poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANNA WOLNY
Błądząc po ziemiach niczyich
Dekada Literacka 2011, nr 3 (246)

Mia Couto
Lunatyczna kraina
przekł. Michał Lipszyc
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2010

Zacznę od cytatu z eseju autora Lunatycznej krainy pt. Pensatempos: textos de opiniao (Caminho, Lisboa 2005): „Pisarz nie jest zaledwie tym, który pisze. Jest tym, który produkuje myśl, tym, który zdolny jest zapłodnić innych uczuciem i oczarowaniem”. Lektura powieści takich, jak tutaj omawiana, dowodzi niezbicie, że w tym wymiarze Mia Couto realizuje swoją twórczość w sposób nieprzeciętny i wymykający się opisowi. Lunatyczna kraina to nie tylko skomplikowana sieć gęsto splecionych ze sobą narracji, ale również – przede wszystkim – alegoryczna historia z elementami eposu, dzieło powstałe na granicy sztuk, utwór z tak rzadko eksponowanego obszaru łączącego tradycję afrykańską i europejską, „tworzący nowy most między elementami wielu kultur. To książka polifoniczna, w której głosy licznych narratorów snujących wielowątkowe historie łączą się w jedną pieśń”. Mówiąc o pisarzach z Afryki, łatwo jest wpaść w sidła teoretycznych dyskusji dotyczących stereotypowych wyobrażeń na temat tej literatury i jej zadań. Jeszcze łatwiej zaplątać się w schematyczne – i krzywdzące – porównywanie jej do o wiele lepiej nam znanych literatur europejskich. Czytanie literatury tak bardzo kontrastującej z naszą bez koncentrowania się na dzielących je różnicach jest niebywale trudne. Niemniej jednak takie właśnie powinno być nasze, czytelnicze zobowiązanie wobec literatury innego kontynentu.

Pisarze tacy jak Couto stawiają nas przed intrygującym, nowym wyzwaniem lektury odrywającej się od któregokolwiek z naszych wcześniejszych doświadczeń. „Jaką Afrykę opisuje pisarz afrykański?” – pyta w swoim eseju Mia Couto. Czytając takie jego powieści jak Lunatyczna kraina, możemy się przekonać, że nie jest to Afryka, jakiej byśmy się spodziewali, dlatego też o wiele trudniej ją pojąć i zaakceptować. Niczym bohaterowie książki, kroczymy po terytorium zagadkowym i niejasnym.

Jeśli chodzi o strukturę powieści, punktem wyjścia dla wszystkich następujących po sobie kolejnych narracji jest spotkanie zagubionego w samym środku wojny chłopca i starca, który z niewyjaśnionych powodów podjął się opieki nad małym Muidingą. Nie jest to jednak ich pierwszy kontakt, dość szybko zdajemy sobie sprawę, że funkcjonują oni w świecie, w którym pewność o czymkolwiek – czy to o innych ludziach, czy to o własnej przeszłości – została podważona. Wszystkie znajome punkty odniesienia straciły swoją ważność na rzecz relacji rządzonych przez okrutny przypadek i rzadki uśmiech losu.

I tak rozpoczyna się wędrówka, która kolistą ścieżką wiedzie w miejsce, z jakiego została rozpoczęta, podróż wielokrotnie odbita w historiach. Po spalonej ziemi kroczy starzec i prowadzi ze sobą dziecko w kierunku, który ma im przynieść ocalenie. Równocześnie to dziecko prowadzi go przez historie zmarłych ludzi zapisane w ocalonych zeszytach; historie, które rozwidlają się niczym ich rzeczywiste ścieżki, ale w przeciwieństwie do nich nie kuszą obietnicą odnalezienia wyjścia, prędzej wabią ku jeszcze większemu zagubieniu. Muidinga jest kartką, z której wymazano opowieść zaledwie rozpoczętą; zeszyty pełne są opowieści, z których pozostał tylko sam koniec. Bardzo szybko rzeczywistość i sen stapiają się w jedno, niczym droga i myśli w głowie umęczonego podróżą uciekiniera.

Jaka jest Afryka Lunatycznej krainy? Przede wszystkim jest to Afryka wielu tożsamości, Afryka, która pogodziła się ze swoją tragiczną historią i która nie domaga się współczucia ani litości. I w tym wymiarze proza Couto jest szczera w sposób brutalny, szokujący – śmierć i cykliczność życia przedstawiane są bez eufemistycznej metaforyki, do której przyzwyczajone są nasze europejskie uszy. Czy też inaczej, metaforyka, która im służy, odbiega od skonwencjonalizowanej strefy symboli, do jakich przywykliśmy. Śmierć to sznur, który przez całe życie plecie dla siebie biedak z nadzieją, że samodzielnie się na nim powiesi. Zabity ostatecznie przez splot wojennych okoliczności, jest przedstawicielem pokolenia „ostatnich żywych”, po których nic już nie nadejdzie. Śmierć to trudne, bolesne przekształcanie materii, pozbawione godności i patosu nadawanych mu przez teleologiczną wizję świata. Umieranie polega na wymazywaniu pamięci i równoczesnym usuwaniu siebie z pamięci ocalonych, to stos zeszytów wewnątrz spalonego autobusu, tak samo pełnych słów i ważnych w rękach dziecka, jak nieprzydatnych i irracjonalnych w rękach analfabety, który owo dziecko wiedzie.

Wielokulturowość oznacza także nieustanną transgresję. Dzięki swojej plastyczności literatura jest doskonałym środkiem do przedstawiania tego procesu. Może dlatego trudno jest mi zgodzić się z etykietką magicznego realizmu, jaką czasem stosuje się na określenie prozy Couto. Przede wszystkim książki Couto nie tworzą światów alternatywnych, a raczej starają się wytłumaczyć to, co w świecie rzeczywistym niepojmowalne, przy pomocy logicznych kategorii: dlaczego toczą się bezsensowne wojny pomiędzy tymi, którzy tak długo żyli obok siebie w pokoju? Co skłania ludzi do przeprowadzania zamachu na podstawy własnej egzystencji? Gdzie zaczyna się inność w twarzy drugiego człowieka, o skórze zarówno białej, jak i czarnej? Realizm magiczny zakłada irracjonalność, tymczasem technika stosowana przez Couto jest próbą racjonalizowania świata przez absurd. Posługując się przykładem z powieści: matka zamieniająca dziecko w kurę, by zagwarantować mu przeżycie, odpowiada na okrucieństwo w sposób tylko pozornie absurdalny – jest to bowiem odpowiedź charakterystyczna dla przestrzeni, w której żyje, i w taki sam sposób jak ten świat przełamująca to, co rozumiemy jako racjonalną logikę.

Wielokulturowość to bycie jednym i wieloma równocześnie, to godzenie w sobie sprzeczności wynikających z różnej kondycji bytów. Muidinga, mały chłopiec, którego wędrówce towarzyszy czytelnik, zagubił swoją tożsamość i pomimo rad mądrego Tuahira dąży do jej odzyskania, ryzykując odkrycie zabójczej prawdy. Niełatwo pogodzić się z takim brakiem, ale może jeszcze trudniej jest być jednocześnie ofiarą i katem, dzieckiem zgwałconej i gwałciciela, odkryć w sobie nieznane i niechciane...

Wreszcie wielokulturowość powinna być wolna – według recepty Couto – od obowiązku ciągłego udowadniania swojej autentyczności. Powracam do eseju autora z nieprzetłumaczonego do tej pory na język polski zbioru pt. Pensatempos: „Afryka ma pełne prawo do współczesności, ma prawo uznać procesy mieszania się kultur i ras, które sama zainicjowała i które sprawiają, że staje się jeszcze bardziej zróżnicowana, a przez to bogatsza”. Afryka jest zdolna pogodzić swoje regionalne dziedzictwo i europejską schedę. Zasługuje też na coś więcej niż zaklasyfikowanie do egzotycznego getta regionalizmu. Pisarz łączy w swoich książkach dwa brzegi tej samej rzeki niedopowiedzeń.

Idea, jaka przyświeca Couto, widoczna jest nie tylko na planie treści, ale także w ogromnej mierze w technice pisarskiej przez niego przyjętej – wielokrotne zmiany narratorów, nieciągłość akcji, gwałtowne przeskoki w czasie i przestrzeni, wszystko to odzwierciedla i potęguje przedmiot opisu. Liczne neologizmy, w interesujący sposób przełożone przez tłumacza, na początku być może trudne do zrozumienia, stają się na pewnym etapie lektury naturalnym środkiem opisu nowej, hybrydycznej rzeczywistości, tak idealnym jak tylko idealne może być słowo – początkowo środek służący opisowi nowego, wskutek niepostrzeżonej metonimii staje się celem,  symboliczną reprezentacją nieopisywalnego świata.

Afryka potrzebuje świadectw. Pisanie to tworzenie czegoś, co poza zapisem ich skazane jest na zagładę i zapomnienie. Pamięć nie może obyć się bez literatury, i to właśnie jest lekcja Couto dla Afryki, o której pisze. Także dla nas, przerażonych i równie mocno zafascynowanych jego opowieściami z lunatycznej krainy rozmytych granic między ludźmi, ale także – i przede wszystkim – między dobrem i złem.

Anna Wolny


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas