poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOSÉ EDUARDO AGUALUSA
Rita śpiewała zbawienną pieśń
Dekada Literacka 2011, nr 3 (246)

Jorge zawołał kelnera i poprosił o białą kawę z ciastkiem ryżowym. Następnie otworzył gazetę w poszukiwaniu dodatku kulturalnego. Natrafił na artykuł o dwudziestej rocznicy śmierci Boba Marleya. Przypomniał sobie, jak dwadzieścia lat wcześniej, ze skrywaną ulgą, czytał wiadomość o jego odejściu:

„36 lat! Bez przesady, żył całkiem długo, nie był znowu takim dzieckiem!...”

Musiał mieć wówczas 16 lat. Teraz miał 36 i nadal uważał się za chłopca. Matka również uważała go za chłopca. Była też stara służąca z Wysp Zielonego Przylądka, Dona Lucia, która znała go od najmłodszych lat i nadal mówiła do niego „Jorge, chłopcze”. Nikt więcej nie traktował go jak chłopca. Przypomniał sobie z przejęciem, jak niegdyś, na festynach, chodził do Gabinetu Luster i jak bardzo się śmiał, widząc się opasłym i połyskującym jak słoń morski. Nigdy nie mógł zrozumieć, co to naprawdę było – jakieś przeczucie. Lustra są bytami proroczymi, obdarzonymi niepokorną duszą jak nosorożce, a poza tym nigdy się nie męczą. W każdym z luster zaskakiwał go teraz ów słoń morski, spoglądający z głębi na niego, bladego ze strachu. Przestało go to już jednak bawić. Najpierw kazał zainstalować w domu lekko wklęsłe lustra. Później jednak zadecydował, żeby je usunąć.

Rita tańczyła reggae. Miała talię tak wąską, że pomieszczenie wewnątrz jakichkolwiek organów zdolnych do funkcjonowania wydawało się niemożliwe. W tańcu wyginała zalotnie biodra, potrząsała płomiennorudymi włosami, unosiła ręce – królowa karnawału wynurzająca się ze wzburzonego morza. To ona zaczęła:

– Tańczysz?

Kelner, wysoki staruszek kościsty jak drabina, przyniósł mu białą kawę i ciastko z kremem. Powoli, z pochmurną miną, spojrzał na Jorgego, kładąc talerzyk na stoliku. Jorge zjadł ciastko. Nie, nie tańczył, nie potrafił wyczuć rytmu. On był tu a wszyscy tam. Panował między nimi dokuczliwy rozdźwięk. Był pewien, że za plecami wszyscy z niego kpią.

– Nie potrafię – wyznał. – Sądzę, że sam Bóg by się obraził, gdybym zatańczył.

Zaśmiała się.

– Jestem Rita – szepnęła mu do ucha. – Jak Rita Hayworth. – Pocałowała go w policzek. Wyszli za rękę w ciemność nocy. Lato zapalało gwiazdy. Jorge zabrał ją do ogrodu.

– Zauważyłeś? – zapytała dziewczyna. – Drzewa są pełne ptaków i ciemności.

On widział jedynie ciemność. Chwycił ją za podbródek i pocałował w usta. Ona rozchyliła wargi i pozwoliła mu wejść. Jeszcze teraz, kończąc ciastko z kremem, Jorge czuł ciepło jej warg. Czuł język dotykający jego ust. Wiele jeszcze wymienili pocałunków, ale właśnie ten najbardziej utkwił mu w pamięci. Pamięta Początek i Koniec, półtora roku później, gdy zima ogarniała Lizbonę. Gdzieś pośrodku było życie. Całe życie. Nic poza tym nie było dla niego życiem. Na Końcu chwycił ją za nadgarstki. Poczuł, jak drżała. Niebo pociemniało, zaczęło padać i w tym momencie zrozumiał, że nigdy już jej nie pocałuje. Z westchnieniem zwolnił uścisk.

The end – powiedziała – jak w filmach.

I odeszła, stąpając z pogardą po mokrej ziemi. Usiadł na trawniku koło jeziora i zamknął oczy. Pocił się. Miał gorączkę. Krople deszczu padały na jego skórę. Życie jawiło mu się jako nieprzyjazna noc.

Uświadamiamy sobie, że się starzejemy, gdy ktoś daje nam o pięć lat mniej, a nam nie robi to żadnej różnicy. Gdy mamy dwadzieścia lat, nikt nie uzna nas za młodszych o pięć. W wieku trzydziestu lat może się to zdarzyć, a jeśli się zdarzy, jest to swego rodzaju zwycięstwo. W wieku trzydziestu sześciu, czterdziestu, pięćdziesięciu lat nie robi to już żadnej różnicy. Jorge uświadomił sobie swoją bezradność wobec upływu czasu, gdy jakaś młoda klientka, z sympatii, oceniła go na trzydzieści lat. Nabrał odwagi i zapytał:

– Mogę cię zaprosić na kolację?

Na co ona, bez ogródek, odrzekła:

– Czy zdaje pan sobie sprawę, że mógłby być moim ojcem?

Teoretycznie mógłby, to prawda, ale ta myśl wcale mu się nie podobała. Drabiniasty kelner podszedł do niego w geście ostentacyjnej usłużności. Jorge dostrzegł jego szerokie żebra, które pot zarysował na białej koszuli:

– Życzy pan sobie czegoś jeszcze?

– Tak – odpowiedział. – Proszę mi przynieść przeszłość.

Na tacy. Nie, oczywiście, Jorge tego nie powiedział. Nic nie powiedział, a mężczyzna oddalił się. Jorge rozmyślał o Ricie. Po dwudziestu latach stał w tym samym miejscu, czekając na nią. Rita zadzwoniła do niego tej nocy. W środku nocy. O trzeciej czterdzieści pięć cichej, letniej nocy. Agresywny dzwonek telefonu przeistoczył się w jego śnie w alarm przeciwlotniczy i Jorge pobiegł szukać schronienia. Znalazł telefon na stoliku nocnym i uznał, że śni nadal, gdy rozpoznał głos:

– Jorge, to ty, Jorge? Muszę z tobą porozmawiać…

Co Rita robiła w schronie przeciwlotniczym, w Bagdadzie, podczas gdy amerykańskie samoloty okrywały miasto płaszczem bomb?

– Co ty tu robisz?

Rita tańczyła reggae. Rita strzelała do szeryfa. Rita oczekiwała nadaremnie. Rita śpiewała zbawienną pieśń. Rita z zacięciem walczyła o swoje prawa. Szczupła talia falowała w rytm muzyki. Gąszcz jej włosów w ogniu. Rozchylone wargi i czyhający język.

– Co ja tu robię? Jak to, co ja tu robię?! Pewien przyjaciel dał mi twój numer. Muszę cię zobaczyć, porozmawiać z tobą. Tęsknię za tobą.

Rita tęskniła za nim po dwudziestu latach. Umówili się o piątej po południu przed kawiarnią „A Brasileira”. Jorge popatrzył na zegarek: było wpół do szóstej. Rozejrzał się po stolikach. Zobaczył niemieckich turystów, którzy rozparli na krzesłach swe nagie torsy, ciesząc się słońcem, jakby byli na plaży. Zobaczył młodego mężczyznę w garniturze, pod krawatem, pocącego się i omawiającego przez telefon jakąś swoją tragedię. Było tam też wiele kobiet, samotnych i w grupach, grubych i smutnych, jak foki w cyrku, ale żadna z ich nie była ruda, żadna nie była Ritą, żadna nie mogłaby być Ritą (nawet w myślach). Odczekał jeszcze piętnaście minut. Następnie, zaniepokojony, postanowił do niej zadzwonić. Wykręcił numer i w tym samym momencie przy stoliku naprzeciwko zadzwonił telefon. Jorge, przestraszony, rozłączył się i telefon przy stoliku zamilkł, zanim jego właścicielka zdążyła odebrać. Była to postawna, rumiana kobieta, z czupryną w kolorze siarki, o małych i żarłocznych oczkach. Jorge zawołał drabiniastego kelnera:

– Poproszę rachunek – powiedział szeptem. – Ale za ciastko nie płacę, cholera! Nie zamawiałem ciastka z kremem…

Jego głos był niczym ostrze przystawione do gardła kelnera. Mężczyzna wystawił rachunek, otrzymał pieniądze, wydał resztę i zniknął w półcieniu kawiarni. Jorge podniósł się oszołomiony blaskiem słońca odbijającego się od szyb. Przeszłość roztrzaskała się za nim.

Przełożył Bogdan Jędrzejowski

 









 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas