poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JAN BALBIERZ
Czego nie da się włożyć między okładki książki. Nowa proza (auto)biograficzna ze Szwecji
Dekada Literacka 2010, nr 4-5 (242-243)

Steve Sem-Sandberg
Ravensbrück. O Milenie Jesenskiej
przeł. Irena Kowadło-Przedmojska
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009

Per Olov Enquist
Ett annat liv [Drugie życie]
Wydawnictwo Norstedts 2008


1

Gatunek zwany dziś faction, łączący źródła historyczne i opisujący autentyczne wydarzenia, a zarazem swobodnie pozwalający na użycie fikcyjnych fabuł i protagonistów, wykorzystuje chwyty równie stare, co powieść mieszczańska. Zabiegi mające na celu uwiarygodnienie narracji (w rodzaju odkrycia i opublikowania cudzego manuskryptu czy użycia długich katalogów przedmiotów i narzędzi pracy) odnajdziemy już w Robinsonie Cruzoe; w prozie ponowoczesnej gry i zabawy z fikcją i rzeczywistością stały się stałym elementem poetyki powieściowej, elementem – dodajmy – który uległ już pewnemu zużyciu, czytelniczej automatyzacji. Faction niesie ze sobą pytania wykraczające daleko poza teorię narracji. Podstawowy problem wpisany w poetykę literatury mieszającej fikcję i fakty dotyczy bowiem jej recepcji i brzmi – jak sądzę – następująco: dla literaturoznawców i pisarzy prawo do manipulowania prawdą historyczną i do jej artystycznego kształtowania jest – przynajmniej od czasów formalistów rosyjskich i Nowej Krytyki – niepodlegającą dyskusji oczywistością (mamy wszak do czynienia z fikcyjnymi opowiadaczami i fikcyjnymi fabułami); cóż jednak począć z ogromną rzeszą czytelników, która powieść dokumentalną czy historyczną czyta bez tej świadomości, dla której jest ona zapisem prawdziwych wydarzeń i której myślenie historyczne w coraz większym stopniu kształtowane jest przez fikcyjne narracje. Problem wydaje się jeszcze bardziej dojmujący w przypadku produktów popkulturowych – czy wizja II wojny światowej i Holokaustu zaprezentowana przez Quentina Tarantino w Bękartach wojny zacznie wypierać oficjalnie nauczaną historię?

Dwie wydane w ostatniej dekadzie powieści szwedzkie wykorzystują i świadomie komentują poetykę dokumentarno‑biograficzną, a zarazem świetnie ukazują wieloznaczność gatunku.


2

Czeska dziennikarka i działaczka społeczna Milena Jesenska urodziła się w roku 1896 w Pradze, zmarła – na skutek powikłań chorobowych – w obozie koncentracyjnym Ravensbrück w 1944 roku. Miłosny epizod z „Franzlem” – jak go nazywała – Kafką sprawił, że jej biografia trafiła do rozlicznych historii literatur europejskich (najczęściej w formie przypisu). Tymczasem Jesenska należała do pokolenia niezależnych kobiet, dla których ideały emancypacjne były nie tylko teorią, ale również cząstką życia. Podobnie jak Else Lasker‑Schuler, Lili Brik czy Laura Marholm, żyła odważnie i niekonwencjonalnie.

Powieść szwedzkiego prozaika Steve Sem‑Sandberga Ravensbrück. O Milenie Jesenskiej (sprawnie przetłumaczona na polski przez Irenę Kowadło‑Przedmojską) jest poprzedzona mottem zaczerpniętym z książki chorwackiej poetki i autorki eksperymentalnych autobiografii Ireny Vrkjan, które akuratnie opisuje metodę pisarską samego Sandberga: „Przeszłość żyje w nas bez żadnej chronologii… Każda opowieść o życiu mogłaby biec dwoma równoległymi torami, każda mogłaby obejmować całość, gdyby nie to, że nauczyliśmy się myśleć sekwencjami, stosować gradację. Ważne, nieważne. Początek, koniec. Subiektywne zaszeregowanie wynikające z naszej potrzeby ingerencji, wyjaśniania. Ale jest to zarazem gwałt popełniony na naszych przeżyciach. W ten sposób podłączyliśmy się do naszej zewnętrznej biografii, do punktów węzłowych”.

Sandberg proponuje zatem rodzaj biografii fanstamagorycznej, wariacji na temat „punktów węzłowych” w życiu Jesenskiej. Książka rozpoczyna się od onirycznej rozmowy narratora z bohaterką. Obrazy z dzieciństwa – chora, przykuta do łóżka matka, Praga widziana oczyma małego dziecka, baśń o Blanickich Rycerzach – kontrapunktycznie przechodzą w gorączkowe wizje obozu w Ravensbrück i chwilę śmierci Mileny w więziennym lazarecie.

Urodzona w zamożnej i ultrakatolickiej praskiej rodzinie – jej ojciec, Jan Jesenski, surowy i staroświecki, był praktkującym nieopodal Placu Wacława dentystą, profesorem medycyny na Uniwersytecie Karola – od dziecka buntowała się przeciwko rygorom mieszczańskiego wychowania. Po maturze w prestiżowej szkole Minerwy zgodnie z życzeniem ojca podjęła co prawda studia medyczne, nigdy ich jednak nie ukończyła. Ekstrawagancki styl życia – bohemiczne życie w praskich kawiarniach, liczni adoratorzy i kochankowie, burzliwe małżeństwa z niemieckim Żydem Ernstem Pollakiem, a następnie ze związanym z Bauhausem, komunizującym architektem Jaromirem Krejcarem, kleptomania, wreszcie uzależnienie od narkotyków – poważnie nadwerężył relacje z doktorem Jesenskim. Niezależność dwudziestolatki miała wysoką cenę. Uwielbiany i znienawidzony zarazem ojciec niełatwo rezygnował ze swej władzy, na kilka miesięcy udało mu się skierować córkę do zakładu dla nerwowo chorych, co w praktyce oznaczało jej uwięzienie. W kilka lat później w złości zerwał stosunki z córką.

Książka Sandberga jest również opowieścią o narodzinach nowoczesności w Europie Środkowej, pokazuje modernizm z wielu – zaskakujących nieraz – stron. Awangarda mieszała się z popkulturą: Milena Jesenska najchętniej obracała się w kręgach lewicowej, radykalnej awangardy czeskiej i żydowskiej; z wielką przenikliwością dostrzegła literacki talent Kafki, z którym sama nawiązała kontakt po przeczytaniu w jednym z pism literackich prozy Palacz. U Sandberga epizod ten zajmuje niewiele miejsca, chyba zresztą słusznie. Dwuletnia znajomość z Kafką miała charakter korespondencyjny; oboje spotkali się jedynie dwa razy, przez cztery dni w Wiedniu i przez niespełna dzień w leżącym wtedy na granicy Czech i Austrii miasteczku Gmünd; jak wszystkie romanse Kafki, i ten zakończył się katastrofą, w roku 1922 autor Przemiany przekazał jednak Milenie Jesenskiej swoje dzienniki. Zanurzona w kulturze wysokiego modernizmu czeska dziennikarka próbowała jednocześnie kształtować nowoczesne formy życia rodzinnego pismach kobiecych; była autorką przepisów kulinarnych i porad praktycznych, doradzała, jak sporządzić smaczną i pożywną kartoflankę („należy pokroić na kawałki dwa lub trzy ziemniaki”) i jak wybierać płaszcz („powinien być trwały i chronić sukienki”).

Gwałtowne usposobienie (jej córka Jana wspomina, że matka zrzuciła ją kiedyś z parapetu, łamiąc jej rękę) i bezkompromisowość Jesenskiej sprawiły, że w latach 30. żyła ona w coraz większej izolacji, te same cechy w sytuacji totalitarnej opresji pozwoliły jej jednak na działania bez mała heroiczne. Po zajęciu przez Trzecią Rzeszę Sudetenlandu zaczęła organizować przerzut żydowskich uchodźców do Europy Zachodniej, jej mieszkanie na ulicy Kourmskiej 6 stało się czasowym schronieniem dla wielu z nich. 11 listopada 1939 roku została aresztowana przez gestapo; wkrótce trafiła do obozu kobiecego w Ravensbrück. Finałowe rozdziały ukazują Jesenską taką, jaką zapamiętały ją jej współtowarzyszki z baraku: odważną, z tupetem i uporem broniącą rachitycznych praw przysługujących więźniarkom, zdolną do niebywałych poświęceń, choć ciągle egocentryczną i obracającą się przede wszystkim w swym „kręgu”, do którego należała też jej najbliższa przyjaciółka, Grete Buber.

Sandberg świadomy jest ograniczeń biograficznego genre’u i wszystkich wieloznaczności weń wpisanych. Jedna z jego wcześniejszych powieści nosiła tytuł Ludzie bez twarzy (De ansiktslösa, 1987) – i to właśnie od‑twarzanie, rozumiane w dwójnasób, jako świadomość niemożności dotarcia do prawdziwego oblicza bohatera, ale również jako ciągle ponawiane próby rekonstrukcji choćby fragmentów owego oblicza, jest podstawową strategią literacką stosowaną przez szwedzkiego prozaika. W Ravensbrück tak ową strategię komentuje: „Uwielbiałaś czytać kryminały, prawda? Już od samego początku kryje się w nich wszystko, co jest konieczne do rozwiązania zagadki, zawczasu rozmieszczono ślady. Genialny detektyw musi je tylko dostrzec; wytropić strona po stronie, zrozumieć ich sens i (w końcu) znaleźć klucz do łamigłówki i schwytać sprawcę.

Lecz życie nie jest tropem, który trzeba odszukać, szyfrem, który należy złamać; w każdym życiu jest coś, czego nie da się włożyć między okładki książki – to ruch, którego nie sposób uchwycić ani wytłumaczyć […]”.

Twórczość Sem‑Sandberga osadzona jest silnie w kontekście środkowoeuropejskim. Podobnie jak wielcy skandynawowie fin de siècle‘u (Ola Hansson, Henryk Ibsen czy August Strindberg) jest dobrowolnym emigrantem; od blisko dwóch dekad mieszka w Europie Środkowej; materiały do powieści o Jesenskiej zbierał w Pradze, obecnie przeniósł się do Wiednia. Jako redaktor naczelny działu kulturalnego „Svenska Dagbladet” przez wiele lat regularnie publikował recenzje na temat nowej prozy niemieckiej i wschodnioeuropejskiej. Ravensbrück to trzecia część jego „trylogii europejskiej”, na którą składają się również poświęcona Lou‑Salome Wszystko, co przemija, jest tylko przenośnią (Allt förgängligt är bara en bild, 1999) oraz Teresa (Theres, 1996; wyd. polskie 2009) – opowieści o Ulrike Meinhof, terrorystce związanej z RAF. Jego ostatnia książka, Biedni ludzie z miasta Łódź (De fattiga i Łódź, 2009) – wyróżniona Augustpriset, najbardziej prestiżową nagrodą literacką dla pisarzy szwedzkojęzycznych, siedmiusetstronicowa opowieść o Chajmie Rumkowskim i łódzkim getcie – czeka na wydanie w Polsce.

3

Typ pisarstwa historyczno‑biograficznego uprawiany przez Sandberga pojawił się w Szwecji w latach 60. Dekonstrukcję formy powieści biograficznej z pozycji filozoficznego sceptycyzmu językowego podejmował w tym czasie Per Olof Sundman, znany w Polsce m.in. z Podróży napowietrznej pana inżyniera Andrée (Ingenjör Andrées luftfärd, 1967, wydanie polskie 1971) oraz Ekspedycji (Expeditionen, 1962, wydanie polskie 1966). Hess (1966) goszczącego niedawno w Krakowie Pera Olova Enquista był z kolei imażynistycznym kolażem portretowym nazistowskiego przestępcy; w dwa lata później ukazali się Legioniści, eksperymentalna proza będąca hybrydycznym połączeniem formy powieściowej i reportażowej.

W roku 2008 Per Olov Enquist wydał książkę Ett annat liv (Drugie życie). Tym razem zaproponował wypowiedź otwarcie autobiograficzną, wykorzystującą jednak narrację trzecioosobową. Pierwsza z trzech części powieści, zatytułowana Niewinność, to wzruszająca opowieść o dzieciństwie chłopca urodzonego w roku 1934 w maleńkiej wsi Hjoggböle na dalekiej północy Szwecji (z zamieszkałej przez osiemdziesiąt rodzin osady wywodzi się kilku pisarzy szwedzkich; jeden z nich – jego dom rodzinny sąsiadował z Enquistami – to nieżyjący już Stieg Larsson, autor sprzedającej się na całym świecie w milionowych nakładach sensacyjnej trylogii Millenium). Chłopiec był synem głęboko religijnej i wyznającej skrajnie purytańską odmianę protestantyzmu wiejskiej nauczycielki, brał udział w ewangelicznych kółkach samokształceniowych i w szkółkach niedzielnych.

Po wyjeździe do Uppsali Enquist studiował literaturoznawstwo, w akademiku sąsiadował z Larsem Gustafssonem, później jednym z najbardziej cenionych w Europie pisarzy skandynawskich i jednym z nielicznych w szwedzkim życiu intelektualnym krytyków modelu państwa opiekuńczego. Początki kariery pisarskiej przypominały fabułę słynnego niegdyś filmu Dzielnica kruków (Kwarteret korpen, 1963) Bo Widerberga: młody chłopiec z prowincji zaproszony zostaje do wielkiego domu wydawniczego; pierwsza, dziś prawie zapomniana powieść Kristallögat (Kryształowe oko, 1961) nie wywołuje większego zainteresowania, stopniowo jednak Enquist wyrasta nie tylko na jednego z najciekawszych prozaików dekady lat 60., ale również na aktywnego uczestnika skandynawskiej debaty publicznej.

Z polskiego punktu widzenia najciekawsze w autobiografii Enquista są może, opisane w jej drugiej części, wątki wschodnioeuropejskie i motywacje prowadzące go w stronę pisarstwa politycznego, „zaangażowanego”. W kraju, w którym twór zwany „Europą Wschodnią” nie budził, przynajmniej do roku 1989, jakiegokolwiek zainteresowania opinii publicznej, Enquist należał do tych nielicznych, którzy w ogóle podejmowali tematy związane z życiem za żelazną kurtyną. W szczególności pobyt na stypendium w Berlinie Zachodnim otworzył mu oczy na to, jak blisko neutralnej i niezaangażowanej Szwecji znajduje się egzotyczny świat „bloku wschodniego” (kilka ciepłych zdań poświęca w swojej książce Zbigniewowi Herbertowi, przebywającemu wtedy na podobnym stypendium pisarskim).

Wiele miejsca zajmują też opisy spotkań z charyzmatyczną Ulrike Meinhof i groteskowych walk frakcyjnych w zachodnioniemieckiej lewicy akademickiej; ich ofiarą padł między innymi Peter Weiss i jego szwedzka żona, Gunilla Palmstierna; oboje skutecznie zostali zmarginalizowani jako sługusy burżuazji przez samozwańcze grupy rewolucyjne.

Przełomem w literackiej karierze Enquista stała się powieść Legionärerna. En roman om baltutlämningen (Legioniści. Powieść o wydaleniu Bałtów), wydana wiosną roku 1968. Jej też poświęcone są obszerne fragmenty autobiografii pisarza. 25 stycznia 1946 roku szwedzki rząd socjaldemokratyczny pod przywództwem Pera Albina Hanssona wydalił do Związku Sowieckiego (bez większych – jak się później okazało – nacisków ze strony Moskwy) grupę 146 łotewskich uciekinierów wojennych. Większość z nich była członkami Waffen‑SS; grupa nie była jednak bynajmniej jednolita ideologicznie; w jej skład wchodzili zarówno przedwojenni naziści, jak i lewicowi działacze, którzy współpracę z Niemcami uważali za jedyny sposób umożliwiający uniknięcie sowieckiej okupacji. Mimo protestów opinii publicznej politycy postanowili wydać Bałtów na pewną, jak przynajmniej sądzono, śmierć. Wydalenie Bałtów stało się jednym z największych tabu szwedzkiej debaty publicznej po wojnie; kiedy rozniosła się wieść o tym, że młody i radykalny literat postanowił podjąć temat od dwóch dekad starannie przemilczany i sprawdzić, co stało się z wydalonymi oraz jakie były konsekwencje oportunistycznej decyzji politycznej – wśród weteranów socjaldemokracji wybuchła panika. Teren był – pisze w autobiografii Enquist – zaminowany; część polityków chętnie zgadzała się na rozmowę, licząc na to, że uda im się przekonać pisarza do swoich racji, inni odmawiali spotkania pod rozmaitymi pretekstami („pana niedawna recenzja Alcesty była tak upolityczniona, oświadczył jeden z emerytowanych dygnitarzy, że straciłem do pana zaufanie”). Rezultat dociekań Enquista i jego podróży do ZSRR zaskoczył jednak wszystkich; zgodnie z informacjami mu przekazanymi – nikt z legionistów nie został stracony, a wielu z nich prowadzić miało normalne życie w radzieckiej już Łotwie.

W Ett annat liv Enquist obszernie opisuje pracę nad Legionistami, reakcje politycznego establishmentu i krytyków literackich, ale także dotąd nieznane konsekwencje opublikowania książki. Powody są – jak sądzę – przynajmniej dwa. Po pierwsze, powieść okazała się przełomem w twórczości szwedzkiego pisarza – stała się komercyjnym sukcesem, spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem krytyki i wyróżniona została najbardziej prestiżową skandynawską nagrodą literacką – Nagrodą Rady Nordyckiej. Legioniści byli też – ważnym w rozwoju powieści szwedzkiej – eksperymentem formalnym, pierwszym bodaj tekstem świadomie łączącym elementy fikcji i reportażu i nawiązującym w ten sposób do ówczesnych przemian w prozie światowej (dwa lata wcześniej ukazała się powieść Trumana Capotego Z zimną krwią). W ten sposób opowieść o Legionistach wpisuje się w ciąg często autoironicznych, ale również lekko kokieteryjnych anegdot o kolejnych sukcesach literackich i towarzyskich, będących wszak stałym elementem w poetyce genre’u autobiografii literackiej (w innych rozdziałach dowiadujemy się o wystawieniu poświęconej Strindbergowi sztuki Noc trybad na Broadway’u z udziałem Bibi Andersson i Maxa von Sydowa, o przyjacielskich relacjach z Ingmarem Bergmanem, który reżyserował też Twórców obrazów, czy o przyjęciu, na którym ówczesny premier Olof Palme z uznaniem wypowiada się o sportowej publicystyce Enquista – pisarz był w młodości reprezentantem Szwecji w skoku wzwyż, później o sporcie pisał zarówno w formie literackiej, jak i reportażowej).

W swojej powieści eksperymentalnej szwedzki pisarz świadomie pozostawał przy formie otwartej; narrator, „śledczy” – jak sam siebie określa – stara się złożyć z wielu niekompatybilnych narracji polifoniczną całość, nieprzynoszącą w rezultacie żadnych prawd ostatecznych na temat opisywanych wydarzeń, bada ponadto przemiany własnej świadomości i zmienia swoje oceny wraz z rozwojem dochodzenia – tak przynajmniej głoszą wbudowane w tekst metakomentarze; lektura tekstu powieściowego jednak niekoniecznie je potwierdza.

Dochodzimy tutaj do drugiego powodu, dla którego Legioniści zajmują tyle miejsca w autobiograficznym wywodzie. Enquistowi wielokrotnie zarzucano naiwność polityczną, wybielanie polityki stalinowskiej, a wreszcie przedstawianie podsuwanych mu przez KGB wersji wydarzeń i dokumentów jako swoich odkryć. Obszerne komentarze w Ett annat liv mogą więc być traktowane jako próba samousprawiedliwiającej polemiki z tymi krytycznymi opiniami. Enquist sam zresztą przyznaje, że w czasie podróży do Związku Sowieckiego występował w roli „pożytecznego idioty”, ale – dodaje natychmiast – była to jedynie „maska” i „przebranie”.

Rozmowy z wydalonymi żołnierzami miały czasem tragiczne konsekwencje. Dotknęły one między innymi Fricisa Mendersa, profesora ekonomii i czołowej postać przedwojennej partii socjaldemokratycznej Łotwy. W czasie jednego ze spotkań przekazał on Enquistowi listy do Bruno Kalninsa, łotewskiego działacza emigracyjnego. Listy, o czym Enquist nie wiedział, zawierały analizę katastrofalnej sytuacji ekonomicznej kraju. Kalnis opublikował je później w jednym z pism emigracyjnych. Cały epizod w Legionistach ukazał się w wersji okrojonej. Dopiero czterdzieści lat później Enquist ujawnił jego zakończenie: wkrótce po rozmowie ze szwedzkim pisarzem Menders został aresztowany za szpiegostwo i przymusowo umieszczony w domu starców, gdzie wkrótce umarł na serce.

Enquist potrafi być w swych wspomnieniach autoironiczny i zabawny. W Berlinie – powiada na przykład – przywitano go serdecznie, ponieważ akademiccy obrońcy proletariatu, wśród których nie było ani jednego robotnika, pomyłkowo wzięli egzotycznego przybysza z Norrlandii za robotniczego syna. W innym miejscu trafnie diagnozuje trzy choroby zawodowe fachu pisarskiego: „próżność, paranoja, alkoholizm”. Polityczne enuncjacje pisarza są jednak – a zwróciła na to także uwagę krytyka szwedzka – mało przekonujące. Enquist nieustannie kreuje się na naiwnego i niezorientowanego chłopca z prowincji, który wyniesiony z norrlandzkich środowisk reformacyjnych prosty i klarowny system wartości przeciwstawia „dżungli” (słowo to w autobiografii pojawia się kilkakrotnie) czy to sztokholmskiego salonu literackiego, czy sowieckich służb specjalnych, i który cierpi z powodu wpojonego mu przymusu bycia miłym i grzecznym w każdych okolicznościach. Tymczasem istnieje inny jeszcze obraz pisarza; jego – liczni – adwersarze przedstawiają go jako skutecznego i świetnie wyczuwającego wahania koniunktury intryganta i oportunistę, który zawsze trzymał się blisko władzy, a równie wiele czasu co przy maszynie do pisania, spędzał w ministerialnych korytarzach (znakomicie zaznajomiony z polskimi realiami szwedzki dziennikarz porównał go kiedyś do Iwaszkiewicza).

W Ett annat liv otrzymujemy wygodną etycznie autokreację: narrator konsekwentnie prezentuje się jako naiwny „chłopiec z norrlandzkich lasów”, „człowiek środka”, unikający konfliktów i irytujący tym bardziej radykalnie nastawionych (zarówno lewicowych, jak i liberalnych) przyjaciół. Oczywiście, ocena sytuacji w komunistycznej Łotwie jest w autobiografii bardziej zniuansowana niż we wcześniejszej o czterdzieści lat powieści, i tu jednak nie otrzymamy odpowiedzi na bardzo zasadnicze pytania: jak to możliwe, że zagraniczny pisarz nieukrywający kontrowersyjnego celu swego wyjazdu nie tylko bez trudu otrzymał wizę radziecką, ale że – co więcej – przydzielono mu archiwistę, który miał pomagać mu w znalezieniu odpowiednich źródeł? Nie dowiemy się, jakie konsekwencje miało to dla „dochodzenia” i dlaczego Enquist przeprowadził wywiady tylko z kilkunastoma z blisko stu pięćdziesięciu wydalonych.

Mielizny pamięci autobiografa obejmują zresztą nie tylko pracę nad Legionistami – mało mówiące są też fragmenty dotyczące zamachu na żydowskich sportowców w czasie olimpiady w Monachium, gdzie Enquist przebywał jako korespondent sportowy dla szwedzkiej prasy, czy też te na temat entuzjastycznych artykułów pisanych przez niego, wraz z innymi pisarzami szwedzkimi z Janem Myrdalem na czele, na cześć Pol Pota (szwedzkim reakcjom na rewolucję Czerwonych Khmerów poświęcona jest wydana właśnie w polskim przekładzie książka Uśmiech Pol Pota [Pol Pots leende, 2006] młodego dziennikarza Petera Fröberga Idlinga) .

Rozbudowane strategie wybielania i mitologizowania własnej postawy politycznej mogą irytować, w autobiografii Enquista pojawia się jednak jeszcze jeden ważny wątek, wynoszący książkę ponad doraźną publicystykę. Ett annat liv rozpoczyna się od opisu ucieczki narratora w zimową noc na Islandii. Uciekinier – dowiadujemy się – zamknięty był w zakładzie odwykowym i to długa i bolesna wędrówka przez kolejne kręgi alkoholowego piekła stanowi narracyjną oś książki. Enquist nie szczędzi brutalnie szczerych opisów z życia alkoholika, począwszy od stanów lękowych i bezsenności, skończywszy na scenach oddawania moczu w czasie teatralnych premier. W luksusowych apartamentach w Paryżu, gdzie przez kilka lat mieszkał, pisarz stacza się na dno alkoholowego inferna. Po wydaniu napisanego właśnie we Francji Strąconego anioła (Nedstörtad ängel, 1985, tłumaczenie polskie 1999) na kilka lat popada w niemoc twórczą; następuje ciąg pijackich awantur, kolejnych black‑out’ów, destrukcji życia rodzinnego, a wreszcie pobytów w rozmaitych instytucjach odwykowych, w których on, pisarz szwedzki o międzynarodowej sławie, wpakowany zostaje w pieluchę i pidżamę, pozbawiony rzeczy osobistych i możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym.

Gdzieś w hotelowych pokojach, w przerwach między kolejnymi kuracjami odwykowymi Enquist zaczął notować wspomnienia z najwcześniejszego dzieciństwa, stopniowo zanurzać się zaczął w tym na wpół zapomnianym świecie, powrócił do dziecięcych fantazji na temat nieobecnego ojca, do długich, wyimaginowanych rozmów z nim, do uporczywych wiejskich plotek, że w sali położniczej zamieniono go z innym noworodkiem i że to wcale nie on jest Perem Olovem Enquistem. Z materiału tego powstała powieść Biblioteka kapitana Nemo (Kapten Nemos bibliotek, 1991, tłumaczenie polskie 1998), która – jak powiada – uratowała go przed alkoholową śmiercią i przyniosła mu tytułowe drugie życie.

Autobiografia Enquista kończy się sceną (w wersji audio i na spotkaniach autorskich pisarz czyta ją uroczyście, z silnym norrlandzkim akcentem, tak jakby wygłaszał kazanie w protestanckim zborze na dalekiej północy), w której narrator we śnie spotyka swoją nauczycielkę ze szkoły podstawowej:

„ – Ależ Per Ola, a ty co tutaj robisz?
Opowiedział jej wtedy, że został pisarzem.
– Mój Boże, a to nie trudno tak? – zapytała, a on odpowiedział bez wahania, że owszem, trudno. Opowiedział jej, jak to jest z pisaniem, że sprawa jest ciężka. Ale jeszcze gorzej, kiedy nie można pisać. I że teraz pracuje nad powieścią, i że zatytułuje ją Biblioteka kapitana Nemo.
– Powieść – odpowiedziała – mam nadzieję, że nie wypisujesz tam jakichś brzydkich słów. […] I zapewnił ją, że brzydkie słowa się pojawią. […] Wtedy zapytała:
– No ale o czym będzie ta powieść?
Tu pojawiła się trudność. Nie zawahał się jednak nawet na chwilę, choć miał wrażenie, że bluźni. I odpowiedział:
– O zmartwychwstaniu.
Wtedy nauczycielka, której imienia dawno już zapomniał, odpowiedziała:
– O, w takim razie się za ciebie pomodlę, żeby powieść ci się udała. […] I zrozumiał wtedy, że jest uratowany”.

Autobiografia Enquista to nie tylko (problematyczne) sprawozdanie z politycznego zaangażowania pisarza, ale również opowieść o długiej drodze, która przywiodła go na powrót do domu dzieciństwa i do purytańskich ideałów czystości i pokory; przede wszystkim jednak jest wyznaniem wiary w siłę słowa, w literaturę, będącą – przynajmniej dla tych, których utracili dziecięce wyobrażenia o dobrym Panu Bogu – jedyną drogą wiodącą ku ozdrowieniu.

Jan Balbierz




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas