poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
KRZYSZTOF LISOWSKI
Chwytanie niepochwytnego
Dekada Literacka 2011, nr 1-2 (224-225)

Kazimierz Wiśniak i Grażyna Niezgoda
Narodziny obrazu. Obrazy, dzienniki plenerowe
oprac. graficzne Zbigniew Karaszewski
Galeria Sztuki Współczesnej w Przemyślu. Przemyśl 2010

Dobrze czytać i oglądać piękny album Narodziny obrazu wczesną jesienią, w porze zbiorów, wszak pierwszy zapis z zamieszczonych w książce dzienników plenerowych znanego malarza, ilustratora i scenografa, Kazimierza Wiśniaka, zaczyna się pod koniec lat 80. w czasie pierwszej zapewne jazdy na plener w podprzemyskiej wsi Słonne właśnie w porze zbioru ziemniaków, zamglonych krajobrazów, wczesnojesiennych chłodów.

Ilustracja oznacza – rozjaśnienie, unaocznienie, od łacińskiego illustrare: czynić jasnym. Jasny, rzeczowy i klarowny jest więc styl notatek Wiśniaka, który zdaje się tylko oszczędnie notować zdarzenia i wrażenia, ale ileż w tych zdaniach podskórnych wzruszeń, empatii człowieka dobrego i uważnego, widzącego w godzinach tego pleneru niecodzienny dar rzeczywistości dla oka, wyobraźni, zamyślenia nad życiem i jego przemianą.

Bo przecież plenery to pora wspólnej, acz jakże indywidualnej pracy wielu artystów z kraju i zza granicy (bywali tam prócz malarzy i fotografików polskich Anglicy, Hiszpanie, Rumuni, Ukraińcy, Słowacy, Hindusi…), ale i wspólnych zabaw – ustanawiania Dni Białych, Czerwonych, Zielonych, kiedy artyści przygotowywali sobie fantazyjne stroje w odpowiednim kolorze i w nich paradowali. To czas rozmów, wymiany doświadczeń, biesiadowania i wycieczek – bo okolica obfituje w śliczne krajobrazy, miejsca historyczne, pałace, kościoły, cerkwie, zabytki bliższej i dalszej przeszłości. Plenery te to również niezwykle pożyteczna działalność kulturotwórcza, edukacyjna, bo przecież „okoliczna ludność” bywała i bywa zapraszana na wernisaże, poplenerowe wystawy, happeningi, obcując ze sztuką powstającą niejako na jej oczach.

Przypomnijmy – Kazimierz Wiśniak to prawdziwy człowiek renesansu: malarz, scenograf, rysownik, pisarz, artysta krakowskiego kabaretu Piwnica pod Baranami. Urodzony w roku 1931, współpracownik krakowskiego „Przekroju”. Współtwórca (z Piotrem Skrzyneckim) słynnego komiksu w odcinkach Szaszkiewiczowa czyli Ksylolit w jej życiu. Związany z wieloma teatrami. Honorowy obywatel Lanckorony. Członek Rycerskiego Zakonu Bibliofilskiego z Kapitułą Orderu Białego Kruka w Krakowie. Od 1987 roku regularnie uczestniczy w corocznych, odbywających się wczesną jesienią, Międzynarodowych Konfrontacjach Plastycznych w miejscowościach nad Sanem; namalował tam wiele obrazów. Większość z nich jest własnością Galerii Sztuki Współczesnej w Przemyślu. Bo też i Przemyśl, i twórcy tego miasta są w dziennikowych zapiskach Wiśniaka z serdeczną uwagą uobecniani.

Drugą, nie mniej ważną, bohaterką i autorką tego albumu jest Grażyna Niezgoda, świetna artystka fotograficzka, marszand i antykwariusz. Prowadzi w Przemyślu salon z antykami, e‑galerię sztuki współczesnej i Witrynę Artystyczną OK(N)O. Pisze o idei tej publikacji Marzanna Wróblewska: „Kiedy w 1993 roku w Krasiczynie, na sympozjum odbywającym się w ramach pleneru w Słonnem, spotkała się po raz pierwszy z twórczością znanego scenografa Kazimierza Wiśniaka, zafascynowana odmiennością procesu twórczego i warsztatu malarskiego artysty, zaczęła przez lata rejestrować  n a r o d z i n y   o b r a z u . Od pierwszych chwil mając nadzieję, że z tych sesji narodzi się książka”.

I ja pisałem nie tak dawno o Niezgodzie i jej technice portretowania artystów, bo Grażyna jest wspaniałą i wierną Przyjaciółką Poetów: „Wydaje się, że cały sekret tego rodzaju wyjątkowego portretowania tkwi w mądrej niespieszności i empatii Grażyny. Zwykle zapowiada, że zrobi parę ujęć, ale nie teraz, nie od razu, może jutro, gdy będą określone warunki, dobre światło.

Czyli – jak dobry, doświadczony rzeźbiarz – modeluje najpierw obiekt, urabia »w glinie«, wygładza czyjeś oblicze, następuje wtedy metamorfoza przygodnej miny w wyraz twarzy, mówiący o czymś głębszym. Odkrywa, warstwa po warstwie, osobowość poety, wrażliwość, stan ducha, sposób myślenia.

Zajmuje się kształtowaniem pewnego procesu: przejścia od prawie niezauważalnego momentu do, mówiąc nieco pompatycznie, »wiecznego teraz«, gdy cząstka chwili, fragment świata, człowiek i jego zamyślenie zastygają i umacniają się w niepowtarzalnym, harmonijnym obrazie.

To wielka SZTUKA zbudować cierpliwie tak ważną i jedyną relację”.

Książka Narodziny obrazu. Obrazy, dzienniki plenerowe to dzieło wieloskładnikowe, właściwie to kilka książek w jednej: bo zawiera istotny fragment autobiografii i autoportretu pisarskiego i malarskiego Kazimierza Wiśniaka, i wiele lat powstający „reportaż” fotograficznego podglądania Artysty przy pracy, w różnych jej fazach, nastrojach, wahaniach, radościach. To równie istotny rejestr działań twórczych Niezgody i innych uczestników Spotkań Artystów – cenna dokumentacja portretowa. To wreszcie malarska i fotograficzna pochwała podprzemyskiego pejzażu, urody ziemi, umocnienie w istnieniu pogody chwil, elementów stałych i zmiennych, mgnień czasu i upływającej w Sanie wody. Wizerunek tej samej czapli, która co roku pojawia się wśród nadrzecznej mgły…

Oglądając prace Wiśniaka, jego artystyczną maestrię i metodyczność w planowaniu różnych etapów pracy, szkice, wycinane postacie, które służą potem kompozycji obrazu, odpowiedniej dla tematu i przesłania dynamice nanoszonych na płótno czy deskę scen, zobaczyłem artystę pogodnego, nieco melancholijnego, silnie osadzonego w „kulturze literackiej” (a zatem stosującego w swoim pozornie naiwnym bajkowym realizmie kryptocytaty, aluzje, odwołania do dzieł i spraw innych). Wiśniaka zdaje się zajmować „cały świat” – listek, kształt chmury, księżyc, kawałek dawnej zamkowej cegły, nagle pojawiająca się kawka, której także – z czułą uwagą i dyskretnym humorem – poświęci cząstkę swego dziennika: „Kawka siedziała już na barierce tarasu [ … ] patrzyliśmy na kawkę, a ona na nas. Po chwili odleciała na pobliski świerk. I dobrze. Jest młoda, niech przebywa wśród ptaków i od nich pobiera nauki”.

Wiśniak nie jest zapatrzonym w siebie artystą, zdaje się raczej pokornym rejestratorem, swoistym medium, przefiltrowującym obrazy, zdarzenia, informacje (także związane z miejscami pobytu), czułym na historię okolic i ludzi, dla którego niepoślednie znaczenie ma to, jak wyglądały dzieje zamczyska czy magnackiego rodu, jak i to, że do siedziby Krasickich nad Sanem przybył kiedyś Franciszek Karpiński i „poruszony pięknem okolicy” napisał tu znane pieśni Kiedy ranne wstają zorze, Wszystkie nasze dzienne sprawy i kolędę Bóg się rodzi, moc truchleje.

Fotograficzka natomiast tak widzi ulubionego Malarza: „Walka Karnawału z Postem to jeden z napędów sztuki Wiśniaka. Wszystko odszyte ironią, przekorą, a zwłaszcza makabrą, do której Wiśniak ma predylekcję wyjątkową. Maluje poranki, ale bliższe mu są księżycowe noce i przechadzki po cmentarzach. Nagi, stojący w rozsłonecznionej rzece młodzianek w każdej chwili może odsłonić piękny, biały, ale nieco dłuższy ząbek i wpić się nam w szyjkę. [ … ]

Wiśniak kocha krasnoludki, bo kocha kicz i prowokację. To, co w jego obrazach powierzchownie może się wydawać naiwnością, jest wysoce intelektualną prowokacją i protestem przeciwko nudzie abstrakcji (to jego słowa). Jednocześnie jego obrazy to scena, na której nadal bawi się w teatr, projektując kostiumy i opowiadając o nas, o osobach, z którymi się styka. Siła sztuki Wiśniaka to siła kultury, wizji poetyckiej oraz terapeutycznego sięgania do arkadyjskich światów, w których widzi ocalenie”.

A sam Wiśniak tak podsumowuje swe notacje (tekst ostatniego zapisu książki pojawia się na zdjęciu portretującym artystę stojącego na łące i patrzącego na nurt rzeki i zamglone wzniesienia drugiego brzegu…): „Należałoby postawić pytanie, czy na tych plenerach w ciągu trzydziestu lat powstało jakieś arcydzieło?

Nie przypominam sobie.

Nie było wśród nas malarzy na miarę Caspara Davida Friedricha, Iwana Szyszkina, Leona Wyczółkowskiego, Edwarda Hoppera zakochanych w pejzażu.

Dając upust twórczości, kontynuujemy z uporem maniaka to szlachetne hobby zwane malarstwem. Jedni tworzą z wewnętrznego nakazu, inni obnażają słabość i talent topią w alkoholu.

Powstają prace, które oceni czas”.

Krzysztof Lisowski


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas