poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOSÉ EDUARDO AGUALUSA
Na szczęście padało
Dekada Literacka 2011, nr 3 (246)

Padało. Ogłupiała i bezsilna szarańcza spadała bezładnie na podwórze, to tu, to tam, i natychmiast była pożerana przez ptaki. Czerwone mrówki bissondes ćwiartowały ją żywcem. Będąc dziećmi, widzieliśmy, jak znikają w wysokiej trawie, w zwartych szeregach, niosąc czułki i skrzydła, osobno oczy i drgający tułów; widzieliśmy, jak horyzont traci blask, i przeczuwaliśmy, że coś jeszcze gorszego ma się dopiero wydarzyć. Niebo wypełniała nagła wrzawa i w jednej chwili asfalt robił się zielony, pokryty żywą, wijącą się substancją, która ruszała się i chrzęściła pod kołami samochodów. Pod wieczór odór był nie do wytrzymania.

Na szczęście padało.

Szarańcza spadała z nieba, natomiast czerwone mrówki wyłaniały się z jakiegoś tajemnego miejsca lub zewsząd wokół, w jakiś cudowny sposób. Bissondes, tudzież quissondes, to mrówki-wojowniczki. W językach umbundu, kimbundu, kikongo istnieje jakieś dwanaście słów na określenie mrówek. Budziliśmy się w nocy, kaszląc i dusząc się pośród wojennego zgiełku. Babka, w koszuli nocnej, z bosymi stopami zanurzonymi w misce wody, wymierzała najeźdźcom karę za pomocą bomb z DDT. Ojciec szorstko wydawał rozkazy pośród dymu. My, z dziecięcego podniecenia, śmialiśmy się. Zasypialiśmy, śniły nam się mrówki, a gdy budziliśmy się, one wciąż tam były, pośród trującego dymu, tysiące, miliony małych, przeżuwających mechanizmów, z ich ślepą furią i odwiecznym głodem. Zasypialiśmy, śniliśmy, a one wkraczały w głąb naszych snów, wspinały się po ścianach, atakowały kury w kurnikach, gołębie w gołębnikach. Psy gryzły łapy. Kręciły się wściekle w kółko, kręciły się wyjąc, gryzły łapy, starały się rozpaczliwie usunąć mrówki, które uczepiły się ich pazurów, kręciły się, wyły, wściekle odgryzały kęsy własnego ciała. Podwórze wypełniało się krwią. Zapach krwi jeszcze bardziej ogłupiał psy i mrówki. Matka błagała:

– Zrób coś! Zwierzęta cierpią!

Ojciec szedł po strzelbę. Zaciągali nas do pokoju – nas, dzieci – abyśmy tego nie widzieli. Ale widzieliśmy. Słyszeliśmy. Budziliśmy się, otrzepywaliśmy włosy i prześcieradła, a mrówki spadały już martwe lub prawie martwe, wciąż gryząc na oślep, przeżuwając powietrze grubymi, stalowymi szczypcami. Na szczęście padało. Deszcz nadciągał wraz z rozświetlonym niebem, a my biegliśmy w podskokach za ciężkimi, bardzo czystymi kroplami, spijając haustami odurzający zapach mokrej ziemi. Wraz z pierwszymi deszczami nadchodziły też termity. Krążyły całą noc wokół lamp, jak złocisty obłok, wydając słodki szmer, aż traciły skrzydła, i rano chodniki budziły się pokryte leciutkim, przejrzystym dywanem. Termity i motyle wydawały mi się zawsze niewinne.

To stało się nagle. Coś rozproszyło mnie na chwilę, na kilka sekund, rozproszyły mnie termity, wtedy, w naszym pięknym, utraconym dzieciństwie, rozproszyło mnie cierpienie psów, i nim się spostrzegłem, minęły lata, i teraz ty jesteś tutaj, opierając się o futrynę drzwi, stoisz przede mną, uśmiechasz się do mnie, te same idealne zęby, te same oczy, to samo światło emanujące ze złocistej skóry – a jednak to nie jesteś ty, a może jesteś, ale trzydzieści lat później, i dlatego, mój Boże!, jak to możliwe, że to jesteś ty?

– Pamiętasz deszcze?

Tak, pamiętam. Pamiętam ciebie, biegnącą w podskokach za deszczem, słońce świecące zza twojej rozwianej czupryny, jasnowłosego anioła, dzikiego, wolnego w samym sercu Afryki.

– Mogę wejść?

Wejść? Pokaż mi lepiej, jak wyjść. Chcę raczej powrócić z tobą, wrócić do miejsca, z którego przybyłaś, skąd ja przybyłem, tam, gdzie termity straciły skrzydła, abyśmy mogli, my, dzieci, biec po kamieniach, nie raniąc stóp. To stało się tak nagle. Coś rozproszyło mnie na chwilę, rozumiesz? Rozproszyło mnie na kilka sekund, rozproszyły mnie motyle i nim się spostrzegłem, minęły lata.

Przełożył Gabriel Borowski


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas