poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MIA COUTO
Śmierć, czas i starzec
Dekada Literacka 2011, nr 3 (246)

Pewien mężczyzna, ulegając upływowi czasu, widział, że się starzeje. Pragnął, aby nadeszła już śmierć. Aby przyszła tak skryta i pogodna jak kobiety, które pojawiały się w jego życiu. W tym oczekiwaniu nie było jednak rozgoryczenia. Zadawał sobie pytanie: jaką wartość miały przeżyte przez niego dobre chwile, skoro już ich nie pamiętał, skoro nawet własna pamięć już do niego nie należała? Podsumował: nigdy nie był panem niczego ani niczyim niewolnikiem. Posiadł tylko to, czego nie mógł mieć na własność: tęsknotę, głód, romanse.

Jako że śmierć zwlekała z przybyciem, postanowił wyruszyć w drogę na jej spotkanie. Poszedł na zachód. W jego mroku, jak wiadomo, znajduje się domostwo śmierci.

Zaczął swoją wyprawę w stronę zachodzącego słońca, z nikim się nie żegnając. Pożegnania są domeną żywych, a on widział już siebie po tamtej stronie czasu.

Wędrował tak już od tygodni, gdy spotkał wysokiego człowieka o niewyraźnych rysach twarzy. Trzymał na smyczy dziwne zwierzę, coś między psem a hieną. Źle wyglądało, jakby coś mu dolegało.

– To jest Śmierć – powiedział mężczyzna, wskazując na psa. – A ja wyprowadzam ją na spacer po świecie.

– A ty, kim jesteś?

– Jestem Czasem.

I wytłumaczył, że prowadzą się na smyczy od zawsze. Ostatnio jednak Śmierć chodzi zniechęcona. Istoty żywe umierają teraz w nadmiarze i bez słowa wyjaśnienia. Mają ją za nic. Umiera się zatem bez jej interwencji – bez interwencji Śmierci.

Rozczarowany starzec wyjawił Czasowi powód swojej podróży. Przyszedł na spotkanie śmierci:

– Chciałbym, żeby zabrała mnie bezpowrotnie.

– To będzie trudne.

– Błagam, przeszedłem całą tę drogę, żeby zabrała mnie ze sobą.

– Popatrz na nią, chodzi załamana, z pyskiem przy ziemi.

– Ale ja tak bardzo chciałbym się skończyć!

– To niemożliwe – powtórzył z uporem Czas. I jako dowód spuścił psa ze smyczy. Półżywe zwierzę wczołgało się do rowu. Tam skuliło się, niepotrzebne jak stara szmata. Starca ogarnęło współczucie i zapytał je:

– Mogę ci jakoś pomóc?

– Chcę się tylko czegoś napić.

Śmierć nie pragnęła wody. Chciała słów. Nie tych zwyczajnych i nadużywanych, lecz słów miękkich jak trawnik po deszczu. Mogących rozniecić na nowo wiarę. Starzec obiecał wyłuskać je spośród tych, które znał, i znaleźć sposób na przywrócenie jej utraconego ducha. W tajemnicy zaczął snuć plan: położy się spać, a ze snu zaczerpnie garść wyrazów.

Następnego ranka poszedł na spotkanie z umierającym zwierzęciem. Stworzenie przypominało teraz bardziej hienę niż psa. Żółta ślina ciekła mu z pyska. Ledwie poruszyło oczami, kiedy poczuło zbliżającego się człowieka.

– Przyniosłeś ?

Wręczył hienie sen, słowa i swoje upojenie. Zwierzę pochłonęło wszystko łapczywie. Jego oczy przypominały oczy dziecka spijającego historię opowiadaną mu na dobranoc.

I tak przez kilka kolejnych poranków. Każdego dnia starzec podawał jej w ukryciu swoje eliksiry. Za każdym razem hiena ożywiała się coraz bardziej. Aż w końcu Śmierć odzyskała siły i krzepę, a starzec odważył się przedstawić jej swoją prośbę – pragnienie zakończenia doczesnego życia na ziemi. Śmierć wysłuchała go z zamkniętymi oczami.

– Jutro spełnię moją powinność – zapowiedziała.

Tamtej nocy starzec nie spał wcale, wiedząc, że to jego ostatnia noc. Czując, że to koniec, podsumował swoje życie. W ostatnich latach prawie doszczętnie stracił pamięć. Ale wtedy, tamtej nocy, wróciły do niego szczęśliwe chwile, a całe życie przeszło mu przed oczyma. Ogarnęła go tęsknota i smutek, ponieważ nie mógł już odwiedzić przyjaciół, kobiet ani znajomych stron. Przyszło mu nawet do głowy, żeby uciec i przeżyć ponownie przygody czekające na drodze życia. Aby uniknąć kolejnego napadu przemyśleń – co niosłoby ze sobą ryzyko żalu – postanowił przespacerować się z biegiem rzeki, co jest najlepszym sposobem na obmycie się ze wspomnień.

Następnego dnia starzec udał się do rowu, gdzie znalazł Śmierć. Była zmęczona, zziajana. Powiedziała:

– Już zabiłam.

– Zabiłaś? Kogo zabiłaś?

– Zabiłam Czas.

Wskazała na leżące bez życia ciało wysokiego mężczyzny, po czym podała starcowi smycz i rozkazała:

– Teraz to ty zabierzesz mnie na spacer!

Przełożyła Violetta Gawor


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas