poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
KATARZYNA PILAS
WIERSZE
Dekada Literacka 2011, nr 3 (246)

Reportaże

W telewizji często lecą reportaże
o czadzie i czerwone napisy
na dole ekranu z ilością ofiar i rannych.
Zapłakani krewni ściskają w gardłach
za ciężkie łzy rozpaczy.

Gdy na noc gasną wiadomości
i fakty nagrane na Ziemi,
która dziś znów zalepia plastrami
drobne otarcia,
Ja słyszę jak w powietrzu,
syczą włochate główki mikrofonów,
i szklane oczy kamer,
wycelowanych wciąż w nowe okna,
za którymi rozegra się dziś
historia nie do przemilczenia.

Na środku nocy wstaję
Sprawdzam czy na języku nie osiadła się słodycz
i patrzę jak cicho oddychasz w swoim pokoju,
kołdra unosi się jak uspokojenie.

Te trzy minuty z pewnością,
by starczyły
żeby cię nie mieć.



Autobus

No tak, gubię się,
Uderzam głową w szybę autobusu,
gdy fala widnokręgu,
Przyśpi mi się.
Drobne krople moczą moją twarz.
Wilgotne nitki duszy,
splątały się jak zmierzwione włosy.
Płaczę tam w środku. Tylko.
Bo kierowca patrzy w lusterko
i trzydzieści dziewięć miejsc siedzących,
plus dwanaście stojących.
Mogą rozumieć,
przecież dużo przeczytali,
coś interpretowali...
Teraz jednak przerzucają wzrok na ekran komórki.
Patrzą jak snake zżera róg wyświetlacza.

No i gubię się,
Nie potrafię odczytać,
bo litery z drogowskazów spadły w trawę.
Jak skoszą to znajdą.
Żółte główki mleczów pośpiesznie dojrzeją ścięte.
Dmuchawce. Lekko naruszony asfalt,
wzbija się powietrze.
Wielkie ciężarówki są za ciężkie,
dlatego zagłuszają głowę.
Nieustanny tranzyt trwa.
Przepełniona naczepa.
Jabłka wypadają i toczą się ulicą.

Jestem jeszcze za młoda,
żeby zerwać ten owoc.
Jestem już taka stara,
że wiem jak cierpko smakuje.

Patrzę w okno.
Pod prąd ulicą i czasem,
Jadę w stronę domu.



Dziadek

Czy to możliwe,
że strach mojego wojennego dziadka
śni mi się po nocach?
Genetycznie przekazane cząstki strachu,
płyną żyłą wspomnień
Głód pod złamanymi żebrami,
Przetrącone dymy aniołów,
Kolejka do pieca.
Kaprys kapo,
Łuski kul co świszczą nad głową
i bolą w nodze,
gdy przekręcam się na drugi bok.

Czy to możliwe,
że odnawiasz we mnie
– Życie –
którego tak broniłeś,
żeby donosić,
siedmioro dzieci i dwudziestu dwóch wnuków
w tym mnie?

Czasem przypadkiem
Rozkwitają
genealogiczne drzewa.




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas