poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
hm
Co się nie zmieściło w Camerze
Dekada Literacka 2011, nr 1-2 (224-225)
W numerze 47 ,,Przeglądu” z r. 2010 ukazał się artykuł Bronisława Tumiłowicza pt. Buszujący w książkach, z gwałtownym atakiem na Sławomira Kopera, głównie jako autora książki Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej (Wyd. „Bellona”, Warszawa 2010). Wysunięte zostały w tym artykule trzy różne zarzuty. Pierwszy – że autor lubuje się w różnych niedyskrecjach dotyczących postaci, które tworzyły polską kulturę, i udaje, że był z nimi wszystkimi „za pan brat”, czego dowodem ma być używanie imion, jak na przykład „Lilka” (o Pawlikowskiej), czy „Madzia” (o Magdalenie Samozwaniec). Po drugie – że bezprawnie posłużył się zdjęciami będącymi własnością osób prywatnych. Po trzecie – że jest plagiatorem, bo książka jego to zlepek cytatów z różnych źródeł.

Sławomira Kopera nie znam, jego książkę uważam za rzecz niewysokiego lotu, powierzchowną i kompilacyjną. Ale to nie powód, by autora odsądzać od czci i wiary, nazywając go plagiatorem, paszkwilantem i tchórzem (Tumiłowicz porównuje go do Papkina). Jeśli chodzi o zarzut pierwszy, można odpowiedzieć, że kto pisze o czyimkolwiek życiu prywatnym, ten nie może pomijać niechlubnych jego stron; nie udowodniono przy tym Koperowi, by cokolwiek zmyślał. A zainteresowanie życiem prywatnym wybitnych postaci jest w pełni uzasadnione, choćby dlatego, że życie to wiąże się ściśle z ich działaniami publicznymi. Gołosłowne są zarzuty, że Koper manipuluje faktami i ,,nie ma pojęcia, jak wyglądało w rzeczywistości życie elit II Rzeczpospolitej” lub że wulgarnie opisuje „pomnikowe postacie” (podobno w jakiejś jego audycji radiowej padło wyrażenie ,,bękarty” w stosunku do córek Piłsudskiego, ale nie wiadomo w jakim kontekście – może Koper przytaczał tu tylko wyzwiska używane przez wrogów Marszałka?). Nie jest prawdą, że Koper ,,opluwa” Magdalenę Samozwaniec. O jej życiu osobistym dowiadujemy się nie więcej niż to, co napisali cytowani przez niego wcześniejsi autorzy, przeciw czemu nikt nie protestował. Wreszcie używanie imion zamiast nazwisk w tekstach biograficznych jest szeroko rozpowszechnione (dowodem choćby tytuł wspomnień o Pawlikowskiej pt. Lilka wydanych nie gdzie indziej, tylko w PIW ie).

Zarzut drugi sprowadza się – zdaniem dyrektora wydawnictwa ,,Bellona” – do bezprawnego zużytkowania dwóch zdjęć. Tumiłowicz podaje, że były to cztery zdjęcia. Dowiaduję się jednak, że są jeszcze inne pretensje do Kopera z tego powodu. Sprawą nie będę się tutaj zajmował. W każdym razie odpowiedzialność spada tu zarówno na autora, jak i na wydawnictwo.

Najpoważniejszy jest zarzut trzeci, plagiatorstwa, wielokrotnie w tym artykule się powtarzający w różnych sformułowaniach. Zarzut to bezpodstawny, bo autor wszystkie wykorzystane cytaty umieszcza w cudzysłowie i podaje ich autorów. Umieszczona na końcu bibliografia nie zawsze pozwala na ich dokładną lokalizację, ale jest to uchybienie powszechnie tolerowane w pracach popularnych, a nawet podręcznikowych. Nie chce się wierzyć wypowiedzi Rafała Skąpskiego, który żali się, że Koper wykorzystał bez odnotowania źródła wypowiedź jego matki, Janiny Sągajłło Skąpskiej, zamieszczoną w książce Rafała Podrazy Magdalena, córka Kossaka, a jej nazwisko przytoczył z błędem literowym. ,,To wszystko razem – pisze – jest wysoce nieeleganckie i niemoralne”. Proszę wybaczyć, ale to wszystko w ustach dyrektora poważnego wydawnictwa jest śmieszne. Przecież w książce popularnej, jaką jest Życie prywatne elit… – jak już wspomniałem – nie jest wymagana bibliograficzna pedanteria, a ów straszny błąd w nazwisku matki pana dyrektora polega na tym, że w książce Kopera figuruje ono tylko z jednym ,,ł”… Wręcz kuriozalny jest zarzut Joanny Siedleckiej, że Koper przepisał z jej książki podtytuł ,,Cesarzowa Zjednoczonej Witkacji”. Żartobliwe to określenie wymyślił sam Witkacy (o czym zresztą Siedlecka pisze w książce Mahatma Witkac, Prószyński i S ka, Warszawa 2005, s. 162), skąd więc jej pretensje do monopolistycznego użytkowania tego określenia? Rzeczywistością stała się tu anegdotka o owym profesorze, który się skarżył, że kolega ukradł mu cytat…

Można pytać, czy dopuszczalne jest w ogóle – w płaszczyźnie obyczajowości literackiej – konstruowanie takich montaży dokumentalnych, jak prace Kopera. Jest to jednak zwyczaj w dziedzinie biografiki rozpowszechniony i nigdy dotąd niekwestionowany. Dowodem – PIW owska seria ,,Ludzie żywi”, której znaczna część właśnie w ten sposób została skomponowana (np. Pawła Hertza o Słowackim, Szypowskiej o Matejce, Woroszylskiego o Majakowskim). Sęk w tym tylko, że w książkach tych wykorzystywane były teksty, do których prawa autorskie wygasły. W książce Kopera jest inaczej – jeśli zgody autorów na przedruk tych ich fragmentów nie uzyskano, to nastąpiło przekroczenie granic dozwolonego użycia cytatów. Ale i tu – podpowiada zaprzyjaźniony prawnik – Koper mógłby się powołać na artykuł 29 Ustawy o prawie autorskim, który orzeka że ,,wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym [ … ] prawami gatunku twórczości”. Otóż, jeśli uznać montaż dokumentalny za uprawniony gatunek twórczości – postępowanie Kopera jest usprawiedliwione.

hm

PS Ciekawostka: artykulik ten wysłałem jeszcze w grudniu ub. r. do redakcji „Przeglądu”. Redakcja (która uprzednio nie poskąpiła dwóch kolumn na publikację pamfletu red. Tumiłowicza) mój tekst odrzuciła, tłumacząc się… brakiem miejsca.



 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas