poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
BOGDAN ROGATKO
Zadośćuczynienie dla istnienia odrzuconego
Dekada Literacka 2010, nr 4-5 (242-243)
Tomasz Bocheński
Witkacy i reszta świata
Wydawnictwo Officyna, Łódź 2010

Czyżby [ Witkacy ] przeczuwał – zastanawia się Tomasz Bocheński – że biografia pożre fikcję, że ideologia zje ontologię? W zgodzie z jego przekonaniami takie proroctwo należałoby tłumaczyć jako zwycięstwo zwyczajności nad […] dziwnością”. Czyżby przeczuwał – dopowiedzmy tę refleksję – że po kilkudziesięciu latach od jego śmierci uwaga badaczy i czytelników skupi się na korespondencji, zwłaszcza na setkach listów do żony, że twórczość zacznie być interpretowana również poprzez jego biografię, wbrew wyrażanym przez niego samego sprzeciwom wobec uprawiania przez krytykę artystyczną biografistyki? Bocheński idzie dalej. „Po raz pierwszy zrozumiałem – zauważa – że Witkacologia może być uczuciowym zadośćuczynieniem, gdy czytałem przed laty Micińską, zadośćuczynieniem dla istnienia odrzuconego, niekochanego, kosmicznie samotnego, niezrozumianego. Zadośćuczynienie to taka sprawiedliwość po czasie, to melancholijne spóźnione uczucie…”. I omawiając najnowsze dzieło Janusza Deglera, który oddaje autorowi Nienasycenia sprawiedliwość jako człowiekowi, Witkacego portret wielokrotny, stwierdza Bocheński nie bez racji, że badacz chce raczej podawać fakty, niż je komentować. Sam w swych esejach poświęconych niezwykłemu zjawisku, któremu na imię Witkacy, postępuje inaczej: nie tylko komentuje, ale do swych interpretacji wprowadza czasem element dyskusji, stara się z Witkacym polemizować niemal jak żyjący z żyjącym, współczesny krytyk ze współczesnym twórcą. Myślę tu o kilku szkicach pomieszczonych w ostatnio wydanym zbiorze tekstów zatytułowanych intrygująco Witkacy a reszta świata, zbiorze zresztą bardzo niejednolitym, edytorsko kontrowersyjnym (bo obok esejów i recenzji, niektórych nawet o felietonowej lekkości, poświęconych bezpośrednio Witkacemu, znalazły się tam interpretacje utworów Aleksandra Wata, Bolesława Leśmiana, Zbigniewa Herberta czy drzeworytów Andrzeja Nowickiego).

Punktem wyjścia rozważań Bocheńskiego – autora takich wcześniejszych książek, jak Sztuka i mistyfikacja. Powieści Witkacego, Czarny humor w twórczości Witkacego, Gombrowicza, Schulza. Lata trzydzieste – są   r e l a c j e   W i t k a c e g o   z   o j c e m . Bunt przeciw widzeniu świata przez Stanisława Witkiewicza, przeciw jego koncepcji sztuki i koncepcji człowieka jako istoty społecznej, przeciw jego moralizatorstwu, ukształtował poglądy Witkacego we wczesnej młodości, konsekwentnie potem rozwijane i utrwalane – zdaniem krytyka – w późniejszym okresie życia. Ale cień Ojca – raz jako „dobrego”, choć denerwującego wskutek swego mentorskiego tonu i przekazywanych w licznych listach do syna wskazówek i rad, a raz jako wręcz „diabelskiego” – był w życiu Witkacego obecny do samego końca.

Krytyk zwraca uwagę na utwory do tej pory raczej marginalizowane przez krytykę literacką, a które jego zdaniem są dwoma biegunami Witkacowskiego światopoglądu: z jednej strony pierwsza, młodzieńcza powieść 622 upadki Bunga czyli Demoniczna kobieta, z drugiej strony teksty publicystyczne z połowy lat 30., Narkotyki i Niemyte dusze (które nota bene nigdy za życia autora nie zostały wydane). Powieść to manifestacja niezgody na ojcowskie poglądy – młody autor porzuca ojca, by stać się samodzielnym artystą. „W Lovranie zostawi ojca z jego naiwnymi ideami, pod opieką czystego piękna natury, prowadzącego bezsilną epistolograficzną krucjatę. I w końcu ostatecznie pogrąży swoimi życiowymi wyborami, szczególnie decyzją, by walczyć po stronie Rosji w wojnie światowej”. I być może dlatego – komentuje krytyk – Witkacy nie chciał mieć potomków, nie chciał syna, który jego śladem kontestowałby poglądy i postawę życiową teoretyka Czystej Formy.

Diametralnie różne – i gatunkowo, i światopoglądowo – były Niemyte dusze, stanowiące oryginalną, bo opartą na teoriach psychoanalizy Freuda i Kretschmera, publicystykę. Już Anna Micińska zwracała uwagę, że aby poznać genezę tej osobliwej publicystyki, należy cofnąć się do czasów młodości Witkacego i zrozumieć, jak silny, choć i przewrotny, był wpływ Stanisława Witkiewicza na światopogląd syna. Micińska stwierdza, że „nieodrodny syn” pojął siebie „w związku ze społeczeństwem”. Tym tropem podąża Bocheński. Niemyte dusze były gwałtownym, mocnym w wyrazie, napisanym stylem, którym operował z powodzeniem w powieściach, rozrachunkiem z polskim duchem. Witkacy ubolewał nad brakiem w Polsce idei, nad atmosferą tymczasowości, życiem ponad stan, nazywanym przez niego „nadymaniem się”. Główną przyczynę upatrywał w nieuświadomionym kompleksie niższości Polaków, jego „skanalizowanie” powinno być głównym postulatem wychowawczym. „Nie ma na świecie istoty bardziej zakłamanej – pisał Witkiewicz w Niemytych duszach – na temat swego stanowiska i znaczenia w czasoprzestrzennym kontinuum świata niż przeciętny Polak. […] Byli morowi ludzie, ale z powodu braku materiału nie mogli stworzyć tego, co byliby stworzyć mogli. I może połowa niespełnionych czynów Piłsudskiego ma tutaj źródło swe…”.

Bocheński zwraca uwagę, że szukanie wybitnej jednostki mającej wpływ na losy świata, zgodnie z wyznawaną historiozofią, przypisującą indywidualnościom zasadniczą rolę w kształtowaniu historii, prowadziło go do nadziei związanej z Hitlerem. „Od takich jednostek oczekiwał, że przeciwstawią się »mdłej demokracji« i stworzą nowy ustrój sprzyjający indywiduum, a nie – masom”. Ale zaraz Bocheński dodaje: „Stąd w nadziejach wiązanych z Hitlerem widziałbym raczej akt rozpaczy niż kalkulację polityczną. Bo jak można od przywódcy totalnej społeczności oczekiwać, że odtworzy społeczność żyjących w spokoju jednostek?”. I nie zgadza się z przekonaniem Micińskiej, że w tym akurat fragmencie Niemytych dusz znać typową dla Witkacego ironię. Choć bardzo mocno podkreśla znaczenie ironii w twórczości i życiu Witkacego, szczególnie w eseju wymownie zatytułowanym Ironia czasu czyli historia Witkacowskiej autoironii.

Autoironię dostrzega już w pierwszej powieści. Bungo to według krytyka pierwsza z postaci Witkacego „rozumiejąca zasadniczą korzyść z autoironii”. Bo Witkacy w twórczości i w życiu tworzył ironiczny teatr, w którym trwało przymierzanie masek. „Witkacemu autoironia pozwoliła zmierzyć się z ironicznym statusem ojcowskich wartości i zaplanować zwycięstwo nad realnością, nad jej prawami prowadzącymi jakoby do udoskonalenia moralnego poznającego naturę artysty – uważa Bocheński – musiał bowiem Witkacy sprawdzić, co z podpowiedzi dajmoniona można ocalić. […] Długo Witkacemu potrzebny jest głos ojca, postać groźnego moralizatora […], by »perwersyjne« gry, którym się oddaje, sprawiały mu większą przyjemność”.

Zasadnicza zmiana następuje w latach 30. XX wieku. Z wyraźną już ironią na kartach Narkotyków i Niemytych dusz komentuje swoją biografię „schizoida”. Czy tylko dlatego, że rozczarowany był odbiorem swoich dzieł i teorii, a zarazem zniesmaczony obiegowymi opiniami, jakie krążyły na jego temat, stworzoną wokół jego postaci negatywną legendą? Czy może jednak przede wszystkim, jak zdaje się sądzić za Micińską Bocheński, autentycznie niepokoił się sytuacją społeczną i polityczną na świecie oraz stanem społecznej świadomości w Polsce? Ale nie byłby Witkacym, gdyby nie zachowywał ironicznego dystansu do opisywanych sytuacji, do krytykowanych przez siebie wad narodowych, wreszcie do siebie samego jako do pyknika przemawiającego do pykników: „W theatrum mundi zajął fotel wszechwiedzącego szydercy. Nie zauważył tylko, że ten fotel znajduje się na scenie. Na scenie, taki szyderca jak Witkacy, mógł zobaczyć nie tylko Czystą Formę, ale również czystą formę swego istnienia. Przypuszczam, że im gorsze były przedstawienia jego dramatów, tym dobitniej rozumiał życiowe konsekwencje swoich teorii”. I przypomina Bocheński, że po obejrzeniu w roku 1928 inscenizacji Metafizyki dwugłowego cielęcia, bardzo wiernej teorii Czystej Formy, Witkacy pił przez 5 dni. Może przekonał się – uważa krytyk – „że rzeczywistość nigdy nie wejdzie na poziom Czystej Formy”?

Tylko jaka rzeczywistość? Słusznie zauważa Bocheński, że Witkacy nigdy nie gardził realnością, lecz trywialnością, że dostrzegał znikomość życia, ale marzył również o jego wielkości. Z całą brutalną świadomością zdawał sobie sprawę, że Tajemnicy Istnienia wbrew usiłowaniom filozofów nie da się opisać, a przecież próbował ją jakoś schwycić, próbował zrozumieć („odczuć”?) fenomen, nazwany przez siebie „cudownym skandalem istnienia”, ująć go przez sztukę.

„Sztuka – dopowiada Bocheński intencje Witkacego – pozwala nam patrzeć bez strachu na potworne istnienie, gdyż dzięki odczutej jedności dzieła pojmujemy świat w oderwaniu od życiowego znaczenia wszelkich uczuć. Potworność znika, znikają sprzeczności istnienia, na chwilę wszystko staje się konieczne, panuje jedność. Nie można mówić już o tragedii istnienia, raczej o łagodnym promieniowaniu Tajemnicy”.

Witkacy tak bardzo był przekonany o dziwności istnienia, że odczuwali tę dziwność ci, którzy go bliżej znali, i ci, którzy wgłębiali się (wgłębiają) w jego dzieła; jak również w jego biografię – należy od razu dopowiedzieć – zastanawiając się, dlaczego tak obsesyjnie, jak mantrę, powtarzał formułę o Jedności w Wielości. Przypomina Bocheński wiele mówiącą wypowiedź Romana Ingardena, którą warto przytoczyć tutaj w całości: „Gdzieś u samego jego jestestwa, w czasach, gdy jeszcze go nie znałem, musiał się dokonać jakiś kataklizm, jakieś załamanie czy jakieś pełne przerażenia olśnienie dziwnością i obcością bytu, które mu już nigdy spokoju odzyskać nie pozwoliło. I wszystko, co potem starał się myślą swoją zdobyć, to było, by tę dziwność jakoś uzwyczajnić, by tę niesamowitość i zasadniczą wrogość istnienia dla człowieka jakoś obłaskawić, umożliwić żyć w świecie zasadniczo wrogim”.

Czy mu się to w istocie udało – Bocheński stawia to pytanie samemu Witkacemu i czytelnikom jego dzieł – czy wszystkie drogi autora Jedynego wyjścia zamiast zmierzać do częściowego choćby, bardzo niedoskonałego odkrycia Tajemnicy, nie prowadzą donikąd?

Janusz Degler dość szczegółowo, na ile pozwoliły na to źródła, opisał ostatni akt dramatu życia Witkacego – jego samobójczą śmierć na Kresach Wschodnich po wkroczeniu Armii Czerwonej. Bocheński także podejmuje ten motyw – lapidarnie, acz refleksyjnie. Zastanawiając się, na czym polegało sedno „późnego” Witkacego, tego z lat 30. XX wieku, czy nawet drugiej połowy tychże lat, kiedy już w zasadzie nie pisał dramatów ani nawet powieści, snuje autor Witkacego i reszty świata domysły, hipotezy, które mógłby potwierdzić tylko sam pisarz: może odkrył, iż „w każdym dziele Czystej Formy widać doskonale jego samego, jego obsesje, lęki i wreszcie – o skandalu – jego prywatność?!”. Dopadła go ironia losu, choć nie w życiu chciał jej doświadczać, lecz w sztuce. Tragiczna ironia zdarzeń dotknęła go po raz pierwszy w 1914 roku, gdy jego narzeczona popełniła samobójstwo. To dramatyczne wydarzenie odcisnęło piętno na całym jego późniejszym życiu, ale i twórczości. Prawdopodobnie o nim myślał Ingarden, gdy zastanawiał się nad praprzyczyną odczuwania przez Witkacego wrogości i dziwności istnienia, przed którą człowiek może bronić się tylko walką o ocalenie wzniosłego wymiaru swojego bytu. „[…] Ten zakładnik czasu nigdy się nie podda – puentuje Bocheński – i jeszcze nieraz w latach trzydziestych uczyni czas zakładnikiem: w ostatnich niezachowanych dziełach literackich, w fotografiach, autoportretach, i w ostatnim geście panowania nad swoim istnieniem, w samobójczej śmierci”. Te dwa samobójstwa spinają nierozerwalną klamrą życie uczuciowe i twórcze Witkacego.

Kilka esejów Tomasza Bocheńskiego wydanych ostatnio, z których dwa były wcześniej opublikowane (Jedyny czyn i tego nie móc spełnić oraz Witkacego droga do Tajemnicy, pierwszy zresztą w „Dekadzie Literackiej”), a pozostałe dwa ukazują się po raz pierwszy (Witkiewiczowie w Loranie i Ironia czasu czyli historia Witkacowskiej autoironii), to niewątpliwie cenny i oryginalny, pełen raczej emocji i domysłów niż formułowanych sądów i ocen, przyczynek do biografii intelektualnej Witkacego. Czy doczekamy się kiedyś pełnowymiarowej, żeby nie powiedzieć – wielokrotnej, biografii autora Pożegnania jesieni?

Bogdan Rogatko

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas