poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ADAM PUCHEJDA
Rozmowa w kręgu przyjaciół
Dekada Literacka 2010, nr 4-5 (242-243)
Jadwiga Staniszkis
Ja. Próba rekonstrukcji
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2008

Marcin Król
Nieco z boku. Autobiografia niepolityczna
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2008

Mam przed sobą dwie autobiografie: Marcina Króla i Jadwigi Staniszkis. Choć wydane w tym samym roku, serii i wydawnictwie, a do tego zrodzone zapewne z tej samej redaktorskiej inspiracji, różnią się niemal wszystkim. Staniszkis – o czym poucza już sam tytuł – pisze historię umysłu, a raczej historię opanowywania samej siebie, kontrolowania własnej egzystencji, przekuwania doświadczanych upadków w osobiste sukcesy. Król – przeciwnie – o sobie nie pisze prawie wcale, a jeśli już to robi, to umieszcza siebie w roli obserwatora i świadka. Dla Staniszkis historia jest sceną walki o własną wybitność, dla Króla to raczej seria zaskakujących zwrotów akcji, zdziwień i przypadków, w których miał okazję brać udział.


Żadna z książek nie jest też autobiografią w tradycyjnym sensie tego słowa, czyli historią życia. Należy tu raczej mówić o intymistyce w przypadku Staniszkis, która pisze coś w rodzaju „pamiętnika duszy” polskiej intelektualistki, oraz o autobiograficznej eseistyce Króla, skupiającego się raczej na opisywaniu wybranych, ważnych dla jego intelektualnego rozwoju osób i zdarzeń. Zastanawiać może pewnie sama decyzja tych dwojga o pisaniu intelektualnej biografii, będącej wyrazem ich życiowego credo, ale także formą zachowania istotnych dla nich wartości. Pytanie, czy za tą decyzją kryje się przeświadczenie o zmierzchu własnej roli jako intelektualistów mogących wpłynąć na bieg życia publicznego, jest pewnie przedwczesne, a może w ogóle błędnie postawione (zwłaszcza w odniesieniu do postawy Króla), ale stawiam je tutaj jako zagadnienie do ewentualnej dyskusji.


Dowodem na niewczesność tego pytania może być też samo życie, jako że zarówno Król, jak i Staniszkis pozostają ciągle w orbicie bieżących wydarzeń, pisząc i występując publicznie. Niewątpliwie różni ich temperament, czego znakiem wyraźne zaangażowanie polityczne Staniszkis i pewna niechęć do bieżącej polityki prezentowana przez Króla. Ten ostatni, choć jest zdeklarowanym przyjacielem demokracji, zdaje się być nieco rozczarowany jej współczesną formą, której radykalnie nie zmieni chyba żaden racjonalny projekt; Staniszkis natomiast robi na mnie wrażenie osoby, która ciągle wierzy w zdolności ludzkiego umysłu mogącego podjąć się skutecznych reform. Mimo to pewien sceptycyzm i pesymizm Króla – choć pozbawiony wiary w aktywizm intelektualistów – tchną jakąś podskórną wiarą w możliwość zmiany. Warto, jak sądzę, właśnie temu zagadnieniu poświęcić choćby parę słów. Pisanie o Staniszkis – choć ekscytujące – pozostawiam na inną okazję [szczegółowe omówienie książki Ja. Próba rekonstrukcji pióra Marty Wyki odnajdzie czytelnik „Dekady Literackiej” w numerze 1 z roku 2008 – przyp. red.].


Kiedy Król pisze o zmianie, nie rysuje w żadnym razie jakkolwiek pojętych projektów czy planów przyszłych reform. Nie daje też gotowych recept, bo takowe pewnie w ogóle nie istnieją. Za to z podziwu godną lekkością mówi trafnie o rzeczach ważnych, jak choćby o duchowym kształcie polskiego patriotyzmu, lub o kłopotach ze stworzeniem demokratycznej wspólnoty w niepodległej Polsce. Siła tej niecodziennej autobiografii leży w szczególnym połączeniu historii ludzi, z którymi przyszło Królowi się spotkać (do czego zaraz wrócę), z próbą analizy sytuacji polskiego społeczeństwa oglądanego okiem filozofa, ale i też obywatela.


Dawno nie czytałem książki z pogranicza filozofii i historii, w której ktoś w ogóle próbuje zmierzyć się z problemem polskiej biedy i zacofania jako objawami dramatycznego pęknięcia w politycznej wspólnocie, być może kluczowej przeszkody na drodze modernizacji. I nie chodzi tu nawet o oryginalność ujęcia Króla, który odwołuje się do podnoszonych już argumentów o braku symbolicznego przełomu w polskiej historii po roku 1989 lub o rozwiązaniu Komitetów Obywatelskich jako straconej szansie na zbudowanie zrębów demokratycznej wspólnoty politycznej. Myślę raczej o szczególnym tonie wypowiedzi autora, który filozoficzną argumentację łączy z sugestywnym stylem, dzięki czemu jego uwagi stają się instrumentem nie tylko krytyki społecznej, lecz także moralnej.


Społeczna moralność rozumiana jako umiejętność zachowania się w towarzystwie, a zwłaszcza przyzwoitości w postępowaniu względem przyjaciół, to zresztą kolejny obok społecznej wyobraźni i empatii wyrazisty rys postawy autora. Przyjaciele są dla Króla zawsze najważniejszym punktem odniesienia. Henryk Krzeczkowski, Paweł Hertz, Wojciech Karpiński, ludzie dawnego „Tygodnika Powszechnego” to prawdziwa, być może jedyna, rzeczywista ojczyzna Króla. Poza, oczywiście, ojczyzną zasiedlaną przez duchy – Krasińskiego, Mochnackiego czy Bocheńskiego.


Autobiografia Króla jest – jak już pisałem – historią zdziwień, ale też historią spotkań z ludźmi i historią rozmów, które kształtują biografię. Król pisze o tym wprost w pięknym fragmencie poświęconym Krzeczkowskiemu: „Rozmowa zaś jest zawsze, ale zwłaszcza na początku historii duchowego rozwoju niesłychanie potrzebna. Rozmowa jest naturalnym konserwatywnym sposobem na wychowywanie, na budowanie samego siebie. Bardzo trudno tego dokonać bez rozmowy i chociaż oczywiście jedną z form rozmowy jest czytanie, to samo czytanie może doprowadzić do stanu, kiedy rzeczywistość fikcji, staje się jedyną rzeczywistością, co już jest formą rozstania się ze światem”. Rozmowa bowiem nie tylko pozwala na „budowanie samego siebie”, ale też na zachowanie pewnej dozy realizmu w doświadczaniu świata. Prawdziwe wspólnoty tworzą się wszakże w oparciu o realizm, zaufanie i solidarność, a najlepszym tego dowodem są kręgi przyjaciół.


Kończąc tę krótką notę wypada mi jedynie wyrazić nadzieję, że profesor Król pisze po godzinach dziennik, który kiedyś po latach dane nam będzie czytać. Książka, którą niedawno opublikował, stanowi – jak sądzę – jedynie krótki wstęp do tego większego dzieła.


Adam Puchejda








 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas