątpliwości wywołują ocierające się o kicz produkcje filmowe i telewizyjne w stylu Listy Schindlera Stevena Spielberga, w której pokazano scenę paniki w komorze gazowej. Czy wolno próbować odtwarzać takie szczegóły koszmaru Shoah i konstruować je w formie powieści przygodowo‑sensacyjnej lub konwencjonalnego dramatu? Wierzę Leviemu, byłemu więźniowi Auschwitz III‑Monowitz, kiedy mówi, że praw moralnych, norm zachowania czy wiedzy na temat psychologii człowieka, a także języka pochodzących ze świata „cywilnego” i „wolnego” (to jego określenia), nie da się przełożyć na warunki panujące w koncentracyjnym imperium. Może dlatego odczuwam dyskomfort podczas lektury takich jak powyższy fragmentów Niedokończonej powieści

5

Historię Aptego, genialnie zapowiadającego się malarza i literata, cudownego dziecka, którego rysunki‑świadectwa czasów Zagłady porażają dziś intensywnością ekspresji, precyzją i oryginalnością wizji artystycznej, choć większą część jego losu stanowią niewiadome, autorzy zapragnęli niestety dokończyć: nasycić szczegółami, nie pozostawić miejsca na domysł czy brak. Tak jakby lekarstwem przeciw zapomnieniu losów polskich Żydów, a przede wszystkim przeciw ich nieobecności, miało być zapełnianie tej pustej przestrzeni i białych plam historii – fikcją. Tymczasem nieraz – jak ponownie uczy Primo Levi – w konfrontacji z hekatombą Shoah o wiele wymowniejsza wydaje się właśnie cisza…

Anna Mach

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas