poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOSÉ EDUARDO AGUALUSA
Fałszywe szczęśliwe wspomnienia
Dekada Literacka 2011, nr 3 (246)

Przeszłość Gonçalo zaczęła rozpadać się przy stole pewnego baru w Bairro Alto, wiele piw po północy, kiedy po śmiechu nadeszło zmęczenie. Przedyskutowali już związek Penélope Cruz i Toma Cruise’a. Konferencję o rasizmie w Durbanie. Zalety i pułapki małżeństwa. W końcu, pośród gorzkiego dymu, który wypełniał salę, ktoś zaproponował nowy temat: Pierwszy Pocałunek.

– Nigdy go nie zapomnę – powiedział. – To było w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym ósmym, w dniu moich szesnastych urodzin. Poszedłem na koncert Chico Buarque’a ze znajomymi z liceum. Chico zaczął śpiewać piosenkę Kocham cię, która, tak na marginesie, nie nadaje się zupełnie do wyznań miłosnych; jest raczej piosenką na rozstanie. Pamiętacie?

Zanucił zachrypniętym głosem:

– „Skoro my, igrając wiecznymi nocami / tyle razy spletliśmy się nogami / powiedz, jak nimi mam teraz sam iść. / Skoro roztrzaskałaś u stóp nasze szczęście / i skoro w twego serca zamęcie / moja krew bieg pomyliła i zgubiła się…”

Zamilkł na chwilę i, jakby nieobecny, pełen nostalgii bawił się kosmykiem włosów. Nie zostało mu już wiele włosów, tak więc odruch był nieco przygnębiający. Westchnął.

– I wtedy ona oparła głowę na moim ramieniu, a ja ją pocałowałem.

– Piękne – zauważył jeden z kolegów, krytyk muzyczny, człowiek, który szczycił się tym, że wiedział wszystko o wszystkim lub, dla odmiany, wszystko o prawie wszystkim. I naprawdę wiedział. Jego erudycja drażniła innych.

– Brzmiałoby to jeszcze piękniej, gdyby było prawdziwe. To nie mogło się stać w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym ósmym. Chico Buarque napisał tę piosenkę wraz z Tomem Jobimem dopiero dwa lata później.

– Bzdura! Jestem pewny, że Chico zaśpiewał tę piosenkę w noc moich szesnastych urodzin, a więc w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym ósmym. Tej nocy zacząłem spotykać się z Marizą. Niestety, od dawna nie mam od niej wiadomości. Pamiętacie Marizę, prawda?

Nie, nikt nie pamiętał Marizy. Gonçalo jednak przymykał powieki i widział ją wyraźnie. Była wysoka i zgrabna, miała duże czarne oczy, melancholijne spojrzenie i dystans do świata, który sprawiał, że zdawała się nie istnieć. Miało się ochotę jednocześnie ją chronić i znieważać. Wysłuchawszy opisu Gonçalo, wszystkim było żal, że nigdy nie poznali Marizy. Przy stole nikt jej nie pamiętał. Gorzej: nikt nie pamiętał nawet jego z tamtego okresu.

– Poznałem cię dopiero w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym – uściślił krytyk muzyczny. – Na koncercie Cesarii Évory.

Tego już było za wiele. Gonçalo wstał oburzony:

– Nigdy nie byłem na koncercie Cesarii. Nigdy!

Nikt nic nie powiedział. Wszyscy wiedzieli, że jeśli chodzi o fakty, krytyk muzyczny nigdy się nie myli. Tym bardziej, gdy chodzi o daty. Gonçalo wydobył z kieszeni banknot i położył go na stole.

– Idę już…

Żaden z kolegów nie próbował go zatrzymać. Gonçalo, wzburzony, ruszył w łagodną noc. Jakie było jego najdawniejsze wspomnienie? Wysilił się nieco. Pamiętał, jak śledził w telewizji zajęcie Goa przez indyjskie oddziały. Miał wtedy pewnie z pięć lat, najwyżej sześć, nie chodził jeszcze do szkoły. Wrócił do baru i zapytał krytyka muzycznego:

– Słuchaj, wiesz może, kiedy straciliśmy Goa?

Tamtemu nawet nie zadrżała powieka:

– Osiemnastego grudnia tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego pierwszego.

Gonçalo westchnął głęboko. Nie było go wtedy jeszcze na świecie. Czy to możliwe, że żadne jego wspomnienie nie było autentyczne? Roztrzęsiony, usiadł ponownie i zamówił jeszcze jedno piwo. Jeśli nie mógł polegać na swoich własnych wspomnieniach, nie było już nic, na czym mógłby polegać. Krytyk muzyczny zacytował Buńuela:

– Życie bez pamięci nie jest życiem.

Po chwili zrozumiał, że nie było to w żadnej mierze pocieszające, i postarał się poprawić:

– Twój przypadek nie wydaje mi się taki ciężki. Masz jakieś życie. Fałszywe, co prawda, ale ostatecznie to jakieś życie.

– Więcej warte są fałszywe szczęśliwe wspomnienia – dodał ktoś inny – niż wspomnienia prawdziwe i godne pożałowania.

Gonçalo był niepocieszony:

– Naprawdę myślicie, że nigdy nie pocałowałem Marizy?

Nikt nie odpowiedział. Może za dużo wypili. Może było za późno. Może myśleli, że naprawdę nigdy nie pocałował Marizy.

Przełożył Gabriel Borowski



 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas