poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PEPETELA
Po morzu błądzi morświn
Dekada Literacka 2011, nr 3 (246)

Tutaj to ja sam, autor, powinienem przejąć dowodzenie. Już wam to tłumaczę. Kto mógłby opowiedzieć tę historię? Jakiego dokumentu, świadka, taśmy magnetycznej, listu, jakiego wycinka prasowego można by użyć, aby dać wyraz mojej skromności? Pies nic nie powie, to jasne. Sami bohaterowie nie mogliby nigdy wyjawić sekretu bez uszczerbku dla prawdopodobieństwa opowieści. W takim razie musi to zrobić autor (który przypadkiem siedział na drzewie i wyobraził sobie morświna przedzierającego się poprzez morską pianę oceanów życia). Z największą przyjemnością mogę sobie nawet pozwolić na użycie w tym opowiadaniu trzeciej osoby. A to nie zdarza się zbyt często. Możecie pomyśleć, że to fikcja, że wymyśliłem tę historię, żeby prawić morały, żeby tworzyć poezję, żeby się popisać – i co tam sobie jeszcze etatowi oszczercy wymyślą. Wszystkie chwyty dozwolone. Podejmując wyzwanie, jakie stawia kartka papieru, człowiek dobrowolnie poddaje się wszystkiemu. Ale przysięgam wam, że tak właśnie było. Przysięgam wam też, że niełatwo wziąć odpowiedzialność za historię (od tego są postacie i narratorzy). Ilu z was potrafi powiedzieć prawdę?

A oto fakty:

To było poza Corimbą, blisko Morro dos Veados. Gdzieś za Mussulo wszystkie fiolety, błękity i żółcie świata gromadziły się, aby pochować słońce w morzu. Nagłe przebłyski czerwieni nieśmiało sugerowały, że wcale nie chodzi o śmierć, ale o odwiecznie krwawe zbliżenie słońca z morzem. A to przecież to samo.

Samochód zajechał na plażę o zmierzchu, w półmroku tego nierozstrzygalnego starcia. Gruchot z fałszywą, bo zupełnie nową rejestracją skrzypiał i prawie rozpadał się na kawałki na dziurawej drodze prowadzącej przez busz.

Wysiadła z niego para jeszcze całkiem młodych ludzi. Podali sobie ręce i przystanęli nad brzegiem zamkniętej zatoki, na której nie było ani jednej fali i która przypomina jezioro. Zatrzymali się, żeby zobaczyć walkę słońca z morzem (w którym języku świata morze jest rodzaju żeńskiego, tak, jak być powinno?). Dziewczyna poddała się stanowczości chłopaka i oparła mu głowę na ramieniu. Ten delikatnie pocałował ją w usta, ale ona odwróciła głowę.

– Nie powinniśmy tego robić, Juca – powiedziała.

– Czego?

– Czuję, że powinniśmy nieco zwolnić. Posuwamy się za daleko.

– No co ty!

Przycisnął ją jeszcze mocniej i gwałtownie pocałował. Później całował twarz i ramiona. Odepchnęła go.

– Lubię z tobą rozmawiać, Juca. Mało z kim mogę porozmawiać. Ale poprzestańmy na tym.

Nie odpowiedział. Objął mocniej, pocałował jeszcze mocniej, ugryzł jeszcze mocniej. Rzucił ją na piasek i położył się na niej.

– Nie, Juca, ktoś może zobaczyć.

– O tej porze nie ma tu nikogo. Robi się już ciemno, nikt nas nie zobaczy… Czemu się boisz?

Jego ręka zaczęła szukać piersi. Kobieta poderwała się, usiadła, a on leżał nadal przy jej boku. Powiedziała:

– Wystarczy, póki co nie mamy czego żałować. Na tym poprzestańmy. Fakt, zgodziłam się z tobą pójść na spacer. Wiedziałam, czego chcesz. Ale na tym chcę poprzestać. Nie nalegaj więcej, nie mogę.

– Purytańskie przekonania, tak?

– Chcesz mi coś powiedzieć, Juca?

– Powiedzieć! Rozmawialiśmy już tyle razy… Pokazałem ci już, że to całkiem naturalne. Podobasz mi się…

– Podoba ci się tylko moje ciało, nie kłam.

– Nie wiesz, czy ci się podobam, ale nie zaprzeczasz, że cię w pewien sposób pociągam. Co w tym złego? Spotykamy się, rozmawiamy, ale nic poza tym…

– Jaki ty jesteś niecierpliwy… Pocałowałeś mnie dzisiaj i już chcesz więcej.

– Jasne, co w tym dziwnego?

– Nie wiem, nie jestem pewna.

– Nie jesteś pewna, czy cię kręcę?

– Nie o to chodzi. Tak naprawdę, nie ma to większego znaczenia. Nie jestem pewna i to się liczy.

– Nie rozumiem.

– Nie jestem pewna, czy najlepszym rozwiązaniem moich problemów byłaby zdrada.

Słowo to wzburzyło spokojne wody schyłku dnia. Ostatnie promienie słońca rozpłomieniły fale.

Przyciągnął ją do siebie. Pocałował ją i ugryzł, błądząc dłońmi po jej ciele. Kobieta wyswobodziła się ponownie.

– Przez chwilę będzie nam przyjemnie, a później będziemy żałować całe życie.

– Nie przesadzaj! W którym ty żyjesz wieku?

– Jak wiesz, nie ukrywałam tego przed tobą, nie dzieje się dobrze między mną i moim mężem. Nie wiem, czy to nadmiar pracy, czy inna kobieta, czy już go nie pociągam – pewne jest to, że już mnie nie chce. I wtedy pojawiasz się ty, kręcisz się koło mnie, nalegasz, szepcząc kłamliwe słówka pełne miłości, których on mi już nie mówi… Ale nie mogę mu się tak odpłacać.

– Chcesz wyjaśnienia w starym, dobrym stylu?

– Pewnie to i tak niczego nie zmieni. W każdym razie chcę być mu wierna.

– Wierna, wierna… Wieczna wierność kobiet! Niewolnictwo, chciałaś powiedzieć. Jeżeli on cię nie zaspokaja, masz prawo poszukać zaspokojenia u innego. Mamy równouprawnienie. Dlaczego tylko mężczyzna może zdradzać?

– On nie zdradza.

– A właśnie przed chwilą mówiłaś…

– Nie zdradza. Powiedziałam, bo tak mi się powiedziało. To tylko moje obawy, a może już mu się nie podobam. Albo coś, co się wydarzyło i czego nie zrozumiałam. Ale nie chodzi o inną kobietę, wyczułabym to.

– Intuicja!

– Tak, jeśli tak to chcesz nazwać. Nie wierzysz mi?

– Wszystkie jesteście takie same, jedna w drugą. Całe życie was oszukują, ale nie przyjmujecie tego do wiadomości, bo tak wam każe wasza intuicja. Intuicja, czy może strach przed zmierzeniem się z prawdą? A nawet jeśli on jest wierny, to co dalej? Nie zaspokaja cię. W takim razie…

Dziewczyna wstała. Weszła do wody po kolana, patrząc na pogrążające się w ciemnościach morze.

– Może to ja jestem tchórzem. Czy jest tchórzostwem nie poddać się biegowi wydarzeń? Być może. Zawsze bałam się eksperymentować, podróżować samotnie do nieznanych miejsc…

– Mówisz, że go już nie kręcisz.

– Nigdy tego nie powiedziałam. Że jestem zmęczona, to coś zupełnie innego. Myślę, że tak, że nadal go kręcę.

– Nigdy nie zrozumiem kobiet.

– Dlatego że przez cały ten twój męski szowinizm nigdy nie próbujesz nawet postawić się w ich sytuacji.

Odwróciła się do niego i mówiła dalej:

– Przede wszystkim powinnam mu później o tym powiedzieć. Ale jakby zareagował? Nie, nie mam odwagi.

Juca wstał. Wszedł za nią do wody. Myślę, że nawet nie zauważył, jak zamoczył sobie spodnie. Objął ją.

– Nie musisz mu o niczym mówić. On niczego nie wyczuje, jeśli nadal będziesz się zachowywać naturalnie, jeśli się nie zmienisz.

– To mój obowiązek.

– Dlatego że przyrzekaliście przed księdzem?

– Nie mamy ślubu kościelnego. To mój obowiązek, bo on by zrobił tak samo. Nie mówiłeś przed chwilą o równouprawnieniu?

– Jesteś głupia.

– Zgadza się. Ale taka właśnie jestem.

Obrócił ją i pocałował.

– Wysil się odrobinę i zgódź się – wyszeptał Juca. – Pozwól ciału zrobić to, na co ma ochotę.

Pozwoliła się całować. Dłonie krążyły po jej plecach, schodząc coraz to niżej i niżej. Nie odrywała od niego ust. Chwilę później oswobodziła się.

– Pożądam cię, Juca, naprawdę. Ale nie jestem jeszcze gotowa, spróbuj mnie zrozumieć.

– Nawet nie mam zamiaru próbować.

Wypchnął ją z wody. Ich ciała splotły się. Przewrócił ją na piasek. Brutalnie. Nie pozwolił jej na żaden sprzeciw. Ich ciała starły się. Sukienka uległa jego dłoniom, dłonie dostały się do ciała. Kobieta przestała walczyć. Działał szybko, przemocą. Oboje już byli nadzy.

Usadowiony na drzewie, zachowałem w podświadomości obraz morświna, który błądził po odległych morzach, i całą uwagę skupiłem na scenie rozgrywającej się pode mną. Dobrze, możecie sobie myśleć, co chcecie. Ale któż mógłby zasłonić oczy i uszy w takiej sytuacji, tylko po to, żeby później nie zostać oskarżonym o niedyskrecję? Poza tym wcale tej sceny nie szukałem.

W oddali pojawił się owczarek niemiecki. Widziałem go po raz pierwszy i ostatni. To właśnie wtedy się nim zainteresowałem i zacząłem szukać jego śladów w Luandzie.

Przybiegł z pobliskiego wzgórza, być może za jakimś królikiem. Zamarł bez ruchu, kiedy zobaczył parę leżącą na ziemi. Hałas otrzeźwił dziewczynę, która spróbowała się oswobodzić.

– To tylko pies – powiedział Juca, wciąż trochę zaskoczony. – To nic takiego.

– Póki nie jest jeszcze za późno, Juca, proszę cię, zostaw mnie w spokoju.

Ale Juca nie przestawał. Nadal ją obejmował, ssąc i gryząc twarz i ramiona. Tylko jej uda były złączone, stawiając mu opór. Gwałtownym ruchem ciała udało mu się wcisnąć kolano pomiędzy jej nogi, rozdzielając je brutalnie.

– Pies nic nie powie – wyszeptał, mocując się z nią dalej.

– To nie pies mnie… – jęknęła i urwała.

I przestała mu się opierać. Uda rozwarły się niczym brązowy kwiat opalizujący krwią pośród poskramianej przez morze purpury zmierzchu.

Pies znieruchomiał, żeby móc się przyjrzeć. On i ja. Nie wiem, czy scena wywoływała w nas takie same emocje. Jestem jednak bezstronnym narratorem i nie muszę opowiadać o swoich uczuciach.

Zmęczone ciała oderwały się od siebie bez żadnego słowa, żeby po chwili znów się ze sobą złączyć. Delikatne szmery przypływu nie były w stanie zagłuszyć jego sapania, które mieszało się z chrobotaniem raków. Nagle dostrzegłem łzy w jej oczach. Błyszczały w ciemności rozjaśnianej światłem księżyca, który wschodził za wzgórzem. Z jej otwartych, skierowanych wprost na mnie oczu płynęły łzy. Miłość? To działo się poza nią. Wcześniej też działo się poza nią. Odepchnęła go, usiadła i zaszlochała.

– Co się dzieje? Nie podobało ci się?

– Nie.

– To ze strachu, z powodu tej całej sytuacji. Następnym razem użyję innych technik, tutaj nie da rady. Zobaczysz, że następnym razem…

– Nigdy nie będzie następnego razu.

Owczarek niemiecki podskoczył i zaszczekał. Pobiegł w stronę drogi. Z góry zobaczyłem psa nacierającego na dwóch zbliżających się mężczyzn. Fatalnie się składało, że mieli zamiar przechodzić właśnie tędy. Para poderwała się i próbowała schować się za drzewem, na którym się usadowiłem. Bezsensowny ruch, pomyślałem. Samochód i, przede wszystkim, rozrzucone na piasku ubrania same mówiły za siebie.

– Ej! Uważaj! – krzyknął jeden z nich.

– Przestań, ty cholerny psie! Co ja ci takiego zrobiłem? – odezwał się drugi.

Owczarek niemiecki nie ugryzł. Zatrzymał się na środku drogi, szczekając i uniemożliwiając przejście dalej. Mężczyźni wahali się pośród pomruków i warknięć, wybierając ostatecznie ścieżkę prowadzącą do asfaltowej drogi.

– Widzisz? – powiedział Juca. – Ten pies uratował nas przed przyłapaniem na gorącym uczynku. Chciałby dalej rozkoszować się przedstawieniem.

– Nie będzie już żadnego przedstawienia.

Powoli się ubrała. Chłopak chciał coś zrobić, ale się powstrzymał. Też się ubrał. Pies zbliżył się do nich. Pogłaskała go, a on zlizał łzy, które miała na dłoniach.

– Wiesz co, Juca? Powiem o wszystkim mojemu mężowi. Jeszcze dzisiaj.

– Nie bądź głupia.

– Może i jestem głupia, ale przynajmniej uczciwa.

– To, że dzisiaj ci się nie podobało, jeszcze o niczym nie świadczy. Wiem, co mówię. Mam doświadczenie. Nerwy zawsze wszystko psują za pierwszym razem.

Uklękła i pocałowała psa. Owczarek niemiecki pomachał ogonem.

– Twoje doświadczenie, Juca, nadaje się tylko do tego. Zatrzymaj je dla siebie, mnie nie jest ono do niczego potrzebne. Jak dla mnie, to było bardzo przykre przeżycie.

– Jeśli mu powiesz, zmusi cię, żebyś mu wszystko wyznała.

– Do niczego mnie nie zmusi. Sama mu wszystko wyznam.

– Ale będziesz musiała powiedzieć, z kim to było…

– Na pewno!

Chwycił brutalnie jej ramię.

– Nie pogrążaj mnie.

– Najłatwiejsze w tym wszystkim to zdradzić twoje imię. Najtrudniej będzie opowiedzieć mu o tym, co zaszło.

– Zwariowałaś!

– Oczywiście, że się wścieknie. Niezbyt cię poważa. Kolejny raz ma rację.

– O co ci teraz chodzi?

– Odkryłam, że go lubię. I poczułam się tak podle, tak podle… Wasze teorie nie są nic warte, nic a nic. Może to, że mnie już nie chce, to moja wina, a nie jego. Nie stwarzam odpowiednich warunków. Żyję w ciągłej rutynie, nie zmieniam niczego ani w sobie, ani w naszym życiu. To właśnie odkryłam. Oczywiście mnie nie rozumiesz, dla ciebie kobieta to tylko dziura. Może mi wybaczy; może to, co się stało, nie będzie mieć żadnego znaczenia.

– Zgadzam się z tobą, ale pogrążysz mnie w ten sposób. To nie jest mój samochód, pożyczyłem go specjalnie na tę okazję. Moja sytuacja jest trudna, nigdy tego nie ukrywałem. Jeśli twój mąż się dowie, będzie się mścić. Wystarczy, że pogada z moimi szefami i jestem spalony.

– Nic takiego nie zrobi.

– Musisz pomyśleć też o mnie.

– A ty, Juca, pomyślałeś o mnie?

Pogłaskała psa po raz ostatni i wsiadła do samochodu. Juca podążył za nią, burcząc pod nosem: nawet spodnie sobie zamoczyłem. I odjechali.

Przełożyła Agnieszka Pepera



 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas