poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOSÉ EDUARDO AGUALUSA
Ciało na wieszaku
Dekada Literacka 2011, nr 3 (246)

– Czasem gdy się budzę, czuję, że moja dusza nie mieści się w ciele.

Powiedziała to i zamilkła, jakby tak miało zostać już na zawsze, jakby wyczerpała wszystko, co jej pozostawało w życiu do powiedzenia. Zdanie, chłodno rzucone pośród wilgotnej ciszy pokoju, rzuciło mrok na jego duszę.

– Co to znaczy?

Spojrzała na niego ze zdziwieniem. Próbował uniknąć tego spojrzenia. Nakrył się prześcieradłem.

– Zrobiłem coś, czego nie powinienem?

Kilka chwil wcześniej obejmował ją od tyłu, podążając ostrożnie, powoli, jak ktoś, kto porusza się w ciemnościach po nieznanym mieście. Nie podobało mu się, że nie wzdycha głośno. Chciał słyszeć, jak jęczy, jak krzyczy. Mówiła dalej:

– Czuję, że ciało uciska mi duszę, że jest za krótkie, rozumiesz? Jakbym zasnęła w wieku piętnastu lat i obudziła się, mając dwadzieścia pięć, ciągle w tym samym ubraniu. Mam wielką ochotę zdjąć to ciało i zostawić duszę na wierzchu, całkiem nagą.

Miała paznokcie pomalowane na czarno. Zauważył to z pewnym niepokojem. Przypomniał sobie, jak będąc dzieckiem, budził się w swoim pokoju, na górze łóżka piętrowego, w pociągu zatrzymanym gdzieś w głębi Afryki, i słyszał na zewnątrz, pośród ciemności, drobne odgłosy dżungli. W tych pomalowanych na czarno paznokciach było coś groźnego – niczym w odgłosach dżungli. Jej ciało było podłużne i gładkie, podobne do ciała ryby i w jakiś sposób tak samo nieuchwytne. Jakieś ciemne światło wydobywało się z niej niczym z rzeki o zmierzchu. Wyskoczył z łóżka. Co mógł powiedzieć?

– Nie rozumiem kobiet.

Mógł to powiedzieć, coś w tym stylu, ale to było zbyt oczywiste. Usiadł w ciszy, w najdalszym kącie pokoju, i zapalił papierosa. Ona uśmiechnęła się:

– Tak trudno to zrozumieć?

Mogła powiedzieć:

– Mężczyźni nigdy nic nie rozumieją.

Ale to nie miałoby sensu. Kobietom tak naprawdę nie zależy na byciu zrozumianymi przez mężczyzn. Wystarczy, żeby je wysłuchali. On to wiedział i dlatego nadal milczał. Patrzyła na niego schowanego w kącie, na wpół spowitego papierosowym dymem.

– Czasami chciałabym móc zdjąć to ciało. Zdjęłabym je i zawiesiła na wieszaku, w szafie obok sukienek, których nigdy więcej nie założę. Dbałabym o nie w deszczowe niedzielne poranki, kiedy ogarniałaby mnie tęsknota za minionymi dniami. Albo może po prostu bym o nim zapomniała. Kochałbyś się z moją nagą duszą?

Denerwowało go, że w tych momentach nie krzyczała. Jej ciało było mocne i drżące (drżała przecież w jego ramionach), ale zarazem wydawała się tak daleka, jak statek na linii horyzontu. Ale nie był to byle jaki statek; postrzegał ją jako transatlantyk, wielkie miasto luster i szyb, z przyjęciami w basenie, wytwornymi kolacjami w salonie, balami maskowymi, niezliczonymi cudami, których nigdy nie zdołałby przeniknąć. Na myśl o tym zachciało mu się płakać. Przetarł oczy. Szepnął:

– Rzucę palenie.

Nigdy nie popłynąłby transatlantykiem. Czuł się przy niej jak mała żabnica, ryba z morskich głębin, której samiec oddaje się samicy z tak wielką pasją, że przestaje potrzebować własnego ciała. On też zależał całkowicie od niej. Ona jednak interesowała się nim tylko wtedy, gdy miała go w łóżku. Pomyślał o tym wszystkim przez krótką chwilę, którą zajęło mu zapalenie następnego papierosa. Rzuci palenie od nowego roku. Nie będzie więcej palił.

– Odpowiedz. Kochałbyś się z moją nagą duszą?

Przez ostatnie miesiące czekał, ze skrywaną obawą, na to pytanie. Albo raczej, ściślej mówiąc, na pytanie zadane tym tonem, ale niekoniecznie tymi słowami. Ton prawie zawsze jest ważniejszy niż treść. Nazywał je – mam na myśli pytanie – zagadką ostateczną. Sfinks ostrzył zęby: rozszyfruj mnie albo mnie pożryj. A on, co mógł jej odpowiedzieć?

– Twoje ciało bardzo mi się podoba.

To byłaby z pewnością błędna odpowiedź. Jakakolwiek odpowiedź byłaby błędna. Zestarzał się. Był prawie mędrcem. Zrozumiał, że lepiej by zrobił, milcząc nadal. Wolał udawać martwego, jak małe zwierzęta, kiedy dopada je drapieżnik. Istnieje zawsze możliwość, że drapieżnik chciał zadowolić się jedynie pościgiem. Może ona naprawdę nie będzie chciała jego mięsa.

– Przestraszyłam cię? Tak, chcę, żebyś się bał; lubię widzieć, że się boisz. Teraz odpowiedz: między moim ciałem a moją duszą, co byś wybrał?

Zgniótł papierosa w popielniczce.

– Dlaczego pomalowałaś paznokcie na czarno?

Jaszczurki pozbywają się ogona, kiedy przeczuwają niebezpieczeństwo, a ucieczka wydaje się niemożliwa. Być może drapieżnik zainteresuje się ogonem, który przez kilka sekund rusza się i podskakuje niczym żywa, niezależna istota, i właśnie wtedy uda im się czmychnąć. Podrzucił pytanie jak jaszczurka ogon. Ona jednak nie dała się zwieść:

– Odpowiedz!

Zrozumiał, że był stracony. Przez ostatnie miesiące próbował przygotować się na ten moment. Teraz jednak, teraz, kiedy wszystko miało naprawdę się wydarzyć, wiedział, że nie był gotowy. Nigdy nie będzie. Odetchnął głęboko. Potrzebował papierosa. Swojego ostatniego papierosa. Nie będzie czekał do nowego roku. Skupił się, by pomyśleć o morzu. O spokojnym, turkusowym morzu skąpanym w wielkim letnim słońcu. Wyobrażenie morza zazwyczaj go uspokajało. Co powiedziałby samiec żabnicy swojej partnerce, gdyby ta zdecydowała uwolnić się od niego? Mógłby powiedzieć, że ją kocha, że już nie potrafi żyć sam. Właściwie, biedak, już nie umiał. Szczęki samca ryby stapiają się z powłoką pokrywającą ciało samicy, układy krwionośne obojga łączą się i życie maleńkiego samca zaczyna zależeć całkowicie od krwi samicy. Przemienia się, powiedzmy, w przenośnego penisa.

Uśmiechnął się smutno. I zaraz pomyślał, że smutny uśmiech to sprzeczność. Spróbował uśmiechnąć się ironicznie. Źle wyglądał z nowym uśmiechem, jak ktoś, kto do czarnej koszuli o kroju klasycznym ubrał fantazyjny krawat z Myszką Miki usiłującą zasztyletować Mini (coś w tym stylu).

– To była pomyłka, wiedziałaś o tym?

On, przenośny penis, poszedł z nią do łóżka po raz pierwszy osiem miesięcy temu, dzięki pewnemu szczęśliwemu przejęzyczeniu. (Czy teraz mógł powiedzieć, że to było szczęśliwe przejęzyczenie?). Nie chodziło o to, że jej nie pragnął. Pragnął jej, a nawet więcej, kochał ją beznadziejną miłością. Pewnej nocy spotkał ją na kongresie i zaprosił na kolację. Kiedy zastanawiał się nad kartą dań, zmęczony, rozkojarzony, pytanie samo padło z jego ust:

– A potem, co chcesz robić? Pójdziemy do łóżka?

Chciał, oczywiście powiedzieć:

– Pójdziemy spać? – każde w swoim łóżku.

Ona jednak nie dała mu czasu na wyjaśnienie pomyłki. Popatrzyła mu w twarz tymi samymi okrutnymi oczami, jakimi patrzyła na niego teraz:

– Chodźmy.

Opuścił wzrok na kartę, żeby ukryć zmieszanie. Kelner oddalił się natychmiast, bardzo szybkim krokiem, i wybuchnął w kuchni śmiechem (tak przynajmniej on wyobrażał sobie tę scenę). Poszli do jej pokoju. Łóżko pełne było porozrzucanych ubrań. Ona zdjęła sukienkę, która lekko zsunęła się do stóp, po czym stanęła przed nim naga, piękna jak otchłań. Jej czarna skóra błyszczała w półmroku.

– Miałaś na sobie tę zieloną sukienkę, pamiętasz?

Nie chciała sobie przypomnieć. Żyła teraźniejszością i zapominała o przeszłości. Była z tego dumna. Odrzuciła prześcieradło i znów przeraziło go piękno tego młodego ciała. Samica modliszki zabija samca z lubieżności. Samiec modliszki, po tym, jak zostaje pozbawiony głowy, lepiej i wolniej wykonuje spazmatyczne ruchy podczas aktu. Samica odgryza mu głowę i pożera wnętrzności, podczas gdy ten porusza się nerwowo, by osiągnąć orgazm. U niektórych gatunków podniecona samica zmienia kolor i świeci.

Wstała i podeszła do niego powoli. Rozpalona ciemność. Piękna jak otchłań. Piękna jak modliszka przed aktem.

Przełożyła Wiktoria Grygierzec

 









 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas