poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOSÉ EDUARDO AGUALUSA
Kiedy nic innego nie pomaga, czytaj Clarice
Dekada Literacka 2011, nr 3 (246)

Boję się włączyć telewizor, jak ktoś, kto wsiada do metra w godzinach szczytu; ktokolwiek, przez nieuwagę lub celowo, może mi nadepnąć na świadomość: „Przepraszam, nie chciałem”. Włączam urządzenie skulony w kącie, udając, że mnie tam nawet nie ma – jeśli jednak przez przypadek moje oczy natrafią na jakiegoś osobnika o wyglądzie zwyrodnialca, wychodzę. Następnie zamykam oczy i wyobrażam sobie jakąś rybę. Nauczył mnie tego pewien stary rybak z Pernambuco. Siedziałem na piasku w Itamaracá z blokiem na kolanach i kończyłem akwarelę. On podszedł od tyłu i przyglądał się przez chwilę:

– Po co to robisz? – spytał. – Przecież morze się tam nie zmieści!

Usiadł koło mnie. Powiedział, że czasem, gdy się budzi, czuje w lewej piersi ból ludzkości. Idzie wtedy na plażę, kładzie się na wznak na piasku i wyobraża sobie jakąś rybę.

– To Clarice, wiesz? To ona mnie wtajemniczyła.

Nie rozumiałem wtedy, co starzec miał na myśli. Rozpoczął od wyobrażania sobie małych ryb, bardzo prostych – szybki srebrny zarys, niewielki przecinek błyszczący w powietrzu – jednak z czasem, doskonaląc technikę, zaczął wyobrażać sobie graniki, a nawet ryby miecze. Jego pragnieniem było wyobrazić sobie wieloryba. Płetwala błękitnego.

– Zwróć uwagę na kolor wód – wyjaśniał mi. – Przykładowo: skoro świt, kiedy morze jest spokojne i srebrzyste, najlepiej wyobrażać sobie śledzia. Tarpona, naszą wielką rybę, wyobraża się dobrze po deszczu, kiedy morze ciemnieje od wody z rzek. Natomiast ostroboki wyobraża się najlepiej, kiedy morze błękitnieje.

– Co z syrenami?

Spojrzał na mnie zdziwiony:

– Syreny?! A na co ci syreny?! Syreny to stworzenia źle wyobrażone, podobnie jak dziobaki czy generałowie. Tobie powinno pójść lepiej.

Próbowałem. Nigdy nie poznałem imienia rybaka. Był to wysoki, smukły jak tyczka osobnik o roziskrzonych oczach i zdrowej skórze opinającej kości. Głos miał tak wyraźny i ciepły, że nocą, gdy mówił, zdawał się pluć świetlikami. Powinno się mieć możliwość przekazania takiego głosu w testamencie. Moim zdaniem przypominał głos tego spikera, Fernando Alvesa. Mówiono na wyspie, że pewnego razu starzec przez trzy tygodnie błąkał się po morzu. Uratował go cud, gdy trzynastego dnia na łodzi objawiła mu się Matka Boska, niosąc w rękach golonkę i litrową butelkę coca-coli. On sam, nieco poirytowany, sprostował cud w rozmowie ze mną:

– Matka Boska! Jaka Matka Boska?! To nie ona mi się objawiła, tylko Clarice Lispector (1)!

We wszystkich opowieściach rybackich jest zawsze sporo przesady, czasem bezczelnych wręcz kłamstw, inaczej nie byłyby rybackimi opowieściami. W tym wypadku jednak bezapelacyjnie – używam tego słowa po raz pierwszy w życiu: widzicie, jak błyszczy? – on czytał! Był wielkim wielbicielem Clarice Lispector i Alberto Caeiro. Opowiedział mi, jak rankiem objawiła mu się Clarice, niosąc w rękach Jabłko w ciemności, i przeczytała mu całą powieść. Później, gdy zobaczyła, że czuje się lepiej, nauczyła go wyobrażać sobie ryby.

– Wyobrażanie sobie ryb jest dobre dla duszy. Pamiętaj, że na każdego złego człowieka na ziemi w morzu przypada tysiąc dobrych ryb.

Mój rybak nie miał telewizora. Czasem zdarzało mu się zasiedzieć w jakimś barze lub na skwerku (na skwerku był telewizor) i wrzawa obcych wojen nie pozwalała mu zasnąć. Bolały go cudze błędy. Chodził po wyspie z Godziną gwiazdy pod pachą, starając się zachęcić innych. Bezskutecznie. Tylko ja poświęcałem mu uwagę:

– Gdy nic więcej nie pomaga, czytaj Clarice.

Pewnego popołudnia widziałem go, jak wyobrażał sobie delfina.

– Mój pierwszy ssak – powiedział mi później, wyczerpany z wysiłku. – Za tydzień spróbuję z orką.

Nigdy więcej nie wróciłem do Itamaracá, nigdy więcej go nie widziałem, jednak sądzę, że pewnie udało mu się już wyobrazić sobie upragnionego płetwala. Pewnie wpuścił go już do morza, sto trzydzieści ton czystego snu, i jego śpiew rozbrzmiewa teraz w wodach. Pewnego dnia wieloryby przybędą, aby uratować ludzi.

Przełożył Gabriel Borowski

PRZYPISY:

(1) Clarice Lispector – XX-wieczna pisarka brazylijska urodzona na Ukrainie, uznawana za egzystencjalistkę. Polskiemu czytelnikowi znana dzięki przekładom m.in. powieści Godzina gwiazdy (1987) i opowiadań opublikowanych w „Literaturze na Świecie” (1989, nr 11 – 12) oraz w antologii Intymność i inne sfery (2007) [przyp. tłum.].









 

 
alenamrazova@centrum.cz     2012-04-28 23:46:37
"Gdy nic więcej nie pomaga, czytaj Clarice." Całkowicie zgadzam się! ...a miliony Brazylijczyków ze mną, wystarczy spojrzeć na FB. Pozdrowienia z Pragi. Tłumaczę z języka portugalskiego i oczywiśc

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas