poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANNA POCHŁÓDKA
Piękna fikcja starowieku
Dekada Literacka 2011, nr 1-2 (224-225)

Na wysokiej połoninie.
Sztuka Huculszczyzny – Huculszczyzna w sztuce
– wystawa w 40. rocznicę śmierci Stanisława Vincenza
kurator: Mirosław Piotr Kruk
koordynator: Izabela Wałek
aranżacja plastyczna: „Projekt Plus”
opieka konserwatorska: Małgorzata Pisulińska
marzec–maj 2011
Muzeum Narodowe w Krakowie

Jedno z wyjaśnień pochodzenia nazwy „Huculi” – czy może raczej jedna z figur etymologicznych dotycząca tego pojęcia – odnosi do słowiańskiego wyrazu „kochul”, który oznacza wędrowca. Huculi są przedmiotem romantycznej legendy, łączącej rozmaite opowieści o dumnych i niezależnych góralach, starych mędrcach i specjalnej odmianie koni, symbolizujących wolność. Stanisław Vincenz zebrał i opracował literacko sporo huculskiego folkloru, wyniki swojej pracy umieszczając w pierwszym tomie pomnikowego dzieła Na wysokiej połoninie, zatytułowanym Prawda starowieku.

Zorganizowana w krakowskim Muzeum Narodowym wystawa jest pierwszą z imprez składających się na Międzynarodowy Festiwal Huculski „Słowiańska Atlantyda” i nosi wyraźne piętno patronatu Vincenza. Wieloaspektowa i wielowątkowa, jest podzielona na części tematycznie przyporządkowane z grubsza jednemu z dwóch członów tytułu: „sztuce Huculszczyzny” albo „Huculszczyźnie w sztuce”. Zobaczyć więc można eksponaty ilustrujące życie codzienne Hucułów, ich religijność, rzemiosło i sztukę. Organizatorzy zadali sobie trud konstrukcji modelowego wnętrza huculskiej chaty, z charakterystycznym dla naszego obszaru Słowiańszczyzny podziałem przestrzeni domowej oraz wyborem „świętych obrazów” i obrazków na szkle, przykładami rękodzieła ludowego, tego art-biznesu z przełomu XIX i XX wieku (1). Na wyeksponowanym miejscu stoi też duża rzeźba św. Onufrego, popularnego wśród wyznawców prawosławia. Autorzy ekspozycji prezentują ciekawy wybór huculskiej odzieży, zarówno codziennej, jak i odświętnej. Pokazują też liczne przedmioty codziennego użytku oraz huculskie wyroby o różnym poziomie skomplikowania. Wśród nich wyróżniają się zadziwiające kolorystyką i urodą kafle, które spotkały się z uznaniem samego cesarza Franciszka Józefa. Na oddzielnym miejscu przedstawiono huculskie instrumenty muzyczne. Można tam posłuchać, jak brzmi muzyka grana na trembicie, drumlach, fujarce, rożku pasterskim.

Drugi komponent tytułu wystawy – „Huculszczyzna w sztuce” – został zrealizowany głównie przez bardzo bogaty przegląd malarskich wizji huculskiej kultury. Wśród zaprezentowanych artystów są Władysław Jarocki, Leon Wyczółkowski, Teodor Axentowicz, Julian Fałat i Kazimierz Sichulski. Zwiedzający mogą też zobaczyć kolekcję drzeworytów Wacława Wąsowicza oraz Edmunda Bartłomiejczyka. Nie mogło się chyba obyć bez obrazów Juliusza Zubera, jednego z malarskich odkrywców Huculszczyzny, oraz Fryderyka Pautscha, którego z tym regionem łączyły związki osobiste.

Poza obrazami zainspirowanymi tematyką huculską zaprezentowano zróżnicowany i interesujący zbiór międzywojennych plakatów (niektóre zresztą były zaprojektowane przez obecnych na wystawie malarzy, np. Jarockiego). Stanowią one dominujący element tej części ekspozycji, która dotyczy turystycznego znaczenia Huculszczyzny, bo zachęcają do pobytu w tym rejonie: namawiają na letnie wczasy, reklamują „wycieczki turystyczne po Huculszczyźnie, zabawy ludowe, teatr huculski, jarmarki, konkursy strojów oraz muzyk huculskich”, jak można wyczytać na plakacie według projektu Władysława Łopuszniaka informującym o „Święcie Huculszczyzny” organizowanym w 1934 roku przez Orbis. Plakaty te w okresie międzywojennym pełniły jednak również inne funkcje. Na pochodzącym sprzed 1939 roku plakacie widnieje napis „Polska Poland Polen Pologne. Czarnohora – Ein Schneeparadies” (śnieżny raj). Wielojęzyczny plakat jest więc wyraźnie adresowany do cudzoziemców – nie tylko jednak informuje o dobrych warunkach narciarskich, lecz także bezdyskusyjnie oznajmia, że Huculszczyzna to ważna i reprezentacyjna część Polski. Jaka to ciekawa kwestia z dzisiejszej perspektywy, gdy ziemie te należą do Ukrainy, a i Hucułami mało kto się interesuje.

Plakaty te, prezentujące malownicze pejzaże, kolorowe sylwetki ludzi, niekiedy fotografie, dokonywały zatem folkloryzacji (jak poster Orbisu) i mitologizacji. Oczywiście, dzisiaj nazywa się to marketingiem i – jak można sądzić – w międzywojniu okazał się on skuteczny. Świadczą o tym eksponaty o bardziej osobistym charakterze, takie jak rodzinne albumy ze zdjęciami z wakacji na terenie „województwa stanisławowskiego” czy wysłane stamtąd kartki pocztowe.

Wątek pokrewny obecności tematyki huculskiej w sztuce stanowi kilka obiektów poświadczających huculską inspirację  w kulturze początku XX wieku. Imponujące są zaprojektowane przez Henryka Gąsiorowskiego meble, zdobne w „huculskie motywy” i ponoć wykonane przez ludowych rzemieślników.

Niezwykle interesujący – i to z różnych perspektyw – jest bogaty zbiór huculskiej ceramiki oraz drewnianych naczyń. Wiele z nich wykonał ceniony artysta ludowy, Wasyl Dewdiuk, i – moim zdaniem – stanowią one łącznik między dwoma głównymi nurtami wystawy, niejako jej emblemat. Talerze Dewdiuka są wykonane z jaworowego drewna, zdobione mosiężnym drutem, inkrustowane koralem. Doskonale więc ilustrują synkretyczny charakter sztuki ludowej przełomu XIX i XX wieku, fuzję elementów rdzennych z nowymi materiałami i zasadami, jak również z nową funkcją – talerze Dewdiuka nie nadają się przecież do tego, by z nich jeść, stanowią artefakty. Właśnie ten ich dwoisty status sprawia, że wydają mi się dobrze streszczać podwójny charakter wystawy, łączącej kilka bardzo silnie zmitologizowanych elementów: obraz spektakularnej natury zamieszkiwanej przez prostych, silnych ludzi, hodujących wspaniałe konie (koniom huculskim jest poświęcona osobna część ekspozycji), twórców kultury, która pozwala na doświadczenie czegoś, co nazwałabym kulturowym autentyzmem. Ten wątek nosi szczególnie silne cechy oddziaływania Stanisława Vincenza.

Bo też wystawa idzie jego tropem: śledzi jego literackie zainteresowania oraz wizję świata erudyty, która sprawiała, że łatwo było mu widzieć spójność oraz ciągłość w kulturach oddalonych od siebie o setki lat i kilometrów – dostrzegać tożsame archetypy w zbieżności form.

W eseju Uwagi o kulturze ludowej Vincenz pisał: „nie jest najważniejsze to całe natężone czuwanie, te szkoły, uniwersytety i cała świadoma systematyka, technika materialna i umysłowa […] kultura nie jest naleciałością, maską, ani nałożonym a starannie utrzymywanym pokostem, lecz bije w samej istocie człowieka źródło ją rodzące, duch ludzki sam bez preceptorów” (2). Ta apoteoza różnorodności i szacunek dla obiektów kultury niezależnie od ich rodowodu sprawiają, że Stanisław Vincenz jawi się jako pisarz interesujący i aktualny z punktu widzenia dzisiejszych przeobrażeń kulturowych. Z innej perspektywy, właśnie do tego potrzebne było Vincenzowi Jungowskie pojęcie archetypu. Pozwalało ono scalić różne dziedziny i warianty kultury w heterogeniczny zasób, którego elementy, choć różne, były bez wyjątku wartościowe. Nawet więcej – te stare były lepsze, bo bliższe pierwotnej prawdzie, „młodości rodzaju ludzkiego”. (W posłowiu do jednego z wydań Na wysokiej połoninie pisarz określił swoje dzieło „odą do młodości rodzaju ludzkiego”). Jak pisze Vincenz w cytowanym eseju: „I w takim razie kultury ludowe, w łączności z całokształtem kultury, ukazują się zarówno jako popiół, w którym drzemią iskry, uśpione ślady życia dawnego, ale także jako zapas sił, które dotąd nie znalazły dostępu do kultury świadomej” (3).

Huculszczyzna zaś w oczach Vincenza była „ostatnią wyspą Atlantydy słowiańskiej”, nierozpoznaną krainą archaicznej kultury i rdzennej prawdy. Aby poprzeć tezę o archetypicznej jedności sztuki, w ekspozycji zestawiono XVIII-wieczną ikonę z koptyjską tkaniną z przełomu IV i V wieku – łączy je motyw krzyża. Zaprezentowano wiele tego rodzaju obiektów, których podobieństwo formalne zdaje się potwierdzać identyczność prastarej materii, z której są zbudowane – poświadczać „prawdę starowieku”. Moim zdaniem to metodologiczne nadużycie, jest ono jednak niewątpliwie zgodne z romantyczną wizją etnograficzną Vincenza.

Interesująca, starannie rozplanowana, z dbałością skonstruowana wystawa w Muzeum Narodowym nie przedstawia jakiejś iluzorycznej prawdy Hucułów. Dominuje na niej obraz stąd, z XXI wieku, wizja z zewnątrz huculskiej kultury: plakaty zachęcające turystów do odwiedzenia tego regionu, obrazy namalowane przez wykształconych na akademiach plastyków, fikcje etnograficzne proklamujące archetypiczną starożytność huculskiego wzornictwa. Komentarz zaczerpnięty z imponującego dzieła Vincenza jeszcze pogłębia to wrażenie, przyczyniając się do budowy legendy. Ekspozycja nie obejmuje huculskiej teraźniejszości. To zrozumiałe – obszar ten znajduje się obecnie poza granicami Polski, co jednak istotniejsze, to polityczna bariera rozcięła więź kulturową: jak pieczołowicie więź ta była budowana w okresie międzywojnia, doskonale świadczą eksponaty. Samo pojęcie „Huculszczyzna” w dzisiejszej polszczyźnie pojawia się raczej rzadko, a jeśli już, to na ogół w kontekstach folklorystycznych czy historycznych. Może też w stylizowanej restauracji. Przywołuje miraż kultury pierwotnej i autentycznej, prostej, naturalnej, dzikiej. Miraż „prawdy starowieku”. Nie chodzi mi o to, by dekonstruować ten obraz, udowadniając, że kultura huculska była bardziej skomplikowana niż przepis na banusz, lecz o to, by pokazać, że jej obraz był skonstruowany na prawach opowieści. A Vincenz był jej najważniejszym narratorem. I to wystawa w Muzeum Narodowym pokazuje doskonale.

Anna Pochłódka

PRZYPISY:

(1) Porównanie wnętrza tej chaty z analogicznymi ekspozycjami w Muzeum Etnograficznym im. Seweryna Udzieli w Krakowie, gdzie znajdują się typowe wnętrza m.in. chaty podhalańskiej oraz krakowskiej, pozwala zobaczyć zarówno cechy wspólne (takie jak wspomniany układ przestrzeni), jak i regionalne różnice (np. dobór sprzętów).

(2) Stanisław Vincenz, Uwagi o kulturze ludowej, w: tegoż, Po stronie dialogu, t. I, z Przedmową Czesława Miłosza; do druku podał Andrzej Vincenz, Warszawa 1983, s. 203–204.

(3) Tamże, s. 210.


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas